niedziela, 22 lipca 2012

Pochwała niedoskonałości

Powinniśmy starać się robić to, co możemy, a nie to, czego nie możemy.














Mottem Alfreda Delpa (+ 1945) było: „Nigdy się nie smucić”. Kiedy szedł na szubienicę zapytał więziennego kapelana czy ma jakieś informacje o nadchodzącym froncie? Ksiądz nie wiedział. Wówczas Delp z nikłym uśmiechem na ustach: "Za pół godziny będę wiedział więcej niż ksiądz".

Mógłby jeszcze dodać, że za pół godziny będzie o Bogu wiedział więcej, niż wszyscy teolodzy razem wzięci.

Człowiek przepełniony Jezusowym pokojem jest wolny. Kocha świat i swoje ograniczenia, gdy wie, że w życiu nie o doskonałość chodzi. Źródło doskonałości nie jest bowiem w nas, ale w Stwórcy wszelkiego dobra.

***


Powinniśmy starać się robić to, co możemy, a nie to, czego nie możemy. A także powinniśmy czytać stale te duchowe książki, które nam odpowiadają, a nie te, które nam nic nie dają.
o. John Chapman OSB



Nie szukaj swojej doskonałości, ale szukaj Jego. Bądź najlepszą niedoskonałą osoba, jaką możesz być. Bóg chce cię właśnie takim. Nie innym.

W innym wypadku stworzyłby cię inaczej.


U ludzi to niemożliwe,
u Boga na wszystko jest czas...



71 komentarzy:

Zuza pisze...

"Bądź najlepszą niedoskonałą osobą, jaką możesz być.Bóg chce cię właśnie takim. Nie innym." - bardzo ryzykowna teza. Zdaje sobie Ojciec sprawę z jej konsekwencji?

Zuza pisze...

Bóg stworzył człowieka niedoskonałym, ale wyposażył go jednocześnie w odpowiednie narzędzia, by mógł się rozwijać i doskonalić. Bo człowiek jest istotą rozumną i wolną - ma zatem prawo podejmować decyzję jak chce żyć, jak chce wyglądać. Nie zgadzam się z tym, żeby każdą swoją słabość zasłaniać twierdzeniem: Jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz. To przejaw braku dojrzałości i odpowiedzialności. Dostałam narzędzia i wolną wolę i ode mnie zależy jak będzie wyglądać moje życie - będzie progresem, stagnacją czy nieustannym regresem. Pan Bóg wyznaczył mi drogę, dał mapę, plan, ale czy ja z tego skorzystam? To już kwestia mojej wolnej woli. Dał mi kompas, oznaczenia szlaku, przewodników, przypadkowych turystów, ale do ode mnie zależy czy wyjmę kompas, będę się kierować oznaczeniami, wynajmę przewodnika czy zapytam przechodnia o drogę. Gdybyśmy byli od początku do końca zaprogramowani przez Pana Boga, wolna wola nie miałaby racji bytu.

Jola F pisze...

Ostatnio myślałam właśnie o tym. Dziękuję więc za te słowa. A ta piosenką bardzo kocham! ;-)

Sanare pisze...

Zuza OK.
"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." (Mt 5,48)
Ale rozumiem też to, co chciał wyrazić o. Krzysztof. Nie chodzi o stagnację, o nicnierobienie, ale zaakceptowanie swojej ułomności, mówienie Bogu: tak Panie, wiesz że ciągle zawalam (jak mówi moja przyjaciółka: nie jestem jak bizantyjska ikona) i tylko Ty możesz mnie podnieść. Nigdy nie będziemy doskonali w 100%, ale musimy do tej doskonałości dążyć. A Bóg - sama Doskonałość - będzie działał :)

o. Krzysztof pisze...

Bliska mi jest koncepcja Leszka Kołakowskiego, który twierdził, że tu na ziemi nie ma sukcesu. Oczywiście są ludzie znani, cenieni, szanowani, jednak mimo wszystko wszyscy jesteśmy nieudacznikami.

Jeśli tylko zgodzimy się na to, że nie będziemy szefami wpływowych grup, dyrektorami wielkich firm, biskupami lub Tomaszem z Akwinu, jeżeli wiemy, że nie jesteśmy i nie mamy być doskonali, jeżeli nie wymagamy od siebie zbyt wiele, cieszymy się drobiazgami, jesteśmy pogodzeni z własnymi słabościami, z własnym życiem to wszystkim jest lepiej.

Pozdrawiam wszystkich ciepło - pierwsi autostopowicze właśnie się zjeżdżają :)

nashim pisze...

(No pięknie, mój absolutnie najulubieńszy teledysk wszechczasów!)
Polecam wszystkim piosenkę "Surrexit Christus" z tej samej płyty, bardzo pasuje do tematu, niestety nie ma jej na youtubie.
@Zuza- "niedoskonały" to nie znaczy "czyniący zło", więc wolna wola nie ma tutaj nic do rzeczy.
Zawsze chciałam być wysoką, szczupłą brunetką i mieć jeszcze parę innych przymiotów, ale Pan Bóg niestety mi ich nie dał, jakby chciał to by mi je dał, cóż ja mogę teraz zrobić żeby się tak udoskonalić? (oczywiście żartuję)

basiek pisze...

Wydaje mi się że chodzi o to by umieć godzić się na to kim jesteśmy: nasze wykształcenie, stanowisko może nie marzyliśmy o takiej pracy jaką mamy albo nie ukończyliśmy szkoły czy studiów wymarzonych myślę że to Ojciec chciał ująć nie chodzi tu o brak dążenia o to by stawać się lepszym i pracować nad sobą umieć akceptować kim się jest i nie użalać się nad swoim losem i cieszyć się życiem:) Pozdrawaiam wszystkich.

Zuza pisze...

Doskonale wiem, co Ojciec chciał przez to powiedzieć, tyle, że teza wyrażona w ten sposób nie jest jednoznaczna i bardzo odważna, bo może zostać odebrana również w inaczej - nie muszę robić nic, bo taki jaki jestem i tak jestem dziełem Boga. Skrajnie - ze wszystkimi wadami, niewłaściwymi zachowaniami, grzechami, słabościami, również złym postępowaniem - cały czas jestem super dla Pana Boga, bo takiego mnie stworzył, takiego mnie chce!!!! Więc po co robić coś więcej ponad normę? Po co robić coś w ogóle? Ktoś, kto ma ukształtowaną duchowość, wyczyta głębszy sens między wierszami. Poszukujący, chwiejny, niestabilny duchowo człowiek może odebrać to dosłownie.

A ja, mimo wszystko, nie czuję się nieudacznikiem. Nawet w oczach Boga. Grzeszna, słaba, ułomna - tak, ale bycie nieudacznikiem kojarzy mi się z człowiekiem, któremu właściwie nigdy nic nie wychodzi. I w moim życiu są takie rzeczy, które mi nie wychodzą, ale dostałam od Boga mnóstwo narzędzi, które udało mi się wykorzystać, ku swojemu rozwojowi i na Jego chwałę, tak jak ludzie znani, cenieni czy szanowani. Więc powiedzenie, że "wszyscy jesteśmy nieudacznikami" jest według mnie nadużyciem.

Mogę być pogodzona ze swoimi słabościami, cieszyć się drobiazgami, a jednocześnie wymagać od siebie, by zmieniać to, co zmienić mogę, nie tracąc przy tym radości i nie trując innym życia. Kto powiedział, że nie da się pogodzić?

o. Krzysztof pisze...

Zuza, a czy są jakieś uczynki, którymi możemy zasłużyć na to, aby Bóg nas kochał?

Kasia Sz. pisze...

Ojcze - ale to nie chodzi o to, że działając, robiąc coś dla siebie, próbując walczyć np. ze złymi nawykami robimy to po to, żeby zasłużyć na Bożą miłość i żeby być doskonałym. Robimy coś po to, by nasze życie byłe bardziej komfortowe i pełne. Zgadzam się z Zuzą, że można być pogodzonym ze swoimi słabościami, ale jednocześnie można trochę od siebie wymagać, nie po to by zasłużyć na Bożą miłość i być doskonałym, ale po to, by wydobyć z siebie to co fajne, wartościowe i przydatne. Nie robiłabym apoteozy ze słabości. To trochę fałszywy trop.

nashim pisze...

@Zuza
zależy od tego, czy na ten temat spojrzysz od strony wiary, czy psychologii. Od strony wiary to ja uważam, że nie da się w sobie wypracować cnoty,bez popadnięcia w grzech pychy. Zresztą już samo założenie wyrabiania w sobie "cnót" jest jakimś błędnym rozumieniem Ewangelii.

Kasia Sz. pisze...

Można wyrobić sobie cnotę bez popadania w pychę. Jest różnica między pychą o zdrowo pojętą dumą, że coś nam się udało. Można być z czegoś dumnym, ale nie pysznym.

nashim pisze...

@Kasia Sz.
ale to jest mieszanie kwesti psychiki z sprawami ducha

Sanare pisze...

Z Zuzą w pełni się zgadzam.
Chciałbym tylko dodać, że ja odebrałem wpis w rozumieniu duchowym, jako doskonałość w wymiarze religijnym i moralnymi, a nie w wymiarze prywatnych sukcesów, do których co najwyżej zastosowałbym termin "mój osobisty ideał", a nie "doskonałość". Tomasz z Akwinu też nie był doskonały, ale do doskonałości dążył - i chodzi tu o doskonałość duchową ;) Doskonałość, do jakiej wzywał Jezus, nie miała nic wspólnego z ludzkim wyglądem, zamożnością, statusem społecznym itp.

Kasia Sz. pisze...

@nashim - kiedyś walczyłam i walczę nadal z pewną przypadłością. Walczyłam w ten sposób, że wysiłek oddawałam w pewnych intencjach. Tak jak ludzie poszczą w jakiś intencjach. I kiedy miałam pewne osiągnięcia w zwalczaniu tego grzechu to byłam z tego osiągnięcia dumna. Cieszyłam się, że się coś udało, ale nie byłam pyszna. Nie obnosiłam się z moim małym "sukcesem" w zwalczaniu pewnego grzechu.

Ojciec jednak trochę miesza. Brak sukcesów zawodowych, ogólne poczucie porażki uważa za cnotę. A to nie zawsze jest cnota.

nashim pisze...

to ja polecam tą piosenkę Budzyńskiego Surrexit Christus

nashim pisze...

ups, pomyliłam się, piosenka nazywa się "Cuda"

Zuza pisze...

@o.Krzysztof: Właśnie miałam Ojcu odpisać, ale podpiszę się tylko pod tym, co napisała Kasia Sz.

@Kasia Sz.: Amen :)

@nashim: nie ma znaczenia czy w sensie duchowym czy psychologicznym, bo jedno z drugim jest w człowieku nierozerwalnie związane. Kształtując swoją osobowość czy umysł, włączamy w to ducha. Kształtując duchowość, wpływamy na osobowość i intelekt.

W tym miejscu od razu narzuciła mi się przypowieść o talentach - po to Bóg daje, byśmy pomnażali, nie zakopywali. Ten, który pomnaża, zostaje nagrodzony, ten który nie robi z darem nic, zostanie ukarany i zabiorą mu to, co ma. Przekaz dla mnie jest prosty i jednak bezdyskusyjny - nie tylko sfera duchowa, ale każda inna, dana nam od Boga jest po to, by ją rozwijać, mnożyć, doskonalić, bo właśnie z tego będziemy rozliczeni.

Dor pisze...

@Zuza,Kasia Sz.,nashim:mądrze prawicie dziewczyny!dzięki:)

TaxiDriver pisze...

Wkurza mnie ta wasza poprawność dziewczyny - jak w Kościele, nic nie powiem zanim nie dodam trzydziestu odnośników i wytłumaczeń. Blog z zasady ma być niepoprawny i prowokujący, dla mnie jest to wpis ewangeliczny. Bóg widzi inaczej.

czytający od dawna pisze...

@TaxiDriver: Ten sam "front", który pojawił się podczas dyskusji o zmianie z wcześniejszych wpisów. Dlatego lubię tutejsze dyskusje, bo są twórcze, niecenzurowane i można nie zgadzać się z autorem :)

Zuza pisze...

@TaxiDriver: No i zgodnie z prowokacyjnym założeniem, wpis, a raczej jego autor, sprowokował mnie do takiej a nie innej wypowiedzi. Więc o co chodzi?

Zgadzam się, że jest to wpis ewangeliczny - może dlatego nie do końca zrozumiały. Do Starego i Nowego Testamentu można zakupić sobie komentarze, w których jest trzydzieści odnośników i wytłumaczeń. To o czymś jednak świadczy. Im coś jest bardziej klarowne, tym lepiej. Dla wszystkich.

Nie mam obowiązku zgadzać się poglądami o.Krzysztofa tylko dlatego, że jest zakonnikiem. Blog nie ma cenzury jeśli chodzi o zamieszczanie komentarzy, jak to ma miejsce na dominikanie.pl, więc mam prawo wyrazić czy się zawartymi we wpisie treściami zgadzam czy nie. Nikogo nie obrażam, nie zaczepiam, polemizuję tylko, czerpiąc dla siebie to, co wartościowe. Więc po co te nerwy? Nerwy w konserwy i na eksport, a jak Cię wkurzam, to nie czytaj :) Rozwiązania bywają czasem prostsze niż nam się wydaje :)

Anonimowy pisze...

W rozmowie na temat modlitwy nie możemy zapomnieć też o roli łaski...


Nasza modlitwa jest zawsze tylko odpowiedzią na wołanie Pana. Św. Augustyn mówi, że nie bylibyśmy zdolni szukać Boga, gdyby On nas wcześniej nie znalazł. Szukamy Boga, bo już zostaliśmy przez Niego znalezieni. Inicjatywa należy do Niego. Bóg dobija się do ludzkiego serca, On stoi u drzwi serc i kołacze. I to jest łaska. My bardziej dajemy się Bogu znaleźć, niż Go szukamy. To właśnie jest owa uprzedzająca łaska. Stąd też najbardziej bezradna i nieudana - w naszym odczuciu - modlitwa, jest źródłem pokoju.


Ważne są szczerość, otwartość, ofiarność modlitwy. Trzeba pamiętać, że w życiu duchowym to nie my prowadzimy siebie, ale bywamy prowadzeni. Im jesteśmy starsi, tym lepiej widzimy, że nasze życie nie układa się według naszych planów. Słyszałem ostatnio powiedzenie, aforyzm przypisywany Woody’emu Allenowi: "Chcesz Pana Boga rozśmieszyć, opowiedz mu o swoich planach". Jeżeli umiemy się godzić na to, że życie nie układa się według naszych planów, możemy być szczęśliwi. Jeżeli trzymamy się uparcie swoich planów, bywamy naburmuszeni, zbuntowani, sztywni, obrażeni na Pana Boga i na cały świat.

Cytat z Ćwicz się w pobożności
O życiu duchowym, ćwiczeniach duchownych, modlitwie, walce duchowej, owocach modlitwy z o. Józefem Augustynem, jezuitą, redaktorem naczelnym kwartalnika "Życie Duchowe", znanym rekolekcjonistą i kierownikiem duchowym rozmawia Małgorzata Szewczyk./DEON PL

Paoop pisze...

Bardzo się starasz i jesteś wspaniała… ale z tego nie wynika, że sama się tak napracowałaś, że to jedynie Twoja zasługa. Sam Bóg działa w nas, przez nas i dla nas. Najważniejsze to nie wpaść w pułapkę minięcia się z Jezusem… minięcia się przez zaburzone proporcje, przez własną doskonałość i realizowanie precyzyjnie wymyślonego planu. Św. Paweł pisze „wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę", oraz „cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz”……………… Właśnie o to chodzi, że trzeba zauważać swoją niedoskonałość, oddawać się Jemu a nie udawać, że wszystko jest w doskonałym porządku.

basiek pisze...

Doskonale zgadzam się z Paoop że to co mamy i co osiągnęliśmy nie jest tylko i wyłącznie naszą zasługą jak i tym anonimowym wpisem cytatem o życiu by umieć godzić się na to że życie nie układa się wg.naszych planów i możemy też żyć pełnią szczęścia.

nashim pisze...

@Paoop
lepiej bym tego nie wyraziła

nashim pisze...

@Zuza
to Ty jakaś nerwowa jesteś, nie bierz tej dyskusji tak do siebie

Kasia Sz. pisze...

@Paoop ---- A kto powiedział, że ktoś kto się stara czuje się wspaniały??? Tak sam z siebie. I kto powiedział, że ten, kto się napracuje przypisuje sukces sobie? Jeśli ktoś jest wierzący, a pracę nad czymś rozpoczął z modlitwą prośby - o siłę, inwencję, pracowitość, wytrwałość to nie przypisuje powodzenia sobie. Jak raz coś mi się udało po kilku miesiącach trudów to od razu pobiegłam do kościoła św. Floriana i podziękowałam, że dałam radę. Zanim to mi się udało to byłam bezradna - jak w innych sprawach jestem nadal - napisałam maila do siebie i do Boga, że jestem bezradna i podsunął mi pomysł wyjścia z tego. Ale wysiłek poniosła ja. To oczywiste.

Sanare pisze...

Nie wydaje mi się, żeby Zuza nie wiedziała jako rolę spełnia łaska Boża, która w jej wypowiedziach jest domyślnie w opisach wszystkich ludzkich zasług. Zuza po prostu rozróżnia między tym z czym człowiek został stworzony, a tym czym wciąż się kreuje (ćwiczenie charakteru, cnót itd.) - przynajmniej tak mi się wydaje. Człowiek z łaską Bożą musi współpracować, ona nie może działać bez naszego "tak".

Paoop pisze...

@Kasia Sz.: Nie rozumiemy się więc odpiszę króciutko... Nikt tak nie powiedział, nawet ja;), a już na pewno nie w takim kontekście o którym Ty piszesz:)

Joasia pisze...

A ja się w psychoanalityka. Autor bloga ma skrywany problem z przerostem ambicji i w jego przypadku jej hamowanie jest jak najbardziej ok. Idąc dalej -Idąc dalej przemyślenia jego winny być w pierwszej osobie: "Powinienem starać się robić to, co mogę, a nie to, czego nie mogę" a nie pisać tak jakby wszyscy mieli ten sam problem, co on: - Powinniśmy starać się robić to, co możemy, a nie to, czego nie możemy (nie szkodzi że to cytat)
Poza tym te dwa zdania to logiczny nonsens:
"Nie szukaj swojej doskonałości, ale szukaj Jego. Bądź najlepszą niedoskonałą osoba, jaką możesz być."
Przy dobrej woli można się domyślić, że to skrót myślowy i co autor miał na myśli ale biorąc wprost to masło maślane, a właściwie masło bez masła ;)masmix????

Joasia pisze...

A ja się pobawię w psychoanalityka - miało być(przepraszam).
Myślę, że nie każdy "łapie" te skróty myślowe i stąd nieporozumienia oraz stąd, że każdy jest inny, ma inne wady i zalety, jedni są przambicjonowani innym ambicji brak, dlatego należy być ostrożnym w formułowaniu ogólnych prawd.Nasz Bóg jest osobowy i podchodzi do każdego indywidualne, czyż nie??? pozdrawiam wakacyjnie :)

Joasia pisze...

Od dłuższego czasu zastanawiam się co mnie drażni w tym blogu - przy całej wieeeeeeeeelkiej sympatii do autora, chyba moralizatorstwo własnie. Czasem słucham sobie różnych rekolekcjonistów i trafiają do mnie te w których księża mówią o sobie, o swoich słabościach, problemach w pierwszej osobie np. Augustyn Pelanowski http://www.youtube.com/watch?v=0J3ldPmWGZ4&feature=related
Nie stawiają się w roli kogoś mądrzejszego, pouczającego.
Gdy ktoś zaczyna do mnie mowę od "powinniśmy" to czuję się jak bym trafiła na przemówienie Bieruta albo innego Gierka ;)

Zuza pisze...

@Sanare: dobrze Ci się wydaje ;)

@nashim: jestem ostoją spokoju, to TaxiDriver napisał, że go wkurzam:)

@Joasia: coś w tym jest, co piszesz....

TaxiDriver pisze...

@Zuza: oj tam, oj tam - już się nie gniewam :)

o. Krzysztof pisze...

"Autor bloga ma skrywany problem z przerostem ambicji i w jego przypadku jej hamowanie jest jak najbardziej ok"

@Joasia: dziękuję za diagnozę. Teraz to ja już sam siebie nie rozumiem :)

cici pisze...

jak tam, zdradzi Ojciec gdzie dotarli nasi autostopowicze?:>

o. Krzysztof pisze...

@Cici: od Wielkiej Brytanii, Wenecji, przez Pragę i Berlin, a skończywszy na Wilnie... Spróbuję zrobić osobny wpis na ten temat, gdyż świadectwa były nieprawdopodobne...

Rita pisze...

Ojcze Krzysztofie - dziękuję za ten wpis niedzielny. Dla mnie jest wspaniały, zrozumiały, logiczny i mądry! Jestem na etapie bolesnego doświadczania własnych ograniczeń. Zaczynam rozumieć, że powinnam je zaakceptować, a nawet polubić i się za bardzo nimi nie przejmować. Nobody's perfect :).

Kasia Sz. pisze...

@Paoop - to ja już nie rozumiem tych wszystkich uogólnień. Powtórzę tak bez związku z Twoim postem, jednym i drugim: niektóre grzechy zabierają wolność, a wywikłanie się z grzechu to nie jest droga do doskonałości, ale do wolności i do lepszej jakości życia. I to nie ma nic wspólnego z wykazywaniem się przed Bogiem ani z zasługiwaniem na Jego miłość. Natomiast są pewne ułomności, które człowiek ma i jeśli nie ma na nie wpływu to powinien je starać się zaakceptować. Natomiast wydaje mi się, że nie należy mieszać ułomności z grzechami. Ale może nie zrozumiałam tematu.

nashim pisze...

ale nam się tutaj psychoanalityczny bigos zrobił!
każdy wie, co pozostałym dolega-gratuluje wszystkim, włącznie z sobą!
Zastanawiam się tylko po co czytać, jak kogoś coś drażni.
W temacie, to polecam wszystkim książkę Terrego Virgo "Łaska.Jak przyjąć najcudowniejszy dar Boga", wydało wydawnictwo Esprit. Totalnie zmienia spojrzenie na temat łaski i ludzkiego wysiłku nad wypracowywaniem sobie czegokolwiek.

Zuza pisze...

@TaxiDriver: No ja myślę:)

@o.Krzysztof: Diagnozę to Ojciec ostatnio dostał, więc w razie wątpliwości proszę tam zerknąć:). Ale żeby było śmieszniej, przytoczone diagnostyczne zdanie Joasi jest jak najbardziej logiczne:). Nie wiem czy prawdziwe, ale logiczne :)

o. Krzysztof pisze...

@Zuza: Twoja diagnoza nie była dobrą diagnozą, ponieważ zamiast wstrząsnąć mną, abym mógł sobie np. uświadomić, że moja połamana osobowość związana jest z traumatycznym doświadczeniem wybicia szyby w piwnicy w wieku 9 lat (co oczywiście wyparłem) to mogłem wyczytać zgoła inne rzeczy. A najgorsze w niej jest to, że za większością z nich tęsknię zamiast się ich bać!

o. Krzysztof pisze...

właśnie przyszedł sms od ostatniej grupki rekolekcyjnej, która dotarła do Taize. Dojeżdżają do pięknej Łodzi :)

nashim pisze...

dominikanie w Łodzi powinni rozejrzeć się za szklarzem...

Zuza pisze...

@o.Krzysztof: Ojciec, o tej szybie to musimy porozmawiać... To rzeczywiście może mieć znaczenie, zwłaszcza przy nieodwzajemnionej miłości do muzyki, a zwłaszcza do śpiewania... To może być źródło... Poważna sprawa. Choć z tą połamaną osobowością, to byłabym ostrożna. Porysowana, pogięta - to tak, ale do połamanej to jeszcze Ojcu brakuje.

A tęsknić zawsze można, stawiać sobie poprzeczkę i dążyć! Rozwijać się i doskonalić!!! :) Taki był zamiar tej diagnozy:) Stworzyłam ideał, bo realem nie chciałam po prostu Ojca dobijać. Stańmy w prawdzie!

największa beznadzieja na świecie i co z tego??? pisze...

Oto doskonałość: ZUZA!!!! Najmądrzejsza na świecie i zawsze musi mieć ostatnie zdanie. Doskonal się kobieto jeszcze bardziej, aż całkiem Ci odbije.

Kasia Sz. pisze...

@Zuza - trochę bym uważała z tym słowem "doskonalić". Tylko przez mgłę kojarzę jak wygląda "doskonałość ewangeliczna" czyli raczej dążenie do dobrze rozumianej świętości, ale nie o tym chciałam. Nie stawiałabym tak mocno akcentu na "doskonalenie, na stawianie sobie poprzeczki". Wolę słowo "rozwój, wydobywanie z siebie tego co cenne, pokonywanie nawet drobnych ograniczeń np. ktoś nie umie pływać albo tańczyć i po prostu zapisze się na kurs i zacznie powoli się tego uczyć. Ktoś będzie pokonywał np. nieśmiałość. Ktoś będzie potrafił cieszyć się z tego co umie już nie porównując się z innymi. Np. ktoś zna tylko angielski, a jego kolega zasuwa także na hiszpański. Jednak ten ktoś dojdzie do wniosku, że mu to wystarczy, cieszy się z tego, że może porozumieć się w tym języku i nie ma ochoty stawiać sobie poprzeczki wyżej i uczyć się innego języka. Ktoś, np. jakaś kobieta ma ładną buzię, ale średnio zgrabne nogi. Zamiast się zadręczać, biegać na masę ćwiczeń, zamęczać otoczenie kompleksami może cieszyć z tego, że ma miłą twarz, a nogi może sprytnie maskować odpowiednim strojem. Nie wiem czy chciałabym stawiać sobie wyżej poprzeczki. Chciałabym raczej, bo jestem na takim etapie, pokonywać swoje małe ograniczenia. Kiedyś jak coś pokonywałam to nie miało to charakteru, że postawiałam sobie taką a taką poprzeczkę,ale po prostu coś było złe, nie służyło mi i z tym walczyłam, jednak z zachowaniem umiaru. I człowiek był z tego pozytywnie dumny mimo, że samo pokonywanie trudności nie było łatwe. Trwało. Od doskonalenia wolę wydobywanie z człowieka tego co dobre, pożyteczne. Innym problemem jest to, że sprawy z zewnątrz nie pozwalają nam czasem rozwijać swoich talentów. Niby wiemy co potrafimy,ale nie mamy tego gdzie pożytkować. Chcę coś pokonywać nie dla poprzeczki, ale dla siebie samej.

TaxiDriver pisze...

@największa beznadzieja na świecie i co z tego???: odetchnij :)

największa beznadzieja na świecie i co z tego??? pisze...

@TaxiDriver - oddycham.
Mam wrażenie, że niektóre osoby wprost nadymają się swoim dążeniem do doskonałości i poprawnością w rozumowaniu w każdym calu. Może to one powinny odetchnąć i wypuścić trochę powietrza z tego balonu.
A że doskonałość stwierdziła, że czytać jej nie trzeba, więc to zrobię. Ale swoje zdanie też mogę mieć.

Joasia pisze...

Kpina i oburzenie - to częsty objaw na prawdę - dlatego psychoanalityk kasuje z góry. Co drugi pacjent wychodzi oburzony prze zakończeniem sesji. Ci co chcą naprawdę nad sobą pracować - zostają.
Ale wiem, wiem - co tam logika, co tam psychologia - to wszystko śmieszne - a przypowieść o talentach???
Nie mówię, że O. Krzysiu nie ma racji - ma rację ale częściowo. Jemu może potrzebne przystopowanie ale nie może narzucać tego wszystkim twierdząc " wszyscy powinniśmy" ale mówić o sobie, ewentualnie o ludziach którzy mają w sobie nadmierne ciśnienie na doskonałość. I dlatego ma racje Kasia Sz. pisząc ojciec trochę miesza i to nie pierwszy raz a Augustyna Pelanowskiego polecam: opowiada np. o swoich zmaganiach z zazdrością, pychą, perfekcjonizmie. Ojciec Krzysio z jednej strony pisze że ok. być niedoskonałym, kreując się w ten sposób na doskonałego kapłana. Faktycznie pogubić się można...

Joasia pisze...

A w tej śmiesznej logice jest pojęcie absurdu
np. żonaty mąż,czy cytat z O. Krzysia: "najlepsza niedoskonałość". Swoją drogą niektórzy to mają naprawdę przechlapane- nawet niedoskonałość muszą mieć najlepszą ;)

Czytający od dawna pisze...

Kurcze, chyba czytaliśmy zupełnie inne teksty. Moim zdaniem to właśnie wiele nerwic bierze się z tego, że człowiek nie akceptuje swoich ograniczeń.

Kasia Sz. pisze...

CO INNEGO grzech a co innego ograniczenia. Nad grzechami typu nieumiarkowanie w jedzeniu, piciu, nad zazdrością, pychą chyba należy popracować. Z prostego powodu one utrudniają życie, a nawet jeśli dają przyjemność to na chwilę. Fajnie jest się upić, fajnie jest pofolgować apetytowi, ale jeśli w którymś momencie grzech zaczyna nami rządzić to jest niefajnie. Kto się czuje dobrze jeśli MUSI się napić piwa? Nie dlatego, że chce, ale że musi, bo zaczyna popadać w uzależnienie.

Już napisałam wyżej - według mnie - co innego grzech a to innego ograniczenia. Grzech potrafi człowieka wymęczyć i nie zawsze jest powód, żeby go akceptować. Natomiast z naszymi ograniczeniami bywa, że musimy się pogodzić w pewnej mierze o ile to pogodzenie nie będzie wymówką, żeby nic nie robić. Kurczę, trzeba się pogodzić np. ze swoją budową ciała, ze swoim brakiem zdolności w tej czy w tej dziedzinie i pewnie trochę by się tego znalazło. Nie wiem jak to bardziej wytłumaczyć, bo wydaje mi się, że i tak piszę w kółko to samo.

Zuza pisze...

@największa beznadzieja na świecie i co z tego?: umieściłaś swój komentarz pod wpisem, który skierowany bezpośrednio do Ojca, zawierał mnóstwo ironii i nieco prywaty, bo oboje z Ojcem dobrze wiedzieliśmy o czym mówimy, a Ojciec doskonale zdaje sobie sprawę z wydźwięku mojej wypowiedzi, więc naprawdę, Droga Beznadziejo, mogłaś sobie darować ten komentarz ociekający jadem złośliwości. Bo gdyby to była tylko ironia, pewnie bym ją przemilczała, bo naprawdę nie pozjadałam wszystkich rozumów i mam ogromny dystans do siebie. Ale żeby to zrozumieć, trzeba mieć coś jeszcze...nie wszyscy są niestety w posiadaniu....

@Joasia: swoją drogą, posiadać najlepszą niedoskonałość to też musi być niezły wyczyn. Być doskonale niedoskonałym - wszystko sprowadza się do jednego, bo ja przecież muszę mieć ostatnie zdane! :)

największa beznadzieja na świecie i co z tego??? pisze...

droga Zuzo, oczywiście, że nie wszyscy są w posiadaniu... (zabrakło słowa, czy to jakaś psychologiczna metoda niedpowiedzenia) dobrze, że Ty posiadasz, co zresztą potwierdza to co zostało przeze mnie napisane.
Twoją znajomość z Ojcem wielokrotnie już podkreślałaś, a że wpis został umieszczony akurat w tym miejscu, w którym został... wybacz, nie ma opcji wyboru miejsca wpisu, a niektóre Twoje komentarze wkurzają od dawna. Hmmm, Tobie chyba jednak też czegoś brakuje. Złośliwości raczej nie.
I co nie musisz mieć ostatniego zdania? Oj przepraszam to też złośliwość... Szkoda, że wcale mnie to nie martwi. Błyszcz sobie dalej.

Zuza pisze...

@największa beznadzieja na świecie i co z tego???: O tak, ja posiadam i to potwierdza bardzo ! :) I tu masz absolutną rację! I popatrz, jednak się w czymś zgadzamy :D

Jednych wkurzają, innym się podobają... Jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził:) I ja też nie zamierzam, więc nawet podziękować Ci powinnam za ten komentarz, bo mnie uspokoiłaś...Uffff.... całe szczęście, nie wszyscy mnie kochają, a już się bałam...

A rada ta sama - wkurzam Cię? - nie czytaj! :) A ja będę sobie błyszczeć dalej:D

I masz rację jeszcze w jednym - z pewnością czegoś mi brakuje, bo ja mam zasadę dążenia do doskonałości, rozwoju i wzrostu. A gdybym była doskonała, to bym nie musiała dążyć - czyli...czegoś mi brakuje! I znowu się zgadzamy :D

Pozdrawiam!

Zuza pisze...

@Kasia Sz.: masz rację i ja używając słowa "doskonałość" mam na myśli wyznaczanie sobie pewnego wzoru, stawianie priorytetów, określoną hierarchię wartości, do których dążę, które chcę osiągnąć. Nie mówię o doskonałości w szeroko pojętym rozumieniu tego słowa. Ja nie umiem pływać i się nie nauczę, boję się głębokiej wody i żebym nie wiem jak chciała pracować nad swoją "słabością", nie dam rady tego przeskoczyć. Ale jednak zawieszam sobie pewną poprzeczkę (jednak poprzeczkę!) w innych sferach, bardziej dla mnie osiągalnych, którą przekroczyć się staram. W myśl tego, co napisał Ojciec na początku: "Powinniśmy starać się robić to, co możemy, a nie to, czego nie możemy."

Pozdrawiam ciepło! :D

Kasia Sz. pisze...

@Zuza - ja także nie umiem pływać. Na rowerze też nie potrafię jeździć, ale może kiedyś się nauczę. Na stacjonarnym :-)))). Za to szybko wchodzę na szóste piętro i to kilka razy dziennie. Takie sobie zadanie wyznaczyłam jakiś czas temu: włazić na szóste piętro rezygnując z windy. Mam też ambitniejsze zadania :-), ale te nie wychodzą mi póki co. Kiedyś o doskonałości pisał kardynał Newman. Nawet fajnie to ujął:

http://dominikanie.pl/blogi/janusz_pyda_op/wpis,665,newman_01.html

Także pozdrawiam ciepło z już coraz bardziej gorącego Krakowa.

największa beznadzieja na świecie i co z tego??? pisze...

@Zuza, wiesz co? Twój ostatni wpis bardzo mi się spodobał (czyżby to wreszcie było trochę humoru i złośliwości a nie tylko moralizatorstwo?).
No widzisz skoro pozwalasz sobie błyszczeć, bo jest Ci z tym dobrze, to pozwól tym niedoskonałym cieszyć się z tego, że doskonali być nie muszą. I naprawdę nie oznacza to siedzenia z założonymi rękami ani olewania sobie wszystkiego. Różnie się ludziom życie układa.
Też Cię pozdrawiam i masz rację, przyszłe komentarze ominę szerokim łukiem :)

Mati pisze...

@Zuza: nie martw się, jest taki pan w Łodzi, który we wrześniu chce otworzyć Ośrodek Zwalczania Fobii Wodnych. Ponoć zwalcza strach przed wodą w 15 minut :)

Zuza pisze...

@Mati: Oooooohohohohhhhhoooo, to ja dziękuję bardzo! Skoczyć na główkę w sam środek 4-metrowego basenu to ja sama mogę, nie buląc za to grubej kasy! I zrobię to szybciej niż w 15 minut :D

Mati pisze...

:))) ale on podobno i pływać uczy. Ktoś powinien go przetestować bo nie wiem czy szaleniec czy geniusz. Pozdr znad WODY.

TaxiDriver pisze...

geniusz. na pewno.

Zuza pisze...

@Mati, no dobra, teraz poważnie, bo ja myślałam, że to żart..... A to naprawdę ma powstać... Yyyyyy....to ja jednak dalej wolę zostać przy swoim lęku. Zdecydowanie! I będę się doskonalić w innych sferach. Zdecydowanie! :)

Anonimowy pisze...

wydaje mi się,że Bóg się właśnie skrył w naszych niedoskonałościach... co by było jakbyśmy byli od początku doskonali?...
nudyyyy :)

Anonimowy pisze...

Zuza, dążyć nie równa się drążyć.
Gdybym była doskonała... Codziennie sprawdzasz? Brakuje 7cm?
Wkurzam Cię, nie czytaj.
Wkurzasz mnie, nie pisz? Wkurzasz mnie. Tyle. I wiesz co? Ja zawsze przechodzę pod poprzeczką albo przynajmniej bokiem. Wyznaczanie, wytyczanie, dzielenie rzeczy na te, których nie i które ewentualnie tak, na te, co to ja zawsze i których ja w życiu. Właśnie, życie. Powinniśmy starać się robić... Róbmy, do jasnej Anielki!

Zuza pisze...

@Anonimowy z 13:43
"Wkurzasz mnie, nie pisz" - jest w tym jakaś metoda. Mówisz i masz. Ze mną jak z dzieckiem :)

Anonimowy pisze...

@Zuza z 14:28
Sorki Zuza,mnie akurat nie wkurzasz. Chociaż rzadko się z Tobą zgadzam. Jak napiszę, że od dzieci wolę dorosłych też będzie jakaś reakcja?

Kasia Sz. pisze...

Mnie Zuza nie wkurza. Ma temperament i swoje zdanie.

Joasia pisze...

A przyczepiłam się do tej najlepszej niedoskonałości, bo jestem wyczulona na mieszanie dobra ze złem, zacieranie granic między nimi - znak naszych czasów. Dla mnie to new agowe - trochę sformułowanie i podejście. Ciężko to wyrazić w kilku zdaniach niestety, bo to wierzchołek góry lodowej

Prześlij komentarz