czwartek, 6 września 2012

Pochwała kompleksów Doroty Masłowskiej

Od pewnego czasu głoszę pochwałę kompleksów i cierpienia jako wartości w życiu człowieka. Żyjemy w zalewie New Age’u, taniej amerykańskiej psychologii, w ramach której mamy obowiązek zapomnieć o kompleksach, bólu, winie, a inwestować w autopromocję i zakrzykiwanie swoich słabości.









Kilka fragmentów ze znakomitego wywiadu z Dorotą Masłowską, który ukazał się na tygodniku "Polityka" jeszcze przed wakacjami. Niespodziewanie odnalazłem go w swoich notatkach i postanowiłem część zamieścić.

Zdaję sobie sprawą, że są wśród was tacy, którzy zdziwią się widząc jej nazwisko w nagłówku lub zżymają się na jej pisanie czy język. Proponuję jednak przeczytać choć kilka fragmentów. Dziewczyna ma wyjątkowy dar słowa, połączony ze świeżą i trafną diagnozą współczesnej kultury. Zresztą oceńcie sami.


Świat gwiazd
Wywiad do pisma kolorowego ma być opowieścią o tym, jaka jesteś NAPRAWDĘ. Ale żeby go zrobić, idziesz na sesję do hotelu, ubrana w nie swoje ubrania wybrane przez stylistkę, historia musi być przeprowadzona według schematu: kiedyś było gorzej, były trudności, ale teraz jest wspaniale, zdania muszą być pojedyncze, a wyrazy dwusylabowe. Nie wiem, co ludzi pcha w te szpony, przecież dalej jest „Fakt” i „Super Express” i zdjęcie, jak kupujesz cebulę w warzywniaku.

Pochwała kompleksów
Od pewnego czasu głoszę pochwałę kompleksów i cierpienia jako wartości w życiu człowieka. Żyjemy w zalewie New Age’u, taniej amerykańskiej psychologii, w ramach której mamy obowiązek zapomnieć o kompleksach, bólu, winie, a inwestować w autopromocję i zakrzykiwanie swoich słabości. Jaka jest właściwie wartość w wypieraniu swojej winy, bólu, bezradności? Niestety, prawdopodobnie jako istoty zaprogramowane na szczęście, haj i bezbolesność za wszelką cenę, po prostu więcej kupujemy, generujemy większe zyski.

(...)
Dla mnie w ogóle największy potencjał mają artyści, którzy mają odwagę bycia brzydkimi, pokracznymi, trochę głupimi, zdziwionymi; podejmują poszukiwania, ryzyko zrobienia ze sobą czegoś, nad czym nie zapanują. Nie zabiegają o podobanie się.

O książkach
Książek się już nie czyta – kupuje się je i stawia na półkę. Pozornie mają naprawić to elektroniczne książki, ale je też przecież kupuje się albo ściąga, ale nie czyta. Wrzuca się do telefonu i tak tworzy się swój przenośny, zewnętrzny mózg. Niesłychane jest to przesuwanie się środka ciężkości wszystkiego w kierunku posiadania, gromadzenia.

Czytałam ostatnio „Dziennik z Iowa” Grzegorza Musiała i myślałam, co za niesamowity wynalazek taka książka, że jeden człowiek coś zamyka w małych, dziwacznych znaczkach, a w głowie drugiego z tych znaczków rozwijają się obrazy, myśli, wizje, krajobrazy; przeżycia kogoś innego. Komputer jest przy książce głupią zabawką. Z drugiej strony, książek jest tak frustrująco dużo. Mózg ma granice, pewną przyswajalność i po pewnym czasie zaczyna się książki konsumować, a nie czytać, jeździć po nich wzrokiem i sprawdzać, jaka jest fabuła i na czym się kończy.

Książki konstruowały społeczność, a teraz nie wiem, o czym się rozmawia, chyba o tym, co się dzieje na Facebooku?

(...)
Żyjemy w kulturze pokazywania sobie filmików na YouTube, losowania tematów – rozmowy dorosłych to też jest taki festiwal strzępów. Nasze mózgi zaczynają funkcjonować jak strona wp.pl.

Wszystko jest równie ważne, czyli równie nieistotne.
Wszystko jest napisane jedną czcionką. Wydaje mi się, że trzeba jak najbardziej separować się umysłowo od zalewu takiej kupy informacyjnej, która atakuje cię z Internetu i która ma właściwości oszałamiająco-uzależniające. To jest odurzająca mieszanka bzdur, która potrafi cię trzymać przy komputerze kwadransami i wchodzisz w posiadanie gigabajtów bredni, które się potem pałętają po mózgu. Siedzisz jak zahipnotyzowana i klikasz, a potem twierdzisz, że nie czytasz książek, bo nie masz czasu. Byłam kiedyś w centrum handlowym i pomachałam do kogoś. Myślałam, że go znam, a potem zrozumiałam, że to jakaś osoba, którą widziałam na jakimś wp.pl. I moje myślenie o tym zjawisku jest wręcz apokaliptyczno-orwellowskie: mam wrażenie, że to naprawdę jest obliczone na pozbawienie ludzi zdolności myślenia i zamienienie ich w jamy chłonąco-trawiące. Więc staram się robić sobie detoks, reedukację czytelniczą.

Mrok i pozorowanie głębi
Młodych pisarzy – u mnie też tak było – często korci, żeby poeksploatować mrok, ciemną stronę mocy. To jest zawsze łatwiejsze, bardziej efektowne, łatwiej zapozorować głębię. No, ale nie zdają sobie sprawy, że gdy bawią się mrokiem, to mrok bawi się też nimi. Trzeba bardzo uważać. Pamiętam, jak prof. Hołówka, z którą miałam zajęcia na studiach, mówiła, że przed lichem trzeba się chować, zasłaniać, ukrywać, bo jak człowieka złapie, to nie puści.

Zakrzyczenie pustki
W okresach, kiedy nie spełniam się twórczo, zaskakujące jest dla mnie, jak moje życie grawituje w stronę centrum handlowego. Że jednak kupowanie, wymienianie talerzy i ubrań na nowe, lepsze, wspaniale pozoruje rozwój, postęp i jest takim instant sposobem na zakrzyczenie pustki.


 Dziękuję Marcinowi,  świetnie zapowiadającemu się łódzkiemu publicyście, za podesłany wywiad.


14 komentarzy:

Jola F pisze...

Czytałam go już kiedyś. Bardzo dobry! ;-)

gosia pisze...

Rzeczywiście mnie Ojciec zadziwił. Naprawdę jest coś odkrywczego dla Ojca w tym co mówi P. Masłowska? Naprawdę?

o. Krzysztof pisze...

Gosiu, widzisz teraz czym ja się karmię? Wywiad nie jest dla mnie odkrywczy, podobne diagnozy stawiało wiele osób, choćby R. Roiheiser w znakomitej "Rozbitej latarni" czy pewien socjolog o kontrowersyjnej przeszłości rodem z Łodzi. Podobają mi się konstrukcje słowne Masłowskiej i jej świeżość spojrzenia, co w środowisku "mainstremowych" pisarzy czy dziennikarzy jest niestety rzadkością.

I jeszcze bardzo podoba mi się jej spojrzenie na ludzką słabość i kompleksy. Jakbym słyszał Kołakowskiego: tu na ziemi wszyscy jesteśmy nieudacznikami...

o. Krzysztof pisze...

swoją drogą, wywiad musiał być tak "wstrząsający", że aż wszyscy zamilkli :)

Karolina pisze...

Po nitce do kłębka. Od Doroty Masłowskiej do Justyny Bargielskiej.
Jakiś czas temu usłyszałam stwierdzenie, że ojciec Paweł Gużyński to enfant terrible polskiego kościoła. O Dorocie Masłowskiej przeczytałam, że to enfant terrible polskiej literatury. A Justyna Bargielska? Oto fragment wywiadu:

Nie wymawia pani słowa 'Bóg', ale często rozmawia z nim - 'odbieraczem świata', 'niepowstrzymanym dzielnikiem', 'kostropatą łapą'. W 'Obsoletkach' jest taki fragment: '- A czy ty się modlisz czasem? - spytała Bronka. - Ciągle - odpowiedziałam'. Modli się pani czasem?

Tak, tutaj jestem swoją bohaterką: modlę się cały czas.

W 'Obsoletkach' to brzmi dalej tak: 'A oto jest moja modlitwa: wstrętny pasibrzuchu, zawiodłeś mnie już tyle razy, że z mojej strony nie może być mowy o miłości. Mogę co najwyżej docenić dobroć twojej woli, rozległość twojej łaski i te oto pejzaże. Ale za to doceniam je do szaleństwa'. To bluźniercze modlitwy.

E, nie. Jestem złą katoliczką, źle mi w doktrynie, ale jestem bardzo dobrą... no, nie wiem, co Bóg ma? Kościoły - wiernych, pasterze - owieczki, a Bóg? Poddanych? Jestem dobrą poddaną. Dobrą obywatelką w państwie Boga. Lojalną i krytyczną.

Ale narratorka w ostatnich słowach książki pisze: 'Nie, nie znam cię. Sama się uformowałam (Justyna, 1)'.

Uformowało ją jej cierpienie. Gdyby ona była Bogiem, nie byłoby dziecięcych śmierci. Odmawia Bogu znania Go, bo nie rozumie, co On wyprawia. Jeżeli zaś chodzi o Boga tutaj, w Białołęce, to ja nie wiem, co on sobie wymyślił, ale wiem, że moja zgoda bądź niezgoda na to nie ma praktycznego znaczenia, ale że w jakiś sposób zależy Mu na mojej opinii.

I życie mimo wszystko 'doceniam do szaleństwa'?

No pewnie! Myślę, że przez otwarcie się na to, że wszystko może być zabrane, w jakiś cudowny sposób robi się miejsce na to, co może być zyskane.

Całość wywiadu jest tutaj.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,9625264,Poronilam.html?as=1&startsz=x

Jak Ojciec znajdzie chwilę, proszę o opinię na temat tego wywiadu. Chciałabym po prostu wiedzieć, czy jestem odosobniona w stwierdzeniu, że ta kobieta jest niesamowita. Naprawdę polecam i czekam na opinię :)

Anonimowy pisze...

dla mnie to też taki prztyczek, bo pokazuje jak się szufladkuje, ja to właśnie zrobiłam z p. Masłowską.Nie będę słuchał kogoś,bo on to nic mądrego nie powie...a tu klops. Właśnie, wróciłam ostatnio kolejny raz do "Listów starego diabła do młodego" i tam są takie małe błędy, z których człowiek sobie nie zdaje sprawy.

ps. A dziwi się Ojciec, że cisza, wszyscy się przestraszyli, że będą takimi pochłaniaczami :):):)

o. Krzysztof pisze...

"Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie" - mówi Pismo. A co do o. Pawła Gużyńskiego, mieszkam z nim na co dzień w klasztorze i jakoś nie zauważyłem aby odciągał nas od wiary, raczej przeciwnie :)

Jola F pisze...

i ja też właśnie nie spodziewałam się po niej takiego spojrzenia na rzeczywistość, i że tak dobrze potrafi to zawrzeć w słowach.

Karolina pisze...

To tylko zasłyszane stwierdzenie o Ojcu Pawle. Zaintrygowało mnie i od tej pory oglądam rozmównicę i tajemnice słowa z Jego udziałem ;) Aby więcej takich "odciągaczy" od wiary. Pozdrawiam ;)

Anonimowy pisze...

nie do końca a propos, ale jakoś dzisiaj przez cały dzień w pracy mi towarzyszy...
http://www.youtube.com/watch?v=q6FLWd-KHYY

K.O. pisze...

A Ojciec znowu swoje o tym byciu nieudacznikiem... Ech... Nie mam takiego poczucia, zwłaszcza po ostatnich rekolekcjach. Powiem więcej - wręcz przeciwnie! Takiego poczucia bycia potrzebną, ba!, wręcz niezbędną, dawno nie miałam. A tyle, ile zrobiliśmy przez dwa tygodnie, musi niektórym wystarczyć do następnego roku!

Ot co i gdzie:
http://www.youtube.com/watch?v=NAicUXphmW4

Soup pisze...

Żeby kogoś móc nie wiem dyskredytować, trzeba trochę poznać, co ta osoba przekazuje. "Przerobiłam" Masłowską do pewnego stopnia - te jej pierwsze działania literackie, od których się zaczęła dyskusja nt "zjawiska Masłowskiej". I wcale mnie nie dziwi, taki jej wywiad :). Ani to, że akurat i Ojca zainteresował. Zresztą jej książki mnie akurat się podobały. Chyba najbardziej "Paw Królowej" ;). Wg mnie to się czyta mniej więcej tak ciężko jak Marqueza w "Jesieni Patriarchy" - można się nie zgadzać, ale ja to tak odbieram. Nie jest najłatwiejsze w odbiorze, więc zmusza do wysilenia mózgu, a mózgowi robi to bardzo dobrze, jeśli się trochę wysili ;).
To że jest powiedzmy z drugiej strony "barykady", to chyba też nie jej zasługa :). No i każdy ma swoją drogę do docierania do prawdy... Wiem to banalne :), ale no taka jest prawda ;).

A odnośnie przesłania tego wywiadu, to strasznie łatwo przegapić moment kiedy człowiek się nagle rozgląda i tkwi w sztuczninie i wirtualności po uszy. Najbardziej mnie uderzyło to ostatnie - o pustce...
Myślę, też że chyba nie jest tak źle, że jeśli w internecie można spotkać Boga, a można, to dla tych co chcą szukać i chcą czegoś więcej niż "sam plastik" niekoniecznie ta pustka zostanie zapchana byle czym...A do tych co nie szukają Bóg i tak ma swoje sposoby dotarcia i nie zbadane są Jego ścieżki :D

Eldar Poland pisze...

maselka tylko

Eldar Poland pisze...

tylko maeslini darnnija?

Prześlij komentarz