niedziela, 27 listopada 2011

Dla znudzonych modlitwą

Pseudo-Dionizy sieka ostrzem, które rozcina nawet Boga.










Na lekcji plastyki w zerówce jedna z dziewczynek siedzi w tylnej ławce i od dwudziestu minut zawzięcie coś  rysuje. Zaciekawiona nauczycielka pyta:
- Co rysujesz?
- Boga.
- Ale przecież nikt nie wie jak wygląda Bóg. 
- Za chwilę się dowiedzą. 

W tym wieku nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy zapytać pięciolatka do czego służy patyk do lodów z miejsca wymieni kilkanaście zastosowań. Dwudziestolatek odpowie, że to tylko patyk do lodów. Rodzimy się kreatywni i twórczy, ale po drodze, gdzieś tracimy te naturalne zdolności. Kiedyś mogliśmy  namalować nawet Boga.

Teologia pozytywna vs apofatyczna

Istnieją dwa sposoby mówienia o Stwórcy. Nurt teologii katafatycznej (pozytywnej) mówi, że o Bogu możemy wiele powiedzieć. Mimo że nasze kategorie poznawcze są niewystarczające, możemy wypowiadać wiele prawdziwych twierdzeń. Bóg objawił się  w Jezusie Chrystusie i dał się poznać przez Ducha Świętego.

Obok nurtu katafatycznego niemal jednocześnie wykształciła się także teologia apofatyczna (negatywna), która stwierdza, że przerost wiedzy zamiast pomóc, może być przeszkodą w poznaniu Najwyższego. Bóg pozostaje tajemnicą, inaczej nie byłby Bogiem. Nadmiar pojęć, słów, terminów, wiadomości może sprawić, że człowiek chcąc "ujarzmić" Boga straci naturalną zdolność kontemplacji.

Nurt katafatyczny nie może istnieć bez apofatycznego i na odwrót. Sama negacja doprowadzi do beznadziei. Jednak zbyt duży nacisk położony na słowa i przepisy sprawi, że zniknie duchowość.

Pseudo-Dionizy wyciąga więc obusieczny miecz, siekając ostrzem, który rozcina nawet Boga - a raczej pojęcia o Nim:


Wznosząc się coraz wyżej, mówimy, że Bóg nie jest duszą, intelektem, wyobrażeniem, mniemaniem, rozumem i rozumieniem, słowem i pojmowaniem; nie może być nazwany ani pomyślany; nie jest liczbą, porządkiem, wielkością, małością, równością, nierównością, podobieństwem, niepodobieństwem; nie stoi, nie porusza się, nie odpoczywa, nie posiada mocy i nie jest ani mocą, ani światłością, nie żyje i nie jest życiem; nie jest substancją, wiecznością i czasem; nie można Go objąć ani myślą, ani wiedzą, ani prawdą; nie jest królem ani mądrością, ani jednią, ani jednością, ani Boskością, ani dobrocią, ani duchem (o ile znamy ducha), ani synostwem, ani ojcostwem, ani niczym innym, co jest nam znane, lub jakimś innym bytem; nie jest też niczym z niebytu, ani czymś z bytu; jest niepoznawalny, jaki jest, przez byty, i nie zna bytów takimi, jakie są; nie istnieje ani słowo, ani imię, ani wiedza o Nim; nie jest ani ciemnością, ani światłością, ani błędem, ani prawdą; nie można o Nim niczego zaprzeczać ani nic pewnego orzekać, bo twierdząc o Nim lub zaprzeczając rzeczy niższego rzędu, nic o Nim ani nie stwierdzamy, ani nie zaprzeczamy.

Ta najdoskonalsza przyczyna wszystkiego jest bowiem ponad wszelkim potwierdzeniem i ponad wszelkim zaprzeczeniem: wyższa nad wszystko, całkowicie niezależna od wszystkiego i przenosząca wszystko.





Jeśli czujesz się zmęczony modlitwą, słowa wydają się miałkie,  spróbuj inaczej. Potraktuj ją jak odpoczynek, a nawet relaks. Ludzie którzy są blisko siebie nie potrzebują przecież słów. Modlitwa kontemplacyjna zmierza do ciszy. Niech będzie to moment, gdy nie trzymasz się żadnych ujętych z góry formułek.

Z listu Thomasa Mertona do swojej literackiej agentki, Naomi Burton:


Co do modlitwy: czy masz ogród lub coś takiego, gdzie możesz wejść i być zupełnie sama? Poświęć  pół godziny lub piętnaście minut każdego dnia i po prostu spaceruj wśród klombów z intencją ofiarowania spaceru jako medytacji i modlitwy do naszego Pana. Nie próbuj myśleć o niczym konkretnym, a kiedy przyjdą do Ciebie myśli o pracy itp., nie próbuj ich odpychać na siłę, lecz zobacz, czy nie da się ich porzucić, po prostu relaksując umysł. Zrób tak, ponieważ "się modlisz" i ponieważ jest z Tobą Nasz Pan. Jeśli jednak myśli o pracy nie chcą odejść, przyjmij je biernie i bez zbytniego zapału, by Nasz Pan objawił Ci przez te myśli swą wolę.


O. Joachima Badeniego zapytał dziennikarz jak się modli. "Nie wiem" - padła odpowiedź. "Modlę się obecnością Boga".


Nowy York. Kościół. w którym Thomas Merton przyjął warunkowy chrzest w kościele katolickim. Miał wówczas 23 lata. (fot. Maciej Niedzielski OP)



9 komentarzy:

Carmi pisze...

Tak jak u karmelitów :) Św.Teresa od Jezusa też ma "niezłe" teksty o modlitwie. Wydaje się, że nic prostszego tylko właśnie usiąść, wyciszyć się i spotkać z Bogiem. A okazuje się, że to nie jest takie proste :) No wiem, wiem, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo...

"Modlitwa wewnętrzna jest to poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylewna, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiem, że mnie miłuje"
św.Teresa od Jezusa

Anonimowy pisze...

Ojcze dzięki! Temat modlitwy kontemplacyjnej szeroko jest omówiony tu: http://www.przyjacielemm.pl/index.php/sesje

ks. Carl Arico z archidiecezji Newark (New Jersey, USA), dzieli się swoim doświadczeniem i przywołuje współczesnych świadków modlitwy kontemplacyjnej: o. Ludwika (Thomasa Mertona) oraz o. Thomasa Keatinga – trapistów amerykańskich.

Anonimowy pisze...

Ojcze dzięki!

sygnaturka pisze...

Wpis idealny dla mnie, niemal jak na zawołanie... Dziękuję :)

cicicada pisze...

piękne zdjęcie - to z górami...ehhh:)

MTB pisze...

Cierpliwi dojdą do kontemplacji.

patka pisze...

Cudne:)

Inka pisze...

inspirujące, dzięki:)

Anonimowy pisze...

"Spójrz oto cisza. Pozwól Panu wypowiedzieć, ze On jest."
pozdrawiam:)

Prześlij komentarz