środa, 11 stycznia 2012

Bilet do wolności

Kiedy czujesz, że upadłeś wyjątkowo nisko i jesteś przekonany, że Bóg Cię porzucił z powodu Twoich słabości, pamiętaj, że jest bliżej Ciebie niż w wielu godzinach pociechy. (Thomas Merton)






Mój kilkuletni siostrzeniec Nikodem rozwiązuje na religii krzyżówkę.  „Gdzie Bóg stworzył człowieka?” – brzmi pytanie. Odpowiedź zawiera cztery litery, trzecia to: „E”.

 „Piec” wpisuje bez chwili zastanowienia, a na zdziwioną minę mamy trzeźwo odpowiada:

- To przecież oczywiste. Skoro Bóg stworzył człowieka z gliny, to musiał go gdzieś wypiec!

Jasne, że musiał. Aż szkoda, że Nikodem, zamiast dominikaninem woli zostać weterynarzem. Teologicznego nosa to on ma.

W ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu w piecu utrapienia – pisał Izajasz, a za nim Mądrość Syracha.

Bóg stwarza, a potem hartuje nowego człowieka przez ogień. Biblijny bohater Azariasz, wraz z towarzyszami, nawet będąc otoczeni ogniem wciąż wielbili Pana. Zginęli? To doświadczenie uczyniło ich jeszcze mocniejszymi.

Poprzez wszystkie wydarzenia Bóg chce wypalić coś wartościowego. Bez tej ogniowej próby bylibyśmy nieprawdziwi, niepełni, niewyjątkowi. Czegoś cennego byśmy się o życiu nie dowiedzieli.

Na początku był sens

„Na początku było Słowo” – pisze Jan w swojej Ewangelii, ale te słowa można tłumaczyć także jako sens. Na początku był więc  Sens. To Sens był na początku i Sens był u Boga.

Nie ma więc chwili wyłączonej z Jego działania. Każdy moment ma wartość.  I nawet kiedy patrzysz na odniesione porażki z rozgoryczeniem, gdy nie rozumiesz swojej przeszłości, pytaj jakie dobro On chce z tego uczynić.


Wszystko cokolwiek Cię spotyka przyjmuj jako dobro, wierząc, że nic nie dzieje się bez woli Bożej.
Didache, Nauka Dwunastu Apostołów


***
Wczoraj dzwoni bliski znajomy. Przemek jest świetnie zapowiadającym się menadżerem i nadzieją dla swojej międzynarodowej firmy. Aby objąć stanowisko kierownicze został wysłany na kolejne zagraniczne szkolenia. Człowiek sukcesu, komandos w wykonywaniu zadań: skuteczny, zadowolony, pełen energii i entuzjazmu.

Niespodziewanie w ciągu kilku tygodni zauważa u siebie pierwsze stany depresyjne. Pierwsze sygnały ignoruje: słabość mięśni, drętwienie kończyn, ból głowy. Po jakimś czasie dochodzą jednak kolejne: bezsenność, duszności, zaskakujące bóle w różnych częściach ciała, zawroty głowy, mdłości.

Pewnego dnia brakuje już nawet sił, aby wstać rano z łóżka. Szuka pomocy terapeutycznej, na jednym spotkaniu słyszy, że wszystko to jest nakręcane przez dwa źródła. Poczucie porażki związane z przeszłością i w związku z tym spadek poczucia własnej wartości. Albo paraliżujący lęk przed przyszłością i chorobliwa awersja wobec zadań, które należy podjąć. Zaczyna odnajdywać się w tej diagnozie, jednak poczucie bezradności tylko w nim narasta.

Zupełnie bezradny i wykończony samym sobą trafia do starszego księdza, wierzącego, a co równie ważne, człowieka ogromnej wiedzy.

- Spróbuj – usłyszał od kolegi z firmy słowa zachęty – to nie tylko boży kapłan, ale i osoba twardo stąpająca po ziemi. Na dodatek wie, co w niebie słychać.

Do księdza, prosić o pomoc? To mało profesjonalne.

Przełamuje się i umawia się na spotkanie. Już pierwsze zdanie wypowiedziane przez kapłana zaskakuje go zupełnie:

- Szukaj woli Bożej nie w natchnieniach lecz w wydarzeniach. Umiejętność przyjęcia tego co się w twoim życiu dzieje, jest pełnieniem Jego woli.

Kolejne słowa wstrząsają nim jeszcze mocniej:

- Jestem przekonany, że Bóg dopuszcza na ciebie to doświadczenie „wypalania w piecu”, aby kiedyś podesłać do Ciebie ludzi z podobnym typem trudności. Dzięki temu łatwiej będziesz mógł ich zrozumieć. Przestaniesz oceniać. Wierz mi, to wielki dar, musisz tylko wytrwać.

Ku zdumieniu Przemka, ksiądz na pożegnanie wcale nie życzy, aby było mu łatwiej i przyjemniej.

- Bądź otwarty na wolę Bożą. O reszcie Pan zadecyduje, zobaczysz. I bądź cierpliwy, także w modlitwie.

- Niezwykłe – słyszałem głos przyjaciela w słuchawce – ale dopiero po tym spotkaniu odczułem tak głęboki pokój serca, jakiego nie miałem nawet po wielu godzinach wysiedzianych u rekomendowanych terapeutów.

A po kilku godzinach przychodzi e-mail, w którym czytam:

(...)
Bez nadziei nie idzie w ogóle wytrzymać. Zastanawiam się jak sobie radzą zatwardziali niewierzący? A może w ogóle sobie nie radzą? Pozostają tylko narkotyki, albo inne uzależnienia. Nie wiem. Wiara nie zmniejsza trudności, ale pozwala przeżywać je zupełnie inaczej, bez popadania w rozpacz. Tak mi się na razie wydaje.
(...)


***
Skąd wiemy czy to, z czym teraz walczymy, nie jest podarunkiem? Skąd wiemy czy przeszłość, której wstydzimy się nawet przed samym sobą, nie okaże się kiedyś najcenniejszą rzeczą, która nas w życiu spotkała? Dla Boga wszystko bowiem ma sens i wszystko jest łaską.

Tylko ktoś zaprawiony przez ogień utrapienia, może mieć odwagę dostrzec łaskę Bożą, w niełasce środowiska. Nie sama akceptacja, ale dopiero wdzięczność za każde wydarzenie, czyni człowieka prawdziwie wolnym.



Dam Ci wszystko, czego pragniesz.
Poprowadzę Cię w samotność.
Poprowadzę Cię drogą,
której nie potrafisz absolutnie zrozumieć,
bo chcę, żeby to była droga najkrótsza.
Wszystko, co Cię dotknie, będzie Cię palić z bólu,
będziesz cofał Twoją rękę,
aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych.

Wtedy znajdziesz się zupełnie sam.

Nie pytaj: kiedy, ani gdzie,
ani jak to się stanie.
Czy na jakiejś górze,
czy w więzieniu,
czy na pustyni,
czy w obozie koncentracyjnym,
czy w szpitalu,
czy też w Getsemani.
To nie ma znaczenia.
Nie pytaj mnie więc,
bo Ci i tak nie odpowiem.
Nie będziesz wiedział,
dopóki się tam nie znajdziesz.

Zakosztujesz prawdziwej samotności,
mojej męki i mojego ubóstwa:
poprowadzę Cię na wyżyny mojej radości.
Umrzesz we mnie
i odnajdziesz wszystkie rzeczy
w głębi mojego Miłosierdzia,
które stworzyło Cię w tym celu...
Thomas Merton



Dla koneserów wyśmienitego rapu, warszawskie trio "Parias"

Zostawiam pusty śmiech głupcom i ignorantom

Nawet gdy zostanę sam będę wierzył że warto





130 komentarzy:

Sonik pisze...

Parias!

Sanare pisze...

zakończenie "Siedmiopiętrowej góry"... jeden z moich ulubionych wierszy :)

non finis quaerendi! ;)

Pozdrawiam :)

o. Krzysztof pisze...

Też je uwielbiam, tak samo jak epilog ze "Znaku Jonasza". Ciary na plecach!

Anonimowy pisze...

"Każde miejsce, każda sytuacja ma swoje światła, wystarczy umieć je znaleźć. O tym jest ten blog."

Wielkie dzięki Ojcze!

Anonimowy pisze...

Jakże często wpadamy w rezygnację, albo w furię, bo nie możemy przeforsować własnej wizji i, naszym zdaniem, jedynie słusznych przekonań. Wydaje nam się, że jesteśmy najmądrzejsi na świecie. Fortyfikujemy się. Budujemy szańce i barykady. Ale Bóg z nas nie rezygnuje i nie dziwi się, ale równocześnie próbuje zachwiać tym, przy czym uparcie obstajemy. Znosi cierpliwie nasze uniki, ale stara się, czy to przez próby, czy przez perswazję, zminimalizować naszą skłonność do okopywania się. Ni stąd, ni zowąd umieszcza nas pośrodku różnych sztormów i sytuacji pozornie bez wyjścia – jak proroka w brzuchu ryby. Dziwimy się, dlaczego tak się dzieje. Czyż wszystko nie powinno układać się po naszej myśli? W ten sposób Bóg robi wyłom w naszej wewnętrznej twierdzy. Wszystko w niej tak ładnie poukładane i zabezpieczone. Wszystko powinno przebiegać według naszego planu, wszak, oczywiście, żaden doskonalszy nie istnieje.

Często sytuacja zewnętrzna i okoliczności zmuszają nas do kapitulacji, jak w przypadku Jonasza. Ale nawet wówczas nasze działania mogą przynieść pożytek innym. Gdybyśmy w naszym życiu polegali wyłącznie na upodobaniach, gustach i własnych wyobrażeniach, rozwój byłby niemożliwy. Po prostu czasem musimy działać wbrew uczuciom, stając się kanałami i narzędziami czegoś, co przychodzi spoza nas. Oczywiście, idealnie byłoby, aby nasze emocje zawsze zgadzały się z tym, co robimy. Być może wówczas oszczędzilibyśmy sobie niepotrzebnej szamotaniny i cierpienia. Niemniej taka pełna harmonia istnieje tylko w Bogu. My jesteśmy w drodze i najwyraźniej momenty ucieczki, buntu i rezygnacji są nieodzowne na drodze wzrastania.

annomalia pisze...

"Bez nadziei nie idzie w ogóle wytrzymać. Zastanawiam się jak sobie radzą zatwardziali niewierzący? A może w ogóle sobie nie radzą?"

też często zadaję sobie te pytanie... i nie mogę sobie wyobrazić życia w pustce. niesamowitym darem jest wiara :)!


dobrej nocy z wiarą w jeszcze piękniejsze jutro =)!

aurin pisze...

Ładne uzupełnienie wpisu z 2 stycznia "cień pewności". A na deser piosenkaaaa http://www.youtube.com/watch?v=AScaDMt4TLo

Anonimowy pisze...

Znam wyznania wielu ludzi, którzy stracili wiarę, słysząc, że Bóg ich hartuje w cierpieniu itp. Chodzi o prawdziwe cierpienia jak np. śmierć trójki dzieci w pożarze, generalnie niezawinioną śmierć dzieci,czy dzieci w łonie matki. Trzeba naprawdę uważać na przenośnie w stylu,cierpienie jest wolą Boga, hartujesz się etc...ale tego nie da się zrozumieć - to kwestia doświadczenia. Może takie tłumaczenia wystarczają w małych cierpieniach ale w prawdziwych należy dogłębnie tłumaczyć i uważać na słowa - bo w skrajnym przypadku można zostać kaznodzieją w stylu księdza który do matki, której zmarło przy porodzie powiedział: ale musiała Pani nagrzeszyć, że tak Panią Bóg pokarał.Poza tym dlaczego pomija się udział szatana w cierpieniu??? Tu tekst który jest rzeczywistą odpowiedzią i pokrzepieniem w cierpieniu. Polecam: http://www.nowaksvd.opoka.net.pl/ccimb/czybogjestsprawca.htm

O_N_A pisze...

"Skąd wiemy czy to, z czym teraz walczymy, nie jest podarunkiem? Skąd wiemy czy przeszłość, której wstydzimy się nawet przed samym sobą, nie okaże się kiedyś najcenniejszą rzeczą, która nas w życiu spotkała? Dla Boga wszystko bowiem ma sens i wszystko jest łaską." - tak, zgadzam się w 100%. Pan Bóg wie co robi, dając nam takie, a nie inne doświadczenia. Nie wiem, czy gdyby mój tata nie rozwalił rodziny, potrafiłabym przyjść do Boga, błagać Go o choć odrobinę siły dla mamy, do zniesienia tego wszystkiego. Czy w ogóle przychodziłabym do Chrystusa i siedziała z Nim. Bo wtedy, nie chcąc być w domu, uciekałam do kościoła, gdzie był On. Płakałam, pytałam: "dlaczego?" i siedziałam. A On napełniał moje serce swoim pokojem i radością - mimo, że wtedy tego nie odczuwałam. Nie wiem, czy gdyby to wszystko się nie stało, miałabym z mamą takie relacje, jakie są teraz (chyba nie, bo żyłyśmy razem, a jednak całkiem osobno - chociaż teraz też nie jest fajnie...). Nie wiem, czy gdyby nie to, że mamę widuję rzadko, bo jest zajęta innymi sprawami (bardzo dobrymi, szlachetnymi, pomagającymi innym), miałabym tyle czasu dla Boga i relacji z Nim.
Przykrym było dla mnie to, że zabrakło mi 2 punktów do dostania się na studia w Krakowie. A jednak okazało się to błogosławieństwem, bo tu, gdzie kończe już studia, poznałam wspaniałych ludzi, kapłanów, odnalazłam dzięki nim swoją drogę, powołanie, swoje miejsce w Kościele, we wspólnocie. Być może Pan właśnie przez tych ludzi chciał pokazać mi to, co mi pokazał.
Było wiele sytuacji, które wydawały mi sie tragedią, końcem świata. A okazały się prawdziwym błogosławieństwem.
Tylko, że Pan Bóg mi daje łaskę zrozumienia (nie całkiem, w części) tego, co mnie spotkało. Być może kiedyś przestanę rozumieć, albo czegoś nie będę mogła przyjąć, bo wyda mi się za trudne, nie na miejscu. I co z tymi, którzy nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, która zaistniała w ich życiu? Kiedy w Bogu widzą wroga, bo to przecież On dał cierpienie, rozpad rodziny...? Oni nie przyjmą ot tak słów: "Dla Boga wszystko bowiem ma sens i wszystko jest łaską". Powiedzą: "Bredzi ojciec!!!" Sama kiedyś bym tak powiedziała...

Anonimowy pisze...

Cierpienie potrzebuje wytłumaczenia i logiki , inaczej trudno go znieść. Niestety jest to chyba niemożliwe, więc potrzeba Boga do pomocy bo cisza po stracie bliskiej osoby jest nie do opisania.

cicicada pisze...

notka trafna aż do bólu. dziekuje

o. Krzysztof pisze...

Błagam, nikomu nie wolno mówić, że cierpienie jest dobre! Byłoby to okrutne.

kosmos pisze...

Dzięki.

Anonimowy pisze...

Wiemy to wszystko badziej teori i w intelekcie, gorzej z praktyką... chcielibyśmy pomagać, rozumiec tych co mają z czymś konkretnym problem, ale nie chcielibyśmy tej "wiedzy" doświadczać, przeżywac sami... bo to boli i trudno dostrzec światło w ciemności...

Anonimowy pisze...

Notka naprawdę genialna a i komentarze też wzbogacające.

Why is it all so confusing? ( Czemu to wszystko jest takie zagmatwane? )
Why does growing up hurt so bad? (Czemu rozrasta się raniące zło?)
We seek and we get lost,( Szukamy i gubimy się)
We get found and go again ( Znajdujemy i idziemy ponownie)
And I don't know what's gonna be (I nie wiem co będzie)
I won't make any promise, I believe...( Nie będę składać obietnic, WIERZĘ )
But still I believe (Ale wciąż wierzę )
That you are gonna save me...( Że chcesz mnie uratować)
A słowa pochodzą z tej oto nuty:

http://www.youtube.com/watch?v=C-TOGeJJgQA

Miało nie być anonimowo ale mój komputer nie wyraża niestety zgody na inny sposób publikacji :)

Riand pisze...

"Nie ma więc chwili wyłączonej z Jego działania. Każdy moment ma wartość."


Genialne i pocieszające zarazem...

Aleks pisze...

O cierpieniu można wiele mówić, mniej lub bardziej celnie, ale jedyne co można tak na prawdę zrobić to, kiedy nas spotka PRZEŻYĆ JE DO KOŃCA. Kiedyś ktoś mądry mi powiedział: "Z krzyża się nie schodzi. Z krzyża jest się zdejmowanym."
Tłumaczenie, że Bóg nas hartuje może przemawiać do ludzi, którzy Go znają i kochają, bo wierzą, że Bóg współdziała z nami we wszystkim dla naszego dobra. Kiedy jednak człowiek nie ma wiary, i cierpienie nie pomogło mu jej odnaleźć, to nie jest to moment aby mu mówić o tej specyficznej pedagogice Pana Boga. Bo taki obraz Boga bynajmniej nie będzie zapraszał do poznawania Go.
Zapytany ubogi kaleki Hindus siedzący na ulicy czemu nosi na szyi krzyż, mimo że jest wyznawcą hinduizmu, odpowiedział wskazując na Jezusa: "BO TO JEST JEDYNY BÓG, KTÓRY ROZUMIE MOJE CIERPIENIE"

Osobiście uważam, że w cierpienie jest wplątany Zły. Cierpienie jest skutkiem grzechu, nie zawsze osoby grzeszącej. Czasem ja grzeszę, a cierpi ktoś. Dlatego tak ważne by się modlić za siebie nawzajem. Nie wiem czy tak jest na pewno, ale ja tak to sobie tłumaczę.

Cierpienie jest tajemnicą. I to chyba jedyna pewna rzecz w tej kwestii.

Pytajka pisze...

z Dzienniczka s.Faustyny:
"Przeciągłe cierpienie twoje da im światło i siłę do zgadzania się z wolą Moja."
"Cierpienie jest wielką łaską. Przez cierpienie dusza upodabnia się do Zbawiciela, w cierpieniu krystalizuje się miłość. Im większe cierpienie, tym miłość staje się czystsza."
"I powiedział mi Pan: Dziecię Moje, najwięcej Mi się podobasz przez cierpienie.(...) Córko Moja, im więcej ukochasz cierpienie, tym miłość twoja ku Mnie będzie czystsza."
itd.

i jak się ojciec do tego odniesie?
dlaczego Jezus w taki sposób wypowiada się o cierpieniu? zwłaszcza ten ostatni cytat zastanawia, hm?

Anonimowy pisze...

Bardzo Ojcu dziękuję za ten wpis. Jest dla mnie bardzo ważny, w tym czasie, który mam akurat teraz.
Magda

ziarko pisze...

"Cierpienie jest skutkiem grzechu, nie zawsze osoby grzeszącej. Czasem ja grzeszę, a cierpi ktoś. Dlatego tak ważne by się modlić za siebie nawzajem. Nie wiem czy tak jest na pewno, ale ja tak to sobie tłumaczę."

jestem pewna, że tak właśnie jest.

Asiek pisze...

Podaje linka, wiem, że ta stronka jest bardziej do humorów.. Ale przesłała mi to koleżanka, tytuł mnie zaciekawił i przeczytałam do końca.
http://kwejk.pl/obrazek/814793
Może was też zaciekawi. Tam prawie na samym końcu jest też nawiązanie do cierpienia.

Anonimowy pisze...

Ja nie uważam że cierpienie jest tajemnicą. Cierpienie jest albo zawinione przez człowieka na skutek jego wolnej woli (grzech)i wtedy jest karą za grzech - ale nie wymierzoną przez Boga - ale wpisane w grzech albo niezawinione przez cierpiącego - spowodowane przez szatana (który mając wolną wolę wybrał zło). Bóg jedynie daje łaskę pokonania cierpienia. Pomaga przez nie przejść ale go nie zsyła. Dlaczego Kościół nie mówi w tej kwestii jednym głosem??? Są księża - Ci którzy na co dzień mają do czynienia z cierpiącymi i zgłębili tą kwestię np. moderatorzy na forach o poronieniu i Ci którzy opowiadają o hartowaniu itd...Szczególnie młodzież jest bardzo zagubiona. Im nie wystarczy odpowiedź na każde trudniejsze pytanie - to tajemnica...Wiara jest tajemnicą ale chrześcijaństwo daje na większość pytań jasne odpowiedzi. Polecany tu wcześniej tekst naprawdę jest godny uwagi http://www.nowaksvd.opoka.net.pl/ccimb/czybogjestsprawca.htm W cierpieniu Bóg oblewa nas łaską ale samo cierpienie nią nie jest.

Aleks pisze...

"Tajemnica" to w polskim znaczeniu rzeczywiście kulawe określenie cierpienia. Bardziej pasuje tu "misterium", czyli z greckiego 'wtajemniczenie'. Bóg nas wtajemnicza w swoją mękę i paschę (czyli przejście, ze śmierci do życia). "Jest prawdą, że Bóg wzywa do siebie. Jednak nigdy nie wzywa „z życia do śmierci,” ale „ze śmierci do życia." [cytat za http://www.nowaksvd.opoka.net.pl/ccimb/czybogjestsprawca.htm]
Religia daje wytłumaczenie wielu kwestii. Fides et radio to dwa skrzydła potrzebne do kontemplacji prawdy, jak pisał Jan Paweł II. Niemniej jednak nie każdy ma możliwość zgłębiania filozofii chrześcijańskiej. W zależności też od poziomu wiary słuchającego możemy czasem mieć do czynienia z osobą prostą, która już tyle przeżyła, że nie potrzebuje żadnych wyjaśnień, bo ona już po prostu rozumie. Lub też jeśli rozmawiamy z osobą cierpiącą, trudno zacząć wyjaśniać naukowo źródło tego co ją spotkało. Tu często potrzeba prostych słów, albo milczenia. Słowo "misterium" oznacza też "zamykać usta".

@Asiek: Ten tekst daje logiczne argumenty. Kiedyś moim wielkim odkryciem był ten filmik, który jest wersją bardzo skróconą tego tekstu: http://www.youtube.com/watch?v=ldHF6PFUukw

Tomek pisze...

Jezu, UFAM Tobie - wydaje się jeszcze bardziej teologiczne.

Jolaśka pisze...

a kiedy przyjdzie cierpienie nie do wytrzymania człowiek zostaje z nim sam na sam...
I trzeba się z nim zmierzyć i przetrwać, modlitwa i trwanie przy Nim w milczeniu trochę pomaga

Phazi pisze...

Bardzo dziękuję.

z Podgórza pisze...

Wiersz się przypomniał..

Patrzę Jezus na brzegu
wydawał się łatwy
taki do serca na co dzień
Mówił: - Przyjdź
czekam
tylko nie licz na cuda
do mnie się idzie przez ogień

/Jan Twardowski/

Tu chyba na miejscu.
Ważny tekst. Dzięki!

Paoop pisze...

Czytam niektóre komentarze i za bardzo nie wiem co napisać. Ale spróbuje łagodnie - nie ulegajmy pokusom. Nie ma sensu wyjaśnianie, szukanie przyczyn, wskazywanie na grzechy, zło, 'tajemnicze tłumaczenie'. Bo liczy się jedynie dobro.
I cokolwiek by się nie pisało kończy się tym, że trzeba powiedzieć tak jak napisał Tomek i zrobić tak jak napisała Jolaśka... trwać i kochać.

nul(ka) pisze...

Paoop? to ja tak z moją przybrudzoną piątką bo trafiłeś w sedno. trwać i kochać.
A Ojcu sorry że przywrzeszczałam, znowu. Ale w temacie. Zasadniczo jak mogę się staram. stróżem brata mego. albo stróżyną czy coś.

Alfama pisze...

co do wpisu super co do piosenki nie rozumię poszczególnych słów a serio dziękuję za te wszystkie Wasze wpisy i ja też jak wielu z Was szukam i mówię Jezu ufam Tobie czasem pomaga czasem nie, a powtarzam sobie nie udziwniaj bo może dotknie ciebie to,że znów pomylisz numery przykazań ..........trwać i kochać

Tomek pisze...

Jedna rodzina dominikańska, jedyna Salve Regina, tradycja wciąż żywa.

http://curia.op.org/en/index.php/eng/library/videos/735-salve-regina

peronI pisze...

Tak.Rodzina...

Anonimowy pisze...

Ja też nie potrzebuję odpowiedzi - ale są młode osoby, których nie da się zbyć - piękną bądź co bądź pieśnią, czy nakazując choćby w najbardziej poetycki sposób milczenie. Tak samo stwierdzenie, że Bóg najbardziej doświadcza tych których najbardziej kocha. Często powtarzana podwójna herezja - że Bóg kogoś kocha bardziej (kocha przecież wszystkich równo) a druga, że zsyła cierpienie. Przepraszam, że akurat w tym miejscu wylewam żale - ale czytam akurat książkę Augystyna Pelanowiskeigo i tam coś takiego jest napisane. Ta książka jest reklamowana, jako ta która ma zmienić moje życie. ale...

Anonimowy pisze...

Tak. Żywa. Salve Regina? "Salve Regina"?

KajkaPytajka pisze...

@Anonimowy z 10:13 - no to słuchaj:

"Tych, których szczególnie kochasz, i Ja ich szczególnie miłuję, i ze względu na ciebie ich obsypuję łaskami Moimi. " (Jezus do Faustyny)

"W czasie przeprawy przez rzekę jej [Teresy od Jezusa] wóz zsunął się z mostu. Wyskakując w biegu, Teresa rozcięła nogę. Krzyknęła: "Tego jeszcze trzeba było, Panie!". Usłyszała wówczas Głos: "Tak traktuję, Tereso, moich przyjaciół". Odpowiedziała wówczas: "Dlatego masz ich tak mało...""

(Jezus i o.Pio)
"Przeniknięty zupełnie łaskawością Pana Jezusa wobec mnie, skierowałem zwykłą modlitwę do Niego, robiąc to z większą poufałością: „O, Jezu! Obym mógł kochać Cię! Obym mógł cierpieć tyle, ile chciałbym, aby Cię zadowolić i naprawić w jakiś sposób niewdzięczność ludzi wobec Ciebie”. A Pan Jezus pozwolił mi wyraźniej usłyszeć w mym sercu Jego głos: „Mój synu! Miłość poznaje się w bólu; odczujesz go jako ostry w swej duszy, a jeszcze ostrzejszy w swym ciele”."

Anonimowy pisze...

Wszystkim poszukującym odpowiedzi polecam książkę Bogdana Nowaka SDB Miłość i cierpienie. Efekt 20 letnich przemyśleń.

Paoop pisze...

@Anonimowi: nikogo nie da się zbyć…… Każdy jest inny i „jedna regułka” – nawet super wyjaśnienie, świetny cytat, idealny przykład nie zadziała zawsze i wszędzie. Nie wiem co mają pokazać te wpisy…..to jak się ludzie krzywdzą? Zastanawiam się też dlaczego akurat Ty nie potrzebujesz odpowiedzi tylko osoby młode? Może patrzysz innymi oczami? Może inaczej doświadczasz? Może to kwestia wiary? A może to jeszcze coś innego?

Anonimowy pisze...

Nurtuje mnie ostatnio ten problem w związku z np. takimi publikacjami jak ta: księdza Marka Dziewieckiego z książki "Zwykłym językiem o niezwykłym chrześcijaństwie" http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/bog_zsyla_czlowiekowi_krzyze_i_cierpienie__29573- tam właśnie jest to zdanie o podwójnej herezji. Nie ma w moich pytaniach żadnej złośliwości.
Jeśli uraziły ono kogokolwiek, w szczególności autora bloga to przepraszam.
anonim z 10.13
a odpowiedź kajkapytajka - święci mieli różne kryzysy i uważam, że mieszanie Boga do rozciętej nogi za przesadę - a w drugim cytacie o ojcu Pio nie jest powiedziane, że Bóg zsyła cierpienie tylko że daje wielką łaskę by je przetrwać.
Dla mnie dyskusja jest zakończona. Dziękuję za czytanie, wpisy i niech Pan Was prowadzi.

Anonimowy pisze...

http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/bog_zsyla_czlowiekowi_krzyze_i_cierpienie__29573
Podaję jeszcze raz link - bo powyższy błednie się skopiował.
anonim 10.13

Zuza pisze...

Pan Bóg doświadcza = Pan Bóg zadaje ból? No raczej nie... Cierpienie i jego odczuwanie jest subiektywnym odbiorem człowieka, bo to, co dla jednych jest mieczem obosiecznym, na innych nie zostawia nawet zadrapania. Dlatego jeśli Pan Bóg, prowadząc nas swoimi ścieżkami, nie zawsze kieruje nas asfaltem, czasem droga jest wyboista, czasem z dziurami po kolana, czasem pod górę, a nie raz taka na łeb na szyję. A czy kocha bardziej czy mniej...? Jego sprawiedliwość jest nierównością, a ponieważ On sam jest najwiekszą zagadką, więc jak to jest z tą Jego miłośćią... Wszystkich kocha - to jest fakt, ale jak? Może Jego sprawiedliwość w miłości też nierównością jest...?

Paoop pisze...

Przepraszać to chyba nie trzeba:) dobrze jak rozmawiamy. Podsumowanie ode mnie:
„Wiara mówi: trzeba ofiarować cierpienie. Nie uwodzić cierpieniem, ale ofiarować je. Ofiarować cierpienie znaczy: wyzwolić się z cierpienia. A więc: nie zajmować się już tak bardzo sobą i swoim cierpieniem. Cierpienie nie jest już „moją sprawą”. Skoro cierpię z Chrystusem, to z Chrystusem mówię: „przebacz im” oraz „wykonało się”. A skoro wykonało się, to nie ma już sprawy cierpienia. Wtedy staję ponad własnym cierpieniem. Dbam o owoce. A owocem jest miłość. Miłość większa i głębsza niż przed cierpieniem.” (J.Tischner)

aurin pisze...

"Ból nie po to jest, by przysparzać ci smutku, pamiętaj. Ludzie tu właśnie przegapiają wszystko… Ten ból ma uczynić cię bardziej czujnym. Człowiek staje się czujny tylko wtedy, gdy strzała wnika głęboko w serce i rani. W innych sytuacjach nie mają czujności. Gdy żyje się łatwo, przyjemnie i wygodnie, kogo to obchodzi?
Po co czujność? Gdy umiera przyjaciel, ta możliwość istnieje. Gdy zostawia cię kobieta… ciemne noce, osamotnienie.
Kochałeś ją tak bardzo, postawiłeś wszystko na jedną kartę, a ona nagle pewnego dnia odeszła. Płaczesz w osamotnieniu… to szansa, jeśli ją wykorzystasz, możesz stać się uważny. Strzała rani, możesz ją wykorzystać. Ból nie jest po to, by dać ci nieszczęście, ból ma sprawić, że będziesz uważniejszy! Gdy jesteś uważny, nieszczęście znika."

peronI pisze...

,,Wieżo Ryb''?... co się Dzieje ?? / a u r i n ?...,że też ,,musiałaś'' o Tej Czujności.........../.

Anonimowy pisze...

A gdy zostawia mężczyzna...???Pustka jest ogromna, ciągle zastanawiam się (jak pewnie większość z nas) dlaczego???Mnie rozstanie dużo nauczylo, zmieniło, ale i tak On był moim największym szczęściem!!!Obecnie żadne z nas nie jest szczęsliwe. Ja po prostu muszę z Nim być!!!Czy każdy może popełnić błąd, czy każdy może wpaść w złe towarzystwo w czasie jakiegoś załamania???Tyle pytań i wciąz bez odpowiedzi...Czy duma męska nigdy nie pozwala się przyznać do błędu???Czy lepiej ,,minąć się: w życiu.... M.O.

Anonimowy pisze...

Nie no ludzie ale pieprzycie

aurin pisze...

M.O. Wiem ze rozstanie z bliską naszemu sercu osobą jest trudne i bolesne, ale można przeżyć i wyjść z tego zdrowszym i mocniejszym.Mimo wielu wylanych łez i niskiego samopoczucia. Ja wychodziłam 2 lata. Nie zamykaj się na nowe, wykorzystaj dobrze ten czas który masz, bo może być potrzebny na spotkanie z samą sobą i Bogiem. Żyj, najlepiej jak umiesz w danej chwili i pamiętaj,Wszystko ma swój czas,
i że
"jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju..." (Księga Koheleta 3.2-8) I wiedz, że nie jesteś sama.

Alfama pisze...

M.O. mnie też zostawił facet po 30 latach i to na tzw. lodzie zabrał prawie całą było nie było wspólna kasę, chce więcej ja jestem wszystkiemu winna próbował wrobić mnie w rozowód z moje winy synowi wmawiał,że go dręczyłam. Rozpacz była dla mne i jest ogromna i pytań bez miary z kim ja naprawdę tyle lat byłam dlaczego tak musi być i lub ale powoli bardzo powoli dochodzę do siebie i wiem ,że każdy musi sma pokonać tą drogę z Bogiem jet lżej a idziemy w swoim własnym tempie sami sobie musimy wszystko poukładać można się nie odnaleźć już nigdy a ja powoli, bardzo powoli idę przed siebie i sama. prawie 2 lata sędziłam na terapii, najgorzej było z tzw. poradą duchową tak sobie kombinowałam w PL jest prawie 130 biskupów prawie 25 tyś księży a ja nie mogłam znaleźć 1 słownie jednego, aby mi pomógł teraz jest lepiej. już nie wyję z żalu ale też nie widzę dobra z tego cierpienia którego doświadczam. no może tylko tyle że zobaczyłam jak dużo w nas jest relatywizmu moralnego to słynne nie moja sprawa M.O. już gdzieś pisałam dasz radę wiem truizm że też nie mogę zacytować anonima z 01:56 PS męska duma nie istnieje istnieje tylko pycha i ona nie ma płci

MMM pisze...

M.O. i Alfamo, a także pozostałe czytelniczki właśnie czytam sobie "urzekającą" Eldgredge i z całego serca Wam polecam tę lekturę. Panom też się to może przydać!

Kasia Sz. pisze...

Alfamo - raczej czegoś takiego jak wsparcie nie ma. Trzeba się z tym pogodzić. Sama też nie mam wsparcia, choć w innych sprawach. Jeśli dysponujesz jakąś gotówkę to fajnie sobie iść zrobić manicure, obciąć bądź nałożyć farbę na włosy, kompletować fajną garderobę, kupić ładny błyszczyk do ust, maskarę do rzęs, zapisać się na delikatne ćwiczenia choćby pilates. Nie wiem czy to pomoże, ale choć na trochę może tak. Pewnie, że jak brakowałoby pieniędzy to człowiek nie może sobie na wiele rzeczy pozwolić to wtedy trudno się samemu pocieszyć. Jednak fajnie pomalowane paznokcie zawsze dają frajdę.

anonimowa pisze...

"A owocem jest miłość. Miłość większa i głębsza niż przed cierpieniem".
+.

MO pisze...

Pewnie jeszcze musi minąć dużo czasu zanim nabiorę dystansu do tego co się wydarzyło... Sprawiam sobie przyjemności taki jak:zakupy, fryzjer, manicure itd.,to na pewno jest pocieszenie i obiecałam sobie, że nigdy nie zamknę się w domu, w sobie, nie mogę nikomu pokazać,ze On mnie zniszczył, a bynajmniej częściowo moją psychikę, także patrząc na mnie wizualnie jest ok., ale wewnątrzz trochę gorzej. Ciągle pojawiają się jakieś problemy, ale staram się nie załamywać, nie poddawać, mimo, że jest ciężko, aczkolwiek nigdy nie wiedziałam, że mam tyle siły w sobie co teraz. Czy to jest możliwe, że człowiek może się tak zmienić???Pewnie dlatego, że doświadczenia nas zmieniają...ale na początku wydawało mi się, że coś złego się ze mną dzieje, kiedyś wraźliwa kobieta, teraz odnoszę wrażenie, że nie mam uczuć...Cokolwiek co się dzieje, przyjmuję to do wiadomości. Wiem,że przedtem byłam osobą, która się o wszystko martwiła, przejmowała każdym...teraz jest inaczej, nie wiem czy to lepiej??? Podziwiam Was za takie podejście, ja chyba muszę do tego dojrzeć, by pogodzić się z tym, co mnie spotkało. Zastanawiam się tylko...czy warto odbudować nasz związek..., bo wiem, że jest taka szansa...

Alfama pisze...

@MO ja pewnie długo nie nabiorę dystansu ja chcę znaleźć spokój i też coś we mnie umarło chyba przede wszystkim zaufanie. Mi się wydawało,że głównym problemem jest alkohol a już była inna kobieta , jak w bardzo kiepskiej telenoweli znałam ją mówiła mi :jesteś fantastyczną żoną" koszmar. Zdrada jest straszna. MO może kiedyś spojrzysz na wszystko jeszcze inaczej i sama musisz sobie odpowiedzieć czy warto czy nie? Ja się czuję jak w klinczu on "cieszy" się wolnością a ja jestem "uwiązana" przysięgą małżeńską. Żyje, pomagam innym, pracuję realizuję marzenia na które nie mogłam sobie z nim pozwolić ale to nie o to chodzi. MO dasz radę bądź zawsze sobą.Sorry już więcej nie będę pisać. Każdy z nas ma problemy nie tylko z nieumalowanymi paznokciami

MO pisze...

Alfama - czyli doskonale mnie rozumiesz... Trudno jest nauczyć się żyć od nowa, czasami zastanawiam się czy jest to w ogóle możliwe. Narazie jest bardzo ciężko, mimo,że trochę czasu upłynęło. Też marzę o spokoju, ale musiałabym chyba zmienić miasto, niestety narazie nie dam rady finansowo...po drugie nie wiem czy wytrzymałabym psychicznie, z dala od wszystkich. Nie mam siły na podejmowanie kolejnych decyzji, aby nie okazały się znowu błędne. Po prostu miałam pecha...wiem, że nie jestem jedyną osobą, którą to spotkało, ale jednak. Moja sytuacja też jest zbliżona to kiepskiej telenoweli, tylko nich z osób biorących w niej udział nie jest szczęśliwy.

Alfama pisze...

@MO kobieta jak mówi nie to myśli tak czyli miałam już nic nie pisać, nie mogę upublicznić swojego adresu więc za pośrednictwem tego bloga (sorry)odpowiem,że ucieczka nic nie da, ja wyjechałam do Stanów i wszystko zabrałam ze sobą, wiedziałam tylko ,że go nie spotkam np.z kochanką na ulicy. Wróciłam i żyję. Czy on jest szczęśliwy? nie wiem, nic nie wiem, wiem,że tylko dziś mnie nienawidzi, chyba z poczucia winy albo coś tak ? Zerwał wszystkie kontakty i z synem też, może będzie miał inne dzieci ? czasem myślę,że zło tak poplącze nasze życie,że po ludzku nie ma wyjścia. Ja niedoskolnale, ale wierzę w Boga i "trzymam się" Boga. Mąż (kościelnie zawsze będzie) chyba przechodzi apostazję bo krzyczał do mnie na pytanie o przysięgę małżeńską -komu przysięgałem Panu, którego nie ma? MO przetrwasz powoli się odrodzisz nic już nie będzie takie jak było nawet szczęście będzie czymś innym trzymaj się jutro też jest dzień póki życia póty nadzieji wiem na blogu Dominikanina powinno być "świątobliwiej"??????? Jak miałam a często tak było a szczególnie gdy już musiałam stanąć przed tzw. sądem, który nic nie miał wspólnego ze sprawiedliwością, powtarzałam Jezu ufam Tobie i pomogło ..............

peronI pisze...

Alfama??... nie jesteś w _klinczu. To z a w s z e ,,facet'' odchodzi pierwszy. I (sic!) nie pisz _mI tu o s ą d a c h...// Przyjdzie mi Cię... ,,za karę'' _zabrać do jakiejś _-portugalii* ( wybacz _I_nterpunkcję) i niesamowolne przekierowania czytań _doczesnych. // dlaczego NIE??// P.S. -Ten KrzysiO' _to ma z ,,nami''!

peronI pisze...

Alfama?? ( ,,weryfikacja obrazkowa'' zwaliła mnie z fotela.. NIEmego zresztą...)//westchnij ,,na raz'',jak ,,na trzy''...............Bądż.*

MO pisze...

Rozumiem, że nic już nie będzie takie samo, jak kiedyś i powinnam wierzyć w ,,nowe" szczęście. Ale nie potrafię, nie umiem nikogo innego pokochać. Może narazie tak mi się wydaje, dopóki nie spotkam tego jedynego. Ale to już zawsze będzie inna miłość i w głębi duszy będę tęsknić za ,,starą". Czy wtedy będę szczęsliwa??? Chyba nie do końca...Może lepiej wszystkiego nie analizować, tylko właśnie zaufać Bogu.

peronI pisze...

MO? -_jA t y l e nie rozumiem co Ty... // _trzymając się_ Mertona r z a d k o zbłądziłem, ale ,,równoległość'' Przypadku, w którym nie przeczuwałem rozróżnienia między wiarą a religią nie daje mi spać...na jakimtobymniebyłperonieprzedostatnim..// w Każdym Razie...nie ma mnie w _Porto_Rico,jak Obiecałem Niektórym w /???/...2002 chyba _roku....To Dobrze.*

Alfama pisze...

PeronI nie umię tych wpisów usunąć,(proszę Was o podpowiedź) mam po czytaniu MO mam klasyczny nawrót współuzależnienia od osoby nadużywającej środków chemicznych. Portugalię mam "zaliczoną" chociaż może droga do Composteli przede mną ??? tylko czy dam radę. MO napiszmy do o.Pałysa nasze prywatne adresy nie wiem może Ci pomogę mi pomogła Zagwozdka i Anna K.

Tomek pisze...

Widać, że blog toczy się własnym życiem. W różnorodności siła: tematów, spraw, poglądów, przemyśleń, postaw etc. I jeszcze bardziej cenna wydaje się rada, żeby w tym naszym, ludzkim bałaganie zaufać Jemu.
pozdrawiam
tomek

MO pisze...

Zazdroszczę męźczyznom ich podejścia, chyba są twardsi,łatwiej przyswajają porażki,szybciej podnoszą się po rozstaniach czy po innych niepowodzeniach. Alfama - pisałaś, że wyjechałaś do Stanów,czyli też planowałaś zmienić swoje życie. To nie jest dobre rozwiązanie???Nie da się zapomnieć w innym miejscu, zacząć żyć od nowa???Wiem, to pewnie taka ucieczka od problemów i na krótko. Ufam Bogu, czasami wydaje mi się, że nie mogł mi tego zrobić, abym tak cierpiała, że nasz związek został wystawiony na próbę, ale i tak ja jestem w najgorszej sytuacji.Co z tego, że realizuję swoje marzenia, ale w głębi serca myślę jeszcze o NIm, mimo, że to on mnie zostawił, praktycznie bez żadnego wyjaśnienia, bez szansy, aby coś zmienić w naszym związku. Nie chciał próbowac, bo pojawiła się Inna, miał rozwiązanie, chciał spróbować czegoś nowego. I tak zrobił..., ale co z tego, skoro niedawno sam mi się przyznał,że nie jest szczęśliwy, że tak mu się wydawało. Każdy tak mówi, najpierw popełni błąd, a póżniej żałuję. Najważniejsze by całej tej pogonii za pieniędzmi,robieniu kariery, zwyczajny wyścig szczurów nie zboczyć z właściwej drogi życia...On tak zrobił, nie był na tyle silny, aby powiedzieć sobie - STOP!!!Ale z drugiej strony każdy może znaleźć się w sytuacji, z której później ciężko mu wyjść. Bóg kazał wybaczać, ale co w tym przypadku, przecież zostawił mnie dla Innej, choć nie zdążył jeszcze zdradzić, bo się wyprowadziłam, bo nie walczyłam, za dużo mnie to upokorzyło....Wiem, te pytania są nie do Was. Wracając do tematu tego bloga, jak mam znaleźć sens w tym co się stało, skoro nie jestem szczęśliwa. Pamiętam chwile gdy On spał, ja leżałam koło niego i dziękowałam Bogu, że Go mam!!! I dlatego tak ciężko mi żyć, bo naprawdę dziękowałam za tę MIŁOŚĆ.

a.nonimow.a pisze...

Te pytania są nie do nas.
Nam zadano, my sobie zadajemy - może inne.
Nasze odpowiedzi - może są na nasz użytek.
Ciiiii.
+.

Alfama pisze...

MO z Twoim wpisem wszystko z impetem wraca do mnie. Szukaj spokoju i ukojenia w bólu, rozmowy z innymi, modlitwa taka jak potrafisz, mi pomogły też książki - tak często tu przywoływany Merton nie wiem dlaczego najbardziej Dziennik azjatycki, też taka książka Miłość to wybór o terapii współuzależnień, i największe moje zaskoczenie C.S. Lewis wszyskto poza Opowieściami z Narnii od Rozważań o psalmach po Smutek i Zaskoczony radoiścią. Wiem to są moje lektury z ostatnich kilku miesięcy nie wszystko na raz. A i blogi PeronI i o.Pałysa na stronach www.dominikanie.pl. Ja przez 1,5 roku byłam pod opieką wspaniałej terapeutki,która mnie ukoiła tak chyba mogę napisać. MO walcz o siebie. Ty jesteś najważniejsza dla siebie i mogę napisać,że i dla Boga. Ja jestem z Tobą i będę się modlić tak jak inni modlili i modlą się w mojej intencji.

MO pisze...

Dziękuję,również będę modliła się za Was. Czuję, że Bóg mi pomaga to wszystko przetrwać, ale raczej potrzebuję jeszcze czasu. Cieszę się, że tutaj trafiłam (w sumie przez przypadek), ale moim zdaniem Bóg pokazuje mi jakąś drogę, muszę mu po prostu zaufać. Pewnie nigdy nie zrozumiem tego przykrego doświadczenia, które mnie spotkało. Ostatnio znajoma zapytała mi się - czy jest w stanie się to przeżyć???Odpowiedziałam - nie wiem, ja jeszcze żyję...

Spokojna... pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=HBY6_4sfhFQ
POOGLĄDAJCIE:-)))))

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=fkDI5xVa354

http://www.youtube.com/watch?v=0PWv0PgzLoE&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=GPSLgDniI9g&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=6sP0yDQ4hGM&feature=related

kajak pisze...

A to?

kajak pisze...

To najwyraźniej nie działa. http://www.youtube.com/watch?v=d9NF2edxy-M&feature=related

Anonimowy pisze...

http://youtu.be/2-qv-SWm6GI

http://youtu.be/Mg5QRIBJ7Zc

http://youtu.be/OuC4c_TXsTU

http://youtu.be/KQg4wsWaLOw

http://www.youtube.com/watch?v=1kT_Bg9KuAw&feature=related

http://youtu.be/ZJvYqzkAjoo

Anonimowy pisze...

http://youtu.be/ZJvYqzkAjoo

nul(ka) pisze...

Ojciec to faktycznie z nami ma. Trochę radości na pewno i masę pracy. Jak szczenięta. Albo się rozpiskolą i po kątach rozłażą i mokre plamy wszędzie bierz człowieku i sprzątaj albo hałas na cały dom i wesołe buszowanie.
Światło. szukamy światła.

Anonimowy pisze...

http://youtu.be/9iubcVp-hmE

kajak pisze...

Siostro nul(ko), napięcie trudno utrzymywać ciągle w górnej strefie stanów wysokich. Rapu miejskiego słuchać, nawet najlepszego. A i z latarką na poszukiwanie światła jakoś tak dziwnie wyprawiać się po nocy. Od czegóż w końcu xiężyc i gwiazdy? Ojciec Wergiliusz, ten to miał dopiero. Dobrej nocy!

Zuza pisze...

@Anonimowy z 14 stycznia 2012,g. 01:56 - wypadałoby przynajmniej taki komentarz konkretnie uargumentować, choć zastanawiam się czy chamstwo ma swoje logiczne uzasadnienie.... Jest jeszcze jedno wyjście - nie wchodzić, nie czytać, nie komentować....
Wypowiadający się tutaj ludzie, wyrażają swoje uczucia religijne. Wolność słowa, również w zakresie wyznania zapewnia im Konstytucja RP.

Jeśli ktoś ma pewien klopot z zamieszczanymi tutaj treściami, to albo niech zmieni czasozabijacz, kiedy mu się nudzi, albo podejmie dyskusję, w której, zgodnie z obowiązującą Konstytucja, wyjaśni powód swojego oburzenia.

Tymczasem Autora komentarza pozdrawiam i zapraszam do dialogu.

Z wyrazami szacunku...
Zuza

Tomek pisze...

@kajak: Ale spać jeszcze nie idź, bo czekamy na słowo od Ojca Krzysztofa. No i rozwiązanie konkursu.
@Zuza: dzięki za przypomnienie praw konstytucyjnych. Denerwować się nie trzeba, bo po co? Emocje, emocje i jeszcze raz emocje.
Cytat z Karola de Fucauld:

Chciałbym być na tyle dobrym, aby mówiono :
jeśli taki jest uczeń, jaki jest mistrz ?

pozdrawiam
tomek

Zuza pisze...

@Tomek: Z absolutnie stoickim wręcz spokojem upomniałam jedynie niesfornego blogowicza. Emocje, owszem, były, ale do zdenerwowania to mi baaaaaaaaaaaardzo daleko! A tak na marginesie, emocje nie dzielą się na dobre i złe. Wszystkie są dobre, tylko jedne pozytywne, a inne negatywne!

A jeśli chodzi o konkurs, to 16 stycznia ma być dniem rozpoczęcia dopiero głosowania, a nie rozwiązania konkursu....:) Ale może to ja coś pokręciłam.

Tomek pisze...

@Zuza: Dzięki za baaaaaaaaardzo spokojne pouczenia i prowadzenie porzadku na blogu.
A ja krótko, bo tylko bardzo dziękuję.

Zdaje się, że głosowanie ma być 16, czyli jutro. :)

pozdrawiam
tomek

MO pisze...

Trzymajcie kciuki, mam jutro ciężki dzień...Idę na rozmowę kwalifikacyjną, a niestety jest trochę kandydatów. Życzę spokojnej nocy - MO P.S.Może w sferze zawodowej będę miała więcej szczęścia.

nul(ka) pisze...

Bracie Kajaku, no przecież ..
no przecież ja właśnie o tym. Że, ech. Nie można ciągle wstrzymywać oddechu i cicho stąpać bo nieszczęście wokół.
ja się po prostu poruszam przez życie ruchem jednostajnie nietaktownym. to pewno przez te stopy. kieś takie duże są.
Czy ja nie mogę sobie tak spokojnie stać jak palma w tle? Zagrać nie zagram ale jako zieleń się mogę sprawdzić. to w charakterze podziękowania bo piękne jest jak już się wkleiło.
No i zaległe pozdrowienia. wciąż były tylko nie powiedziane.
Dobrego dnia wszystkim .
+

nul(ka) pisze...

Z tęsknoty za tym czego brak, bo głód samotności to głód jak każdy inny, burczeniem zakłócający jasność myśli, kto nie ma niech chociaż poczyta:
Lucien Cheneviere OCR " Rozmowy o milczeniu"
Basil Pennington OCSO "Miejsce odosobnione"
i niezależnie od wszystkiego "Inne sprawy" Michała Zioło OCSO , i "Szkoła duchowości"o.J.Kłoczowskiego OP.
A Ruth Burrows (poprzednią)porzucę na parafialnym stoliku chociaż nie lubić robić nic złego książkom. Tej mi nie żal.
Bo śpicie i mogę sobie poszaleć, dlatego.

Alfama pisze...

MO jak mawia moja znajoma nie ma jak dobry katolicki zabobon i będę pamiętać o tych kciukach trzymać nie dam rady. MO jeśli bedziesz miała ochotę lub potrzebę skontakować się poza blogiem to o.Pałys ma moje "namiary" i w razie potrzeby przekaże.Również baaaardzo proszę PeronI (jakby peron można było prosić?)żeby się zgdził na przekazanie mi swojego maila lub "wziął" mój.Sorry za "zaśmiecanie" dyskusji a Nulce za listę lektur.

kajak pisze...

A Siostra Nul(ka) do mnie tak dużą, a ja Siostrę tak z małej... Ale z szacunkiem, zapewniam.
Poniekąd a propos, to te stopy ciekawe, jak bardzo są duże. Jak ktoś palmą w tle zamierza, to mu się na pewno przydadzą; nie ma jak solidna podstawa :) Parafialny stolik is good, uważam, tylko ludzie czasem nie wiedzą, czy można brać, jak nie ma kartki np. "Pseudo-Dionizy 7 zł, Summa t. 1 2 zł", bo teraz nawet przy opłatkach potrafią napisać po ile.
O. Augustyn SJ "O krzywdzie, przebaczeniu i spowiedzi", to tak żeby na chwilę powrócić do pewnego tematu.
Zaraz pewnie będzie konkurs? No bo już nie śpię i w ogóle.

Paoop pisze...

Konkurs będzie pewnie dopiero jutro, dziś można jeszcze wysyłać zdjęcia... Widzę, pełną mobilizację, ale na 'No to do dzieła!;)' trzeba jeszcze trochę poczekać:)

Dor pisze...

a czy już ktoś coś wie też o oczekiwanej przez wielu książce Ojca;)?czy nie ma nowin?pozdrawiam!

kajak pisze...

Nie ma odzewu :-(. Znaczy się, na dzieło też jeszcze trzeba poczekać. 'Best things come to those who wait', taki był kiedyś slogan reklamowy (bez obrazy, co poradzę, że ketchupu).

aurin pisze...

Oooo, zdjęcie nagłówkowe wróciło :)

nul(ka) pisze...

Taka prośba drobna, o linkach,z kobietami colą księdzem i innych sympatycznym rzeczach. Trochę ostrożności.
Jak stoisz przy beczce prochu w krzemiennych pierścieniach to nie klaszcz. w najlepszym wypadku w pysk z klepki można dostać.

aurin pisze...

Jak przeglądałam podane linki,o których wspomina nul(ka),to mi nie nie grało/ nie pasowało w sensie, bo YT odtworzył wszystko i zagrało/ ale ani to do tematu, ani w ogóle... ni przypiął ni przyłatał. No i jeszcze ten Anonim i na pewno nie Gal.

nul(ka) pisze...

@Aurin, dzięki bo już myślałam że objedziecie za obcesowość.

@Kajaku, małe literki są w porządku. Tycie takie. A stopy nisko to winę na nie łatwo zrzucić. Oparcie dają i chodzą to nie ma co narzekać.

o.Augustyna - nie znam tej, u mnie się tylko o "Miłość i akceptacja" zasiedziała i Integracja sss. o.Przewodnik czemuś powiedzieli że warto by... Od SJ bije chłodem. Chirurgiczna precyzja dobra jest, ale mi i tak zimno.
A jeśli o przebaczenie idzie i krzywdy i spowiedź, to chętnie bo temat potrzebny." W drodze" grudniowe np, bardzo im piękny i pożyteczny numer wyszedł.

Ze stolikiem ten problem właśnie że nie wiadomo,czy brać, bo może czyjaś przez przypadek zapomniana,no i to że to jednak porzucenie. Ruth wspomniana podpadła mi i tylko dlatego.
Normalnie namawiam do przeczytania tylko tego czego (moim subiektywnym i niekoniecznie wyrobionym zdaniem)żal byłoby nie przeczytać.
A takie książki są jak dzieci, nie rzuca się ich byle gdzie z nadzieją że może ktoś się zainteresuje.

A co do Ojca książki, mówił że do końca stycznia ma oddać do wydawnictwa.
Poza tym pewno sesja. Fundacja, konkurs, fb, i przede wszystkim normalne czynne życie zakonne.To może by my jednak +
Tak mi się wydaje że by nie zaszkodziło.

Jolaśka pisze...

@nul(ka) a może po prostu taką przeczytaną knigę komuś ofiarować bo tak porzucić to niezręczność pewna.
Przynajmniej ja to tak odbieram bo ludzie potrafią porzucić i drugiego człowieka, i dziecko, i ukochanego zwierzaka a co dopiero słowo pisane. Mnie jednak żal gdy tak o porzucaniu książek piszesz. Kiedyś była taka akcja że po przeczytaniu książki ją się kładło na jakiejś ławce żeby ktoś ją sobie wziął do poczytania, ale nie wiem czy nie zakręciłam czegoś :-)
I jeszcze jeden pomysł jest takie stowarzyszenie Emaus (we Wrocławiu i jeszcze w jakichś większych miastach) odbierają od chętnych książki i sprzedają w swoim sklepiku. Utrzymuje się z tego i stowarzyszenie i wiele osób potrzebujących pomocy.
No i jeszcze jedna opcja oddać do biblioteki.
Ale nie porzucaj, to okrutne nawet dla książki której Ci nie żal :-)

kajak pisze...

Nul(ko), a o tomizmie powiadają (i jego wyznawcach), że zasłania Objawienie. Jakby co było w stanie. O. A. SJ obczytany w potrzebie, nawet okładka miękka (oraz aż porażająco błękitna)i format dobry, prawdziwie kieszonkowy.
Biblioteki - parafialne może, bo publiczne teraz nie chcą, mają zbyt skomplikowane procedury.

kajak pisze...

Emmaus - Sklepowisko czeka na odwiedziny, ul. Rubczaka 17/17A we Wrocławiu (w godz. 9-17) oraz na Wasze niepotrzebne meble, sprzęty, książki czy odzież pod nr tel. 517 xxx. Tyle znalazłem, ale dodane w końcu grudnia 2010 r.

nul(ka) pisze...

Ano niezręczność, ale już mam pomysł, porzucenie a podrzucenie do opieki to dwie różne rzeczy.
Błękitna okładka? Nie ma jak zaczytane w potrzebie książki.O zasłanianiu jutro bo żal dziś coś palnąć w senności. Jak pogonią to pogonią ale myśl myślę warta rozwinięcia.

Anonimowy pisze...

Demotywator, czyli bardzo popularna forma przekazu w internecie, na którym jest ksiądz w budowlanym kasku i podpis "Kościół w budowie. Wstęp wolny". Całość umieszczona na facebookowym profilu łódzkiego seminarium duchownego ma zachęcić wstąpienia do seminarium.
Wielu osobom Kościół nigdy nie kojarzył się z internetem. Łódzkie Wyższe Seminarium Duchowne postanowiło to zmieni. Na pomysł założenia tzn. eventu na facebooku i stworzenia demotywatora wpadli klerycy na co dzień korzystający z tego medium.

- Widać, że przynęta złapała haczyk - mówi z radością ksiądz Paweł Bogusz, prefekt w łódzkim seminarium. - Docierają do mnie bardzo pozytywne głosy odnośnie naszego pomysłu. Na pewno jest zaciekawienie, a przecież o to chodziło - dodaje ksiądz.

nul(ka) pisze...

Tomiści.. długo by można i dobrze bo to wyznawcy dobrej mądrej praktycznej miłości Boga, siebie i bliźniego.
co słychać:
http://www.it.dominikanie.pl/spotkania20078/
o.Mrozek o szczęściu.
szczerze polecam też o.Michał wykład seks w życiu singla:
http://www.it.dominikanie.pl/spotkania20090/
od razu dodam że jak ktoś szuka czegoś pikantnego to niech sobie weźmie chipsy. zamiast. Ojciec wybrał i moim zdaniem mądrze podejście ogólne, tak żeby chorzy wyszli pocieszeni a zdrowi niezrażeni, i żeby nie wyszło jak z tym chłopcem księdzem i wyjmowaniem monet ze skarbonki. Czasem człowiek nie wie że nie wie i tak jest lepiej. Nikomu się krzywda nie dzieje, link jest do polecenia wszystkim.
Jak mnie ktoś /coś w życiu rozwali to zbieram co zostało, zmiatam, zgarniam miazgę w woreczek, zanoszę, kładę na stoliku przed tomistą (bo my tu szczęściarze paru mamy) i pytam czy coś się z tym da zrobić. potem patrzę jak na ręce dziecka geniusza z kostką Rubika, i ..dostaję, poskładane, nie tak jak było , tylko tak jak być powinno. To myślący ludzcy ludzie są a to rzadkość.
Św Tomasz, dobrze że jest, tylko mu Bogu oddanych i pojętnych uczniów życzyć.
A jak się to ma do tematu postu? Tak że Tomasz uczy jak żyć mądrze, godnie i szczęśliwie.Co zdaje się za o.Michałem powtarzam.

kajak pisze...

Poniekąd w temacie tak napiszę najpierw, że poskładania doświadczyłem, chociaż nie z woreczkiem na miazgę przyszedłem; raczej z futerałem na inne pozostałości. I nie lektury mi wtedy były w głowie, słowo (przez małe "s") pisane, i temu podobne. Ani stawianie pytań o proweniencję czy autorament. Zresztą,ludzi nadal o to nie pytam. Ich teksty najwyżej, a nieraz, zdarza się, jakąś co bardziej rozpowszechnianą wypowiedź ustną. Oddanie Bogu i pojętność, myślącość i ludzkość oraz, last but not least, contemplata - tego nigdy dosyć. A o tomizmie to tomy już całe napisano, a na tej i podobnych stronach kajakowi, który tu gościem zaledwie, o nim pisać co najmniej niezręcznie.

Alfama pisze...

ależ nas znosi na bezmorza (kajaki) lub jakoś tak a ja mam prostą zwyczajną teologię blondynki czy jakoś tak. No i muszę się na jakiś czas zamknąć.Pozdrawaim Was wszystkich i dziękuję, że dzięki o. Pałysowi i Wam poczułam się normalniej. A PronI niesustannie proszę o kntakt musze napisać o klinczu i "sądzie".

nul(ka) pisze...

Z drugiej, i z trzeciej strony w ucho. ok. wystarczy. przyjmuję.Czas podoglądać słoików, poziomek,chrząszczy czy czegoś. jak rozumiem, czegokolwiek innego, gdziekolwiek.W porządku.

kajak.kajak.kajak pisze...

Ucho, nie w. Chrząszcze i biedronki? Są ok (nikt kajaka nie pytał o opinię, ale natura jego silniejsza jest od tresury), byle nie w słoiku. Nawet w poprzednim konkursie głosowałem na jednych skupisko. Chociaż ze strony czwartej, w ujęciu neoplatońskim... A, mniejsza. Uwolnić poziomki. W porządku, no chyba!

kajak pisze...

To ja, tylko kajaki pojedynczy i podwójny były już zajęte - mnożyłem do skutku i tak wyszło. Bezpieczeństwo w sieci (nie ma jak ono).

kajak.kajak.kajak pisze...

I wręcz usilnie bym prosił, żeby ani gdziekolwiek, ani co-. A gdybym prosić nie mógł, to nie to miałem na myśli - co najwyżej, że, póki co, w pewnych kwestiach zdania nie zmienię, ale w jakich, to zaraz sam nie będę wiedział, jak zacznę je wykładać jasno i przystępnie. Czwartego komentarza dziś nie będzie. Ani z piątej strony. I tylko mam nadzieję, że biorący udział w konkursie nagłosują zaraz, szybciutko i dużo, to te cztery przemkną niepostrzeżenie.

kajak pisze...

To znaczy,piątego i te cztery. Rachuba stron się zgadza?

Jolaśka pisze...

oj Kajaku Kajaku, tyś zakręcony jak słoik jagód na zimę :-) Czytam i czytam słowa rozumiem ale nie wiem co piszesz?!
Konkurs jest post wyżej :-)
Przy piątku wszystko się może zdarzyć :-) Poczytam to w poneidziałek może dotrze.

kajak.kajak.kajak pisze...

Jolaśko, nie jest mi dane dotrzymać obietnicy :-))). Jakby w poniedziałek nie dotarło, to się nie przejmuj; to tylko przyjmij: -))).
Biedronki naprawdę nie wiem, skąd mi się wzięły, Siostra Nul(ka) o żadnej nie wspomniała. Panteiści może stwierdziliby... Przytomni zaś, że i w tym konkursie występują - one, biedronki, nie oni, panteiści. Konkurs post wyżej, ale tu, post niżej,komentarzy prawie tyle samo!

Anonimowy pisze...

pamięć przenośna, taki pendrive, żeby coś... przenieść, mieć przy sobie, kiedy będzie potrzebne, miejsce, kiedy go już brak

jakkolwiek głupio to zabrzmi... to niejednokrotnie już stawał się ojciec taką moją NADZIEJĄ przenośną - przez bycie, przez te e-miejsca, e-treści, które (choć na jakiś czas) przenoszą, a może bardziej podnoszą? unoszą? mniej w chmury, bardziej po prostu na powierzchni

i choć nie było zgody na bycie cudzą wiarą w sens, to proszę być :)

Ola

nul(ka) pisze...

Ojciec , gdyby był, to proszę Oli - patrz wyżej nie przeoczyć. A ja tu muszę .. na chwilę.
krótka bajka z morałem i kurtyną w gwiazdki.
Że wiosła złożone w znak non grata zwykle wystarczą. Standardowo mały nul dostaje tabliczkę na piersi, lśniącą, z napisem "nie jesteś u siebie/idź stąd" dla większej czułości z tyłu wyposażoną w gwóźdź ostro kończący się tuż przy sercu.Nie trzeba mocno uderzać. Delikatnie stuknąć palcem i już.
Tylko życie zaczyna się od dwóch. Reszta ma porządek zgoła inny.
Kurtyna w złote granatowa i ciężka od aksamitu.
Uściski, serdeczności i ukłony. To tylko bajka.
Dlatego dobrze jest u Ojca bo on ten deseczkowy wrzask rozpoznaje i odpowiada nie odstawiając kubka z herbatą.
Masz prawo być. Śpij.

nul(ka) pisze...

I przyśnił mi się Anioł Stróż.
Ojciec jeszcze coś dodaje że życiem trzeba się cieszyć. Ale ja małą mam głowę nie muszę tak od razu wszystkiego rozumieć, zwłaszcza jak trudne.

A że o poranku wszystko jest jaśniejsze dodam, że strzelić owszem wiosłem jak ktoś bredzi bezrozumnie, i przemądrzali bez końca to jest zwyczajnie braterski wychowawczo słuszny postępek.

kajak.kajak.kajak pisze...

A w kajak(a) tym wiosłem strzelić - dodatkowo sztuka nie byle jaka. Chciałem napisać "sztuka nie lada", ale to przecież wiadomo, co sztuka jest, a co nie. Jeśli czasem czego nie wiadomo, to dlaczego, najwyżej. Ładne słowo napisało mi się na zakończenie, to powtórzę. Najwyżej.

peronI pisze...

nul(ka) nie r o z w a l a j _mnie! (czasem ,,z liścia'' ew. _pagaj'a bym _wolał...)Dzięki za :-,,I przyśnił mi się Anioł Stróż""(...),jak podpowiedz tytułu nowego posta u Naszego Kochanego _Biletera K. //hmmm...Tam Ci Dopiero rozgorzeje dyskurs!!

Tomek pisze...

@peronI: Czy dobrze znalazłem Twojego bloga @
http://roadhunter.bloog.pl/?ticaid=6dc7c ????

Styl i mapa świata podobne... tak mi się zdaje.
pozdrawiam
tomek

peronI pisze...

@Tomek : Nie. Nie mam i nigdy nie prowadziłem swego bloga.(Co nie znaczy,że nie ,,blogg'uję''!..tu i Tam). pozdrawiam peronI

kajak niepytany pisze...

Tamten jakby bardziej prowadził Autora?
Patrzę za okno z nadzieją, uśmiechem i spokojem. Com przeczytał dzisiaj na okoliczność chyba jeszcze dość nowego roku, przepisałem. Z nich zaś największa jest miłość.

peronI pisze...

@kajak : Jak najbardziej pytany! Umiesz _przewiosłować_ SPACJĘ*,o czym taki ,,kanadyjkarz'' _nieprzysięgły ,jak _jA nieczęsto się przekonuje. pozdrawiam peronI vel nickola...Skype??-hmmm... _za -zgodą Biletera* antoni_zas

że jak? że najbardziej? pisze...

Kajak do słoja z jagodami zakręconego na zimę tak się ma, jak Ty, Peronie I, do słoja wecka z gumką i sprężynką zamkniętego na ogień i spirytus. Pozdrawiam wzajemnie - kajak x 3 z kropkami pomiędzy, a dresik wiadomo. Zgodę przyszło domniemać; gdyby jej nie było, uprasza się o wykasowanie.

kajak.kajak.kajak pisze...

Zgubiły mi się powidła śliwkowe z tego słoja,mimo zamknięcia ;-(.

Anonimowy pisze...

co to ma być?????

strażnik poprawności blogicznej pisze...

Prywata na blogu.

Jolaśka pisze...

Jak prywata to prywata
Kajak, daj adres to prezślę Ci własnoręczne z ubieglego roku u mnie jeszcze nie wyszły. Pewno dlatego że w komórze zamknięte i słoikach na zimę. Z PRAWDZIWYCH węgierek :-)

kajak pisze...

Jolaśko, aż mnie na chwilę zakręciło bardziej. :-))). Tylko będę do nich wzdychać, przyjąć jak bym mógł w realu, choćby najlepsze, kiedy ja cały wirtualny jestem? Ale wdzięczną pamięcią się odwdzięczę. I w poniedziałek tak samo, :-))).

Jolaśka pisze...

Wirtualny Kajaku, posyłam Ci więc na wirtualny adres wirtualny słoik powideł śliwkowych. Zjadłam za Ciebie łyche w realu :-)
Powiadam Ci warto było wieczorową porą dobrać się do zasobów "na zimę" :-)

Taxi pisze...

To jak haiku :0

nul(ka) pisze...

Tylko dla ścisłości, i z wdzięczności, za stukot dulek i kół. Akurat z żalem wtedy przyszłam potłuczona trochę, wyżalić się szczerze mówiąc. Plus wirtualnego świata jest taki że krzyk o pomoc niesie daleko, minus,że proporcje się gubią. Pokazać chciałam zwierzątko na dłoni a w świetle cień na ścianie pokazał potwora na cały dom. Za prywatę przepraszam. A gdyby mi się należał kuksaniec za gadanie to jak najbardziej proszę. bo to niewychowawcze jest,pozwolić komuś mówić bzdury i trwać w świadomości że jest ok. Lepszy prztyczek w nos, żeby już ścichnąć.
I tak na marginesie prośba, bo u Ojca się :) różni plączą z przeproszeniem mignie czasem ktoś
czarno biały.
W spowiednicy jednego z Waszych domów w pięknym miejscu nie ma konfesjonału. Dwa krzesła. Tu się nie klęka - jak ktoś mi kiedyś powiedział. Ale przecież my nie przed Wami klękamy a przed Bogiem. A wyznać grzechy patrząc człowiekowi prosto w oczy, bo inaczej w tym układzie trudno, to jest jeszcze większa trudność. I myśli zebrać niewygodnie.
Miejsce piękne, ludzie dobrzy, za to pomysł gniecie mnie w pamięć jak kamyk w bucie. Może tylko ja tak reaguję. Dziwna jestem na to wystarczająco. Jeśli mącę niepotrzebnie to prośba do Ojca żeby wyciął. Co się będzie miejsce na serwerze marnowało a ludziom wzrok psuł.

Jolaśka pisze...

pisz pisz Słoneczko, KAŻDY wpis jest jak światełko
a jak czasem człowiekowi ciężko to łatwiej się wirtualnie wypłakać tak trochę anonimowo i w przestrzeń
a że czasem nieskładnie, trzeba przeczytać raz jeszcze, wczuć się w to szaleństwo po drugiej stronie klawiatury i czasem wesprzeć serdecznym westchnieniem lub komentarzem trzymającym na duchu a czasem wiosłem po łapach :-)

nul(ka) pisze...

Dziękuję. uściskałabym gdyby się dało :) za to ciepło niespodziewane.

emma pisze...

@nul(ka):To ja bym tak nie umiała się spowiadać patrząc komuś prosto w oczy, dlatego doskonale Cię rozumiem. To jest też jeden z powodów, że nie zdecydowałam się nigdy na indywidualne spowiedzi, choć wiele razy o tym myślałam. Bardzo sobie cenię konfesjonał! Tam gdzie ja mieszkam, dominikanie na szczęście konfesjonały mają i chwała Bogu i im, to znaczy dominikanom, za to :)

Anonimowy pisze...

Jaki jest sens w śmierci nienarodzonego dziecka? Nie wiem ile razy zadawałam sobie to pytanie. Czemu Bóg miałby mnie próbować poprzez śmierć mojej Córki? To byłoby okrutne... Więc jedyna odpowiedź w jakiej znalazłam ukojenie, to że śmierć po prostu jest i przyjmuję ją tak, jak przyjęłam Nowe Życie...to bardzo boli, a "usensawianie" jedynie pogrąża/Ka

Anonimowy pisze...

Nadzieja, moja nadzieja jest w takich słowach. Dominikanie od niedawna w moim sercu, ale czuję jakby byli od zawsze! Bo czuję obecność Boga u nich. Pytania do ludzi świętych! Co widzieli, że postanowili iść za Panem? Czy to ta nadzieja daję taką siłę wytrwania?! Panie daj mi tej siły!!

Anonimowy pisze...

HA naprawdę teraz czuję, że wszystko co w naszym życiu ma Sens...
weszłam sobie na bloga bo czasami zerkam i doceniam to co tu czytam(również w komentarzach) ale jak weszłam na blog to słowa nie pomogły w zrozumieniu problemu... no i tak wegetowałam...
a teraz nie mogłam zasnąć i coś mnie natchnęło może jest nowy wpis o. Krzysztofa i mi pomoże... a pomógł nowy komentarz w odnalezieniu artykuły z dawniejszych czasów... tak więc dzięki Panie, o. Krzysztofie i anonimowy... jaki sznureczek powiązań :D
teraz idę spokojna spać z modlitwą za Was :))

Anna Chrzczonowska pisze...

Dzięki za blog! Pomaga... a to chyba najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie

Prześlij komentarz