poniedziałek, 2 stycznia 2012

Cień pewności

Jak dobrze rozeznać wolę Bożą w swoim życiu?










Pytanie z maila. Uważam, że temat jest wart poruszenia. Jak dobrze rozeznać wolę Bożą w swoim życiu? Może znacie jakieś sprawdzone metody?

Za zgodą autora (imię zmieniłem) umieszczam fragment.


Jak znaleźć właściwą drogę życia, jak wybrać spośród wielu możliwości i zostawić w swoim życiu tylko to co ważne? Jak mieć chociaż cień pewności, że to co podpowiada serce jest dobre? Jak to zrobić gdy każdego dnia mimo tego, że naprawdę się starasz, popełnia się te same błędy, widzi się w sobie tle słabości i grzechu, że chce się czasami płakać ze złości na siebie. Plus jeszcze pewnie to czego nie dostrzegam w sobie. Jak można mieć przy tym wszystkim chociaż cień pewność siebie i tego co się robi. Jak można wiedzieć, że to co chce właśnie zrobić nie jest tylko kolejną słabością i wytworem pychy, ucieczką przed życiem ze strachu przed nim, czymkolwiek podobnym do tego.

Nie pytam jak zaufać Bogu, chyba, że jedno z drugim się jakoś łączy, a ja tego nie widzę? Pytam jak zaufać sobie bo przecież jesteśmy wolni możemy zrobić co chcemy w tej wolności i to, właśnie to jest przerażające być i żyć wolnym w świecie, który dla mnie wydaje się czasem „stawać na głowie”, a przecież od tego kim jesteśmy tu na ziemi zależy cała wieczność.
Marek


***
Annę K. od której otrzymałem kilka dni temu książki proszę o kontakt mailowy. Autor zdjęcia nr 1 chciałby osobiście podziękować.

75 komentarzy:

Tomek pisze...

No to Ojciec wystrzelił z dużego działa… Pytanie o to, jak rozeznać wolę Boga jest następstwem innego doświadczenia, czyli dotknięcia, doświadczenia, porażenia mocą Stwórcy. Powróćmy do pytania: jak rozeznać wolę Boga? Trzeba otworzyć się na Boga, posłuchać Go, spojrzeć na siebie i świat przez Boże okulary. A potem zaufać Mu. Czy to oznacza konstatacje świata, ludzi?
Pozdrawiam
tomek

Alfama pisze...

Ja nie mam żadnej metody. Ba nawet nie porywam się na jej szukanie. Mnie nurtuje problem zaufania Bogu i wydaje mi się, że gdybym umiała w pełni zaufać to dałoby mi spokojną pewność, że dobrze postepuję, dobrze wybieram, idę właściwą drogą. A tak wiecznie chcę coś poprawiać lub udaję,że jest ok. Nawet teraz tak się zapłątałam, że nie potrafię napisać, że jeśli mamy wątpliwości to znaczy, że coś czujemy, w coś wierzymy.

O_N_A pisze...

Ja bym zapytała jeszcze: Czym jest wola Boża? I co to znaczy ją wypełniać?

Spokojna... pisze...

Najważniejsze to powierzać swoje plany czy działanie Bogu. Jeśli czujesz, że to co robisz pomaga Ci być szczęśliwym tu na Ziemi, czujesz, że Twoje sumienie nie krzyczy, to dlaczego Bóg miałby tego nie błogosławić? Każdy ma swoją drogę, nawet jeśli kilkaset ludzi na świecie wykonuje ten sam zawód co Ty, to nie znaczy, że mają takie same odczucia co do niego. Bo każdy ma inny "zestaw" emocji, doświadczeń... Warto szukać swojej drogi, nawet jeśli mielibyśmy porzucić z dnia na dzień prowadzenie międzynarodowej firmy. Bo czy ważne jest to co myślą o nas inni, czy ważniejsza jest "opinia" Boga. Najważniejszy jest pokój serca, myślę, że Bóg cieszy się, jak go mamy;-)
1. " Nie liczy się, co robimy ani ile robimy, lecz to, ile miłości wkładamy w działanie. "
2. "Nie szukaj Boga w zaświatach. On jest przy tobie. "
3. "Jesteśmy zdolni zarówno do dobrego, jak i do złego. Nie urodziliśmy się źli: każdy ma coś dobrego w sobie. Niektórzy ukrywają to, inni zaprzeczają temu, ale mimo to mają to w sobie."
Matka Teresa z Kalkuty

Anonimowy pisze...

Drogi czytelniku, zachęcam cię teraz do małego sprawdzianu. Skup się, zwróć uwagę na własną osobę i powiedz do siebie w myślach lub na głos: przyjmuję siebie, cenię siebie, kocham siebie, przebaczam sobie… Jakie wywołało to w tobie wrażenia? Czy przyszło ci to bez trudu i oporu, a w środku odczuwałeś dumę i radość, czy też wydawało ci się to głupie, sztuczne, niezręczne? A może, wypowiadając te słowa, doświadczałeś łapiącego za gardło smutku, że tak dawno ich nie słyszałeś we własnych ustach? "Kochaj bliźniego jak siebie samego". Nie można kochać innych, jeśli nie kocha się siebie.
Oscar Wilde powiedział: "Kochać samego siebie - to początek romansu na całe życie". Obyśmy nie zatrzymali się na samym początku, ale dali się porwać na głębokie wody miłości. Wtedy doświadczymy tego przedziwnego paradoksu, który tak prosto został ujęty przez M. Bubera: "Zacząć od siebie, lecz nie kończyć na sobie; uważać siebie za punkt wyjścia, lecz nie za cel; poznać siebie, lecz nie zajmować się sobą".

cytuję za T Gaj op w: www.deon.pl

Paoop pisze...

Szukanie to czasami także błądzenie. Łatwo może nie być, szybko może nie być. Nic nie stanie się z dnia na dzień.
Można popełniać te same błędy, ale można jednocześnie wzrastać w dobru. Duch Święty czuwa każdego dnia.
Tak jak napisał Tomek...zaufanie przede wszystkim. W parze z modlitwą.
W parze z wyjściem z własną inicjatywą. Nawet taką "do weryfikacji".
To wszystko prowadzi do poznania siebie, do akceptacji.
I może do cienia pewności.....
"Bóg przemawia cicho, ale daje nam różne (widoczne) znaki". (Benedykt XVI)

Asiek pisze...

Takie pytania zadawał sobie chyba każdy z nas.. Lecz czas pokazuje wszystko.. Zależy to od Ciebie jaką drogę wybierzesz, tylko pamiętać zawsze trzeba że ze względu na wszystko On jest i tak z nami. I najlepiej, kiedy to nie jest nic na siłę. Życie trwa. Jest w nim wiele sukcesów, a także porażek. Lecz to od nas zależy czy chcemy to zmienić. Przecież kiedy upadniesz, dosięgniesz dna, zawsze się odbijesz. Jeżeli nie sam to ktoś zawsze Ci pomoże. Zaufaj sobie i Jemu! On Cię poprowadzi, nie zostawi Cię ani na sekundę samego


[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze

TomWaits pisze...

wolą Bożą jest wstać rano zaraz kiedy słyszymy budzik :)

ethome pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ethome pisze...

nie usunięty, ale przeniesiony do wcześniejszego postu. Drobna pomyłka ;)

Marta pisze...

Zawsze się odbijesz? Zawsze ktoś pomoże? Chyba to zbyt optymistyczne. Niektórzy sięgnęli dna i niestety tam pozostali, a teraz już ich na tym świecie nie ma.
Znam kogoś, kto już po prostu nie wierzy, że coś może się zmienić na lepsze. Jak pomóc komuś, kto twierdzi, że tak, wierzy w to, że Bóg pomaga ale innym, tej osobie już nie. Jak przekonać, żeby dalej szukała sensu, drogi, nie poddawała się, zaufała, skoro ona już w to nie wierzy.
A jak rozeznać wolę Bożą? Pewnie metodą prób i błędów. Uparcie i cierpliwie szukać. Nie poddawać się. Jak nie z jednej, to z drugiej strony... A tak naprawdę to nie mam pojęcia. Do tej pory nie wiem jaka jest Jego wola co do mnie. Ale jak ktoś znajdzie skuteczną receptę, która "zadziała" na każdego i w każdych warunkach, to chętnie się zapoznam :)

Anonimowy pisze...

Bardzo ważne jest zobaczenie w swoim sercu jakie pragnienia [nie mylić z potrzebami!] Bóg złożył w naszym sercu. Rozeznanie najgłębszych pragnień prowadzi nas bezpośrednio do rozeznania powołania, czyli dostrzeżenia tych przestrzeni w naszym życiu, w których Bóg najsilniej chce z nami współpracować. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że Bóg daje nam pełną wolność w podejmowaniu współpracy z Nim.

Tomek pisze...

@TomWaits: bardzo trafna uwaga! Bo to nasze życie takie jest. Takie prozaiczne. I w takiej codzienności trzeba szukać Boga i taką codziennością tzreba się cieszyć. A co na pozostało w tym Bożym Igrzysku?
pozdrawiam
tomek

Paoop pisze...

Rozpoznać wolę Bożą to jedno, trzeba ją jeszcze przyjąć..... (i to nie jest aluzja do tego budzika:))

Tomek pisze...

@Paoop: ale aluzja jak najbardziej na miejscu :)
pozdrawiam
tomek

PS Ojciec Pius Bełch mówił: jezeli nie odkryjesz rzeczy malych, nie jestes w stanie zobaczyc rzeczy wielkich.
t

Tomek pisze...

Szkoda, że nie ma pisma o tym, jak Jezus zmywał naczynia... ale robił setki innych zwyczajnych rzeczy. Bo zwyczajnym Facetem był/jest.
pozdrawiam
tomek

Anonimowy pisze...

czy w tym jet wola Boża?

kajak pisze...

Niewykluczone. A w czym?

skowronek pisze...

http://wydawnictwo.niepokalanow.pl/_var/gfx/415741fdb205b9aad25a0d159e18c1b5.jpg

Asiek pisze...

Wydaje mi się, że jeżeli chcesz tego to się odbijesz, a jak masz odpowiednich ludzi wokół siebie to jest jeszcze lepiej. Zdaje sobie sprawę, że nie każdy tak ma.. I przez dłuższy czas też tak miałam, że nie mogłam się odbić od tego totalnego dna.. Chyba modlitwy innych ludzi pomogły w tym..
To się @Marta nazywa, albo można nazwać naszą "bezczelną wiarą". Jeżeli spojrzy na to inaczej zawsze coś znajdzie.. Chyba, każdy ma takie chwile, że nie widzi sensu niczego innego, że to jednak Bóg nie mi pomaga lecz Tym co nas otaczają. A może pomaga im właśnie, żeby ich umocnić, dodać im odwagi, aby nam pomagali? Wiem, że to zbyt optymistyczne nastawienie, ale jeżeli wiecznie będziemy żyć pesymizmem to chyba nic nie zyskamy..
Wolę Bożą nie mam pojęcia nawet jak rozeznać, sama tego wciąż szukam, to jest takie największe pragnienie, aby to w końcu rozeznać, znaleźć..
Lecz to chyba czasem siedzi w nas, tylko my nie chcemy tej prawdy.. Albo się jej po prostu czasem boimy.. Czas pewnie pokaże, lecz ile można czekać...

nul(ka) pisze...

@Marta - - zestaw znużonego optymisty : modlić się za tego kogoś(modlitwa, komunia przyjęta w intencji, prośba o Mszę odprawioną w intencji) i tak do bólu, i tak do skutku. Nie żebym taka mocna była. Z przerwami, z doskoku, jak się problemy zwiększają. Z nadzieją, że kiedyś pomoże.

I to jest też odpowiedź dla Marka.
To znaczy próba. Bo ja bym to tak , co nie musi być od razu mądre.
Jeżeli o życie w sensie zawód/powołanie chodzi, zwłaszcza że jakoś tak zakonem zapachniało, z obawą że to ucieczka:
Rozmawiać z tymi którzy siedzą w tym w co chcesz wejść. Jeżeli zakon to promotorzy powołań, rekolekcje w klasztorach, itd. Zaczynając od lektury "Porzuconych sutann" ks.Piotra Dzedzeja. Tak na wszelki, żeby zobaczyć z czym może być problem.
Jeżeli zawód czy jakiekolwiek zajęcie - jak wyżej, próbować. Robić coś i patrzeć jak idzie. Jeżeli radości z tego wcale, tylko dno i poczucie że się pcha twarzą sporo mułu, no to to raczej chyba nie to?
Dobre decyzje przynoszą pokój, spokój,cichy głos w środku że ok. trafiłem.
I bez szantażowania się , że jak jestem jaki jestem to za mało żebym się nadawał i lepiej żebym nie próbował. Won z takim myśleniem , przepraszam za dosadność. Próbuj. Bo życie mija.
A Eucharystię potraktować jak linę wiążącą do masztu, że jakikolwiek sztorm, to najwyżej mięsa Ci trochę wyszarpie ale z pokładu nie polecisz. Codzienną, bo człowiek to jednak słaba szmatka jest jak tam sam sobie zostawiony.

Jeżeli to jakaś konkretna decyzja , to dobrze sobie wyznaczyć jakiś termin. Nie czekać bez końca. Terminy wymuszają decyzje.
I przede wszystkim - rozmowy, ale rozmowy w realu, nie przez telefon, nie na gadu,tylko normalne rozmowy z kimś mądrym komu możesz zaufać,kto się zna na tym czego chcesz spróbować. Mądrym i doświadczonym. Zakładam że stąd pytanie do Ojca i to jest dobry trop.

o. Krzysztof pisze...

Mądre rzeczy piszecie. Sam czytając komentarze, wiele się uczę. A do doświadczonego "ojca" brakuje mi tak... ze 30 lat kapłaństwa, więc i w czytaniu tego bloga zalecałbym ostrożność.

W rozeznawaniu dorzuciłbym modlitwę kontemplacyjną: patrząc na Boga, który nas stworzył, odkrywać samego siebie. Szukać z Nim tego, co daje pokój serca, co sprawia, że nasze życie nabiera smaku i sensu (jak słusznie ktoś zauważył umieć odróżnić pragnienia od potrzeb).

TomWaits pisze...

Ojcze Krzysztofie, szukanie wspólnie rozwiązań ma moc! Od tego tu jesteśmy - nie tylko, aby biernie czytać.

Madlen pisze...

"Bóg nie zsyłałby na swych przyjaciół wielkich pragnień, gdyby ich nie postanowił zrealizować" Św. Katarzyna z Sieny

aurin pisze...

Wiecie jakie to fajne i budujące czytać takie komentarze. już mam godzinę w plecy i jak zadzwoni budzik to wstawać będę po drugiej drzemce, ale wstanę :) Z radością pojadę rowerkiem do pracy. A teraz dziękuję Wam i lecę spaciu. Dobranoc :)

Anonimowy pisze...

Zaufanie i modlitwa. To są według mnie podstawy wszystkiego. Od jakiegoś czasu zaglądam tutaj.. jeszcze się nie wypowiadałam. Dzisiejszy temat trafia w moją sytuację - odnośnie rozeznania i akceptacji woli Bożej w życiu. Ostatnie wydarzenia mojego życia dają mi pewność i radość. I chociaż jest ciężko i czasem nawet łzy polecą, to przez te łzy modlę się do Boga dziękując Mu za wszystko co mi daje. I ufam Mu bezgranicznie. To daje wielki spokój. Uczyłam się tego przez jakiś czas, a przygotowywałam może nawet całe życie.. I powiem Wam, że wraz z tym zaufaniem, pojawia się i radość i pewność. Że Bóg pozwoli mi widzieć te znaki o które proszę. Pomoże mi zobaczyć i zaakceptować drogę, którą mam iść. Teraz mam czas próby. I przeżywam go z uśmiechem. To jest chyba sens tego wszystkiego. Najsilniejszy jest ten kto potrafi złożyć dłonie do modlitwy. Więc gdy modlimy się całym sercem, to Bóg działa cuda :) może trochę nieskładnie.. Ale chciałam dorzucić swoje 3 grosze. / Aeris

Anonimowy pisze...

Mysle ze w zyciu kazdego czlowieka wierzacego w Boga pojawia sie taki moment,gdy zaczyna on dopuszczac do siebie Niego. Przyjmowac z pokora porazki i starac sie doszukac w nich czegos pozytywnego. Niepowodzenie przeksztalcic w sukces.Ludzie czesto popelniaja blad myslac ze nasze zycie musi byc pasmem sukcesow.Otoz nie musi i to jest dla mnie punkt wyjscia. Byc moze te nasze porazki to nic innego jak ....przestroga od Niego. Mysle ze nie powinnismy koncentrowac sie tak bardzo na sobie ale bardziej na innych.Fakt ze nasze zycie nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom nie oznacza wcale ze nie jest ono zgodne z wola Boza.Tylko trzeba miec w sobie sile by podazac droga wybrana nam prze Pana. Z pomoca Boza zaczelo mi sie to udawac. Mimo ze mieszkam w krainie "bible belt" moja wiara jest mocniejsza... a moze wlasnie dlatego, ze tu jestem.

Paoop pisze...

Jeszcze w nawiązaniu do powyższego wpisu (szkoda, że anonimowego:))Zgadzam się, że wola Boża jest w tym co nas otacza. Wystarczy spojrzeć dookoła - święta wola Boża.
A my się mamy w tej rzeczywistości uświęcać... bo to też jest wolą Bożą. Przede wszystkim to :)

cicicada pisze...

Tak mi się skojarzyło, że kiedyś znalazłam coś na temat tego jak nie wybierać właściwej ścieżki życia:
How not to choose The Right Path for Your Life.
No. 1. Wait till something turns up - People can easily take advantage of you and make things turn up that seem just right but are definitely wrong.
No. 2. Keep begging God to make the choices for you - if he didn't want you to make choices he wouldn't give you choices.
No. 3. Wait for the right doors to open and the wrong doors to close - You stop opening and closing doors for your children when they were about 3. God doesn't want you to stay at three-year-old Christian and keep opening and closing doors for you.
No. 4. See what choice gives you a sense of peace.
No. 5. Ask a wise person to make a decision for you. There is nobody apart from God who understands you well enough to make the right decision for you, and God will not do it.
No. 6. Look for a Sign.
No. 7 Test God.

Anonimowy pisze...

@Cicicada Mogłabyś przetłumaczyć swój wpis? Ty, albo ktoś kto zna anglielski.
Z góry dziękuję!

Kasia Sz. pisze...

Trzy lata temu był Ojcze taki wpis o. Kozackiego na temat woli Bożej:

http://dominikanie.pl/blogi/pawel_kozacki_op/wpis,152,czy_to_byla_wola_boza.html

Często ludziom wola kojarzy się z czymś dla nich obciążającym. Są wystraszeni sądząc po wpisach pod tekstem o. Kozackiego. Nie potrafię powiedzieć na czym polega wola Boga. Chciałabym, żeby na czymś dobrym.

Efezja pisze...

Kolejny raz, gdy wchodzę na tego bloga poruszany jest temat, który aktualnie ma dla mnie duże znaczenie...

Jestem teraz w przełomowym momencie życia. Muszę podjąć chyba najważniejszą i zarazem najtrudniejszą decyzję... I bardzo się boję. Całe życie uważałam siebie za osobę wierzącą, starałam się stawiać Boga na pierwszym miejscu. A teraz, w chwili gdy trzeba podjąć działanie nie wiem co robić. Boję się, że to co odczytuję jako Jego wolę okazać się może jedynie moim pomysłem na życie...

Asiek pisze...

@Efezja Módl się o to. A może jednak warto spróbować? Kiedy podejmiesz już tą decyzję zobaczysz czy jesteś szczęśliwa, czy nie. Pamiętaj jeżeli jest to wola Boża to prawdopodobnie "kamień z serca" spadnie, poczujesz ulgę, że jesteś tam gdzie być powinnaś lub że dobrze zrobiłaś. Jeżeli będzie coś nie tak, to chyba zawsze można się poprawić, wycofać z tego..?
Nie bój się i zaufaj :)

o. Krzysztof pisze...

@Efezja: Bóg nie jest reżyserem, który chce abyśmy odegrali scenariusz w Jego filmie. Mam wrażenie, że On idzie jakby krok za nami, daje pragnienia, ale zostawia wolność. Nierzadko jest tak, że wybieramy nie między dobrem, a złem, ale między jednym dobrem, a innym.

Tak więc nie zależnie od Twojego wyboru, On nie przestanie Cię kochać i błogosławić. Odwagi! Uciekam, bo przypali się dzisiejszy obiad i bracia będą głodni.

@Kasia Sz. dziękuję za linka o. Pawła.

kajak pisze...

I tak to może jest często, jak z tym obiadem. Trzeba zostawić jedno, żeby zająć się drugim. Działać, zanim zrozumiemy po co, dlaczego i jak może byłoby lepiej. Zanim "otrzymamy odpowiedź" - nieraz nie zdążymy nawet zadać pytania. Zdecydować, nie mając pewności, czy rozeznaliśmy właściwie. Dobrze, że życie nie polega na tym, że trzeba nacisnąć właściwy guzik, znaleźć ukryte drzwi, a potem przejść na kolejny, wyższy poziom. Niezależnie od tego, że może jest taki guzik i może są takie drzwi, a poziomy wyższe niewątpliwie maja wiele zalet, których nie posiadają poziomy niższe.
Uparta modlitwa, aż natarczywa, to jeden ze sposobów kajaka, i użycie zębów i pazurów do trzymania się.

cicicada pisze...

Tak na szybko przetlumaczone:
Jak nie wybierac wlasciwej drogi dla swojego zycia:
1. Czekaj az cos sie wydarzy – Moze ci sie wydawac ze jestes madry, ale oczekiwanie to tez juz dokonany wybor. Ludzie moga latwo to czekanie wykorzystac i sprawic by rzeczy/wydarzenia wydawaly sie dobre, ale sa w rzeczywistosci zle
2. Pros Boga, zeby dokonywal za Ciebie wyborow – gdyby nie chcial, zebys sam dokonywal wyborow to by ich Ci nie dawal.
3. Czekaj na otwarcie „dobrych drzwi” i zamkniecie„niewlaciwych”– przestales otwierac i zamykac drzwi swoim dzieciom kiedy mialy ok 3 lat. Bog nie chce, zebys zostal chrzescijaninem na poziomie „3 letniego dziecka” i zeby musial Ci otwierac i zamykac drzwi
4. Zobacz ktory wybor daje Ci poczucie spokoju/pokoju-kazdy trudny wybor powoduje wzrost uczucia niepokoju. Jakakolwiek decyzja by nie byla poziom niepokoju bedzie wysoki.
5. Popros madra osobe, zeby dokonala wyboru za Ciebie. Poza Bogiem nie ma nikogo kto rozumie Cie tak dobrze zeby podejmowac za Ciebie madre decyzje, a Bog tego nie zrobi. Na swiecie jest wielu charyzmatycznych ludzi i guru,ktorzy z checia podejma za Ciebie decyzje-oczywiscie za odpowiednia oplata.
6. Szukaj znakow- Jezus mial do powiedzienia kilka rzeczy dla tych ktorzy szukali znaku (w przypisie jest ksiega rodzaju 3:5). Przywodcy religijni z czasow Jezusa szukali mocnych dowodow na istnienie Boga podczas gdy najlepszym dowodem bylo stanie zaraz na przeciw/obok Jezusa.
7. Sprawdz/przetestuj Boga – zostalismy ostrzezeni, zeby Boga nie testowac.

Alfama pisze...

@Kajak a co z milczeniem Boga? Ja też uparcie się modlę i natarczywie jak umię a idzie mi słabo mam czasem i to coraz częściej wystkiego "tego" (to sytuacja osobista) po prostu dość. Modlić się nie modlić walczyć przetać szukać nie szukać i tak dzień za dniem jak długo zawsze już tak ma być . Mój wybór, moja wina nie mój wybór nie moja wina............tak bardzo zazdroszczę tym, którzy piszą,że czują,że wierzą ufają....

Spokojna... pisze...

@Alfama specjalnie dla Ciebie::-)

"Zaczekaj"

Kiedy się modlisz --- musisz zaczekać
wszystko ma czas swój
widzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
niewysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje
Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą
miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
nie módl się skoro czekać nie umiesz

Jan Twardowski

Jolaśka pisze...

kajak, polecam
http://w392.wrzuta.pl/audio/86eCLT4mopW/jacek_kaczmarski_-_epitafium_dla_wlodzimierza_wysockiego

Wiem, piesenka nie na temat ale jakże bliska trzymania się zębami i pazurami, i wciąż droga z piekła do piekła.
I mimo wszystko człek się łapie wszystkiego... Jest wybór można odpuścić...

Asiek pisze...

@Alfama też mam tak, że czasem nie umiem sobie z czymś poradzić, nie wiem jak wybrać, aby było dobrze.. Każdy z nas chyba ma takie chwile, że ma wszystkiego dość.. Może i ze swojego własnego wyboru,a może i nie. Nikt chyba konkretnie nie pomoże. Lecz np ja, jak czegoś nie wiem, traci dla mnie wszystko sens szukam na to odpowiedzi. Podczas modlitwy, zadaję sobie to pytanie, kilka razy.. Kiedy już nie mam siły nieustannie czekać idę dalej, czyli pytam kogoś o to co mnie gryzie, jak temu zaradzić.(Tyle, że może okazać się, że to jednak Bóg tak zadziałał Tobą, aby iść do tej osoby, może właśnie tą osobę, a nie inną postawił na twej drodze) Nikt Ci nie da pełnej odpowiedzi co masz robić, ale może Ci przedstawić jakieś życiowe doświadczenie, które pomoże Ci na to wszystko spojrzeć może w jakiś inny sposób..

Alfama pisze...

sorry i dzięki jestem pod wrażeniem pytania Marka i Waszych odwiedzi a dziś dowiedziałam się,że O. będzie miała 3 przeszczep a ma tylko 5 lat od 2 walczy, ja moge tylko "kibicować", modlę się a jej Mama nie chce zgodzić się na Chrzest i to pytanie Marka jaka drogę wybrać a tu nic nie można wybrać.dziękuję Spokojnej i Asikowi

Asiek pisze...

My kibicujemy z Tobą! Będę się modlić, aby wszystko było dobrze, a szczególnie tak dobrze jak tego chce ten u góry :)
Dziecko w wieku 5 lat umie mówić i czasem są mądrzejsze niż myślimy, więc może zapytaj tej mamy, aby ona zadała pytanie dziecku, czy chciała by zostać ochrzczona? Chyba, że nie jest w stanie mówić..

kajak pisze...

Jolaska, może nie na temat, ale ze Ci się chciało, dziękuję. Moja droga na pewno nie prowadzi z piekła do piekła, tylko tak się trzymam, zawzięcie. I puścić się ani myślę. Co, paradoksalnie, oznacza, że na myślenie rozumiane jako refleksje, zwłaszcza autotematyczne, staram się sobie nie pozwalać. Proszę Ojca Autora, a mógłby już Ojciec wrócić z tego obiadu?

skowronek... pisze...

Czytam teksty zamieszczone na blogu, ale z komentarzami szczerze powiedziawszy trudno nadążyć. Nie wiem jak to robicie, że macie czas tak często włączać komputer. Oczywiście nie pisze tego jako krytyki, wręcz przeciwnie, trochę zazdroszcze..;-))))) Alfama, nie można przymusić Matki, aby ochrzciła dziecko - tak, to boli jeśli czasem nie możemy nic robić, może czasem trzeba przeczekać tak jak w wierszu, który zamieściła Spokojna... Trzeba wierzyć w to, że dziecko wygra walkę!!! Kilka lat temu mój znajomy mając 18 lat doczekał się w końcu, aby dobrowolnie podjąć decyzję. I stało się: chrzest, Komunia, Bierzmowanie w jeden dzień:-) Na takie chwile warto czekać:-)

Paoop pisze...

@Asiek: o 12:38 stanęłaś trochę w opozycji do punktu 4. (No. 4.) powyższego septalogu, w którym niuanse sprawiają, że to się jakoś trzyma w całości ;)

@Efezja: konieczność podjęcia wielu decyzji niesie ze sobą jakieś ryzyko, niepewność.
Aby je zlikwidować zacznij działać. Poznawać i weryfikować wszystko w praktyce. Warto chyba spróbować. Kiedy strach zniknie, będziesz mądrzejsza, silniejsza.
Tak jak Ojciec Krzysztof napisał - nie jesteś i nie zostaniesz sama :)

nul(ka) pisze...

@ o.Krzysztof
:)Ostrożność jest zalecana przy czytaniu wszystkiego od przepisu na kisiel poczynając. A co do doświadczenia to tyle ,że Ojca rady pomagają a w końcu starsza jestem. Nie od Marka, to znaczy też, ale od Ojca.

nul(ka) pisze...

Tzn pewno też. Od Ojca na pewno.

Alfama pisze...

No właśnie niech O.KP już wróci z tego obiadu a ja dziękuję i przepraszam za takie odejście od tematu, może tylko dodam,że czasem nie mamy żadnego wpływu na to co się wokół nas dzieje i możemy tylko być i nic nie wybierzemy Simone Weil tak intersująco pisała o trwaniu. @nul(ka) ja coraz częściej uczę się od młodszych ode mnie i nawet czasem jest to moje dziecko (26 lat) co mnie zaskakuje pozytywnie

kajak pisze...

Zapomniałem napisać o tym milczeniu, o które pyta Alfama. Trzymam się, zębami i pazurami. Tyle.

Alfama pisze...

No właśnie niech O.KP już wróci z tego obiadu a ja dziękuję i przepraszam za takie odejście od tematu, może tylko dodam,że czasem nie mamy żadnego wpływu na to co się wokół nas dzieje i możemy tylko być i nic nie wybierzemy Simone Weil tak intersująco pisała o trwaniu. @nul(ka) ja coraz częściej uczę się od młodszych ode mnie i nawet czasem jest to moje dziecko (26 lat) co mnie zaskakuje pozytywnie

MMM pisze...

Jak już tak dzielimy się linkami, wrzucam mojego, który bardzo był dla mnie pomocny!

MMM pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=LvqX2qzRGHg

Alfama pisze...

sorry zwiesił mi się komp i dlatego są dwa takie same wpisy @kajak to było takie "egzystencjalne" pytanie o milczenie Boga lub jak wolisz retoryczne czy jakoś tak

Efezja pisze...

@Asiek, o.Krzyszkof, Poop i inni, którzy wpisujecie tutaj te wszystkie mądre rzeczy - DZIĘKUJĘ!
Czasami człowiek tak bardzo chce, żeby "było dobrze i po Bożemu", że zapomina, że na życie nie ma gotowego scenariusza, a my nie musimy odgrywać ściśle określonej roli...
Chociaż nie da się ukryć, że czasem posiadanie takiego scenariusza wiele by ułatwiło. ;)
Jeszcze raz dziękuję! :)

nul(ka) pisze...

@Alfama
Ja się już lepiej nie będę odzywać bo potem tylko siedzę i się wstydzę.
Od własnych dzieci na pewno można się wiele nauczyć. Od małych cudzych też.
Zaplątałam się to już tylko dodam, że akurat Ojców OP dobrze jest pytać o radę ze względu na ich wiarę, wiedzę i dobre serce. I młodych i starszych. I już milczę.

Marta pisze...

@nul(ka) - odzywaj się, odzywaj. I co do ostatniego masz rację. Tzn. nie chodzi o Twoje milczenie :)

DR pisze...

O matko, ale się rozpisaliście :), ale też strasznie fajne, mądre i sympatyczne te wpisy. Ja też nie wiem jak rozpoznać wolę Boga w moim życiu, ale przekonuje mnie, to o czym już tu pisano, że jeśli człowiek wybierając jakąś drogę czuje wewnętrzny spokój, to znaczy, że wybrał właściwie.
@Kajaku, podoba mi się Twoja wizja, ta z zębami i pazurami:) mam podobnie, walczę do końca i się wykłócam jak nie dostaję tego o co proszę..najczęściej w samochodzie, bo wtedy mogę poszaleć..i to nic, że inni kierowcy dziwnie się patrzą. Jak się już tak powykłócam, powykłócam, to mam wrażenie, że gdzieś tam z Góry, słyszę zrezygnowane" no dobra kobieto, tym razem będzie po twojemu, ale następnym razem...:)
Kiedyś przeczytałam, że kiedy jest nam żle i nie wiemy co robić dalej, Bóg zsyła człowieka, który pomoże, przeprowadzi, wesprze..u mnie się to sprawdza, zawsze kiedy wydaje mi sie,że już dalej nie dam rady, zjawia się ktoś, kto pomaga przetrwać. czasem jest to jakieś przelotne spotkanie, czasem wypowiedziane przez kogoś mądre słowo, a czasem konkretne postawienie na nogi. Dla mnie jest to znak,że Pan Bóg czuwa i kieruje moim życiem. Trzeba się tylko uważnie rozejrzeć.
No tak, udzieliło mi się i tez się rozpisałam:)

Paoop pisze...

@nul(ka): nie milcz, bardzo smaczne są Twoje wpisy... i dosłownie i w przenośni:)

A Ojciec Krzysztof chyba właśnie odprawia Mszę św., tak przynajmniej jest napisane na stronie internetowej klasztoru:)

DR pisze...

@Paoop- czyli najpierw było coś dla ciała ( czyt. obiad) a teraz coś dla duszy czyli Msza:))

Paoop pisze...

@DR: ładne powiązanie :) a potem może będzie jakiś wpis/komentarz (czyt. coś dla nas:))

Anonimowy pisze...

Przepraszam, a kolacja?
Jak papuga napiszę: nul(ka), nie milcz.
DR, nie walczę; te zęby i pazury naprawdę tylko mi służą do trzymania - na strzępy zdarza mi się najwyżej czasem jakiś tekst rozedrzeć.

DR pisze...

no cóż inna technika..:))

Marta pisze...

A ciekawe kiedy Nieszpory i Kompleta :)

Jolaśka pisze...

Alfamo,
niech mnie ktoś poprawi ale na siłę może nie należy chrzcić dziecka, ale jeśli się coś dzieje (operacja) jest ryzyko, to każdy człowiek może dziecko ochrzcić, tak by miało szansę na zbawienie. To tylko i aż znak krzyża. Nie wiem jak to potem formalnie idzie czy się zgłasza do księdza czy co?
Inna rzecz to to że raczej spotykałam się z tym że nawet rodzice nie przekonani do Kościoła i stojący z dala chrzcili swe dzieci, tak by "na wszelki wypadek" miały .
Modlitwa na pewno nie zaszkodzi więc dorzucę tę intencję do swego podręcznego plecaczka na intencje. No i oczywiście by operacja się udała jeśli taka jest Jego wola, bo przecież nie nasza...

nul(ka) pisze...

O rany.
:)
No to z radością.
Chyba że Ojciec pogoni. Kurczę duży jest.

nul(ka) pisze...

Ojcze, pliz, ja tak rysuję, siebie tak widzę, Ojciec mnie widział na własne i tez dostałam z imienia, bo już tak mam. Niewyparzony jęzor i szczenięcy wygląd.
bo mi bez Ojca akceptacji jak rowerowi bez siodełka jest.
Znaczy że Ojciec nie ma zazzzłe i jest ok.Jeśli jest ok. pliz?
(Zawsze jest aktualne dominikańskie - ale o co chodzi ja pani nie znam)

o. Krzysztof pisze...

Nul(ka) dajże spokój. Ciesz się, ze Pan dał Ci doświadczenie życia - to dar! I nie przepraszaj, bo nie ma za co. Kolorowych snów +

nul(ka) pisze...

Bóg zaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaapłać.
I szczęśliwej podróży.
Snów?
rany. spać.

Alfama pisze...

Musze sie po raz kolejny pokajać (nie od kajaka) i przepraszam. Sprawa z O. jest bardzo zagmatwana i mam nadzieję,jej Rodzice a szczególnie Mama "dojrzeją" i będzie dobrze.Za wszystkie modlitwy w intencji O. Bóg Wam zapłać. Ja jestem zaskoczona(szok)że Wy zapewniacie o modlitwie. @nul(ka) pisz,a ja tak sobie kombinuje,że to pisanie jest nam widocznie pisane i dzięki o.Pałysowi za umożliwienie np.mi zastanowienia się nad wieloma sprawami, które mi umykały, ale żeby nie było cukierkowo nie lubię św.Augustyna i nic na to nie poradzę.A metody jak nie było tak nie ma ???vide pytanie Marka

DR pisze...

@Alfama- no właśnie jak nie było tak nie ma, ale może to jednak jest pewna pociecha dla Marka, że wszyscy borykamy się z tymi samymi problemami, nie jest odosobniony.
Pozdrawiam

Old_man pisze...

Polecam Ćwiczenia duchowe Ignacego z Loyoli i jego reguły rozeznawania duchowego. Ooops, może na blogu Ojca dominikanina nie wypada odsyłać do jezuity...:)

Dor pisze...

Mam taką refleksję,jeśli chodzi o zaufanie: myślę, że trzeba pamiętać, że Bóg nam ufa! Nasza ufność i miłość będzie zawsze jakoś niedoskonała. I ON w nas wierzy. I chce naszego dobra, szczęścia,tego, żebyśmy osiągnęli zbawienie…I współdziała we wszystkim dla tego dobra. I mam takie przeczucie, że współdziała z naszymi wyborami. Dlatego wola Boża to coś, co się dzieje..Dzisiaj,wczoraj,codziennie. Nawet jeśli wybór, który nam się na początku wydawał jedynie słuszny, po jakimś czasie zaczął nas przygniatać,to przecież nie po to, żeby nie było wyjścia, bo to miało być wolą Bożą. Tylko chyba dzięki temu, że Pan Bóg pokazuje, że nas słucha,chce żebyśmy działali.Czasem po swojemu,czasem mamy żałować, a On wyciągnie z tego dobro.

skowronek... pisze...

W życiu dróg wiele jest
Którą wybrać, jak iść
Nie wiemy
W każdej z nich inny cel
Inna trudność i sens
Czy dojdziemy?

A Bóg map nie rozdaje,
Bóg map nie rozdaje
Nie wiesz dokąd iść
A Bóg czasu nie mierzy
Bóg czasu nie mierzy
Nie wiesz czy ci wystarczy sił

Potykasz się, potem wstajesz lub nie
Zależy
Na rozstajach tych dróg może spotkać cię wróg
Co nie wierzy

Dor pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=NfINJqdiqE0

Link,gdyby ktoś nie znał piosenki, której tekst powyżej:)

Anna K. pisze...

Dopiero znalazłam ten wpis i dyskusję. :)

Od razu mówię, Anna K. wspomniana we wpisie (od książek) to inna Anna K., a nie ja (ja jestem tą Anną, która czasem tu pisze o ludziach rozwiedzionych, żeby wolno im było mieć i drugi związek i Eucharystię).

A co do pytania Marka zacytowanego we wpisie blogowym, to ja bym miała dla niego pomysł, jak z tego wybrnąć. Po pierwsze, iść na terapię psychologiczną, na której uczyłby się, krok po kroku, jak być "blisko siebie". Po drugie, ciągle starać się być "blisko siebie", rozczytywać siebie i wiedzieć co czuje i o co w tym chodzi, co on przeżywa itp. Wtedy będzie wiedział co i jak z tymi cząstkowymi wyborami.
Po trzecie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby równolegle z terapią psychologiczną oraz byciem "blisko siebie" modlił się i był blisko z Bogiem.

Wtedy będzie wiedział czy "to, co chce zrobić to pycha itp. czy też jest to coś dobrego i słusznego", co Bóg by też popierał.

Do takiego bycia blisko siebie można dążyć i na pewno jest ono możliwe. Wzrasta też wtedy pewność siebie, przynajmniej taka bazowa, wypływająca z tego, że wie się kim się jest i akceptuje się siebie, ze wszystkimi wadami i zaletami, potrzebami i całą swoją historią.

Jeżeli chodzi o to, co pisze Alfama, to ja gorąco wierzę w to, że odpowiedzi i dobre wydarzenia i dobre zmiany w życiu kiedyś nadejdą, tylko trzeba nie tracić nadziei i ufności i wierzyć, że będzie jeszcze dobrze! Tego się trzymać i - w przeciwieństwie do tego, co pisze wyżej w wierszu ks. Twardowski - modlić się spodziewając się, że Bóg nam tego udzieli. Ja przynajmniej tak robię. W wielu sprawach takie proszenie Boga o coś "spodziewając się tego" powiodło się, więc mam nadzieję, że powiedzie się i w tych dużych i w tych z pozoru niemożliwych. Trzeba wierzyć, bo co nam pozostaje?

Prześlij komentarz