piątek, 3 lutego 2012

Oni podburzają świat

Społeczeństwo, które oswaja swoich buntowników zyskuje spokój, ale traci przyszłość.













Z racji „zawodowych”, ale też z powodu masy pytań, które od dłuższego czasu w sobie noszę, czytam intrygującą książkę amerykańskiego profesora psychologii Williama Kirka Kilpatricka.

Autor uczula na bezrefleksyjne podejście do władzy jaką daję wiedza psychologiczna nad ludźmi. Wystarczy kilka pierwszych stron, żeby dostrzec jej radykalizm głoszony przez psychologa-praktyka.

Cele psychologii można by streścić przy pomocy takich nagłówków, jak: "przystosowanie się", "dopasowanie", "radzenie sobie", "sukces", "harmonia", "spełnienie", "wiara w siebie", "lepsze związki" itd. Szlachetne to cele, niezły azyl tak dla chrześcijan jak i niechrześcijan.

Jednak jest pewien problem.


Chrześcijaństwo nie głosi doskonałości człowieka, lecz mówi o konieczności nowego narodzenia. Co więcej, można być skończonym łajdakiem, popełnić w życiu wielkie błędy, mieć nieustanne poczucie niedostosowania, a mimo to być bliżej Boga, niż poprawny obywatel.


Jeśli człowiek potrafi tutaj osiągnąć doskonałość i spełnienie (mocno wątpię) to niezależnie od tego, czy mu się to uda czy też nie, będzie musiał się ponownie narodzić. Ta przemiana nie ma dokonać się jednak własnymi siłami, jakimiś technikami dla wtajemniczonych, lecz mocą Jezusa Chrystusa.

W chrześcijaństwie nie chodzi więc o to, aby być grzecznym i poprawnym obywatelem. W tym sensie bliżej tej religii do anarchistów, którzy negują społeczne struktury, niż do mówiących jednym głosem i przewidywalnych na kilometr telewizyjnych autorytetów.

Idea chrześcijaństwa jest całkiem inna. Chodzi w niej, nie o przystosowanie się, lecz o przemianę.

Przykład? Ksiądz Jan Zieja. Tak radykalny i wyrazisty, że słysząc o nim, wciąż mam na plecach ciary, połączone na dodatek z poczuciem zażenowania samym sobą.

Nic nie raziło go mocniej, niż triumfalizm czy chęć dzielenia ludzi na lepszych i gorszych biorąc za kryteria wyznawaną wiarę. A z drugiej strony, nigdy nie akceptował sprowadzania wiary do sfery wyłącznie prywatnej. Uważał, że Ewangelię należy stosować w życiu społecznym ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Ten niezwykły kapłan i niczym Paweł z Tarsu był buntownikiem. Nie chciał się dostosowywać. Zapłacił za to swoją cenę: ominęły go godności i zaszczyty, a ostatnie lata życia spędził w osamotnieniu.

Jego sprzeciw nie był jednak banalną kontestacją, ale krzykiem, że otrzymawszy Dobrą Nowinę nie postępujemy zgodnie z jej wskazaniami.


Społeczeństwo, które oswaja swoich buntowników zyskuje spokój, ale traci przyszłość.
Anthony de Mello SJ


„To ludzie, którzy podburzają cały świat” – mówiono o pierwszych chrześcijanach.  (Dz 17, 6)

W chrześcijaństwie nie o dopasowanie chodzi.


***
Zauważyłem, że ten blog powoli staje się rodzajem notatnika, gdzie porządkuję swoje myśli i zapiski. O psychologii, która staje się religią, będzie osobny wpis.  Temat jest dla mnie szalenie interesujący i chętnie poznam Wasze opinie. 


Moją historie znasz doskonale
wiesz kim jestem nieraz z Tobą Rozmawiałem
znasz to miejsce na pamięć, zbyt często tu byłem
w powietrzu od emocji za gęsto tak żyję


(...)
wielu odpuściło i dało sobie spokój
ja proszę o drugą szansę bądź na każdym kroku....




78 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niestety nauka Kościoła i rodziców,że masz być grzeczny,posłuszn,wypełniać dekalog,bo inaczej się Bozia pogniewa zdecydowanie nie pomaga w zrozumieniu prawdziwej idei chrześcijaństwa :(

o. Krzysztof pisze...

Nauka Kościoła? Błagam...

Tomek pisze...

Mamy być solą ziemi... W chrześcijaństwie chodzi o przemianę...Tak, a przede wszystkim o MIŁOŚĆ.

Adrian pisze...

Co masz na myśli pisząc nauka Kościoła ? Mi się wydaje, że z wiekiem i tak każdy sam dochodzi do tego jak powinien postępować. Zgadzam się z Tomkiem.

TaxiDriver pisze...

Nauka Kościoła, że masz być grzeczny i posłuszny?

Anonimowy pisze...

William Kirk Kilpatrick jest profesorem psychologii w Boston College (USA). W swych licznych wykładach poddaje krytyce wiarę we współczesną psychologię. Ostrzega, że stała się świecką religią naszych czasów, ale — wbrew nadziejom — nie zdołała sprawić, by proponowane przez nią samopoznanie zmieniło nasze... życie na lepsze. W zamian autor proponuje czytelnikowi skupienie się na chrześcijaństwie i posłaniu Chrystusa. Nie neguje wartości poznawania psychiki człowieka, ale widzi w tym nie cel, a tylko drogę do celu. Psychologia nie proponuje człowiekowi zbawienia, posłanie Chrystusa — tak

Najbardziej będziemy sobą, gdy staniemy się tacy, jakimi chce nas widzieć Bóg — mówi na końcu autor — dopiero wówczas będzie to osobowość godna podziwu.


źródło opisu: http://www.wdrodze.pl/?mod=opis&id=318

o. Krzysztof pisze...

Proszę, podpisujcie się nickami. To naprawdę nie takie trudne. Łatwiej się czyta i komentuje. Dziękuję za uwagę :)

SlonkO pisze...

Uważam, że współcześnie zbyt wiele zarówno nauk psychologicznych jak i pedagogicznych jest interpretowanych jako narzędzie do uczynienia człowieka doskonałym. Do stworzenia takiego osobnika, który będzie mega pewny siebie, przebojowy, będzie odporny na stres, oraz będzie nastawiony na działanie 30 na 24h godziny. Nie mamy czasu na słuchanie siebie nawzajem, nieważne co się dzieje ważne żeby być silnym i iść dalej do przodu. A jak można dokonać przemiany kiedy nie mamy czasu wysłuchać i na chwilę się zatrzymać to chyba niemożliwe. W tym znaczeniu można powiedzieć, że psychologia może stać się religią. Staramy się dążyć do doskonałości ale po co? Zaczynamy natomiast zapominać o Bogu. On zaczyna nie pasować do naszego szybkiego, pozornie poukładanego życia. Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, że wymaga prawdy.
Poznania prawdy o sobie i przyznania się nie tylko przed Bogiem ale też przed samym sobą że idealni nie jesteśmy, że mamy swoje słabości. Mało tego uświadamia nam, że jesteśmy kochani właśnie w tych słabościach u ułomnościach, które są w nas, a które nie pasują do naszej codziennej maski nakładanej dla świata. Boimy się że jak odkryjemy swoje słabości to nie będziemy potrafili tak sprawnie funkcjonować w przybranych rolach. A dopiero ich odkrycie, przyjście do Ojca i zawierzenie mu siebie z całym naszym bagażem, może pomóc nam uzdrowić siebie i zbudować nowego człowieka nie na piasku ale na skale.
„ Wiem że Cię zdradzam i słucham pokus , tracę kontrolę, nie umiem stać z boku i myślę ile jeszcze mam kredytu w Twoim sercu, połamany ludzik, bez Ciebie wszystko nie ma sensu”

Adrian pisze...

Bądźmy sobą i starajmy się wybaczać i kochać bliźniego.

P.S. Dobrze wiedzieć, że ojciec zna grupę Grammatik. Takie piosenki pomagają w trudniejszych momentach.

D. pisze...

Myślę że wiem o co mogło chodzić komentującemu, choć uogólnił pewnie za bardzo.

Jestem młodym spokojnym człowiekiem i widzę po swoim życiu, że zwykle pilnowałem się tego co mi rodzice mówili plus trzymałem się przykazań i 'pouczeń' co wolno, co nie wolno. Nawet do tego stopnia, że za bardzo zacząłem się przejmować tym 'co wypada', a co nie.
Na dodatek męczy mnie ciągle dość mocno, być może wynikający z tego, problem skrupulanctwa jeśli chodzi o sumienie.

..jednak całe szczęście w liceum i teraz na studiach, Bóg stawia koło mnie takich ludzi, w takich sytuacjach i daje takie słowa i Słowo, które pozwoliły mi zacząć spoglądać na to wszystko inaczej :)
Choć jeszcze na pewno długa droga przede mną do 'zrozumienia' i nieraz jest ciężko, 'ciemno' i nic nie rozumiem, to na przyszłość patrzę z nadzieją :)
(przyznam szczerze, że duża w tym zasługa Dominikanów :))

a jeśli chodzi o powyższy komentarz - tak chyba mógłbym też uogólnić - w zwykłych parafiach dzieci na katechezie (i w domach) raczej uczy się nakazów i zakazów (choć pewnie są za małe na pojęcie 'idei'?), później dopiero młody człowiek może odkryć w Kościele że nie chodzi o 'przystosowanie się'.. Tylko często niestety ten młody już jest daleko od Kościoła.
Gdzie dokładnie leży problem i jak mu możemy zaradzić, nie wiem..

Szczęść Boże i dziękuję za bloga

o. Krzysztof pisze...

D: ja też chyba rozumiem... To przykre jeśli chrześcijaństwo zamiast z cudowną wolnością wypływającą z relacji z Chrystusem kojarzy się wyłącznie z przykazaniami i moralnością.

Tomek pisze...

W temacie psychologii - ciekawe są prace amerykańskiego psychologa Paula Vitza. Klasyczna wydaje się pozycja Vitza "Psychology as Religion: The Cult of Self Worship". Vitz wprowadza w tej pracy pojęcie selfizmu (od ang self) jako zagrożenie dla prawidłwego zrozumienia i rozwoju człowieka.

nashim pisze...

Nie do końca się zgadzę (znowu).Mam tu duży natłok wielu wątków, więc ponumeruję:
1.
To prawda, że współcześnie człowiek do granic możliwości jest skupiony na swoim ciele i procesach emocjonalnych (taka kultura)i jeśli na tym się poprzestaje to napewno dobre to nie jest. Podobnie jak z tą "streszczoną psychologią": -"przystosowanie się", "dopasowanie", "radzenie sobie", itd.-jeśli to jest cel sam w sobie, to źle.
2.
Ale z drugiej strony Jezus wcale nie potępiał, żadnej z tych rzeczy, pod warunkiem, że Królestwo Boże będzie celem nadrzędnym.
3.
poza tym słowa "przyjdź Królestwo Twoje" dla mnie jest modlitwą o przyjście Królestwa tu i teraz, a my ze swojej strony mamy zrobić wszystko, żeby to Królestwo się przybliżyło (nawet jeśli to będzie terapia, żeby "związek był lepszy");
4. Denerwują mnie poglądy pewnych kręgów chrześcijan, którzy uważają, że właściwie żadna terapia nie jest człowiekowi potrzebna, wystarczy uzdrowienie (nie to że odmawiam mocy Bogu, ale zasadniczo Jezus za swojego ziemskiego życia nie uzdrowił wszystkich chorych w swoim kraju);więc, co z tym krórzy akurat nie dostępują łaski?
5.
I ostatnia rzecz- może gdyby nie ta psychologia, to wielu z nas myliłoby naprzykład przestrzeganie przykazań z nerwicą natręctw;

D. pisze...

przykre Ojcze, tylko ciągle zastanawiam się co ja mogę zrobić żeby spróbować pokazać moim rówieśnikom tę wolność i możliwość rozpoczęcia relacji z Jezusem.
Tymbardziej, że jak każdy mam swoje wady, które często tłumią na zewnątrz radość. Czy choćby za mało mam 'czynów', które ludzie mogą 'zobaczyć i chwalić Ojca w Niebie'.
Pewien ksiądz mi powiedział że całego świata się nie zbawi, zgodzę się z tym, ale w swoim otoczeniu chyba powinniśmy próbować, zaczynając też od siebie.. Ale ciężko tak samemu, cała nadzieja w Bogu :)
(ale z drugiej strony czy to nie jest zrzucanie odpowiedzialności za braki w swoich działaniach?)

ciekawe to życie

aurin pisze...

Moim zdaniem psychologia i religia mogą się pięknie uzupełniać.
/To tak na szybko/ i chyba pójdę już spać. Dobranoc tym co jeszcze tu nocą przy świetle i dobrego jutra :)

Kasia Sz. pisze...

Ale przecież na stronie dominikanie.pl jest interpretacja dekalogu. Niebanalna. Właśnie pokazująca jak przykazania Boże dają WOLNOŚĆ. Poza tym znalazłam bardzo fajny wywiad radiowy z o. Nowakiem /wodzem/, który opowiadał dowcipnie o odmawianiu różańca i adoracji Maryi bez cienia dewocji. Też tak myślę, że psychologia i wiara mogą się uzupełniać. Nie można przecież uprawiać fideizmu bądź bez przerwy analizować swoje życie w aspektach psychologicznych. Czasem trzeba postawić na prostotę.

o. Krzysztof pisze...

Znam osoby, którym terapia pozwoliła uporządkować swoje życie i dzięki temu mniej jest niepotrzebnego cierpienia i bólu. Znam jednak też takie, którzy psychologię zaczęli traktować jako drogę do zbawienia (rozwój, doskonałość, moje potrzeby), stając się egotykami skupionymi na sobie. To ogromna asceza dla ludzi z ich otoczenia z nimi teraz żyć.

Uważam, że psychologia i religia mogą się świetnie uzupełniać, dla wielu jednak ta pierwsza staje się rodzajem religii.

Mądrze piszesz Nashim: odrzucanie wszelkich form terapii jako "zawsze szkodliwych" to skrajnie niemądre podejście. Mamy wiarę, ale też Bóg dał nam rozum i naukę, z której należy korzystać.

nashim pisze...

@o.K
zgadzam się, ale taką "religią" dla człowieka może stać się cokolwiek, nie wydaje mi się żeby psychologia miała tutaj jakąś szczególną łatwość.

Paoop pisze...

Tak na szybko i bardzo przyziemnie..... Jeśli ktoś ma problem duchowy, zwraca się do Boga i ku Jego Słowu, a jeśli problem taki jak lęk, poczucie winy, brak akceptacji siebie wtedy może wybrać pomoc psychologa. Słowo klucz to ‘może’:) Doradzanie psychologów na każdym poziomie jest bardzo zintegrowane z ewangelicznym sposobem myślenia. Tylko w XXI wieku wolimy uwalniać się od cierpień bardzo „naukowo”:) Nie ma w tym nic złego, przecież "do wolności powołani jesteśmy".
A wszystko od zawsze i tak sprowadza się do rozmowy.

Gosia pisze...

Im dłużej żyję, tym bardziej zgadzam się z opinią Witkacego, że psychologia potrafi rozebrać człowieka na pojedyncze śrubki ale nie potrafi go potem poskładać.

kajak.kajak.kajak pisze...

Przykładem, Gosiu, Witkacy?
Z psychologią może tak trochę, jak z wiarą, niestety, nie tylko chrześcijańską?
Bywa żywa i rutyniarska, bywa pozorna i prawdziwa, bywa przeuczona i na pokaz, bywa wielka i wcale, itd., itp., niech tu każdy wpisze swoje, też się zgodzi - i to również, że nam i trudno docenić czasem, i ocenić (a osądzać nie wolno!).
Im dłużej ja żyję, to tylko tym dłużej z wiedzą, że gdyby swego czasu nie psychologia, nie byłoby dzisiaj kajaka. Więc Bogu dziękuję za kogoś, kto to zobaczył od razu, po czym, jak przyszła pora, najpokorniej "przekazał sprawę" ojcom duchowym, chociaż spokojnie mógł nie odpuścić i z kajaka pięć razy zrobić pluszowego misia, ekspres do kawy albo rakietę międzyplanetarną, albo przynajmniej bardziej na własny obraz i podobieństwo go uformować.

Anonimowy pisze...

Albo w drugą stronę, ojciec duchowy mógł nie przekazać i byłoby o jedną sztukę mniej.
A tak wciąż żyję acz bez przekonania /Żadna tam prośba o modlitwę, modlitwa kosztuje, nie ma co się za mnie wykrwawiać/.
I Bóg i terapia. Leki i rozmowa. Przebudowywanie tego co się wydawało normalne, bo przecież zawsze tak było więc wszyscy tak mają...Nie mają?
Odkryć, że jest co naprawiać zwłaszcza jeśli ktoś chce dzieci mieć, nie wpuszczać ich w kanał od kolebki, żeby się nie musiały zanim na świat wyjdą przeciskać w ciele przez tasakiem pochlastane wnętrza i zabudowane komnaty bo całe z tego nie wyjdą/ obrazowość tylko nie życiowy dramat/i ani się zdrowe nie urodzą ani szczęśliwe nie będą.
Nie nie urodziłam, i wiek biorąc pod uwagę czas już minął. I dobrze.
Ot żaba w masce. jedna z wielu.

aurin pisze...

ANONIMOWI !!!!!!!! NIE BĄDŹCIE ANONIMOWI!!!! /czasem jak grochem o ścianę, jak dziad do obrazu, jak.../

Anonimowy pisze...

@ aurin: jezeli taka opcja jest, to dlaczego jej nie wybierać? Dajmy sobie trochę wolności i przestrzeni. Bądźmy gościnni dla osób, które to miasto tylko odwiedzaja i wpadają na chwilkę. W kościele, na mszy też jesteśmy anonimowi...

Brak pomysłu na Nicka pisze...

Ja też wolę jak ktoś wybiera nicka. Choćby "Na chwilę" ale to porządkuje dyskusje.

no to już nie wiem żaba Ci się nie podobała pisze...

Aurin
Aurin spokojnie, po pierwsze żaba to żaba. tak? tak. a po drugie. uważasz ze spokojnie mogę się podpisać pod tym co powyżej? Owszem mogę, ale co jeśli ktoś sobie z mojego życia doda dwa do dwóch wyjdzie mu cztery i przed kościołem powie wiesz może się jednak nie zabijaj,nie dziś?

Jak już znowu się odzywam to do razu dotknę tego co pod innym postem zamieściłaś "Trzeba być zarówno samemu, jak i w gronie tych, którzy dają nam siłę, udzielają ze swojego ducha, ze swojej nadziei." bo skąd ich wziąć? tych którzy dają siłę?
To miejsce na komentarze a nie na to co we mnie piszczy, ale czasem nie mam z tym dokąd pójść. Bardzo bym chciała mieć w realu ludzi z którymi można ot tak o Bogu czy o wierze porozmawiać. Ale nie mam. To żałosne ale jedynym forum na którym mogę o tym z kimś pogadać są dominikańskie blogi.Tzn życie mam pod tym względem żałosne, blogi dzięki Bogu że są.
I wstyd , że zagadałam kajaka, przywaliłam
swoimi bzdurami to co napisał a mądre jest.

kajak.kajak.kajak pisze...

Żabo w masce, o jedną sztukę kajaka. Jeśli nawet nie wiosłem, pagajem przynajmniej bym się ostał, spoko. A w ogóle, to liczenie sztuk... A te bzdury, co Ty niby... Co napisał kajak to napisał. I jeszcze na pewno napisze, przywalić go (ma nadzieję) nie sposób (wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia), a zagadać to już w ogóle. P.S. Tu taki dziwny wirtual jest, BARDZO realny.

aurin pisze...

Jeśli jest jeden anonimowy w "dyskusji" to jeszcze nie jest źle bo odnieśc sie można do tego jednego, ale jeśli anonimowych jes pieciu np. lub w szerszym gronie znajdzie sie wiecej to jak to układać. pomieszanie z poplataniem. @Żaba, teraz wiem ze jesteś Żaba, choc czytając twój wpis, nie wpadłam na to/ gdyby w odstepie, to może szybciej- widocznie trudniej i mi załapać cos co dla innych oczywiste/. Prośba o komentowanie pod nickem wychodzi nie po raz pierwszy, Zwykle delikatnie od o. Krzysztofa, ale wielkie litery jednak robią krzyk / Moze choć parę osób sie znikuje/ . Co do ludzi w kościele, w bloku na mieście czy innym miejscu, to normalne ze nie mozemy byc ze wszystkimi po "imieniu", ale zaczynając z kims rozmowę, czy jakąkolwiek relację to jakoś lepiej z nazwaniem. Chyba ze ktos woli zeby sie doniego zwracac "anonimie z godziny 12.24" "anonimie z godziny 22.21".

I jeszcze jedno od siebie dodam, że pomysle sobie w ciagu dnia i o @Kajaku, o @nashim, o @Zuzi, @Spokojnej i innych którzy wpadają i dołaczaja na chwile lub dwie, a anonim to jednak anonim. jest a jakoby go nie było...z całym szacunkiem.
I @Żabo droga, pisz i o tym co w Tobie piszczy, bo jeśli ktos z nas pomoże, to chyba tylko lepiej...

żaba pisze...

Tzn spokojnie porozmawiać, bez zabukowania sobie wizyty u kogoś.Ojca, terapeuty czy jeszcze kogoś.I wytłumaczenia, że muszę, że proszę,że potrzebuję. I z ograniczeniem czasu bo przecież każdy ma tyle ile i nie można marnować.
Tata tak do mnie mówił. to w sumie na nick się całkiem nadaje.
Nie mnożyć bytów nadaremno. Trudno, wyszło jak wyszło.

Asiek pisze...

Czasem mam wrażenie, które za razem jest chyba prawdziwe, że kiedy czegoś nie rozumiem, gubię się w tym wszystkim, to nagle pojawia się coś na blogu, co jednak pokazuje mi to w inny sposób. I to już nie po raz pierwszy.. Dziękuje za to, bardzo mi pomaga czasem takie przeczytanie Ojca wpisu.
I ogólnie, przepraszam, że ogólnie, ale wszyscy, którzy właśnie włączają się w dyskusje, piszą tu bardzo mądre słowa, które jednak potrafią zmienić myślenie.. Dzięki :)

DR pisze...

@D
tak sobie myślę,że ci spokojni, przejmujący się tym co wypada czy nie wypada, są naprawdę światu potrzebni:) może to dobrze, że rodzice przekazali Ci pewne reguły, których się trzymasz. Reguły, zasady, przyzwoitość są potrzebne zwłaszcza w tych czasach, kiedy 'młode, bezwzględne, wilki" bez skrupułów przegryzają gardła tym , którzy im stają na drodze, zresztą młode czy stare, wiek nie ma tu akurat znaczenia, chodzi o pewien sposób myślenia. Często bunt jest faktycznie potrzebny i prowadzi do odrodzenia, ale czasem jeśli ma na celu jedynie zburzenie starego porządku bez pomysłu na to co potem, w moim odczuciu jest tylko stratą czasu. Ale to oczywiście mój punkt widzenia:)
pozdrawiam:)

Zuza pisze...

Ulala, ale Ojciec poruszył temat! No czekam na ten wpis o psychologii jako religii. A tymczasem powiem ,że nie zamierzam być grzecznym i poprawnym obywatelem.

Nie zgodzę się, że w psychologii chodzi o dopasowanie. Nikt nikogo nie chce dopasowywać. bo do czego? Do normy - padnie odpowiedź, ale pojęcie normy w psychologii wcale nie jest takie jednoznaczne. Mam poczucie, czytając ten tekst, że Ojciec spycha pozycję psychologii do tworu, wprawdzie naukowego, ale lekko przeszkadzajacego człowiekowi...

Spokojna... pisze...

http://gosc.pl/doc/1068305.Brama-do-piekla
Polecam przeczytać ten artykuł w Gościu Niedzielnym...najważniejsze jest "nawrócenie" - to prawda i Tych Trzech jest na to żywym dowodem:-) Pozdrawiam Was

o. Krzysztof pisze...

Rzeczywiście Zuza piszę o pewnych nadużyciach, psychologia powinna pomagać człowiekowi i daje narzędzia. Coraz częściej spotykam jednak osoby, które zaczynają traktować swoich terapeutów jak duchowych mistrzów. Przychodzą do nich z prośbą o radę, pytają o to jakich wyborów mają dokonać w swoim życiu. A co jeszcze bardziej zatrważające, są terapeuci którym taka rola odpowiada.

o. Krzysztof pisze...

No tak, ale piszę o patologiach... Zjawisko jednak tworzenia religii z nauki (jako formy wyzwolenia, zbawienia) jest interesujące.

Paoop pisze...

No tak, to jest taka psychoterapia "wywrotowa" i rzeczywiście jest to pewne zagrożenie. Bo wydaje mi się, tak jak napisałem przed południem, że popyt na coś takiego jest(będzie) dosyć duży. Temat na pewno interesujący, muszę chyba zrobić mały search na ten temat;)

Jolaśka pisze...

Jakie to amerykańskie. Nie żebym miała coś przeciwko amerykanom ale ta kozetka u psychoterapeuty zamiast porządnego rachunku sumienia i spowiedzi jest coraz powszechniejsza. Niestety gdzieś się gubi nasze korzenie, to w jakiej kulturze zostaliśmy wychowani. Modne staje się wywnętrzanie się przed psychologiem, choć czasem jest to konieczne by poukładac sobie szufladki, ale mam wrażenie że często jest to na pokaz. Moda zatem dyktuje nam by mieć swojego psychoterapeutę, kosmetyczkę, dietetyka ale już o spowiedniku cicho sza.
zresztą psychoterapeuta, kosmetyczka czy dietetyk przeważnie latami tkwią w jednym miejscu a jak miec "swojego" spowiednika jak co kilka lat przerzucają go do innej parafii???

Zuza pisze...

Ale wizyta u psychologa to nie kozetka z amerykańskich filmów! Takie rzeczy to tylko w terapii psychoanalitycznej (jesli w ogole jeszcze ktoś to praktykuje), a oprócz psychoanalizy jest jeszcze psychologia poznawcza, behawioralna... W psychologii jest psychoterapia, terapia, wsparcie, poradnictwo, interwencja kryzysowa.... Stereotypowe patrzenie na psychologię nigdy nie pozwoli dostrzec w niej wartości, które często ratują ludziom życie...

ebf6e9d0-4f76-11e1-9797-000bcdcb471e pisze...

zazdroszę Tym, którym psychoterapia dała narzędzia i pomogła uporzadkować życie, nigdy nie spotkałem psychoterapeuty, który potrafiłby pomóc...chyba nie potrafię się podpisać to jednak nie jest takie proste

serafin pisze...

Ojcze, psychologię można traktować jako drogę do zbawienia, naukę Chrystusa można zamienić na naukę o moralności i zakazach/nakazach, z internetu można "korzystać" źle, a z miłości uczynić ciężki, smutny obowiązek...tylko czy przyczyna nie leży w słabości człowieka? Przecież są tacy, co i z psychologii duuużo skorzystali (np. ja:), no i internet też ma swoją wartość. Oczywiście, jeśli ktoś świadomie wykorzystuje techniki psychologiczne, by manipulować zagubionym człowiekiem, jest to godne potępienia. Ale! Naukę Kościoła czy miłość też można użyć do innych celów, o czym wiemy z historii chrześcijaństwa. A więc, to jak człowiek traktuje naukę, wiedzę czy rzecz, mówi nam bardziej o kondycji, w jakiej znajduje się właśnie człowiek.

próba mikrofonu pisze...

ja tylko sprawdzam czy sie uda na czuja, bez trudności...

aurin pisze...

oooooo, udało sie:) W opcjach podanych przy komentowaniu KOMENTARZ JAKO /to nie krzyk/ jest taka opcja jak NAZWA/ADRES URL, Nazwa to nazwa, więc nick, który sobie wybraliscie, a adres url jest opcjonalnie, zatem byc nie musi. Może teraz bedzie łatwiej / próba mikrofonu to ja/.

Zuza pisze...

@ebf6e9d0-4f76-11e1-9797-000bcdcb471e: A z iloma miałeś do czynienia? U ilu byłeś na terapii? Psycholog nie ma patentu na prawdę. Z pomocą psychologiczną jest jak z wizytą u lekarza: lekarz daje antybiotyk, ale nie ma do końca pewności czy zadziała, czasem, źle dobrany lek trzeba zmienić. I tak jest z psychologiem: stawia hipotezę, że w tym i w tym miejscu jest problem, powinno zadziałać to i to, ale pewności nie ma, spróbujmy, jeśli się okaże, że to kiepskie rozwiązanie, sięgniemy po inne. Najczęściej lekarz trafia w antybiotyk, bo zna objawy i mechanizmy rozwoju choroby. Tak psycholog może rozpoznać "dolegliwosć" na podstawie symptomów i zna mechanizmy ludzkiego zachowania. Zapewniam, że są tacy, którzy potrafią pomóc. I robią to naprawdę dobrze.

o. Krzysztof pisze...

Dzięki Aurin ;)

zdzicho pisze...

tylko to jest drogie każda terapia ksoztuje więc lepiej gdyby ta pierwsza pomogła, trudno znowu zaufać jak kilkaset złtych poszło i bez efektu

zdzicho pisze...

ale nick się udał, podpisany dzięki:)

o. Krzysztof pisze...

Jolaśka: pamiętam rozmowę w radiu o tym, że katolicy korzystają ze spowiedzi.

- Jak można chodzić do księdza, opowiadać mu o swoim życiu ,o tym z czym sobie nie radzę? Przecież to takie niedojrzałe - oburzał się któryś z dyskutantów.

- Stary, o co ci chodzi? - skontrował jego kolega po fachu - 3/4 naszego środowiska (artyści, prezenterzy) korzysta z pomocy terapeutów traktując ich niemalże jak Mistrzów życiowych, a ty się obruszasz, że ktoś chodzi do księdza po duchowe wsparcie?

Zuza pisze...

@zdzich: Są miejsca, gdzie wsparcie czy terapia prowadzone są bezpłatnie!!! Terapia nie musi od razu oznaczać prywatnego gabinetu za kilkaset złoty za 50 minut spotkania. Poza tym, nie można mieć pretensji do kogoś, kto 5 lat studiował, szkolił się, inwestował w siebie, że za swoją pracę chce otrzymać wynagrodzenie. Ilu lekarzy ma prywatne gabinety? Ile osób leczy się prywatnie latami na choroby przewlekłe? Jak jeden nie pomaga, to przestajesz się leczyć w ogóle? A jak uczyłeś się jeździć na rowerze i spadłeś, to więcej na niego nie wsiadłeś?

cicicada pisze...

moda na psychoterapię? czy ja wiem... wciąż mam wrażenie, że w Polsce rzadko kiedy ktoś się przyznaje, że chodzi do psychoterapeuty czy psychologa...bo jednak nadal panuje stereotyp, że tam to tylko ci co "mają coś z głową"... prosty przykład... jedna z prywatnych przychodni, umawiam się na wizytę do psychiatry, na drzwiach gabinetu brak wizytówki (w przypadku innych lekarzy zawsze znajduje się imię nazwisko lekarza i specjalizacja)... myślę sobie - dobrze, bo gdyby ktoś z pracy zobaczył, że czekam na swoją kolejkę do psychiatry pewnie na drugi dzień zastanawiano by się czy nadaję się do pracy w takiej 'znanej i poważnej' firmie...

Mountain pisze...

@Cicicada: w mojej firmie, znanej, prestiżowej, ogromna ilość osób korzysta z pomocy terapeutów. Depresja jest teraz bardzo popularną chorobą.

nashim pisze...

Ja się przyznaję, jestem po terapi, tak jak całkiem pokaźna liczba moich koleżanek i nie zauważyłam u żadnej z nas, żeby to przeszło w formę religii. Może i tak jest, że ktoś traktuje terapeutę jako mistrza życiwego, ale jeśli terapeuta jest dobrym specjalistą to do tego nie dopuści. Częst też ludzie maja taki etap podczas trwania terapii, że wygląda jakby byli uzależnieni od terapii/terapeuty,ale to jest przejściowe.

nashim pisze...

Ciekawa jestem, co myślicie o tym, że "konfesjonał to nie kozetka"? bo ja z jednej strony rozumiem, że ksiądz to nie psycholog, czy psychiatra i jak ktoś ewidentnie potrzebuje specjalisty, to kapłan powinien mu to powiedzieć, ale z drugiej strony nie mogę się zgodzić na to rozdzielania ludzkiego jestestwa na ducha, psychikę, ciało itp.

o. Krzysztof pisze...

Jest dobra książka na ten temat. Zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Cezarego Gawrysia i Katarzynę Jabłońską z "Więzi" - Między konfesjonałem, a kozetką.

cicicada pisze...

Nashim: w jednym z wywiadów o. Tomasz poruszał tą kwestię. Nie będę cytować, bo trochę tego jest-odsyłam do źródła;)
http://www.liturgia.pl/artykuly/Spowiednik-nieznosne-lustro.html

nashim pisze...

no właśnie z ojcem T. niekoniecznie się zgadzam, rozumiem, że spowiedź ma wymiar teologiczny, ale ludzkiego wnętrzna nie da się podzielić na domenę Boga i domenę psychologa, bo człowiek jest jednością

Zuza pisze...

@nashim: Istnieje między kompetencjami księdza i psychologa. Problem w tym, by jedna i druga strona umiały w odpowiednim momencie tę granicę wyłapać i przekierować pacjenta/penitenta do tego grugiego specjalisty.

Świetnym przykładem takiej współpracy i wzajemnego szacunku jest książka "Egzorcyści i psychiatrzy" (autor ks.Gabriele Amorth). Trans i opętanie jest zarówno jednostką psychiatryczną jak i pojęciem, dotyczacym ze sfery duchowej. Czyje kompetencje kończą się gdzie? Na to akurat są "namacalne" konkretne dowody i sposoby.

nashim pisze...

@a co z tymi naprzykład, którzy nie potrzebują psychiatry, czy psychologa? a księdzu w konfesjonale wydaje się, że problem nie z zakresu jego kompetencji?

Tomek pisze...

Istnieje jeszcze jeden problem: potrzeba pomocy psychologicznej/psychiatrycznej dla osób, które uległy złej, fanatycznej, wypaczonej religii.
Nie zawężajmy wiary w Jezusa do konsultacji i doradztwa psychologicznego.

zdzicho pisze...

@Zuza Czy Ty "Zuza" jesteś psychologie? Nie pisałem, że jestem zły na psychologów, tylo że zazdroszczę tym, którym pomogli. Ja poprostu zostałem naciągnięty i mi szkoda bo szukałem pomocy a nie jest łatwo sie otworzyć.

o. Krzysztof pisze...

No proszę Zuza, wypowiedz się :)

o. Krzysztof pisze...

@Zdzicho: znam psychologów uczciwych, rzetelnych, którzy pomogli innym.

nul(ka) pisze...

Za tekst najnowszy, nie tam żeby nie zajmować miejsca, dzięki serdeczne.

zdzicho pisze...

@ Ojciec dzięki chociaz za to, ja już nie zaufam, ale dzięki.

aurin pisze...

A ja tak a propos pierwszego komentarza polecam artykuł o. Oszajcy na DEONIE http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,564,na-chlopski-rozum-rzecz-biorac.html
Szczerze mówiąc /dla mnie/ jeśli ktos jest zbyt grzeczny /ugrzeczniony/ to mi to "brzydko pachnie".

nul(ka) pisze...

Jak mi się w nerwach coś wyrwie to z góry przepraszam. Na dominikańskiej stronie wisi tenże sam artykuł. Już sobie w stopę strzeliłam, bo najpierw mi chłopcy komentarza nie dodali, a potem dodali hurtem razem z moim do nich pożegnaniem. Aż tak publicznie tłumaczyć się z moich niedomagań nie zamierzałam, trudno. Mówiłam - bez komunii tracę rozsądek może dlatego że niewiele go mam.
Wracając do O.Oszajcy. W pierwszej chwili pomyślałam że rację ma, co do postnego łososia zwłaszcza, tylko przy tych chłopskich wątkach coś mi właśnie brzydko zapachniało.
Katolika wspomnienie o Bartosiu lekko mnie otrzeźwiło, poczytałam jeszcze raz i sierść mi się zjeżyła. Bo szczegóły szczegółami, nie mówię że jak ktoś ma urodziny w poście to poprosić o dyspensę to coś złego. Ale wydźwięk ogólny tego tekstu jak taki, że nie ma co się tak za bardzo przejmować przykazaniami, a już na pewno lepiej się mniej przejmować i zadbać o swoją cienką jak nić jedwabna więź domniemaną z Bogiem. Zadbać o więź dobrze jest, wiem co mówię bo mi się własna rwie w rękach jak stare płótno i dokąd idę widać gołym okiem. Ale żeby lekarstwem na brak wiary było złagodzenie przykazań zamiast dobrego rzetelnego przygotowywania ludzi do ich zrozumienia a w efekcie rozumnego przyjęcia to jest bezsens krwawy. Niektórzy moi znajomi katolicy mięso w piątek jedzą i ani z ciężkiej fizycznej pracy ani z innych słusznych racji to nie wynika. Ot jedzą i już. W czym problem? Nie widzą problemu, ani w tym ani w wielu innych czysto katolickich "nonsensach".
A co do wsi, to, mamy spytałam, bo coś mi tu ni grało. wiele godzin Babci opowieści słuchałam ale nic tam takiego nie było żeby praca w polu od postu zwalniała. Jedzenie solidne, ale postne. Dobrze, wieś wsi nierówna, obyczaje niejednakie , ale sens o.Oszajcowe tłumaczenie traci dla mnie już w zarodku.

aurin pisze...

Mysle, ze nie o to autorowi chodziło, by nie zwracac uwagi na przykazania i zasady, ale o to by pewne nakazy i zakazy nie przysłoniły nam miłosci i bysmy nie oceniali i nie odrzucali tych którzy robia inaczej. Znam osobę, która własnie takie pytania jak podaje w tekście o. Wacław zadawała, która zaczynała sie gubić w tym że czegos nie rozumie, ze cos jej sie nie zgadza, ze kościół do czegos przymusza, bo inaczej klapa. a tu chodzi o wolnośc i miłość...

Zuza pisze...

O rety! Jeju! 48 h nie wchodziłam na bloga i proszę, co się dzieje! :) Już się wypowiadam:
@zdzich: a ja znam kiepskich psychologów, ale znam też i tych skutecznych. Znam beznadziejnych lekarzy, ale i bardzo dobrych specjalistów. Znam księży, którzy profanują kapłaństwo, ale i kapitalnych duszpasterzy. Osobiste spotkanie z tymi "gorszymi" nie sprawiło, że nie będę wspierać bliskich mi osób w terapii, zaprzestałam leczenia i więcej moja noga w kościele nie postanie. Wręcz przeciwnie - znajomość tych, którzy wypełniają z misją swoją posługę (jakakolwiek by nie była), uświadamia mi po prostu, kogo następnym razem mam unikać, a kto jest wart mojego czasu, zaufania lub pieniędzy.
Tekst dotyczył psychologii, ale moja reakcja byłaby taka sama, gdyby dotyczył wspomnianych lekarzy, księży czy nauczycieli. Ja wiem, że bardzo trudno jest zaufać drugi raz, ale to, że ktoś okazał się niewłaściwą osobą na niewłaściwym miejscu, to nie znaczy, że wszyscy tacy są. Czasem może się okazać, że to nie psycholog jest kiepski, tylko terapeuta i pacjent "nie podeszli sobie" osobowościowo. Są rożni psychologowie, pracujący w rożnych nurtach. Nie ten, to inny. Ja po prostu jestem absolutną przeciwniczką generalizowania. A to, że tyle wiem - lubię być przygotowana do tematu, zanim się wypowiem.:)

@nashim: Z tą granicą, o której piszesz, to jest tak, jak z wizytą kontrolną - nie zaszkodzi, a człowiek spokojniejszy. Jeśli ksiądz stwierdzi, że nie ma tu dla niego pola do działania i odeśle do psychologa, to co zaszkodzi? Najwyżej psycholog powie to samo, nie każdy od razy będzie chciał znaleźć jakiś problem na siłę. Czasem wystarczy jedno spotkanie. Wizyta u psychologa nie musi oznaczać od razu długoterminowej terapii. A jeśli powrót do księdza z ponowną prośbą o wsparcie okaże się bezowocny, to chyba znak, że....trzeba zmienić spowiednika!

zdzich pisze...

@Zuza: dziękuję Ci na razie ponowne zaufanie nie jest możliwe zarówno z braku pieniędzy jak i z lęku przed kolejną porażką, ale miło zaskoczyłaś mnie odpowiadając, dziękuję :)

Zuza pisze...

@zdzich: cieszę się z dwóch rzeczy - 1. NA RAZIE ponowne zaufanie nie jest możliwe, co oznacza, że jest możliwe w przyszłości; 2. z faktu, że zostałeś miło zaskoczony można wysnuć wniosek, że nie zawsze wszystko jest takie, na jakie, wygląda, że pozory mogą mylić, a to może mieć absolutnie pozytywny wydźwięk:).
Bo każda sytuacja ma swoje światła, trzeba je tylko umieć dostrzec:)

Proszę bardzo. Polecam się ;)

zdzicho pisze...

@Zuza: jesteś bystra :)bardzo pozytywnie mnie zaskakujesz, po sobotnich postach spodziewałem się ostracyzmu a tu niespodzianka w postaci zrozumienia, tak naprawę to po ostatnim kometarzu zeszła ze mnie złość na terapeutę za jego zachowanie, może rzeczywiście nie zgraliśmy się i trzeba było przerwać wcześniej, ale ponieważ poradnia była dobra i sprawdzona myślałem, ze muszę być zadowolony z terapeuty nawet jak terapia mimo kilkunastu (początkowo miało byc ich tylko kilka) spotkań nic nie dała a do tego terapeuta nie pozwalał jej przerwać wzbudzając z jednej strony poczucie winy bo on tyle dobrego dla mnie zrobił albo strasząc, że jak przestanę chodzić to znowu wejdę w stare nawyki (chwyt poniżej pasa, wypominanie rzeczy z którymi się przyszło)a z drugiej dając nadzieję, że może na kolejnej sesji coś mi przekaże itp, słowem ciągle nie potrafię dbać o siebie ufając ludziom.

Jolaśka pisze...

Tak jak w kazdym miejscu są ludzie z misją i powołaniem i wyuczeni lub nie rzemieślnicy. A czasem odzywaja się w człowieku atawizmy i na dzień dobry od progu ktoś budzi w nas złe emocje czy wręcz agresję zaczynamy wtedy pokazywać kły i kłaść uszy po sobie. Sama mam tekiego wilka i nie potrafię czasem go opanować zwierzę siedzi we mnie i po prostu warczy choć ten drugi ktoś jeszcze nie zdążył nic zrobić powiedzieć zawinić.
A swoją drogą cóż to za psycholog który stosuje takie "chwyty" ZGROZA. Ale z drugiej strony są na pewno tacy, którzy potrafią nie mącić człowieka ale mu pomóc, nie uzależnić od siebie i nie stosować szntażu emocjonalnego.
Z przebiegu dyskusji widzę że temperatura spadła, może zasługa tego co za oknem, i można spokojnie podyskutować :-)

Zuza pisze...

@zdzich: Bystrzacha - moje drugie imię:) Jestem przy tym jeszcze bardzo skromna...:)

Poradnia o dobrej renomie to jeszcze nie jest gwarant udanej terapii. Bo opinia jest kwestią subiektywną. Ktoś na pewno znalazł tam pomoc, z pewnością nie jednej osobie pomógł "Twój" terapeuta. Ale to nie znaczy, że "musisz" być zadowolony. Czasem zdarza się tak, że pacjenci bardzo przywiązują się do terapeuty. Ale zdarza się także, że terapeuci przywiązują się do pacjenta, i jego odejście, jest dla terapeuty swoistą porażką. Być może podobnie było w Twoim przypadku. A pacjent ma prawo zrezygnować z terapii w każdym momencie. Terapeuta ma z kolei obowiązek poinformować go o ewentualnych konsekwencjach przerwania wsparcia, jeśli oczywiście istnieją ku temu przesłanki. U was coś nie zagrało. Zdarza się. A może błąd pojawił się na początku kontaktu, może mieliście inne założenia, rozbieżne cele...

Nadszarpnięte zaufanie zawsze ciężko odbudować, niezależnie kogo się nim obdarza. Czasem żal zadrą tkwi latami, a czasem wystarczy moment, który rzuca nowe światło, opadają emocję, schodzi złość, pojawia się nowa perspektywa...Czasem w sposób, którego byśmy się najmniej spodziewali...:)

Zdzicho pisze...

@Zuza: Ty to potrafisz wzbudzić nazieję :) imponujesz mi tym a do tego pomagasz, bardzo dziękuję
To prawda naelżało tą terapię przerwac wcześniej ale było mi głupio żeby nie robić przyjrości terapeucie, żeby nie maiłą problemów w pracy, zupełnie nadawliśmy na innych falach a to była katolicka poradnia więc wydawało mi się że muszę się zmuszać i czekać na to coś i nie być tak wymagającym, pozostało mi poczucie bycia oszukanym, kurcze otworzenie się było takie trudne i znowu nic, taki ból z powodu utraconej szansy i rozdrapywanie, że może gdyby terapeuta był inny, bardziej konkretny, to może wskazałby jakieś narzędzie, może pomógłby, że moż ena początku trzebabyło zawlczyć o konkkretnego a nie tylko pokornie prosić i przyjmować w pseudo pokorze ale i w zaufaniu tego, którego wyznaczyła poradnia. Naprawdę pomogłaś mi Zuza

Zuza pisze...

@Zdzicho: "Bo ten, kto daje nadzieję, buduje fundament pod bezpieczną przystań, w której kiedyś zacumuje zaufanie..." :)

ane pisze...

@ Zdzicho, wielka szkoda, że tak się stało, bo decyzja tym, żeby pójść do psychoterapeuty na pewno jest trudna. Mnie przyjaciółka namawiała (delikatnie) chyba ze dwa lata, zanim ja do tego dojrzałam. Terapeuci, to tylko ludzie i niestety - zdarzają się tacy, którzy leczą swoje problemy problemami innych. Ale też są i ci, którzy pomagają się dokopać do Piękna , które jest w każdym z nas i uleczyć blizny, które zostawiło w nas zło. To nie jest łatwa praca, czasami jest bardzo trudno, ale warto, warto! Taki moment, kiedy stajesz w prawdzie i widzisz w swojej postawie coś niefajnego jest trudny, ale dopiero kiedy zobaczysz problem, możesz nad nim pracować. Ale to nie jest zmiana o 180 stopni w trzy tygodnie. To są nawet lata pracy... Masz już dośwadczenie, że warto zaufać swojej intuicji, czy odczuciom. "Szukajcie a znajdziecie". Życzę Ci, żebyś trafił na dobrego terapeutę, kogoś, kto bedzie ci towarzyszył w tej drodze. To wielkie błogosławieństwo! Wiem, bo mnie się udało. I teraz Ta osoba pomaga innym moim znajomym. Nie poddawaj się... Pozdrawiam !!!

zdzicho pisze...

@ane: chciałbym z grzeczności cos odpisać, bo miło mi z powodu okazanego zaintersowania i życzliwości ale ma pustkę w głowie. Ja naprawdę zazdorszczę tym, którym sie udało dobrze trafić ale nie mam o to żalu jest mi tylko troche przykro bo nie wiem kiedy znowu się odważę i będę miał możliwośc i na razie rozdrapuję porażkę, tak bardzo mi zależało, naprawdę się starałem a tu nic ciągłe teksty nie wracajmy do trudnych sytuacji porozmawiajmy o tym co jest teraz to do czego jest taki psychoterapeuta o tym co teraz moge pogadac przy kawie i będzie taniej i przyjemniej, zależało mi na zsotawieniu ran z przeszłości na nauczeniu się, dostrzeżeniu własnej wartości, godności a tu pływnaie po powierzchni i namawianie na kolejny raz, że wtedy, że następnym razem... Z drugiej stony to co piszecie zarówni ty jak i zuza, joaska, ojciec, pokazuje, że może być inaczej, nie znaczy, że ja tego dośwaidczę ale przynajmniej wiem, że niektórzy tego doświadczyli a ja widocznie mam to robić samemu dużo dłużej, z większym cierpieniem, ale ok skoro tak trzeba, będę silny, może to było szukanie czegoś łatwiejszego, pozostał mi ból z powodu szantażu emocjonalnego i braku szacunku do mnie, traktowaniu mnie z "przymrużeniem oka" to, że mam trudność nie powinno być powodem do lekceważenia. Jeśli ten kom jest jakiś smęciarski czy nieopowiedni to prosze mi wybaczyć i spokojnie można go usunąć, on chyba ma formę odowiedzi i nie nadaje się do upubliczniania ale tak bardzo dotyka mnie ta sprawa, nie potrafiłem się oprzeć, a zaskoczyła mnie ta życzliwość, nie spodziewałem sie.

ane pisze...

@ zdzicho, nie wiem, jak mogłabym Ci pomóc... nie wiem, czy to coś zmieni, ale może spróbuj spojrzeć na to, jak na doświadczenie, a nie porażkę. Z tego, co piszesz, to główny problem chyba miała pani terapeutka, chociaż oczywiście znamy tylko Twoje widzenie i odczucia. Ale idąc za tym, myślę, że Twoja odwaga na odejście może bedzie dla niej impulsem, aby zmienić coś w sobie by móc nieść pomoc bardziej skutecznie. To być może odgromny prezent, jaki jej dałeś. Nawet jeśli niezamierzony... Nie wiem, jak to czujesz, czasami jest czas na "przetrawianie "czegoś w samotności, przeżycie, przepłakanie.Wiele naszych życiowych sytuacji wymaga "przeżycia żałoby", czasu na pożegnanie. Taki czas można bardzo przeżyć z Panem Bogiem czy to samemu w domu, czy na cichej adoracji... Ale jeśli czujesz, że potrzebujesz przewodnika,czy towarzysza to może ktoś z nas będzie mógł Ci pomóc, polecić kogoś. Nigdy nie wiesz gdzie Pan Bóg Ci kogoś podeśle...

gabrysia pisze...

Dziękuję Ojcu za wpis taki teraz troszkę na czasie dotyczącej mnie samej.

Prześlij komentarz