środa, 4 kwietnia 2012

Kiedy coś wydaje się łatwe

Amerykański psycholog społeczny Eliot Aronson wspomina w swojej biografii czasy, gdy jako dziecko z uwagą obserwował występy wspaniałych skoczków do wody. Dokonał wówczas ciekawego odkrycia...







Skoczkowie wykonywali potrójne salto w powietrzu, po czym z gracją nurkowali, nie wywołując niemal żadnej zmarszczki na powierzchni wody.

Po ich wyczynach, na najwyższej skoczni pojawiał się clown ubrany w workowaty strój kąpielowy, zwisający mu aż do kolan. Ostrożnie wyglądał za krawędź trampoliny, po czym cofał się. Próbował jeszcze raz, spoglądał w dół z udawanym strachem, robił tyłem krok w stronę krawędzi i oczywiście spadał, wymachując rękami i nogami. Publiczność umierała ze śmiechu. „Co za idiota!”, krzyknął kiedyś kolega Eliota.

Autor po latach wyznał, że musiał obejrzeć wiele występów, żeby wreszcie zdać sobie sprawę, że clown wcale nie był niezdarą ani idiotą. Wręcz przeciwnie, był najbardziej utalentowanym skoczkiem w tym przedstawieniu. Pojął wówczas, ile pracy musiał włożyć w to, żeby wyglądać na niezdarę, a w ostatniej sekundzie bezpiecznie wpaść do wody.

Wiele lat później, kiedy Aronson pracował już jako profesor college`u i harował godzinami, żeby przygotować wykłady, które miały się wydawać swobodne i spontaniczne, przypomniał sobie z rozczuleniem tego clowna i to, czego nauczył go jego występ: jeśli coś wydaje się łatwe, to prawdopodobnie takie nie jest.



26 komentarzy:

Asiek pisze...

"jeśli coś wydaje się łatwe, to prawdopodobnie takie nie jest" wszędzie jakiś tzw. haczyk :)
Na zajęciach również jak nam za szybko pójdą obliczenia to od razu każdy się zastanawia, że coś chyba jednak za szybko nam to poszło, pewnie jest coś nie tak.. Chyba nie powinniśmy się aż tak skupiać nad tym, wszystko ma swoją granicę :)
Pozdrawiam WAS serdecznie, z modlitwą :)
Miłego dnia, w końcu słońce zawitało :)
Ojcze, jak po rekolekcjach?
Nowe doświadczenia? :)

o. Krzysztof pisze...

dziękuję za modlitwę, bardzo doświadczałem jej mocy - młodzież świetna, bardzo cenny czas - towarzyszyło mi wiele radości w głoszeniu

Asiek pisze...

Ta radość to zawsze chyba towarzyszy Ojcu i dobrze :))

o. Krzysztof pisze...

Asiek: niestety nie zawsze - ale młodzież z Kielc była znakomita :)

Gosia pisze...

A ja już czytam "Ludzi 8 dnia". I nie mogę się oderwać!!! Lekkość pióra o. Krzysztofa godna pozazdroszczenia. To na pewno iskra Boża, a nie przypadek skoczka, prawda? :)
Bóg zapłać Ojcze za cudną lekturę. Wracam do niej. Sprzątanie może poczekać.

Mati pisze...

aaa czad, rzeczywiście już sprzedają!

nashim pisze...

a ja dzisiaj szukałam w księgarniach i nie było :(

Gosia pisze...

Książkę kupiłam w Poznaniu. Tutaj mieści się wydawnictwo "W drodze" i pewnie dlatego poznańskie księgarnie dostają wszystkie nowości tego wydawnictwa najszybciej.

Mikołaj pisze...

Ja póki co poluje na o. Joachima "Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie." i na nowego Teofila, mam nadzieję, że Ojciec nie ma mi tego za złe :))).

Wpis mi pasuje do zbliżającego się Triduum. Liturgia wygląda pięknie (szczególnie u Dominikanów), ale to co wygląda tak pięknie i delikatnie, wymaga ogromnej pracy przed i w trakcie liturgii.

Ojcze, na święta przede wszystkim... spokoju i łask Bożych, bo chyba tego najbardziej potrzebujesz. :)

Wam wszystkim również owocnego przeżycia w spokoju i radości Zmartwychwstania Chrystusa.

Serdeczności! :)))

o. Krzysztof pisze...

Pocieszę, ja też jeszcze książki nie mam, czekam z niecierpliwością ucząc się cierpliwości :) Na zakupy w księgarni należy poczekać jeszcze kilka dni.

@Gosia: dziękuję za dobre słowo, doprawdy sam jestem zdumiony, że ta pisanina do kogoś trafia.

@Mikołaj: I Teofil i Badeni są znakomite, miałbym za złe gdybyś jednak na tym zaprzestał ;) Odwzajemniam życzenia i polecam przy okazji internetowe rekolekcje z o. Joachimem Badenim.

Stomatolog pisze...

@Gosia: na której stronie jesteś?

gosia pisze...

Jestem dopiero na 33 stronie, ale każda strona jest przedelektowana.

Dor pisze...

we Wrocławiu książka będzie po Świętach;-)

Stomatolog pisze...

@Gosia: Też chce :)

aurin pisze...

Fajnie ze książka już jest. Będę polować :) Myślałam, że będzie droższa, więc to miłe ze bez bólu mogę kupić. Niech się dobrze sprzedaje i działa.
@ ojcze Krzysztofie, czy podczas pisania było łatwo / @Gosia pisze że ma ojciec "lekkie pióro"/? mi czasem mówią, że fajnie piszę, a tu tyle czasu schodzi żeby coś wyskrobać, żeby miało jakiś sens.
A pozorna łatwość w działaniu tak na prawdę okupiona jest wieloma godzinami , dniami latami pracy i ćwiczeń. Jednym coś przychodzi łatwiej / i można mówić o darze, talencie który trzeba tak czy siak wzmacniać / inni potrzebują więcej czasu, a jeszcze inni nie zabierają się wcale za coś czego "nie czują".
Np. teraz dla mnie jazda na rowerze, to bułka z masłem /choć wole serek "ulubiony" :) a kiedyś od 4 kółek zaczynałam, później babcia za mną ganiała i trzymała kij z tyłu żebym się nie wykopyrtnęła, a później poszło choć wyczynowo nie jeżdżę. Nie ma potrzeby :)
Pozdrowienia i wszystkiego dobrego zaglądającym do świet(l)nego miasta +

Zuza pisze...

Trening czyni mistrza. Żeby być w czymś doskonałym i wiarygodnym, potrzeba wielu godzin pracy, licznych powtórzeń, by umiejętności wyćwiczyć do perfekcji. Ostateczny efekt, który oglądamy, zazwyczaj poprzedzony jest wieloletnim zmaganiem się z własnymi słabościami, niemocą, niewiarą, okraszonym radością i satysfakcją, kiedy wreszcie się udaje.

Ale czasem łatwe, po prostu jest łatwe. Bo ktoś ma dar, talent, zdolności, smykałkę, zacięcie, zadatek czy geniusz. Nazwijmy to jakkolwiek. I chociaż mówi się, że sukces, to 5%, a 95% pracy, to przecież są wśród nas ludzie, którzy potrafią robić niesamowite rzeczy, nie mając specjalnego przygotowania. Tylko kilku: wokaliści obdarzeni znakomitą barwą głosu, matematyczni geniusze, melomani z kapitalną pamięcią utworów, muzycy odtwarzający utwór po jednym zasłyszeniu, kreatywni pisarze, których elokwencja wprowadza czytelnika w świat wydarzeń tak, jakby akcja utworu toczyła się obok. Wymieniać można w nieskończoność.

Kiedy otrzymuje się dar, to trzeba umieć go przyjąć i wykorzystać. I wtedy nie potrzeba wysiłków ponad możliwości. Nie trzeba harować, choć nie powiem, że perfekcja przychodzi sama. Ale rozwijanie zdolności jest wówczas pasją i dodaje skrzydeł, a nie staje się morderczą pracą, kończącą się zmęczeniem.

Być może Aronson nie był stworzony do prowadzenia wykładów, dlatego ich przygotowanie sprawiało mu tyle kłopotów. Można być znakomitym naukowcem, o niebywale bogatej wiedzy, a niekoniecznie umieć ją przekazać innym. Dlatego harował godzinami, by jego wykłady sprawiały wrażenie spontanicznych, bo bez przygotowania by takie nie były. Widać to nie był ten dar.

Kiedy ma się dar, łatwe jest łatwe.

TomWaits pisze...

Zuza: Czytałem książki Aronsona na studiach psychologicznych, jego studenci mówili, że wykłady były doskonałe. Więc chyba dar miał :)

Zuza pisze...

Kiedy ma się dar, łatwe jest łatwe...:)

http://www.youtube.com/watch?v=ZsNlcr4frs4

Najwięcej kosztowało go wyjście na scenę...

Paulina pisze...

"Kiedy ma się dar, łatwe jest łatwe."

Ale czasami ciężko znieść presję jaką "generuje" posiadanie daru.

Natalia pisze...

(bo Kielce w ogóle są faaajne ;) a Ojca głoszenie przynosiło wiele radości także innym :):) zapraszamy częściej!!!)

Gosia pisze...

O drugiej w nocy skończyłam czytanie. Jestem zachwycona!!!! Ojcze Krzysztofie - już nie mogę się doczekać następnej książki!!!

Banderas pisze...

Taki komentarz jak powyżej - czytelnika - to najlepsza reklama :)

minutka pisze...

gratulacje!!

Lucy pisze...

Ojcze Krzysztofie moje gratulacjez rowniez - choc na ksiazke w Sydney bede musiala poczekac dluzej niz w łodzi

poki co czekam cierpliwie a dzis skladam
serdeczne zyczenia z racji kapłańskiego swieta
chyle czola z wyrazami uznania a przed Twoim kaplanstwem klękam ...bo to wielki dar i tajemnica - jak pisal moj krajan JPII

my juz wrocilismy z Wielkoczwartkowego wieczernika, przed nami droga nocnego pielgrzyma do swiatla poranka niedzielnego

pozdrawiam serdecznie

sygnaturka pisze...

"Lekkie pióro" najlepiej widzą czytelnicy, a twórca i tak wie, że czasem ciężko przelać, to, co w głowie, na papier:) Więc, Gosiu, cierpliwości - o. Krzysztof też w siebie nie wierzył, a tu proszę ;)
Pozdrawiam serdecznie. Triduum na Zielonej to jest to... :)
M.

TomWaits pisze...

No proszę: na forum wyborczej, czytelnik komentujący artykuł o wojnie reklamuje książkę:

http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,134920606,134924099,wojna_jest_dramatem.html

Czekam na Emipk.

Prześlij komentarz