wtorek, 29 maja 2012

O ludziach wypalonych płomieniem

Tylko prawdziwie wolny człowiek może napisać coś takiego...











Nie proszę o prawo do wyrażania samego siebie na swój własny sposób. Tracę prawo w chwili, gdy moi Przełożeni uznają, że błądzę. Przyjmuję ich decyzję całym sercem i chcę być posłuszny, chcę wyrzec się wyrażania własnych myśli po to, by poddać się ich osądom.


Moja wiara mówi mi bowiem, że prawdziwą wolność można odnaleźć przez miłość Chrystusa w posłuszeństwie.


(...)
Kocham posłuszeństwo i z miłości doń wyrzekłem się także pisania.

Thomas Merton w liście do swojego generała Dom Gabriela Sortaisa. 
16 kwietnia 1957


  ***
Słowa niezrozumiałe, trącące "zamordyzmem" i bardzo łatwe do wyśmiania. Także w zakonie. Myślę, że tylko prawdziwie wolny i zjednoczony ze źródłem wolności człowiek, mógłby napisać coś takiego.

Ktoś taki ufność pokłada już nie w ludziach, ale w Bogu.

Całkowicie umrzeć dla Chrystusa, aby On mógł przez nas działać. Któż z nas dorasta do istoty życia konsekrowanego?


Dam ci wszystko, czego pragniesz. Poprowadzę cię w samotność, poprowadzę cię drogą, której nie potrafisz absolutnie zrozumieć, bo chcę, żeby to była droga najkrótsza. 

Wszystkie rzeczy wokoło ciebie uzbroją się przeciwko tobie, aby się wyrzec ciebie, aby cię ranić, aby ci sprawić ból, a przez to doprowadzić cię do osamotnienia. Ich wrogość sprawi, że pozostaniesz wkrótce sam. Wyrzucą cię precz, opuszczą cię, odrzekną się ciebie i będziesz samotny. 

Wszystko, co cię dotknie, będzie cię palić i z bólu będziesz cofał twoją rękę, aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych. Wtedy znajdziesz się zupełnie sam. Nie pytaj, kiedy ani gdzie, ani jak się to stanie. Czy na jakiejś górze, czy w więzieniu, czy na pustyni, czy w obozie koncentracyjnym, czy w szpitalu, czy też w Gethsemani. To nie ma znaczenia. Nie pytaj mnie więc, bo i tak ci nie odpowiem. Nie będziesz wiedział, dopóki się tam nie znajdziesz. 

Zakosztujesz prawdziwej samotności mojej męki i mojego ubóstwa i poprowadzę cię na wyżyny mojej radości; umrzesz we Mnie i odnajdziesz wszystkie rzeczy w głębi Mojego Miłosierdzia, które stworzyło cię w tym celu i prowadziło cię z Prades na Bermudy, do St. Antonin, do Oakham, do Londynu, do Cambridge, do Rzymu, do New Yorku, do Columbii, do parafii Corpus Christi, do św. Bonawentury i do cysterskiego opactwa ubogich mnichów pracujących w Gethsemani: abyś mógł stać się bratem Boga i nauczyć się poznawać Chrystusa ludzi wypalonych płomieniem.

T. Merton, Siedmiopiętrowa góra





12 komentarzy:

O_N_A pisze...

Uwielbiam ten fragment "Siedmiopiętrowej góry", czytam to cały czas.
Niedawno koleżanka zapytała mnie: dlaczego mam słuchać ludzi? Czy Pan Jezus się obrazi, jeśli nie przyjdę na modlitwę, gdy dzwoni dzwon? A jeśli nie zrobię tego, co przełożeni mi każą, to co? Bo nie rozumiem, a przecież chodzi o to, by być wiernym Bogu.
Ja posłuszeństwo w życiu zakonnym widzę tak: przez posłuszeństwo człowiekowi - przełożonym, których przecież Pan Bóg wybrał - jestem posłuszna Jemu. A posłuszeństwo Bogu jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy.

ps. Pierwsza! :)

Iskierka pisze...

Całkowite posłuszeństwo jest też pokusą.
"To wysoce lubieżna myśl - nie wątpić".
F.Dostojewski

Anna K. pisze...

Podoba mi się ten cytat z Dostojewskiego.

A jak czytałam wpis o. Krzysztofa, to pomyślałam o siostrze Faustynie i o ojcu Pio. Dla mnie jest to nadal straszne i niezrozumiałe jak może środowisko zakonne i kościelne tak się nad kimś znęcać, oskarżać, wyśmiewać, karać itp. A potem to samo środowisko modli się za wstawiennictwem tej osoby i uważa ją za świętą.
W świetle tego wpisu, to chyba tak musi być, żeby te osoby doświadczyły tego samego co Jezus. Ja tego nie rozumiem, ale wychodzi właśnie na to.

I zarówno s. Faustyna, jak i o. Pio, okazali posłuszeństwo swoim przełożonym, a tak naprawdę Jezusowi i to jest piękne, że nie odpowiadali złoczyńcom tą samą monetą, i że prawda obroniła się. Chyba jest to jakaś nauka dla nas (żeby nie odpowiadać tą samą monetą i ufać Bogu i dystansować się od tych, co krzywdzą, choć modląc się i za nich).

nashim pisze...

Jedyne, co mnie do życia zakonnego skutecznie zniechęca, to posłuszeństwo. Nie zniosłabym, że druga kobieta mówi mi, co mam robić!

Kriso pisze...

'Wszystkie rzeczy wokoło ciebie uzbroją się przeciwko tobie [...] Nie będziesz wiedział, dopóki się tam nie znajdziesz.'

Jak powinienem rozumieć ten fragment Mertona? Co oznacza, że rzeczy się uzbroją się przeciw mnie, jak rozumieć, że się od nich oddale i będę osamotniony?

czyli co mam teraz nic nie robić, nie chcieć np czytac książek albo jeździć na rolkach, mam się od tego oddalić..? może to głupie pytanie ale wolę się wygłupić niż dać się zjeść tym myślom co się kotłują w mojej głowie od rozmyślań ogólnie nie tylko na temat tego wpisu.

Anonimowy pisze...

@ Kriso
Część odpowiedzi jest w pytaniu. "nie będziesz wiedział dopóki się tam nie znajdziesz". Czyli idź spokojnie, zdarzy się co ma się zdarzyć.
Robisz to co robisz, a to cię pomalutku prowadzi do Boga, jeśli taki miałeś obrany kierunek.
Ludzie może zdradzą, pamiątki po przyjacielu zaczną palić w ręce, najmilsze wspomnienie zgorzknieje w cieniu nowych faktów, świat zbrzydnie. Rzeczy, czyli wszystko co istnieje zacznie odpychać, bo tak jak do zakochanego wszystko się uśmiecha, zrozpaczonego wszystko boli. Dotyk, melodia, obraz.
Na przykład.
Nie szukaj bólu i osamotnienia, nie martw się. Znajdą cię same.

Myśli jeśli się kłębią należy wyganiać z czaszki. Na szerszą przestrzeń.
Przewietrzyć, pokazać, poukładać.
Tak sobie myślę, bez pretensji do słuszności. Zbyt dużych.

Anonimowy pisze...

Mertonka... ;)

mała Oblubienica Chrystusa pisze...

Pięknie. Naprawdę to pisali święci....

Rita pisze...

To dlatego nie zostałam zakonnicą... Lubię 'rządzić', decydować, być całkowicie niezależną, a jak mam się komuś podporządkować to jestem chora. Mąż mnie nazywa buntownikiem... Szef w pracy tylko kręci głową.. Ale prawdziwie podziwiam i zazdroszczę wszystkim posłusznym, pokornym, świętym zakonnikom. Ufając, że Pan mnie kocha taką jaka jestem.

o. Krzysztof pisze...

Jasne, że kocha :)

Anonimowy pisze...

Samotność, ból, cierpienie - to krótsza droga... Posłuszeństwo jakoś "łyknę"...
Czy mogę modlić się o dłuższą drogę? Tę łatwiejszą? Bo się najzwyczajniej w świecie boję się? Czy to grzech, że nie potrafię i nie chcę być Hiobem? Mam "prawie-Hiobów" wokół siebie, pomagam i ... nie czuję się na siłach być tak , jak ONI.
Nędzna może ta moja wiara

Phazi pisze...

Hmm, tak sobie myślę: a jak to jest z tym moim posłuszeństwem na co dzień. Zwierzchnikom, Żonie? Takie doczesne to.
A jak się odnajduję w posłuszeństwie Bodu samemu?
Wbija Ojciec kliny w głowę, nie ma co!
I za to dziękuję.

Prześlij komentarz