wtorek, 25 września 2012

Chrześcijanin nie jest optymistą

Człowiek wierzący nie potrzebuje czekać na "lepsze czasy", gdyż dla niego każdy moment jest dobry, aby przylgnąć do Boga.










Jeden z moich współbraci o. Szymon Popławski podzielił się interesującym spostrzeżeniem. Kiedy optymista mówi, że „będzie lepiej” to jednak nie panuje nad okolicznościami i wcale nie może tego zagwarantować. Czeka więc na poprawę samopoczucia do momentu, aż "będzie lepiej". Natomiast człowiek wierzący nie potrzebuje czekać na "lepsze czasy", gdyż dla niego każdy moment jest dobry, aby przylgnąć do Boga. Czasami to wybór drogi krzyża, zamiast zrozumienia, innym razem wolność od przymusu w osiąganiu sukcesów (także na gruncie duchowym).

Chrześcijanin nie jest optymistą, nie uzależnia swojego szczęścia od okoliczności. Chrześcijanin może być szczęśliwy nawet pośród smutku. To zupełnie inne spojrzenie niż te z setek książek o pozytywnym myśleniu. Słowa: "będzie dobrze", "będzie lepiej" - są tutaj względne.

Nie musi być lepiej, nie muszę być nawet zadowolony i nawet jeśli wydaje się, że wszystko idzie źle, to może jest to dla mnie droga najlepsza?

Kilka dni temu udałem się poświęcić mieszkanie w rejonie uważanym za najbardziej niebezpiecznym w mieście. Straż miejska twierdzi, że ma tutaj największą ilość interwencji. Był wieczór, biały habit odbijał się od światła latarni. Nagle drogę zastąpił mi młody mężczyzna jakby szukając pretekstu do konfrontacji. Spojrzałem na jego kolegów stojących metr obok w ciemnej bramie odrapanej kamienicy, po plecach przeleciał mnie dreszcz. Ogolona głowa prowokująco spojrzała na mnie przystawiając twarz do mojej, dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów, poczułem zapach alkoholu. Spuściłem głowę, bez słowa schodząc z chodnika na ulicę w celu wyminięcia mężczyzny. Ten stanął nieruchomo jakby nie wiedząc co ma zrobić. "To ksiądz" - dodał ktoś. Kolejna ulica i nagle posypała się lawina wulgaryzmów. Czasami Bóg daje mi łaskę podejścia i rozpoczęcia rozmowy, tym razem jej nie dostałem. Zamiast odwagi poczułem strach.

Nie mam zamiaru się skarżyć, lamentować na czasy w jakich żyjemy. Od wieków jest tak samo. Chodząc ulicami w habicie spotykam się z różnymi reakcjami: od bardzo agresywnych, a skończywszy na wielkiej życzliwości i świetnych rozmowach. 

Trudno mi pojąć skąd w chrześcijanach bierze się myślenie, że jeśli żyję z Bogiem, to moje życie stanie się pasmem sukcesów, ludzie nie będą nas wyśmiewać, wszystko będzie układało się po naszej myśli, a my będziemy słyszeć wyłącznie pochwały i cieszyć się ogólnym szacunkiem. Nie będziemy. To właśnie w doświadczeniu słabości, kiedy idzie zupełnie na przekór, człowiek może powiedzieć jak Gedeon: „Ja już nie potrafię, Ty musisz zadziałać. Walcz za mnie”.


Czy jestem w stanie uczestniczyć w dziele, które mnie może mnie przerastać? Odpowiedź Jezusa jest wciąż taka sama: Jeśli cię wybieram dając łaskę wiary, to jesteś w stanie.


Chrześcijanie nie są  optymistami lecz realistami.



44 komentarze:

onearthliving pisze...

Dziękuję za tę cennę refleksję.

Anonimowy pisze...

Dostałam w tym roku, przyszło pocztą :)
Stoi na półce nocnej, od czasu do czasu jak ogarnie niepokój...sięgam i polecam! Dobrego dnia!!!
http://www.obrazki.witkm.pl/1064,akt-oddania-sie-przeciw-niepokojom-i-zmartwieniom.html

Madzialena pisze...

Zgadzam się, że chrześcijanin jest realistą, ale uważam też, że właśnie jak "coś nie idzie" i nie można odgadnąć co Bóg chce Nam przez to powiedzieć, słowa "będzie dobrze", są jak najbardziej podnoszące na duchu. Tylko trzeba wiedzieć dlaczego i przez kogo będzie dobrze, tzn., że Bóg chce dla Nas dobrze :)

fizyk pisze...

Jaki jest cel chodzenia samotnie, wieczorem, w habicie, po najbardziej niebezpiecznej dzielnicy?
a) szuka ojciec mocnych wrazen
b) chce ojciec zostac meczennikiem?
c) jest to rodzaj prowokacji?
d) ?

Bartek pisze...

Dla mnie zakonnik w habicie idący po ulicy jest budującym świadectwem.

basiek pisze...

U nas zakonnik w habicie to normalny obraz nikt się nie dziwi nie ogląda. Idąc do pracy nie raz mijam po drodze franciszkanów podążających do szkoły nic dziwnego że w habicie nikt się za nimi nie ogląda a jeżeli chodzi o dominikanów to moja parafia i bliżej domu to są serdecznie pozdrawiani czy w habicie czy nie nie raz spotkani na ulicy się uśmiechną czasem zamienią słowo tak normalnie i uważam że to nic takiego szczególnego spotkać zakonnika w habicie na ulicy, bynajmniej u nas oczywiście są postrzegani tak normalnie ,radośnie ale i też w pewnym sensie są kimś wyjątkowym kto przybliża nas do Boga:)

basiek pisze...

Dodam również że codziennie rano spotkać można również siostry Służebniczki też w habitach prowadzą dzieci do szkoły bo są u nas Specjalne Ośrodki Wychowawcze prowadzone właśnie przez te siostry a siostry są zawsze uśmiechnięte i przesympatyczne:)

Bartek pisze...

gdzie mieszkasz Basiek?

basiek pisze...

Jarosław na Podkarpaciu piękne i raczej spokojne miasto i fajni życzliwi ludzie:)

pst pisze...

Też mi przyszło do głowy: dlaczego w takiej okolicy wieczorem? Można tłumaczyć, że wtedy ktoś wraca z pracy, wtedy jest chwila wolnego czasu itd. Ale to właśnie jak proszenie się o guza. No chyba, że to takie "co tam pora, co tam okolica, idę, a będzie jak Bóg zechce".

Mati pisze...

@Fizyk: mieszka się w Łodzi na Starym Polesiu i trzeba jakoś wrócić do domu?

sygnaturka pisze...

Fizyku, teraz robi się ciemno już po 19, wieczór nie oznacza północy :) Habit to dla ojca normalny, codzienny strój, trudno żeby go zdejmował, biegając z miejsca na miejsce. Służba nie drużba ;)

fizyk pisze...

@Mati: Celem był nie powrót do domu ale poświęcenie mieszkania w rejonie "uważanym za najbardziej niebezpieczny w mieście".

Generalnie czytam blog ojca Krzysztofa z dużym zainteresowaniem a czasem zdziwieniem

o. Krzysztof pisze...

@fizyk: nie chodzi o prowokację. Jeśli idę gdzieś jako zakonnik mam na sobie habit i nigdy, ale to nigdy tego nie żałowałem. Nawet jeśli ktoś zaczepia, najczęściej jest to okazja do rozmowy. Dużo dobra życzę i pozdrawiam ulubione Bałuty :)

O. pisze...

Wspaniały tekst. Dziękuję za niego. Wiara nie sprawi, że zawsze wszystko będzie szło po mojej myśli, ale sprawi, że i w tych trudnych doświadczeniach będę mieć świadomość, że Ktoś jest w tym ze mną.

A pytanie do osób, które dziwi chodzenie nocą w habicie: czego świadectwem byłoby zdjęcie habitu tylko dlatego, że jest późno i okolica niebezpieczna?

przyjaciel Billa W. pisze...

W AA nazywamy to pogodą ducha. Kiedyś myślałem, że chodzi o to, że zawsze będę wesoły, radosny, zadowolony, właśnie pozytywnie nastawiony, że "będzie dobrze". Dziś, po latach, inaczej na to patrzę. Ta pogoda ducha to właśnie akceptacja, że jest jak jest, i tak jak jest, jest dobrze, a nawet jak nie jest dobrze, to godzę się z tym i przyjmuję to takim jakie jest, bo ufam, że z Nim przez to przejdę.
Fajnie jest czasami przeczytać to samo, o czym się od lat mówi, czego się słucha, tyle, że powiedziane innymi słowami, przez osobę niezwiązaną z AA. Pozdrawiam.

Batman pisze...

Ojcze Krzysztofie, scena niczym z "Niezniszczalnych 2";) Ciekawe czy Ojciec oglądał? Może czerpie Ojciec swoje inspiracje z dobrych filmów akcji? ;)Zgadzam się co do tej teorii o "optymiście" i "realiście". Sam na sobie to przerabiam cały czas. Swoją drogą na ciekawe tematy tak sobie Ojcowie rozmawiacie. Chyba dobrze, jak w jednym miejscu zbiorą się nieprzeciętne osoby, prawda? Ale co, tak sobie rozmawiacie przy śniadaniu, kawie... Tak zwyczajnie? Czy macie na to jakiś osobny czas? Gratuluję też tego chadzania w habicie po nocy. Ja bym nie umiał. Pozdrawiam z Jeleniej Góry!

TaxiDriver pisze...

Batmanie, mam wrażenie, że Ty też jesteś nieprzeciętny :)

Basiula pisze...

Dawno Cię tu nie było Batmanie - a tak lubiłam twoje wpisy!

o. Krzysztof pisze...

@Batman: w moim klasztorze otaczają mnie wyłącznie nieprzeciętni bracia - zapamiętaj sobie te nazwiska, gdyż jeszcze o nich usłyszysz. Ja jestem najbardziej przeciętny z nich wszystkich :)

o. Krzysztof pisze...

Niezniszczalni 2? Arcydzieło swojego gatunku :))

Magdalena. pisze...

jak to czytam, to nawet słyszę ton, jakim szanowny Szymon Popławski OP to powiedział :) pozdrowienia dlań!

a co do reszty - owszem.

pozdrawiam!

maniak

Sanare pisze...

dzięki.

a chodzenie w habicie chwali się, chwali ;) jest nawet taka akcja "Nie wstydzę się habitu", może Ojciec zostanie ambasadorem :P

Bartek pisze...

Brzmi jak ambasador Lednicy!

Anonimowy pisze...

Bałuty pozdrawiają !
Trzeba przyznać,że zakon dominikanów w Łodzi to jest skupisko niezwykłych gości ;)

P.S - dużo piszecie tu o zakonnikach czy zakonnic w habicie,a czemu u licha tak rzadko spotkać księdza w sutannie?....
Klaudia

o. Krzysztof pisze...

Znam takiego jednego - mieszka w parafii Matki Bożej Fatimskiej.

Kama-W pisze...

@Batman: skąd ta ciekawość? Czyżbyś się wybierał do zakonu?

Anonimowy pisze...

Ojcze Krzysztofie - też znam Ks. Misiaka,no ale kurka wodna,w Łodzi nie jest jeden kapłan,lecz dużo więcej,czemu reszta woli się zamykać w plebaniach?. Czemu tyle osób świeckich skończywszy teologie nie moze roboty znalezc? Proboszczowie wolą dać po znajomości pracę w szkole kapłanowi niż osobie świeckiej.. Mój znajomy skonczył teo na UAMie i zaledwie kilka osób z Jego wydziału znalazło pracę..

Gdzie jest ubóstwo kapłanów diecezjalnych? Większość kapłanów ma auta, gdzie to ubóstwo? Dlaczego Państwo ma płacić kapłanom za pracę w szkole? a nie np. Kościół?.


Chyba wolę zakonników,Wy chociaż nie wstydzicie się chodzić w habitach ,i jakoś bardziej przenika przez Was światło wiary.

Pozdrawiam serdecznie +

Klaudia

Anonimowy pisze...

No ale co z nadzieją? Optymista to nie koniecznie ktoś kto uzależnia swoje szczęście od okoliczności. Może to jest realista który ma nadzieję?

Riand pisze...

Jedno można powiedzieć, na brak przygód, to Ojciec nie może narzekać. Jest to również, jakby na to nie patrzeć, łaska :-))

Batman pisze...

@Basiula:Batman pojawia się i znika, ale zawsze czuwa Taka praca niewdzięczna;)
@Kama-W: To bardzo osobiste pytanie. Ale chętnie bym zamieszkał w jakimś porządnym klasztorze, ale tylko z jednego powodu. Żeby się nawrócić. W pewnym momencie życia, inne sprawy nie mają już takiego znaczenia.

Kama-W pisze...

@Batman: sama nie wiem czy klasztor jest dobrym miejscem na to by się nawrócić. Myślę, że chyba w każdym miejscu możemy o to prosić Pana Boga. Pozdrawiam najcieplej :)

Iwa pisze...

"Chrześcijanin nie jest optymistą, nie uzależnia swojego szczęścia od okoliczności. Chrześcijanin może być szczęśliwy nawet pośród smutku".

Nie do końca zgadzam się z tym, ja bym chciała usłyszeć od drugiego chrześcijanina, że "będzie lepiej" gdy jest naprawdę źle.

sygnaturka pisze...

Bałuty pozdrawiają po raz drugi :) A "Niezniszczalni 2" - perełka ;)

Tom Waits pisze...

Iwa: ja też bym chciał i często słyszę. Dla osoby wierzącej nie będzie to jednak sam "optymizm" lecz owo źródło ufności leży w Bogu.

Jak już o filmach: może polecicie coś dobrego na wrześniowy seans kinowy?

Iwa pisze...

"Hugo i jego wynalazek" Scorsese i "Róża" Smarzowskiego.

K.O. pisze...

Chrześcijanin w depresji nie znajdzie radości pośród smutku tylko dlatego, że jest chrześcijaninem. Nie znajdzie jego źródła w Bogu, bo jest pogrążony w smutku, który przysłania i zobojętnia mu wszystko. Czasem chce dostrzec światełko, ale nie potrafi, nie umie. Żeby to wszystko było takie proste, jak piszecie...

Mgiełka pisze...

Nie wiem co dokładnie Ojciec ma na myśli pisząc, że jest "przeciętny", ale najczęściej to właśnie ci "przeciętni" kapłani najlepiej rozumieją "przeciętnych" ludzi i najlepiej do nich trafiają.
Nieprzeciętni są ok, tylko, że czasem zwyczajnie onieśmielają, peszą prostych ludzi (niekoniecznie z własnej winy).
No a jak przeciętny zapragnie być nieprzeciętnym to już totalna klapa.

Kama-W pisze...

Ładnie napisane Mgiełka :)

DR pisze...

@K.O- to nie jest proste, ale możliwe. Od trzech lat zmagam się z problemami, które bez wiary zabiłyby mnie, ale dzięki temu, że wierzę gorąco w to, że w tych zmaganiach jest ze mną Chrystus, funkcjonuję prawie normalnie. Piszę o tym, nie dlatego żeby pokazać jaka jestem świetna, ale po to żeby chociaż troszeczkę Cię wesprzeć i pokazać, że światełko w tunelu jednak jest:) powodzenia,
@ Mgiełka- trafnie to ujęłaś:)
pozdrawiam

Mgiełka pisze...

@K.O

Ja widzę, że właśnie tu się pisze, że wszystko nie jest takie proste i nie ma prostych rozwiązań. Ale też nie ma beznadziei choćby się czasem już tak wydawało. Chory na depresję sam światełka nie dostrzeże, ale trzeba mu to światełko zapalać i uparcie pokazywać, że jest. To bardzo trudne dla obu stron. To chyba ten chrześcijański realizm.
Dobrej, spokojnej nocy.

XcatharsisX pisze...

Dzięki za tekst. Potrzebowałem, naprawde

Anonimowy pisze...

"chory na depresję sam światełka nie dostrzeże" ale zawsze jest Bóg co zapala światełka, więc z własnego doświadczenia powiem, że trwanie na
adoracji każdego dnia zapala takie światełko...wystarczy spróbować i zamiast bezsensownego gapienia się ze smutkiem na ścianę, można po prostu zostawić Komuś te smutki i zaufać...
trzymajcie się robaczki +

Anonimowy pisze...

Co do tego walesania ie wiecorem po nieciekawych ulicach,to ...podziwiam Ojca,ja nie umialabym pojechac w takie miejsce wieczorem. Ja z kolei gdy jest zle czesto powtarzam sobie ze inni maja gorzej i juz mi lepiej,pozdrawiam goraco zza oceanu,

Prześlij komentarz