wtorek, 4 września 2012

Słowa znaczą mniej niż przypuszczasz

Chcesz mieć w domu sympatycznego, otwartego na współpracę nastolatka? Bądź bardziej wyrozumiałym, współczującym i spójnym wewnętrznie rodzicem. Pragniesz by ci ufano? Bądź godnym zaufania.












Historia wykradziona Maciejowi Chanace OP z czerwcowego numeru "Listu".

Pewien ojciec opowiadał, że postanowił sobie zrezygnować z nieustannego pouczania swoich dzieci. Robił to świadomie, ponieważ jego rodzice nieustannie prawili mu kazania. Tak wiele ich w życiu usłyszał, dlatego gdy miał już własną rodzinę postanowił w swoim domu tego nie robić.

Pewnego dnia przy kolacji, gdy jego dzieci kończyły już liceum, przysłuchiwał się ich rozmowie. I wówczas uświadomił sobie, że jego dzieci podzielają jego poglądy. Rozpoznawali wartość tych rzeczy, które i dla niego były wartościowe. Odkrył, że jego dzieci są tam, gdzie on, chociaż nigdy ich nie pouczał.

Zakorzenianie w świat wartości religijnych niewiele ma wspólnego z pouczaniem, prawieniem kazań. Właściwsze jest słowo "promieniowanie". Na co dzień nie mamy świadomości, że świeci nad nami słońce, że nasze twarze się opalają. Tymczasem te promienie nas dotykają, chociaż nie musimy o tym wiedzieć. Dziecko "nasiąka" tym, co mówią rodzice, jak komentują rzeczywistość, co wybierają, co jest dla nich ważne.

Jeśli coś nie jest dla mnie istotne, dlaczego ma być istotne dla dziecka? To lekcja, którą każdy rodzic, wychowawca czy duszpasterz wciąż na nowo musi przerabiać.

***

Widywałem nieszczęśliwych, czujących się jak bezsilne ofiary ludzi skupionych na słabościach innych. Widziałem nieszczęśliwe związki, gdzie jedno z małżonków chciało zmieniać drugie, gdzie jedna osoba wyliczała grzechy drugiej lub próbowała ją dostosować do wymyślonego przez siebie kształtu. Przysłuchiwałem się rozmowom rodziców z dziećmi, pełnych wzajemnych pretensji, roszczeń, oskarżeń. Każdy z nich miał się dostosować, ale na "moją miarę". Wszyscy mówili co myślą, ale nikt z nich nie chciał słuchać. Każda osoba zaangażowana w konflikt przekonana była, że problem tkwi "tam" i gdyby "oni" się zmienili sytuacja byłaby rozwiązana.

Same słowa nie mają mocy zmieniania człowieka. Spotykałem ludzi obdarzonych darem krasomówstwa, mieli dyplomy ukończenia kursów retoryki, wychowawczych szkoleń, życiowego doradztwa. O wartościach mówili gładko, poprawnie, ale ich przekaz był pusty. "Mówca" mówił swoje, a odbiorca brutalnie myślał: "Może i ma to sens, ale patrząc na ciebie na nie zauważam by miało to pokrycie w rzeczywistości".

Spotkałem także ludzi pełnych prostoty i wiary, pamiętam jak mówili rzeczy oczywiste, by nie powiedzieć banalne, ale w ich słowach była moc. Poparte bowiem były osobistym przykładem.

Zasady od wieków są takie same. Chcesz mieć w domu sympatycznego, otwartego na współpracę nastolatka? Bądź bardziej wyrozumiałym, współczującym i spójnym wewnętrznie rodzicem. Chcesz mieć więcej swobody w pracy? Bądź odpowiedzialnym, chętniejszym do pomocy, więcej z siebie dającym pracownikiem. Pragniesz by ci ufano? Bądź godnym zaufania. Zwycięstwa publiczne muszą być poprzedzone zwycięstwami prywatnymi.


Josh Ritter "Good man"


14 komentarzy:

Kasia Sz. pisze...

Generalnie ciężko jest być człowiekiem. W każdym wieku, choć nie wiem jak czują się te małe kulki przylepione do mam. Może one w wieku paru tygodni są beztroskie. Piszę "kulki", bo maleńkie dzieci mają taką postawę ciała - zwinięcie się i oparcie na kimś.

Człowiek szczęśliwy promienieje. Ale, żeby być człowiekiem szczęśliwym trzeba nie mieć problemów. Tego się nie da przeskoczyć. Zdjęcie z nas ciężarów, otrzymanie wsparcia powoduje, że człowiek zmienia się na twarzy. Ponieważ schodzi z niego napięcie i smutek.

Stomatolog pisze...

Kasiu Sz: czy można przeżyć życie bez problemów? Sądzę, że szczęścia należy szukać w sobie, a nie na zewnątrz.

Kasia Sz. pisze...

Nigdzie nie napisałam, że życie można przeżyć bez problemów, ale spróbuj mając problemy, nie widzieć ich rozwiązania i nie mając wokół fajnych ludzi promienieć na zewnątrz.

Stomatolog pisze...

"żeby być człowiekiem szczęśliwym trzeba nie mieć problemów".

Uważam, że tak się nie da. Można być szczęśliwym, nawet mając problemy. Pozdrawiam porannie.

Tom Waits pisze...

Kasia Sz: życzę Ci tych fajnych ludzi i promieniowania na zewnątrz :)

Kasia Sz. pisze...

A ja uważam, że są problemy, które bycie szczęśliwym uniemożliwiają. Problem problemowi nie jest równy. I nie można komuś wmawiać, że jest inaczej.

Tu nie chodzi o rzucanie sloganami typu, że tylko Bóg zaspokoi nasze pragnienia, a każda nasza tęsknota do czegoś konkretnego to tylko mrzonki /nie wiem przez jakie "rz" pisze się te "mrzonki", może przez "ż". Bo to nieprawda. Bo problemy zmieniają jakość życia. Na gorszą. Tak w sensie fizycznym jak i emocjonalnym.

Tu często na tym blogu dyskutuje się na poziomie sloganów. Także Ojca wpisy mają sporo zgrabnych myśli, ale one nie zawsze wnoszą coś do życia. Konkretne problemy powodują bardzo konkretny dyskomfort. I moim zdaniem nie ma co wmawiać ludziom, że jest inaczej. To tak jakby głodnego przekonywać, że nie szkodzi, że odczuwa głód skoro może popatrzeć na błękitne niebo.

Są ludzie, którzy cierpią, ale zachowują pogodę ducha. Jednak proszę zauważyć, że zachowują ją wtedy kiedy są otoczeni ludźmi, kiedy mają zorganizowane zajęcia.

Teraz forsuje się o. Badeniego na świętego. Wypowiadają się ludzie na temat jego domniemanej świętości podając przykład, że pomimo choroby zachował pogodę ducha. Zgadza się, ale proszę zauważyć, że mieszkał w klasztorze pełnym ludzi, był tymi ludźmi otoczony do końca, pod koniec życia odwiedzali go dziennikarze spisując jego wspomnienia i wydając książki - a to dawało mu nieustanne zainteresowanie tak ważne w życiu każdego człowieka bez względu na wiek. Ojciec Badeni nie cierpiał także biedy na jaką cierpią inni emeryci. Słowem miał warunki, żeby starość znieść godnie i pogodnie. A czy gdyby mieszkał sam, zapomniany przez wszystkich byłby tak dzielny i czy byłby kandydatem na świętego? Chyba nie.

Ludzie, którzy w problemach nie są sami mogą odczuwać pewien rodzaj szczęścia, choćby tego, że ktoś dzieli z nimi troski albo po prostu o nich pamiętam. Natomiast ci pozostawieni sami sobie raczej nie będą określać mianem "szczęśliwych".

Kasia Sz. pisze...

@Tom Waits - nie wiem czy ja dożyję takiego momentu :-). Ale za życzenia bardzo dziękuję.

Mati pisze...

@ Kasia Sz.: masz nas. My jesteśmy mili :). A jeśli chodzi o Badeniego to biorąc pod uwagę standardy życia rodziny Habsburgów to na starość musiał czuć się jak żebrak. Pozdr.

Anonimowy pisze...

Wow! Ciekawe jak wg takich standardów muszą czuć się naprawdę samotni ludzie. Widzisz Kasiu Sz. na tym blogu problem to nie problem. Uważam, że masz rację z tą poprawnością. Niestety.

Paoop pisze...

Hmm:) Widzisz Anonimowy - problemem (nie tylko na tym blogu) jest to w jaki sposób patrzymy na problemy.

Sabina pisze...

Wyczytałam w mądrej książce: "Za wszelką cenę chcemy się schować przed doświadczeniami lęku, niewygody, obaw, wysiłku czy wątpliwości. Ciągle słyszymy, że tak trzeba robić.

Żyjemy w czasach, które produkują ludzi słabych i chorych, wmawiając im, że trudu można i trzeba unikać".

nashim pisze...

@szczęście
najszczęśliwszych ludzi spotkałam w Afryce-biednych
(w taki sposób, jakiego nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić), chorych i cierpiących, a mimo tego zawsze uśmiechniętych i cieszących się każdym kolejnym dniem....Naprawdę, wprawiało mnie to w zakłopotanie, a moje problemy i braki nikły w oczach.

Agata Janeczek pisze...

Kasia Sz.: Aby być szczęśliwym nie trzeba nie mieć problemów. Różne przykrości, zwątpienia, choroby, bieda są normalną rzeczą i trzeba żyć z tym w zgodzie. Po momentach dobrych przychodzą momenty złe, ale i na odwrót. I właśnie ten, który przyjmuje to, że nie zawsze jest świetnie, cudownie, wspaniale i ogólnie ekstra ten dopiero jest szczęśliwy, bo potrafi to zło przyjąć. Nie zawsze jest łatwo, ale trzeba pamiętać, że przyjdą lepsze czasy (nie zawsze o tym myśleć, po prostu mieć to w pamięci). A co do tego, że aby być szczęśliwym trzeba mieć ludzi wokół siebie to oprę się trochę na powyższym wpisie - aby mieć przyjaciela najpierw samemu trzeba nim być! I to działa za każdym razem, sama niejednokrotnie się o tym przekonałam.

A tak przy okazji skojarzyły mi się wypowiedzi o. Emila Smolany http://tyniec.com.pl/pdf_files/731.pdf
Ja je bardzo lubię i od kilku miesięcy często do nich wracam.

Mgiełka pisze...

Jeśli ktoś mówi, że ma problem i nie widzi jego rozwiązania, to tak po prostu jest, to w danym czasie jego prawdziwe przekonanie - wiem to z własnego doświadczenia. I lepiej na dzień dobry nie tworzyć cudownych, uniwersalnych pseudo pocieszeń typu: nie można przeżyć życia bez problemów, można być szczęśliwym mając problemy itp. Tym bardziej, gdy mało wiemy o konkretnej sytuacji.
Czy rozwiązania problemu naprawdę nie ma? - to już inna sprawa. Jak przetrwać, gdy nic i nikt nie zapowiada,że będzie lepiej? - to już naprawdę trudne .

Obiektywnie patrząc (jeśli w ogóle tak można)problem problemowi nie jest równy, ale też odbiór wydawałoby się podobnej sytuacji przez różnych ludzi jest zupełnie inny.

Na blogu siłą rzeczy tworzymy uogólnienia, formułujemy myśli, które okazują się być dla innych sloganem. W osobistym spotkaniu mamy większą szansę na konkret; może to co odebraliśmy jako slogan da się poprzeć bardzo realnym doświadczeniem życiowym, zbyt intymnym by go upubliczniać.

Prześlij komentarz