wtorek, 2 października 2012

Odpocząć od siebie

Jeśli mierzysz drobiazgowo linijką kolejne szczeble duchowego rozwoju lub własnej doskonałości, wyrzuć miarkę.









Jeśli mierzysz drobiazgowo linijką kolejne szczeble duchowego rozwoju lub własnej doskonałości, wyrzuć miarkę. Jeśli masz w sobie przymus by gonić za sukcesami i duchowym samozadowoleniem, porzuć go. Jeśli czujesz presję, by wciąż nadmiernie koncentrować się na sobie zabijając tym samym wolność - odpocznij. Najpierw od siebie.

To do czego człowiek powinien dążyć to nie jest perfekcjonizm, bezgrzeszność, nawet nie duchowość czy kontemplacja, ale po prostu Bóg. To z Nim można smakować życie w jego szczególnym charakterze. I wówczas okazuje się, że wszystko co nas otacza, jest właśnie takie, jakie być powinno.


Nie powinniśmy pragnąć żadnej innej modlitwy, jak tylko takiej, jaką Bóg nam daje - a prawdopodobnie będzie ona pełna roztargnień i niezadowalająca pod każdym względem.
John Chapman OSB



33 komentarze:

Jola F pisze...

dziękuję za te słowa. na ten wieczór są wprost idealne. pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Właśnie wróciłam z adoracji "niezadowolona", smuta gdyż wg nie mogłam się skupić i kolega posłał mi zupełnie przypadkiem tą stronę, dziękuję!

Madzialena pisze...

Mnie też te słowa do dzisiejszego dnia pasuja jak ulał :) fnx

o. Krzysztof pisze...

Anonimowy@: o adoracji można godzinami... Modliłaś się rozproszeniami i swoim smutkiem - może właśnie takiej modlitwy chciał od Ciebie Bóg?

Rybka pisze...

Tekst rewelacyjnym daje siłę. Ale to w kontekście wpisu i Ojca ostatniego komentarza o adoracji - pytanie. Pojawiła się we mnie - chyba pierwszy raz w życiu - potrzeba, chęć odmawiania różańca. I trzyma od kilkunastu dni, więc jest szał ;) Tylko... W dni, kiedy mam wolne, jest łatwiej - te 20 minut zawsze się znajdzie. Ale kiedy wracam z pracy o 20:00 to już naprawdę dużo trudniej mi sie zebrać... Więc wymyśliłam - busikiem jadę akurat tyle, ile trwa różaniec. Tyle, że naładowana jestem myślami po całym dniu, a do tego zwykle kierowcy głośno radio puszczają, więc skupienie się jest czysto iluzoryczne, trochę to przypomina walkę z wiatrakami (dziś kiedy skończyłam IV tajemnicę okazało się, że "okrążyłam" caly różaniec - nie wiem, czy gdzieś mi się prześlizgnął, czy dwa razy tę samą tajemnicę odmawialam...). No i mój problem - czy trwać mimo wszystko na tej niedoskonałej, rozproszonej modlitwie autobusowej, czy uznać, że to nie ma sensu i spróbować w domu (co mnie już teraz mocno zniechęca...)? Czy modlitwa w podróży to sposob na wciągnięcie Pana Boga w życie, czy skuteczny zagłuszacz wyrzutów sumienia, że nie mam czasu (a tak naprawdę ochoty) na pogłębioną modlitwę w domu?

Doris pisze...

Niesamowite jak Duch święty działa właśnie wróciłam z adoracji przed była konferencja O Adoracji i właśnie wzmianka o rozproszeniach, wchodzę na bloga a tu podobny tekst :)

D. pisze...

perfekcjonizm i bezgrzeszność... tylko jak tu zrozumieć że nie tędy droga (wbić do głowy chyba nie, bo świadomie już w głowie to siedzi, że nie o to chodzi, ale w praktyce wychodzi inaczej) eh.

EwaM pisze...

Hmm... Dobre slowa... Tresci.... Tylko faktycznie, jak wyzej wspomnial(a) D. trudniej na praktyke przelozyc.... W srodku siedzi taki bezustannie krytykujacy, sprawdzajacy, poprawiajacy, obserwujacy natret...
Chyba pozostaje wytrwale sie uczyc tego nieperfekcjonizmu... Biorac pod uwage ze i ta wytrwalosc nie zawsze idealnie wytrwala bedzie...

basiek pisze...

Ja również dziękuje Ojcu za ten wpis mam czasami takie same odczucia co do modlitwy czy adoracji czasem potrafię się skupić i wydaje mi się że była to taka fajna moja modlitwa a czasem tak jak piszą inni mam niedosyt bo była to taka rozproszona modlitwa i czasem wydaje mi się że nie jest to w pełni dobra modlitwa. Rano od dłuższego już czasu idąc pieszo do pracy odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego tak się do tej mojej porannej modlitwy przyzwyczaiłam że ledwo wychodzę z domu sięgam po różaniec nie raz tak się wyłączam że nie widzę nawet znajomych po drodze lubię tą moją poranna koronkę no teraz w październiku próbuje odmawiać rano różaniec ale brakuje mi drogi by go całego odmówić ale i tak myślę że jest nie tak źle z tą modlitwą bo mnie ciągnie. Pozdrawiam wszystkich:) Miłego dnia

nul(ka) pisze...

jak z kimś idziecie to wolicie żeby się w ogóle do Was nie odzywał tylko sobie np. grał na telefonie, czy żeby jednak łapał kontakt, jeśli widać że próbuje. Chociaż gołym okiem widać ze myślami jest ponad chmurami, w padołach i w gruzie własnym?

aurin pisze...

A ja tam nie mam nic przeciwko takiej "zmęczonej modlitwie" Czasem jest mi potrzebne wyciszenie i skupienie i poczucie "BARDZIEJ" w modlitwie. A tak zwyczajnie, na co dzień to przed snem gdy padam na pyszczek czesto i głowa spada na poduszkę zapalam tealighta przy "fotce Jezusa z całunu" i troche poczytam a później myśli ze słowem kieruję w bożą stronę. raz krótko raz dłużej. czasem tylko powiem dobranoc :) A i w ciagu dnia znajdzie sie czas i na rowerze tez, gdy radość jest z tego co widze i dostaje za darmo. Próbuję "zawsze stawiac sobie pana przed oczy" i taka fajna jest Swiadomość ze JEST :)

DR pisze...

oprócz adoracji w kaplicy, bardzo lubię ten moment przed mszą, kiedy większość starszych pań wyciąga różance i zaczyna się modlić półgłosem, kiedyś kojarzyło mi się to z mnichami buddyjskimi, którzy kręcą swoje młynki modlitewne przedstawiając swoje prośby:) był czas, że mnie to irytowało, teraz bardzo to lubię,bo myślę sobie, że to niesamowita rzecz móc słuchać tych rozmów a raczej poszeptywań z Panem Bogiem

wpis jak zwykle na czasie-nie wiem skąd Ojciec czerpie tą wiedzę, jakie aktualnie mamy potrzeby, ale źródło musi być dobrze poinformowane, bo zazwyczaj jest to strzał w dziesiątkę:)

@ nu(l)ka - wolę jak łapie kontakt ten ktoś:)

pozdrawiam serdecznie wszystkich


K.O. pisze...

Brak modlitwy też może być modlitwą. Kiedy nie mam siły, nastroju, nie mogę się zmusić i za nic nie chcą zgiąć się kolana. Kidy modlitwa jest ponad moją moc, kiedy mówię Panu Bogu, że "dzisiaj nie dam rady", kiedy dostaję coś, co mi się nie podoba i staję ze szczerością dziecka, pytając Go:"Ty chyba żartujesz?".

U łódzkich franciszkanów jest kaplica Porcjunkula, w której przez cały dzień wystawiony jest Najświętszy Sakrament. Czasem wejdę, posiedzę, popatrzę i wyjdę. I tyle. I to jest najlepszy czas, bez szeptania pod nosem litanii, bez stukania o ławkę różańcem.

Paradoksalnie czasem odejść, by na nowo odnaleźć to, co zgubione. Siebie też.

Magdalena. pisze...

Czy to o miarce to też Chapmana? A jeśli, to skąd? Z "Listów o modlitwie"? Czy może on napisał jeszcze coś innego, co ujrzało światło dzienne, a o czym ja zwyczajnie nie wiem?

Pozdrawiam znad Wisły ;)

m.

Anonimowy pisze...

Do K.O - ale warto zwrócić uwagę,że można popaść w ten sposób w lenistwo duchowe stwierdzająć coraz częściej,że nie ma się sił..
Co do Franciszkanów na Rzgowskiej - jest super ;) też tam w Porcjonkule bywałam,piękny klimat,tylko zimną strasznie zimno.

Pozdrawiam
Klaudia

czytelnik bez nicka pisze...

To o miarce to z o. Pałysa, inaczej byłby cytat :)

K.O. pisze...

Klaudia: Czym innym jest lenistwo, a czym innym niemożność, wynikająca, choćby z przeżywanego kryzysu. O niemożności takiej właśnie piszę, która przerasta ludzkie siły, wolę i chęci.

Mikołaj pisze...

Odpocząć od siebie jest czymś dobrym w wymiarze "ego" = odpocząć od samego siebie, jak i w wymiarze relacyjnej - czasem warto też odsunąć na bok by przyjrzeć się więziom, które nas łącza z ludźmi - taka refleksja mnie naszła po przeczytaniu tego co napisałeś.

Wracając jednak też do Adoracji - polecam każdemu. Odkryłem jej piękno właśnie po Dominikańskiej Szkole Wiary u gdańskich oo. dominikanów - dzięki Tobie, ojcze. Szkoda, że czas tak rzadko pozwala pójść, po prostu być, i patrzeć...

Anonimowy pisze...

http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,853,nie-tacy-ksieza-straszni.html

oho,piszą o Ojcu;)

Anonimowy pisze...

Dzięki za ten wpis ojca i wgl to myślę że bardzo często będę tego bloga odwiedzać ,bo ojciec bardzo mądre rzeczy pisze.
Dla mnie dzisiaj formą modlitwy była cisza i face to face z Chrystusem ,chyba najlepsze co może być .Pozdrawiam gorąco

ola pisze...

Wspaniały wpis, pierwszy raz zajrzałam na tego bloga, ale czuję, że nie ostatni!

Rybko, ja mam tak samo, staram się modlić kiedy tylko mogę, zazwyczaj jest to w drodze do szkoły, lub w ogóle jak gdzieś idę/jadę... Myślę, że gdy podczas całego różańca chociaż raz szczerze skierujesz swoje myśli i serce ku Bogu, to już jest COŚ! :) a przynajmniej mam taką nadzieję:) pozdrawiam serdecznie!+

Mati pisze...

@ Anonimowy od Deona: o kurcze, to jakaś gruba ryba ten Pałys. Ale książka rzeczywiście superowska!

Anonimowy pisze...

kiedyś chciałam się wybrać na adorację do kaplicy, ale byłam na maksa zmęczona no to otworzyłam Pismo Święte i przeczytałam psalm... a tam ostatni wers że Bóg i we śnie łaską obdarza... no to położyłam się szybciej spać i podarowałam sen Panu... a rano cudnie było wstać wyspanym i pełnym sił :D

basiek pisze...

Mimo różnych trosk i kłopotów dnia codziennego można czasami poczuć się cudownie uśmiechając się stwierdzić że poranek jest piękny i jest wspaniale i poczuć tą radość w sercu ze spotkania z Panem właśnie wychodząc dziś z porannej mszy tak właśnie się cudownie poczułam. Tego samego życzę wszystkim by poczuli tą radość -miłego dnia:)

reporter pisze...

@Mati: nie ufaj mediom :)

Anek pisze...

ostatnio nie mogę się skupić na żadnej modlitwie. Dzięki ojcze:-)

Marysia pisze...

"To do czego człowiek powinien dążyć to nie jest perfekcjonizm, bezgrzeszność, nawet nie duchowość czy kontemplacja, ale po prostu Bóg. To z Nim można smakować życie w jego szczególnym charakterze. I wówczas okazuje się, że wszystko co nas otacza, jest właśnie takie, jakie być powinno."

Ale to takie trudne...

szmaragdowa pisze...

Ojcze, to jakieś puste frazesy, które nic nie znaczą... To wszystko ładnie brzmi, nie chcieć perfekcjonizmu, dążyć do Boga. Ale jak to robić? Jak smakować życie, kiedy wszystko wali się na głowe?

Anonimowy pisze...

A może tym momencie nie smakować niczego tylko nakryć głowę i prosić o litość.

Anonimowy pisze...

@ szmaragdowa
Jak poproszę dla Ciebie to może dostaniesz za czym tęsknię. Żeby Cię jak te odpędzane maluchy z dzisiejszego czytania " biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je"
objął, przytulił i pobłogosławił.


Anonimowy pisze...

I może tylko z Nim można smakować życie również w jego nieszczególnym charakterze? Nie wiem jak, Szmaragdowa, trzymam, nie puszczam.

Kasia Gomułkiewicz pisze...

i mnie ten post przypasował na teraz - właśnie przed chwilą syn (8 lat, owijając w bawełnę tzw. żywe srebro) przyznał się, że kiedy w piątek podczas nabożeństwa różańcowego jakoś zagubił się i znikł, to dlatego, że ksiądz prowadzący wyprosił go od ołtarza (syn jest / próbuje być początkującym ministrantem), bo "nie może patrzeć" (!!), jak się chłopak kręci.... siedzę i ryczę, a tu to słowo o. Chapmana - Bóg zapłać! :)

zczarny pisze...

Jak piorun... szukałem i dostałem odpowiedź. Dziękuje!

Prześlij komentarz