poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Czym Bóg nie jest

Istnieje nurt w teologii nazywany apofatycznym. Opiera się on na założeniu, że jakiekolwiek pozytywne poznanie natury Boga przekracza granice możliwości ludzkiego rozumu.









Teologia apofatyczna, podkreśla, że wszelkie nasze wysiłki aby poznać Boga są niewspółmierne do Jego tajemnicy. Liczne symbole, obrazy i abstrakcyjne pojęcia są zawsze nieadekwatne do opisu natury Boga. Jego tajemnicę możemy więc przybliżyć jedynie za pomocą formuł przeczących, mówiąc, jaki On nie jest.

Teologia apofatyczna jest obecna w myśli najwybitniejszych Ojców Kościoła: Klemensa Aleksandryjskiego, Grzegorza z Nysy, Bazylego Wielkiego czy Grzegorza z Nazjanzu. Do teologii apofatycznej odwoływał się także wybitny dominikański mistyk Eckhart z Hochheim, a wiele wieków później o. Joachim Badeni OP.

Posłuchajcie teraz jednego z mistrzów teologii apofatycznej: Pseudo-Dionizego Areopagity. Czyż to nie jest fascynujące?


Wznosząc się coraz wyżej, mówimy, że Bóg nie jest duszą, intelektem, wyobrażeniem, mniemaniem, rozumem i rozumieniem, słowem i pojmowaniem; nie może być nazwany ani pomyślany; nie jest liczbą, porządkiem, wielkością, małością, równością, nierównością, podobieństwem, niepodobieństwem; nie stoi, nie porusza się, nie odpoczywa, nie posiada mocy i nie jest ani mocą, ani światłością, nie żyje i nie jest życiem; nie jest substancją, wiecznością i czasem; nie można Go objąć ani myślą, ani wiedzą, ani prawdą; nie jest królem ani mądrością, ani jednią, ani jednością, ani Boskością, ani dobrocią, ani duchem (o ile znamy ducha), ani synostwem, ani ojcostwem, ani niczym innym, co jest nam znane, lub jakimś innym bytem; nie jest też niczym z niebytu, ani czymś z bytu; jest niepoznawalny, jaki jest, przez byty, i nie zna bytów takimi, jakie są; nie istnieje ani słowo, ani imię, ani wiedza o Nim; nie jest ani ciemnością, ani światłością, ani błędem, ani prawdą; nie można o Nim niczego zaprzeczać ani nic pewnego orzekać, bo twierdząc o Nim lub zaprzeczając rzeczy niższego rzędu, nic o Nim ani nie stwierdzamy, ani nie zaprzeczamy.

Ta najdoskonalsza przyczyna wszystkiego jest bowiem ponad wszelkim potwierdzeniem i ponad wszelkim zaprzeczeniem: wyższa nad wszystko, całkowicie niezależna od wszystkiego i przenosząca wszystko.


13 komentarzy:

kiszoj pisze...

To trudne...
Tak sobie myślę, czy to nie jest jedna z tych rzeczy (myśli), których jeśli się nie spotka samemu, lub nie dojdzie do nich na mniej lub bardziej wyboistej drodze, nie sposób zrozumieć?

Mati pisze...

Może i fascynujące, ale nigdy tego wątku nie rozumiałam. Jeżeli o Bogu da się powiedzieć że NIE JEST dobry, to mój ludzki umysł jakoś się buntuje. A jeżeli do tego nie można mu przypisać ŻADNYCH cech to staje się takim obojętnym, przeintelektualizowanym konceptem, trochę jak punkt w matematyce, który oczywiście istnieje, ale tak naprawdę to tylko teoretycznie, bo nie ma żadnych cech i nie można go nigdy osiągnąć. Albo ja tę filozofię jakoś naprawdę źle rozumiem, albo mój umysł nie potrafi wyjść poza antropomorficzną wizję Bozi rodem z chłopskich makatek.

TomWaits pisze...

Myślę, że to problem mistyków. Po doświadczeniu Boga każde słowo jest nie takie jak być powinno.

Anonimowy pisze...

A może...Skoro jest, to czymś w końcu musi być, albo jakimś. Tylko że my z całym naszym światem jesteśmy jak mrówka z maczugą zagubiona w kosmosie wobec słonia dla którego cały kosmos jest jak niewidoczna bez mikroskopu plamka.
Za dużo ostatnio słucham o różowych słoniach, może to stąd. Ale jeśli sobie wyobrażę że Bóg to taki słoń, to wszystko co mrówka może sobie wyobrazić jest wobec Niego nieprzymierzalne.
Przy takiej różnicy wielkości każda wartość jest nieprzekładalna.
Mrówka jest w kilku wymiarach i przypięta w czasie.
Bóg jakikolwiek jest jest nieograniczony niczym. Każde nasze pojęcie trzaśnie przy próbie pomieszczenia Go.
Jest przerażający? Jest.
Z dostępnych nam obrazków ułożył nam coś co możemy zrozumieć, żebyśmy się nie pogubili.
Coś mało przerażającego. Coś jak kałuża dla dziecka z pustyni któremu się chce wytłumaczyć czym jest ocean. Takie samo tylko trochę bardziej. W zasadzie i to i to jest mokre.
Tylko że my nie jesteśmy jak dziecko, w porównaniu z nim jesteśmy mniejsi niż atomy, i w tym momencie nie ma już jak wytłumaczyć że Bóg jest "mokry". Brak pojęć. Jakikolwiek jest jest za duży jak na nasze małe łepetyny.

aurin pisze...

Teologia apofatyczna to nie dla mnie i jakoś nie fascynuje. Może za chuda w uszach jestem. Dla mnie wystarczy ze On Jest. Choć gdy ktoś pyta kim dla mnie jest Bóg, to zwykle za mało mam na to słów i trudno mi oddać w słowach Osobę.

basiek pisze...

Dla mnie Bóg jest kimś dobrym i kimś kto nad nami czuwa i ma wielką moc, Nigdy się tak bardzo nie zastanawiałam nad tym jaki On jest w sensie wizualnym dla mnie ważne jest tak samo jak napisała Aurin że On jest a reszta nie ma znaczenia a tym bardziej nie nadaję się do tego by mieć jakieś własne teorie - za prosty człowieczek ze mnie.:)

Anonimowy pisze...

piękne
jak antynomia Grellinga
albo antynomia Berry’ego
albo twierdzenie Godla

Anonimowy pisze...

a mój to ulubiony nurt bo czasem mam przesyt słów opisujących Boga :]

Anonimowy pisze...

troche można zbuntować się czytając ten tekst Pseudo Dionizego Areopagity. Czytając go, można dojść do przekonania że Boga nie ma w takim razie. Bo wszystko wszystkiemu zaprzecza w tym tekście. Nawet ostatnie zdanie można poddać w watpliwość.
Jest w tym jednak coś fascynującego :)
Tylko w Bogu godzą się przeciwności, których my sami nigdy nie pogodzimy. I Bóg dał się poznać :) Bo On nie chciał być Bogiem "nieokreślonym" dla swoich stworzeń. Człowiek :) To obraz Boga?

Anonimowy pisze...

A Jezus powiedział, że "Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie". I to na razie musi mi wystarczyć chyba.

Kasia Sz. pisze...

Ojciec zadał pytanie przed zacytowaniem tego fragmentu: "Czyż to nie jest fascynujące?". Oj, nie jest to fascynujące. Raczej przygnębiające. Z pewnością u Boga nie ma czasu, ale Bóg jest OSOBĄ. Choćby Jezus przybrał postać człowieka.


Też mnie kiedyś zastanowiło odsłuchując jakiegoś wykładu z teologu stwierdzenie, że Bóg nie ma uczuć. Być może da się to sensownie uzasadnić, ale - moim zdaniem - LEPIEJ jak wyobrazimy sobie, że Bóg jest osobą, która nas kocha a nawet lubi :-), która w taki a w taki sposób o nas się troszczy nawet jeśli nam się wydaje, że jest inaczej.

Poza tym każde Boże wyobrażenie w postacie obrazków, figurek, pomaga nam żyć. Jest przyjemniej i cieplej jak możemy klęknąć przed obrazem, albo mieć jakieś pod ręką jakaś figurkę itp. Wiara naiwna też jest ważna. Ja nawet ją trochę lepiej lubię niż teologię mimo, że wykłady z teologii u dominikanów, choć niełatwe to były dla mnie b. ciekawe.

W sobotę idę na wykład "Boża Opatrzność a przypadek". Bardzo mnie to interesuje. Co jest przypadkiem, a co Bożą opatrznością. I jak wyczuć, że rzeczy dzieją się z Bożej mocy.

Anonimowy pisze...

a czy nie chodzi też o to, że my ludzie przybraliśmy pewne określone słowa, które w sposób właściwy opisują sens Bytu, przybliżają nas do zrozumienia, ale nawet 1:1000000000 nie opisują tak na prawdę cóż to za Istnienie- bo nie ma słów co oddadzą to w pełni, a my sami nawet nie mamy możliwości choćby skrawka zrozumieć, odczuć, doświadczyć bez Bożej Łaski, która nas przybliża, ale to nadal "tylko" przybliża, nie jednoczy w całkowitym poznaniu... za dużo filozofowania bleee :P

Soup pisze...

Niedefiniowalny :)

Prześlij komentarz