środa, 12 czerwca 2013

O ubóstwie i doskonałości absolutnej

Kiedy już wszystko zostało powiedziane.










Wojciech Giertych, dominikański teolog Domu Papieskiego trafnie zauważył, że zazwyczaj w pierwszych latach kapłaństwa – człowiekowi wydaje się, że wszystko wie, że jest taki mądry, bo czytał, bo ma swój intelekt, wiedzę, życiowe doświadczenie i chce jakoś służyć. Dopiero później przychodzi moment, gdy widzi, że to nie wystarczy, że już powiedział, to co miał do powiedzenia, że się spłukał i argumenty, które przytaczał już nie trafiają, nie wystarczają.

To jest bardzo ważny, przełomowy moment w życiu duchowym – ujrzenie własnej ograniczoności. Jestem biedny, zależny od Pana Boga, wobec Niego jestem żebrakiem.

Człowiek może czuć się bogaty, przekonany, że coś ma – swoją wiedzę, swoją cnotę, swoją doskonałość, że jest samowystarczalny i wobec tego nie potrzebuje Boga. Ubogi, oznacza całkowicie zdany na Boga.

Nawet w wymiarze materialnym to widać, kiedy zaniedbuje się ubóstwo, zapał apostolski wygasa.

***

Tymczasem na nowo okrywam Kempisa, a raczej on odnajduje mnie w zaskakujących miejscach.


Znaleźć radość w tym, że ludzie o tobie nie wiedzą i mają cię za nic.


Taki stan jest jednak wyjątkową łaską. Doskonałością absolutną.


40 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dobrze, że już Ojciec jest.
Dobrze, że mogłam właśnie dziś to przeczytać.

A poza tym, Szczecin nadal tęskni...

Jola F pisze...

ojej... ten cytat jak miód na serce, ale daleko mi jeszcze do doskonałości. Dzięki!

Anonimowy pisze...

Ojcze dobrych masz braci. Pomogli, opatrzyli na drogę. Oczy przetarli spowiedzią, rozmową i Eucharystią. Dobroć taka że chciałoby się ręce ucałować. Ale to w Bogu tylko działa.
Co byście mogli dać ze swojego biorąc?

Anonimowy pisze...

nic a nic z tego nie rozumie :(

Anonimowy pisze...

"Nawet w wymiarze materialnym to widać, kiedy zaniedbuje się ubóstwo, zapał apostolski wygasa."
To ze słyszenia czy z własnego doświadczenia?

szpieg z krainy deszczowców pisze...

Ojcze wybacz, ale nie rozumiem tego wpisu...

"Znaleźć radość w tym że ludzie o tobie nic nie wiedzą i mają cię za nic"- to chyba jeszcze nie może być doskonałość absolutna. To mógłby być przedpróg progu ;) jakiś etap, skupianie się jeszcze zbyt mocno na sobie samym, poszukiwaniu radości na zewnątrz. Zresztą...może być tak, że ludzkie rozumienie doskonałości absolutnej, nie będzie równoważne ze świętością. A o świętość właśnie chodzi, a nie o osiąganie doskonałości absolutnej.
Takie ostatnio przeczytane(niestety nie pamietam już gdzie)
Człowiek musi wyrwać się z takiego myślenia, że zbawia bogactwo(rozumiane również w sensie duchowym) lub ubóstwo. Nie zbawia (choć może być pomocne) Zbawia Jezus Chrystus.
Kiedy człowiek nie pielęgnuje relacji z Bogiem, zapał apostolski wygasa.
Jeszcze większym przełomem w życiu człowieka będzie postawa nieustannego poszukiwania (wtedy, nie znajdzie się nawet moment, w którym człowiek pomyślałby że wszystko już powiedział)
Bóg nie chce żebyśmy stawali przed Nim jako biedni zależni żebracy. Bóg prowadzi nas do tego, żebyśmy stawali przed Nim prawdziwi (pokorni).

Anonimowy pisze...

Ja też tego nie rozumiem chyba Ojciec się nie wypalił tak do końca bo było by szkoda.

Anonimowy pisze...

nie wypalił się ;) a jak czuje że się wypala, niech idzie po "ogień" do świętego Dominika...

Anonimowy pisze...

No właśnie albo niech Ojciec trochę posiedzi w spokoju w tej Łodzi a my oczywiście wspieramy Ojca w modlitwie :)

TaxiDriver pisze...

Nie spodziewałem się, że Tomasz Kempis taki mądry. Dobry wpis, monastyczny :)

Klaudia Pawlak pisze...

Kempis jest genialny, nie ma co się dziwić że wielu zacnych i mądrych czytało " o naśladowaniu Chrystusa". Osobiście uwielbiam rozdział " o poufałej przyjaźni z Jezusem ".
Pozdrawiam !.

pandarasta pisze...

Ojcze ,otworzył mi znowu ten wpis nowe wrota wiary ,ale bardzo przypadł mi cytat który przytoczył szpieg z krainy deszczowców .
Tak bez kontekstu to chcę napisać ,że Bóg tak działa ,że tego się nie da ogarnąć ,ostatnio doznaję łaski za łaską

Anonimowy pisze...

A co zrobić, gdy ludzie o tobie wiedzą i nie mają cię za nic...
To dopiero jest wyzwanie...
Padre,sytuacja wtedy jest 'rozwijająca' ?
To jest jakiś błogostan.. "By nie wiedzieli o tobie nic"

Anonimowy pisze...

Mało wpisów, bo temat JEDNAK TRUDNY.
To dobrze ,bo widać, że chcemy być mniejsi, pokorniejsi...
I to , znienacka, bez rekolekcji...
Duch Święty tchnie , kędy chce.

Anonimowy pisze...

Jasne lepiej być takim maluczkim bynajmniej tak się czuję i dobrze mi z tym i jestem szczęśliwa i dobrej nocki życzę wszystkim :)

Kornelia Morawska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kornelia Morawska pisze...

Po przeczytaniu cytatu Tomasza z Kempis do głowy przychodzi mi myśl, że to musi być 'świetny stan'. Stan pełnej samoakceptacji i 100% zaufania Bogu.
I wtedy wszystko musi być radością...

Via Spei pisze...

Właśnie to potrzebowałam przeczytać w tej bezsennej nocy!
Dzięki!
Łódź się cieszy, że ma Ojca na swojej ziemi! :D

basiek pisze...

Tak jakoś fajnie się składa w moim życiu że znowu spotykam nowe wspaniałe osoby,takie właśnie wspaniałe a zarazem "ubogie" jak to Ojciec ujął i zdane na Pana Boga ale przy tym wesołe i pełne życia i to się udziela i dobrze się czuję w ich towarzystwie bo doskonale się rozumiemy. Pozdrowienia dla Ojca, który na pewno nie czuje się tym wypalonym :) i dla wszystkich.

Anonimowy pisze...

"Być nie zauważonym by spotkać się z Tobą
nie czytanym zbytecznym
właśnie byle jakim
przekreślonym do końca nonszalancją ręki
aromatem nie mocnym jeszcze nie poznanym
tuż pomiędzy goździkiem pieprzem i migdałem
fotografią nieważną bo niedokąpaną
liryzmem co się siebie coraz więcej wstydzi
książką którą się kładzie wciąż jedną na drugiej
jabłkiem po gruszce zawsze trochę kwaśnym
rakiem trzymanym w koszu z pokrzywami
włosami co odchodzą jak myszy po cichu
szczygłem co chciał przyfrunąć lecz umarł wysoko
z ogonem tak leciutkim że ponad rozpaczą
biedronką zapomnianą gdy przechodzą żuki
świętym któremu w czas remontu utrącono głowę
niech będzie niewidzialnym skoro stał się dobrym" ks. Jan Twardowski

Anonimowy pisze...

Pan BÒG kochając mnie dopuszcza coraz wiecej takich sytuacji, kiedy jestem bezsilna, nic nie mogę zrobić , wymyślić i choć po ludzku ta sytuacja jest wielce trudna to duchowo czuję się tak bezradna, że tylko JEGO o pomoc wołam i widzę w tym łaskę. Upokorzenia nadchodzą jedne za drugim, nie żebym jak jakiś święty sama ich szukała, dalej w pierwszym odruchu się buntuję, ale potem widzę zysk.
Bardzo dociera dziś do mnie Maryja ze swoim podejściem nie wbijania się w pychę, niezależnie jakie zaszczyty/łaski ją spotykały. Po niej i inni też nie wbijali się w pychę: choć nawet może nie byli wśród niezauważanych : Franciszek, Dominik,Ignacy i tysiące innych i te dzieła owocują i to jeszcze jak do dziś. Nieraz nie da się być niezauważanym, ze względu na zadania , które przypadają nam w udziale do wykonania, byle uciekać od szukania poklasku w ich wykonywaniu.

pietruszka pisze...

Znaleźć radość w tym, że ludzie o tobie nie wiedzą i mają cię za nic. ....świat się zatrzymał, powietrze się nie rusza, błogostan..dzięki Ojcze+

Anonimowy pisze...

W kolejce do nieba - Ks. Jan Twardowski
Powoli nie tak prędko
proszę się nie pchać
najpierw trzeba na świętego wyglądać ale nim nie być
potem ani na świętego nie wyglądać aninńim nie być
potem być świętym tak żeby nikt tego nie widział
I dopiero na końcu świety...
Ja ten wiersz z pamięci próbuje napisać, ale na końcu zapomniałem a w środku tez być może ... Ale sens jest oddany

Anonimowy pisze...

a ja rozumiem...
ubostwo-jako doskonalosc absolutna
to 2 postawy
1 Maryja: Badz Wola Twoja
2. Hiob: Bog Dal Bog zabral :)
tu chodzi o wszytsko rzeczy materialne,duchowe, laski, pozycje w spoleczenstwie, uznanie innych...
W moim przypadku ubostwo to laska, pragnienie jego pojawilo sie w moim zyciu niedawno,
poprostu mniej mi trzeba, coraz mniej,
a male rzeczy coraz bardziej ciesza,
one sa jak gory dla mnie, choc swiat by je rozdeptal jak stokrotke na lace,
a ja jak sie nad nia pochylam to widze
cud, piekno i dar.
:)
pozdrawiammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm

Anonimowy pisze...

do szpiega
drogi szpiegu, jak myslisz, jak chcesz osiagnac wolnosc jesli nie poprzez braku szukania uznania innych ludzi, poprzez decyzje ktore podejmujesz zgodnie z Wola Boza, nie martiw cie juz ludzkie zdanie, co powiedza,
ubostwo z szukania siebie we wszystkim kiedy w imie milosci szukasz swojej wygody,karmisz swoj egoizm
a tak jestes jak pioro na wietrze, nie przywiazany lansuchami do dobr materialnych, ludzi,nawet siebie samego :)
widze tu madrosc wielka, i wolnosc ptaka
jeszcze raz
pozdrawiammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm

szapieg z krainy deszczowców pisze...

w zasadzie...to nie wiem.
Szukam cały czas. I z tych moich poszukiwań, takie wnioski są (na razie).
To o czym piszesz(brak szukania uznania u innych, nie martwienie sie tym co mówią inni) to jest jakiś etap tylko, który może też prowadzić w zupełnie odwrotna strone. Do kolejnego "przywiązania". Do poszukiwania siebie samego, a nie Boga.
Wolności, nie osiągniesz sam. Możesz Ją przyjąć jako dar. Jedyne co potrzeba, to nie siedziec na tyłku w błogostanie iluzyjnego spełnienia. Robić wszystko, żeby być zdolnym przyjąć ten dar.
Takie działania wbrew sobie samemu. (wychodzenie na głupka-celowo, odpuszczanie sobie swoich racji itp.) są pomocne, bo mogą cię uzdolnic do bycia otwartym, do wzięcia Tej Łaski którą ci Bóg daje) Nie są jednak jeszcze wolnością. A nawet, mogą cię odciągać( niczego nie świadomego) od Boga w poszukiwaniu jakiegoś samozadowolenia z siebie samego.
To jest jakiś dramat. Bo kiedy już dojdziesz do czegoś, wydaje Ci się że zrozumiałeś, okazuje się że jest odwrotnie. I znów trzeba zaczynać tę samą drogę. Ale już patrzysz trochę inaczej.
I to daje nadzieję. (bo można by się załamać).
Tak mi się wydaje, że sensem jest, poszukiwanie Prawdy. A Prawda, jest Pięknem. A życie w Pięknie, jest Wolnością. A Wolność to zdolnośc do przekazywania Dobra.
Boże , daj mi poznać S(s)iebie, daj mi wolność...
pozdarwiam też.

szapieg z krainy deszczowców pisze...

/Boże, daj mi poznać S(s)iebie, daj mi wolność.../
-Boże, no...daj mi cukierka ;D

basiek pisze...

Czasami prosząc o coś Pana Boga właśnie czuję się takim żebrakiem ale dobrze mi z tym i się nie raz cieszę jak małe dziecko że ten kochany Pan Bóg tak powolutku małymi kroczkami udziela mi swojej łaski. Wczoraj idąc na wieczorną mszę pomyślałam sobie że pójdę do spowiedzi. Spowiedź była wspaniała potem jeszcze wspanialsza msza a wracając do domu czułam takie uskrzydlenie taką radość w sercu że trzyma mnie do dziś nawet te okropne wczorajsze burze tak bardzo mnie nie przestraszyły choć nie powiem bym się nie modliła o opiekę. Piękne to uczucie:)

basiek pisze...

Jeszcze nie minęło południe a ja dostałam właśnie z daleka taki telefon od bardzo bliskiej mi osoby za którą mocno się modliłam w bardzo ważnej sprawie że powalił mnie z nóg ale ze szczęścia :) Pan Bóg jest wielki.

Anonimowy pisze...

do szpiega
masz racje :) nie po to przyjmujemy odrzucenie innych aby zie zatracic we wlasnym samozadowoleniu.
Wiesz co szpiegu, powiem ci cos,
mieszkam w Edinburgh, i Ojiec robil tam dla nas rekoelckje w Swieto Ducha Sw.,
dostalam uzdrowienie, zeby wlasnie pokochac sama siebie,
dziewne nie? mozna by pomyslec ze to jakas pycha niezdrowa, a ja odkad dostalam to uzdrowienie paradoxalnie mniej jestem skoncentrowana na sobie,a wiecej na innych i Bogu samym, pokochac siebie to zaakceptowac slabosc nie zeby sie cieszyc ze jest sie grzesznikiem i z grzechu ale wiedziec ze jest sie slabym ale Bog jest Wielki i to najwazniejsze, dodatkowo cieszyc sie z darow ktore sie dostalo,nie marudzic i nie widziec samyhc brakow, pogodzenie sie i radosc z tego jakim Bog mnie stowrzyl to taki przesionek do ubostwa wewnetrzengo i zewnetrznego, nie chce tu eseju pisac, ale jak kochasz samego siebie jako Stowrzenie i cudowny pomysl Boga, to mniej cie boli zdanie innych i krytyka i mniej szukasz pochelbstw itd...pewnie nikt tego nie zrozumie ii zostanie to uznane za jaks pyche ale tak tylko sie dziele, moze zrozumiesz akurat szpiegu o co mi chodzi:)
madry czlowiek z ciebie,
wydajesz mi sie buntownikiem, a sama jestem tez wlasnie takim rodzajem czlowieka,jak bylam mamla moja ksywa w rodzinie byla: trzesienie ziemi ;)
hehe
wydaje mi sie ze buntownik musi byc wolny na tyle ile moze od ludzkiego zdania, a ze czesto spotyja go za odmienne zdanie trudnosci to musi tez lubic siebie, w Duchu PRzykazania o milosci, bo inaczej zgorzknieje, zamknie sie i odizoluje sie od swiata bedac ciagle niezrozumianym
pozdrawiam szpiegu :)

szpieg z krainy deszczowców pisze...

o...cukierek :)
może rozumiem...tylkoo...to chyba początek. Wielbij Boga za to.
Może i mądry czasem, ale częściej... głupi. (smutna prawda).
Tak...w swoim buncie człowiek może się za bardzo rozpędzić. Może trzeba sobie czasem odpuścić. Ale w słusznej sprawie nie odpuszczać. Tylko w tych swoich..ambitnych, można opduścić. Jeśli chodzi o prawdę, nie odpuszczać.
Tak to jest. Człowiek slalomem chodzi pomiedzy jakimiś dziurami czarnymi;) Ale na szczeście..są cukierki ;)
pozdrawiam. serdeczności.

Anonimowy pisze...

Tyle takim małych próśb i niektóre trudne prośby o które ostatnio proszę Pana Boga się spełniają że aż się zaczynam bać co dalej :)

Anonimowy pisze...

Ale czego się zaczynasz bać?...Tego, że zauważyłeś/aś że Bóg Ci odpowiada?

Anonimowy pisze...

Może źle się wyraziłam pisząc że zaczynam się bać ...wcale nie boję się tego że Pan Bóg mi odpowiada wręcz przeciwnie bardzo się cieszę tylko może trochę mnie pan Bóg zaskakuje jak nigdy dotąd coś w rodzaju mówisz i masz to jest cudowne uczucie wręcz niezwykłe :) anonimowa z 11:36

Anonimowy pisze...

cd.a teraz proszę Pana Boga o coś ważnego dla siebie może kiedyś też się o to modliłam tak po prostu wspominając przy modlitwie ale nic z tego nie było i dałam sobie spokój, może nie wierzyłam tak bardzo w to że może się spełnić może źle o to prosiłam, ostatnio ksiądz mnie przekonał i pomógł uwierzyć w to że naprawdę warto prosić o to właśnie Pana Boga i mówić Mu o tym konkretnie. Kiedyś moje niektóre prośby o które prosiłam też się spełniały ale raczej były to prośby za kogoś. pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Bóg może wszystko :) I On wie bardzo dobrze co dla nas dobre (Czego my często nie wiemy)
Na szczęście, nie na wszystkie prośby(czasem zachcianki) odpowiada. I na szczęście, niektóre marzenia staja się faktem :)
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Dziękuje anonimowy za ten wpis masz rację Bóg wie wszystko i wie co jest dla nas dobre w danym momencie naszego życia ale nigdy moje prośby nie są w rodzaju zachcianek są to raczej ważne jak i dla mnie sprawy tak i dla tych osób za ktrórę się modlę. Raz jeszcze dziękuję za ten komentarz pozdrawiam :) anonimowa z 11:36

Anonimowy pisze...

cd tak piszę na raty ale właśnie przyszła mi do głowy taka myśl że przecież nie raz słyszymy ogólnie czy przy okazji spowiedzi coś mądrego od księdza przyjmujemy to do wiadomości ale brakuje nam takiej czasem wiary w to że to naprawdę może się spełnić w sensie pozytywnym ja kiedyś tylko raz tak miałam że tak mocno uwierzyłam w słowa kapłana przy spowiedzi który powiedział proś i uwierz i wtedy miałam takie mocne przekonanie że Pan Bóg mi pomoże i pomógł a teraz tego samego przekonania dostałam drugi raz chociaż w całkiem innej sprawie i w to mocno uwierzyłam tak jak wtedy i wierzę że i tym razem Bóg będzie łaskawy dla mnie dziwne to uczucie ale wspaniałe ta wiara :) anonimowa raz jeszcze z 11:36

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=e4zMFUjJpGU
powodzenia:)

Anonimowy pisze...

Dzięki anonimowy z 20:26 za ten wspaniały link trafiony jak nic:) fajnie że jest O.Krzysztof i ten Jego wspaniały blog :) dobrej nocy wszystkim anonimowa z 11:36

Prześlij komentarz