poniedziałek, 22 lipca 2013

Wygnańcy i pielgrzymi

Merton o swoim powołaniu.











Słońce dopiero co wschodzi, do wspólnych modlitw pozostało jeszcze półtorej godziny. Po porannej lekturze Biblii biorę do ręki listy Thomasa Mertona. Są przeniknięte Bogiem, którego doświadczenie wynika z codziennej, osobistej modlitwy.


Jestem przekonany, że moje powołanie to zasadniczo powołanie pielgrzyma i wygnańca w życiu, że nie mam stosownego miejsca w tym świecie, lecz że z tego powodu mam być w pewnym sensie przyjacielem i bratem ludzi wszędzie, zwłaszcza tych, którzy są wygnańcami i pielgrzymami, jak ja sam.


Ten człowiek chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać.

***

Pycha wyraża się w niezgodzie na przyjęcie porażki i tego co daje mi dzień.

Jeśli Bóg pozwala, abym doświadczył odrzucenia, to może właśnie dlatego, aby móc utożsamić się z tymi, których ten świat odrzucił?

Mnich z Getshemani ma rację, chrześcijanie nie należą do tego świata, dla nas ziemia nigdy nie będzie pachnieć jak dom.



 

47 komentarzy:

Anonimowy pisze...

dobrego dnia! i zastanawiam się czy w ostatnim zdaniu nie wkradł się mały błąd...?:)

o. Krzysztof pisze...

Wkradł się, już poprawiłem. Dziękuję za czujność :)

Anonimowy pisze...

Mnie dziś bardzo uderzyło zdanie z oświadczenia Kurii Warsza-Praskiej: "jest pogubiony pod wieloma względami i potrzebuje duchowej integracji". Mój Boże jakby o mnie znów... Czy jestem "pielgrzymem i wygnańcem", nie wiem - zbyt to poetyckie i artystowskie określenia. Na pewno jednak "jestem pogubiony pod wieloma względami i potrzebuję duchowej integracji", co jest moim własnym małym wkładem w bycie chrześcijaninem dziś :)
pozdrawiam MK

pietruszka pisze...

Miej nadzieję, ponieważ Jezus jest z biednymi i wyrzutkami i być może pogardzanymi, nawet przez tych, którzy powinni ich szukać i troszczyć się o nich z największą miłością, ponieważ działają w imię Boga.
(…)
Orędzie nadziei, które proponuje Tobie, bracie, kontemplatyk, nie mówi, że musisz się przebić przez dżunglę języka i problemy otaczające dzisiaj Boga, lecz że niezależnie od tego, czy to rozumiesz, czy nie, Bóg kocha Cię, jest obecny w Tobie, żyje w Tobie, zamieszkuje w Tobie, woła Cię, zbawia Cię i proponuje Ci zrozumienie i światło, których nie da się porównać z czymkolwiek, co znalazłeś w książkach lub usłyszałeś w kazaniach.

Thomas Merton, "Życie w listach"
źródło: http://kpalys.blogspot.com/2012/03/oredzie-kontemplatykow-do-swiata.html

jb pisze...

Zawsze jak piszesz Ojcze o Mertonie, mam szeroki uśmiech. ((-:
Ostatnie dwa miesiące spędziłam na czytaniu jego książek, jedną - W stronę jedności - dosłownie wchłonęłam. Merton to mistrz! Oczywiście, że trzeba zachować zdrowy dystans, ale wiele zawdzięczam jego pismom i planuję zdobyć wszystko, co napisał. Wybieram się też do Getsemani, mam nadzieję, że uda mi się tam polecieć w niedalekiej przyszłości.

Pozdrawiam z angielskiej ziemi, zostawiając moją ulubioną myśl Mertona:

Twoje wyobrażenie o mnie jest urobione z materiałów zapożyczonych od siebie i od innych. To, co o mnie myślisz, jest zależne od tego, co myślisz o sobie. Może stwarzasz swoją opinię o mnie z materiału, który radbyś wykreślić ze swego wyobrażenia o sobie. Może ona jest też odbiciem tego, co inni ludzie myślą o tobie. Możliwe również, że myślisz o mnie właśnie to samo, co ja o tobie.

4zaby pisze...

Nie minela jeszcze awantura z ks. Lemanskim, gdzie pyche widac po obu stronach sporu, a tu gruchnela nastepna wiadomosc, o tym ze dominikanin zgwalcil kobiete.
Moj Boze... co o tym myslec? czy bedzie choc tydzien bez jakiejs koscielnej awantury? pod artykulami setki komentarzy. Czy kosciol to naprawde obludna, zachlanna, czarna sekta? Serce mnie boli kiedy takie artykuly czytam, wszyscy okazuja sie byc zli, obludni, okrutni. Matka Teresa ukrywala pieniadze, w Rwandzie Kosciol wspolodpowiedzialny za mord, w Banku Watykanskim malwersacje.

Kasia Sz. pisze...

Ale mimo wszystko są także przyzwoici księża i za takich dziękuję Bogu i za nich się modlę. Pozdrawiam.

basiek pisze...

@ Kasia Sz. masz rację ja też tak myślę trzeba dostrzegać również i tych dobrych, którzy swoją posługą coś do naszego życia wnoszą i się za nich modlić i Bogu dziękować że możemy spotykać takich właśnie księży na swojej drodze :) pozdrawiam :)z uśmiechem mimo lekkiego poniedziałkowego doła :)

Anonimowy pisze...

zabawna sprawa z tym gwałtem.Co za normalne dziewczę idzie do hotelu i spożywa jeszcze alkohol? tak ciężko się domyśleć,że zacny men zapraszający do hotelu nie ma zbyt pobożnych zamiarów?.
sama sobie winna...

o. Krzysztof pisze...

Kochani, nie tylko Wam jest z tym ciężko. Wierzcie mi.

4zaby pisze...

Moja krotka refleksja nt. pychy, troche obok tematu.
Weszlam na strone internetowa kurii warszawsko-praskiej, a tam pod oswiadczeniami kurii nadworny chor pochlebcow "Najprzewielebniejszy Ksieze Arcybiskupie...'' "Ukochany nasz Pasterzu...'' ``zapewniamy o naszej solidarnosci w czasie tego niespotykanego ataku'' itp. Zeby bola jak sie czyta takie komentarze. Podobno krytyczne wpisy byly usuwane.
Zastanawiam sie czy biskup otoczony takimi pochlebcami
i karierowiczami moze wogole byc pokornym czlowiekiem, czy np. dojdzie do niego, ze gdzies mogl popelnic blad?
Czy bycie na swieczniku nie wypacza ksiezom charakterow? Gdybym byla otoczona takim chorem pochlebcow pewnie szybko stalabym sie naprawde paskudna.
Czy Kosciol moze sie sam zmienic pod wplywem Ewangelii czy zmienia sie tylko na skutek krytyki z zewnatrz?
Jesli tylko to drugie jest prawdziwe, to czym rozni sie Kosciol od zwyczajnej korporacji?

Anonimowy pisze...

Wypacza, trzeba baczyć żeby nie wypaczać.
Duchem Świętym się różni, takiego prowadzenia korporacje raczej nie mają.
Kościół może się zmienić na przykład jeśli przestaniemy być bandą pochlebców i zaczniemy być wobec siebie szczerzy zamiast tylko wyszczerzeni w uśmiechu.

Klaudia Pawlak pisze...

Ja mam osobiście poczucie,że wielu kapłanów [ na ogół tych z seminariów,dominikanie i inni zakonnicy są spoko ;) ] to Biblii nawet nie czyta..
4zaby - ale wiesz,no ..jak piszesz gdzieś do urzędu to też elegancko,szanowny ..itd itd,kultura nakazuje.

Najbardziej mnie dołuje przekaz ewangelizacyjny - w mojej parafii kazania są w stylu barokowym - czyli górnolotnie,patetycznie,w sposób oderwany od życia,tragedia.

Póki co liczę na rychły koniec świata,kiedyś w końcu Jezus przyjdzie no nie?.

aga pisze...

o.Bolesław dziś na południowej Mszy w Mikołaju płakał, widać było ogromne przygnębienie

módlmy się za kapłanów, codziennie

Marana Tha

Mati pisze...

Przepraszam za komentarz jak z onetu, ale jakoś nie umiem włączyć się w ubolewanie. Mam wrażenie że a) nieźle w tym Gdańsku przyimprezowali, b) teraz na widok dominikanów co poniektórzy ludzie będą chichotać.

Facet zachował się jak skończony (...) ale księża robili ostatnio dużo gorsze rzeczy.

o. Krzysztof pisze...

@Mati: współczuję braciom ze wspólnoty w Gdańsku. W ostatnim czasie sporo na nich spadło - takie sytuacje są wstrząsające zresztą dla na nas wszystkich.

Nie jest tajemnicą, że owy brat był leczony psychiatrycznie, jak sam stwierdził miał poważny kryzys wiary i nie żył ślubami, które kiedyś złożył. Dodatkowo miał od wielu miesięcy nałożoną od prowincjała karę suspensy (zawieszenie księdza w prawach). Licytacja kto robił rzeczy gorsze nie ma tu żadnego sensu. To ogromnie bolesne sprawy, pewnie najbardziej dla owej dziewczyny.

Klaudia Pawlak pisze...

Czemu takiego brata,który nie żył ślubami nie usunięto z zakonu? Szanowna redakcja na Zielonej będzie pewnie miała o czym pisać przez najbliższe tygodnie..

Faktycznie Dominikanie mają ciężki czas..
W mediach jak się wypowiadają,to potem muszą przepraszać [ osobiście uważam,że O.Paweł dobitnie i po męsku się wypowiedział w tvn24] , do tego teraz ta sprawa..wcześniej odejście jednego z dominikaninów a z klasztoru z powodu kobiety..


Dobrego tygodnia! .

Anonimowy pisze...

jak się słucha, i patrzy na to co się ostatnio dzieje z niektórymi księżmi, zakonnikami, biskupami, to żal. I jak ludzie mają mieć później zaufanie do Kościoła.
To poszkodowanę dziewczę, też bez winy nie jest. Po co ona szła z tym(obcym) człowiekiem do hotelu? No po co? Albo naiwność do potęgi, albo nie wiem już co...

Anna K. pisze...

Co do tej sprawy z Gdańska, to ja czytałam na razie tylko wczorajszy artykuł. Wynika z niego, że jest słowo przeciwko słowu, a mężczyzna nie przynał się do zarzucanego czynu.

A więc, dopóki mu niczego nie udowodnią (nie wiem, ale na pewno jakieś próbki z ciała dziewczyny też można pobrać i udowodnić czy została zgwałcona czy nie), to nie należy go oskarżać.

Poczekajmy na rozwój sprawy i wyjaśnienia. Może wcale jej nie zgwałcił.

Mnie nie podobają się bardzo teksty w stylu "dziewczyna sama sobie winna", bo tak nie jest - jeżeli doszło do gwałtu, to sama się nie zgwałciła przecież. Zachowała się nieostrożnie, fakt, idąc z obcym człowiekiem do hotelu, ale on nie musiał jej gwałcić (jeśli ten czyn miał miejsce). A więc, nie jest sama sobie winna.

Jednocześnie nie podobają mi się osądzenia tego mężczyzny, dopóki nie udowodnią mu winy.

Poczekajmy zatem.

Jednocześnie chciałabym skorzystać z okazji i pozdrowić ojca Krzysztofa. :)

Anna K. pisze...

Aha, potwierdzam, że komentarze na stronie kurii są usuwane.

Parę lat temu na stronie kurii biskupiej pod "Listem biskupów do rodzin na święto Świętej Rodziny" napisałam bardzo uprzejmą prośbę o to, aby za rok biskupi, kierując coroczne słowo do rodzin, skierowali jakieś słowo wsparcia do rodzin rozbitych, a nie tylko tych sakramentalnych, w których są "małżonkowie i dzieci", bo OD LAT, jak śledzę listy biskupów do rodzin to nie ma tam nawet wzmianki o milionach rodzin dotkniętych tragedią rozwodu, tak jakby one nie potrzebowały jakiegoś wsparcia od swoich duszpasterzy, którzy przecież sami zgłosili się, żeby opiekować się całością wspólnoty.

Oczywiście moja prośba była bardzo krótka, bo jest tam limit znaków i sprowadzała się do tego, aby biskupi nie zapominali o takich rodzinach, bo to też są rodziny.

No i efekt był taki, że jak znów za chwilę weszłam na stronę, to mój wpis znikł, a zostały same wpisy typu: "Dziękujemy za piękny, budujący list do rodzin".

Wklejałam go z mozołem chyba ze dwadzieścia razy i ciągle znikał. :(

A że nie ma co kopać się z koniem, to dałam spokój, ale cenna jest dla mnie wiedza o tym jacy są biskupi i jak bardzo są otwarci na dialog z wiernymi.

Ta obłuda poraża, bo zrobili możliwość komentowania, owszem, ale co z tego, jak wszystko, co nie jest pochwałą biskupów jest usuwane. :(

A może i te pochwały sami sobie piszą, kto to może sprawdzić. :(

To tak jeszcze chciałam dodać.

Anonimowy pisze...

No trudno, Anno K. Musisz to jakoś przeboleć, że większość wpisów które czytasz nie będzie się zgadzało z Twoją wizją świata i Twoimi upodobaniami.
Ameryki w konserwach nie odkryłaś z tymi kasowanymi komentarzami na pewnych stronach. Zresztą, sama dopominałaś sie kiedyś żeby kasować wpisy na tym blogu.
Co do tego zdarzenia, pewne jest, że stało się coś niedobrego. A jeśli okazałoby się że nie było gwałtu bo ta dziewczyna sama chciała? Na pewno, będzie trudno teraz żeby się to okazało. Nawet jeśli to prawda. Ten biedny człowiek, zakonnik może będzie miał szansę teraz odpokutować, jeśli jest w stanie zrozumieć... co zrobił. A biedna dziewczyna, też będzie miała nauczkę, do końca życia.

Anonimowy pisze...

Jezus zapowiadał nieuniknione zgorszenia, tylko podkreślał , ze ten przez kogo bedą przychodzić lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi... Dobro zwycięża , ale jest ciche nie reklamuje się i nie krzyczy a zło i skandal ma zbyt dobrą prasę. Dziennikarka w samolocie z papieżem do Rio wspomniała, że dziennikarze to trochę jak lwy w dole , zgodzie tez był Daniel. A papież na to, że nie okazały sie one znowu takie groźne. Trzeba zawsze trochę dystansu, bo emocje i oskarżenia pogarszają zwykle obraz sytuacji, cieszę się , ze trochę takich głosów ocalajacych się tu pojawia. Np hasło choroba psychiczna oczywiście nie zwalnia z odpowiedzialności , ale może tłumaczyć niefortunnie zachowania.

Mleko pisze...

Wtrącę się i napiszę jedno. Z przyjemnością czytam Wasze komentarze, choć się nie zgadzacie ze sobą, to należy pogratulować kultury wypowiedzi. To rzeczywiście takie światła w miastach :) W internecie to rzadkość.

Atom pisze...

"Ten człowiek chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać." podpisuję się też pod tym zdaniem ojcze Krzysztofie i dziękuję za te słowa o odrzuceniu i solidarności z tymi, których świat odrzucił...ost. czytałam sobie w polskim busie na komórce ojca stronę o Mertonie i po raz kolejny zachwyciłam się słowami Mertona o tym niemal mistycznym doświadczeniu miłości z innymi ludźmi z miasta L. i podobało mi się to odkrycie Mertona, że nawet w pustelni nie jest samotny, bo nie jest oderwany od świata, ludzi, cierpienia itd. że ta samotność jest pozorna też ludzka ale nie bezgraniczna. Pozdrawiam w Panu

Anna K. pisze...

Nie, nic podobnego, nie postulowałam nigdy kasowania czyichś wpisów pod blogiem o. Krzysztofa.

Raczej byłam zdania, że należy obraźliwe i wulgarne wpisy zostawić, bo ich autorzy sami wystawili o sobie jak najgorsze świadectwo i posty te stanowiły dowód ich łamania netykiety.

Chciałam jednakże, aby o. Krzysztof zareagował, kiedy dochodziło w komentarzach do nadużyć i mobbingu, tj. na przykład, żeby wypowiedział się w temacie, upomniał te osoby itp.

Napisałam powyżej swoje zdanie pod tym wpisem blogowym, korzystając z prawa do komentowania, jakie mają wszyscy.

Bardzo nie podoba mi się natomiast złośliwy i chamski wpis Anonimowego pod moim adresem, ale to już tenże mężczyzna albo kobieta sam (sama) o sobie wystawił(a) jak najgorsze świadectwo i to ta osoba ma problem ze sobą, nie ja.

Jeżeli ktoś będzie tu do mnie pisał, to niech sobie pisze do woli, ale ja nie będę podejmować dyskusji.

Anonimowy pisze...

Mobbingu ??? :D
Kazdy może się tu wypowiadać, i w stylu jakim umie. Mnie bardzo denerwują Twoje wpisy Anno K. Ale trudno...jakoś je przebolę. Nie wszystkie zresztą czytam.
Nie wiem co miałas na myśli pisząc żeby o. Krzysztof zareagował. Mnie się wydawało,że chciałaś żeby usuwał wpisy które Ci nie pasowały. No nie wiem, może spodziewałaś sie kazania jakiegoś tutaj, czy co? nie wiem....Nie musisz podejmowac dyskusji. Nikt nie zmusza.
Z moich obserwacji...Na prawdę, niektórzy mają taki rozpęd do "igrzysk" że jak mocniejsza strona krzyczy /Barabasza uwolnij/ to cały tłum zaraz skłania się wrzeszczeć to samo.
Nie jestem za kopaniem leżącego, albo znęcaniem się nad tym który upadł. (podobnie zresztą, niedawno było w sprawie księdza Lemańskiego)

4zaby pisze...

@Anonimowy 19:16.
"Dobro zwycięża , ale jest ciche nie reklamuje się i nie krzyczy a zło i skandal ma zbyt dobrą prasę." Zgadzam sie z Toba. Zastanawialam sie dlaczego tak jest i czy jest jakas szansa, zeby to zmienic. Telewizja i popularna prasa maja naprawde ogromny zasieg oddzialywania i ksztaltuja postawy i poglady, a przedstawiany obraz Kosciola jest tak zly, ze powoli podkopuje zaufanie. Czy nie ma obeznanych z mediami ludzi, ktorzy mogliby Kosciolowi doradzac jak w kryzysowych sytuacjach reagowac? Nie pisze tu o sprawie gwaltu, bo tu akurat slowa o. Mogielskiego byly
wlasciwe. Ale juz takie np. pochlebcze komentarze na stronie kurii robia po prostu zle wrazenie. Media to podchwyca, wyolbrzymia, wysmieja i bedzie, ze hierarichia koscielna to jak beton PZPR.

Strasznie mnie to wszystko denerwuje, bo podkopujac zaufanie do wartosci media oferuja w zamian glownie glupia, tania rozrywke. Ludzie maja sie ekscytowac tym co one wskaza i mowic to co one mowia. Wczoraj slyszalam wypowiedz dziewczyny z PUB'u,
ze dzien narodzin malego syna ksiecia Williama i ksieznej Kate to najszczeswliwsze wydarzenie w jej zyciu. Dziecko, jakie smutne musi byc to twoje zycie, pomyslalam...

Anonimowy pisze...

http://demotywatory.pl/4175007/Skonczy-sie-jak-zwykle- i zaczęło się jadem plucie... Maryja wiele razy prosiła o modlitwę w intencji kapłanów - wszystkich. Zwykłego człowieka kusi szatan;kapłana całe piekło. Bo to przeraźliwie inteligenta bestia jest i wie, że gdy uda mu się skusić księdza to na świecie rodzi się znacznie więcej zła.
Shalom lakh Miriam

aga pisze...

do 4zaby
cyt."Wczoraj slyszalam wypowiedz dziewczyny z PUB'u,
ze dzien narodzin malego syna ksiecia Williama i ksieznej Kate to najszczeswliwsze wydarzenie w jej zyciu. Dziecko, jakie smutne musi byc to twoje zycie, pomyslalam... :

nie sądzę,że potrzebna jest tu taka ironia i kpina z Twojej strony

a ja pomyślałam inaczej: dobrze jest,że ta dziewczyna potrafi się cieszyć szczęściem innych ludzi, że jest pełna empatii,że interesują ją wydarzenia radosne, a nie tylko tragiczne, że potrafi dostrzegać radość innych

a poza tym, gdy rodzi się człowiek - obojętnie, czy go znam, czy nie, czy to dziecko moje, czy sąsiadki, czy przyszły król - to bardzo radosne wydarzenie

Anonimowy pisze...

Jasne że tak aga a może ta osoba nie lubi dzieci bo jak się je kocha wszystkie nie tylko swoje ale i obce i nawet gdy się nie ma własnych to się cieszy z narodzin nawet tak jak piszesz nie własnego dziecka, przecież to jest radość :)Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

"Telewizja i popularna prasa maja naprawde ogromny zasieg oddzialywania i ksztaltuja postawy i poglady, a przedstawiany obraz Kosciola jest tak zly, ze powoli podkopuje zaufanie."

Zawsze można sobie nadać jakiś lepszy kształt i cicho depcząc po świecie postarać się kroić w powietrzu ładny świetlisty korytarz, wydeptać dobrą ścieżkę. A przynajmniej starać się nie prowadzić w krzaczory i przepaście.
Jak powiedziała Matka Teresa, chcesz naprawić świat napraw siebie. Będzie o ten fragment jaśniej.
I chyba nie ma inaczej.
Człowiek to jest miejsce na Boga tylko trzeba się przecierać do czysta od czasu do czasu.
Szmatkom jakom.
A tak na marginesie, czujcie się proszę ostrzeżeni ojcowie kochani, jak jeszcze raz ktoś w kazaniu powie o magicznym traktowaniu komunii pójdę, namierzę i zażądam wyjaśnienia.
albo przestańcie po prostu podkopywać w narodzie i tak wątłą wiarę w moc Eucharystii.

Jeśli coś źle rozumiem z radością przyjmę wyjaśnienie.

Anonimowy pisze...

Skąd Wam się bierze ten przymiotnik nieszczęsny, skąd to podejrzenie o "magiczne" traktowanie?
co przez to rozumiecie?

Anonimowy pisze...

Ojcze, nie poltora godziny, ale poltorej godziny. :)

Anonimowy pisze...

media pokazują najczęściej powłokę chrześcijaństwa... zobaczymy jak to wygląda w ogólnym zarysie, ale do środka lepiej nie wnikać- trzymać dystans

wkurzona od dawna pisze...

a co dominikaanie wypisują na blogach to już inna sprawa. Mnie to bulwersuje od ładnych kilku lat. Np. Maciej Biskup. Pycha, pycha i jeszcze raz pycha bo dominikanie mądrzejsi, lepsi od tych zacofanych parafialnych. Tak to idzie. A wiernych świeckich to mają często za półgłówków, nie mówiąc o sprzyjanie PO i wyśmiewaniu RM i Rydzyka, podsycanie podziałów w Kościele. To co się stało to nie przypadek to wynik ogólnej postawy duchowej. Pamiętajmy, że naszym autorytetem jest Jezus a nie Mistrz ten czy siamten Merton, czy Eckhart. Za dużo tu sztuki dla samiej sztuki, intelektualej zabawy. Znam wielu niedoszłych mistyków z głową tak wysoko w chmurach, że potykających sie o zwykłą ścierkę od podłogi tzn. chodzi mi o to że mistyka to nie filozofia i literatura nawet piekna ale prosta codziennośc. służenie drugiemu.

wkurzona od dawna pisze...

dodam jeszcze wspieranie "medytacji chrześcijańskiej" - która chrześcijańska wcale nie jest. I po co? Jezus nie wystarczy? Trzeba nam technik buddystów by być chrześcijaninem? paranoja

Klaudia Pawlak pisze...

wkurzona - wybacz,ale prawda jest taka,że dominikanie są mądrzejsi ;D dobra,to był żart. a tak poważnie - wierni świeccy niestety nie wiedzą w co wierzą, większość z nich to tzw. niedzielni katolicy,których edukacja religijna zakończyła się wraz z edukacją szkolną. Co do Rydzyka - nie trawię gościa,nie trawię pań z Radia Maryja, które najwięcej do powiedzenia mają w sprawie polityki i Smoleńska, i nie dziwię się, że wielu zacnych dominikanów również krytykuje RM. Podziały niestety są, nawet Paweł się z Piotrkiem pokłócili[list do Galatów] więc podziały mnie nie dziwią. Nie wiem co masz droga Wkurzona do Mistrzów duchowości chrześcijańskiej , fajnie,że O.Pałys ma takie a nie inne zainteresowania i myślę,że nie przeszkadzają Mu one w służbie innym i w byciu ludzkim. Co do medytacji chrześcijańskiej - wikipedia mówi ,że towarzyszyła ona już Ojcom Pustyni. Pozdrawiam.

aga pisze...

wkurzona- niestety, ale jest bardzo dużo prawdy w tym, co napisałaś, też często odczuwam podobnie
podam jeden przykład: w Gdańsku jeszcze jak przeorem był o.Krzysztofowicz zrezygnowano najpierw z nabożeństwa fatimskiego, później z nabożeństwa różańcowego w niedziele i święta, a następnie przeor poszedł dalej i usunięto nabożeństwo różańcowe przed wieczorną Mszą św. tłumacząc ten fakt zbyt małą liczbą osób uczestniczących w nabożeństwie, o.Krzysztofowicz stwierdził, że "różaniec to przestarzała forma modlitwy i należy iść z duchem czasu" wprowadzając medytację chrześcijańską, jak to się skończyło, wszyscy wiemy

Anonimowy pisze...

Co ja mam do medytacji chrześcijańskiej???
to co proponują dominikanie nie ma nic wspólnego z Ojcami Pustyni.
Wikipedia to kiepskie źródło...Nie jestem niedzielną katoliczką i wiem i potrafię rozróżnić medytację chrześcijańską od podróbki. Ale nie będę pisać przecież dominikanie i tak są mądrzejsi ;)
Poszperaj sama w necie trochę głębiej a zrozumiesz różnicę. Jest tego pełno.Jak ci napiszę to zaczniesz ze mną polemizować i stracimy tylko czas - WKURZONA OD DAWNA

wkurzona od dawna pisze...

Aga dzięki za zrozumienie. Myślałam, że zostanę zakrzyczana przez damskie kółko adoracji dominikanów. Nie mylić z kółkiem różańcowym.

aga pisze...

no właśnie, modlitwa różańcowa - ona jest prawdziwą Szkołą Wiary
wczoraj w ramach Duszy Jarmarku rozpoczęły się rekolekcje różańcowe prowadzone przez o.Stanisława Przepierskiego; cóż mogę powiedzieć, Duch Święty sprowadził ojca do Mikołaja, to, co mówi ojciec i w jaki sposób - to prawdziwy Boży dar dla mieszkańców, gdybym miała wpływ, to bym "zarządziła", aby ojciec wygłosił owe rekolekcje wszystkim dominikanom

modlitwa = prostota = różaniec = największa siła

Anonimowy pisze...

Jej ten wpis pokrzepia serce...tyle nadziei, tak potrzebnej jedności. Alleluja! I to: "Pycha wyraża się w niezgodzie na przyjęcie porażki i tego co daje mi dzień."
Tak, tak, tak! To wykorzystanie tego, co mamy dziś w swoim ręku prowadzi do osiągnięcia tego, co mamy w swoim sercu. Wdzięczność i wiara w sercu daje poczucie bycia w domu, nawet w obcym miejscu.

Anonimowy pisze...

Cechy prawdziwego pielgrzyma
-nie uzywa gornolotnych slow
-nic nie ma bo to co ma jest w stanie zawsze oddac a wiec jest mu lekko na duszy
-sukces i porazka = droga do Boga
-nie wstydzi sie ubostwa, nie hipnotyzuje go bogactwo
-nie ma potrzeby nieustannego gadania o swoim zyciu Duchowym
-kazdy dzien moze byc ostatnim
-odstawia ubostwo kiedy trzeba cos przyjac z rak braci
-zawsze szuka rozwiazania w pokoju serca, nie lata znerwicowany z pretencjami
-ciagnie go w nieznane, a kazdy dom napotkany jego
-ludzi Pan daje i zabiera, Niech sie dzieje Jego wola,
-ciekawy co sie dzieje za zakretem (nie patrzy wstecz)
-jego cialo wrasta w ziemie a duch w niebo
-ma na co narzekac bo albo zzeibniety alebo spalony na kurczaka, bynajmniej nie szczezy zebow kiedy dzwonia mu z zimna
-wyczekuje wiecznej ojczyzny, tu jako gosc, przechodzien przemyka po polnych drogach
-wie gdzie rosna najlesze sliwki (w razie czego)
-szuka okazji by ptrzec noca w gwiezdziste niebo
-zna rozne metody przetrwania,i fizycznie i duchowo
-wie ze cialo jego poddane musi byc duchowi
-spedza czas z natura i w samotnosci
-slyszy tykanie zegara ale nie leci w wyscigu szczurow bo kazda rzecz ma swoj czas
-kazdy dziad to jego kolega z ktorym dzieli sie ostatnia bulka
-ma poczucie humoru, smiac mu sie chce jak widzi jak marnie wyglada po nieprzespanej nocy
-no i pisac mozna by i pisac :) bo mysli mam jeszcze tysiace ale na koniec dodam ze prawdziwy pielgrzym porusza sie z wiatrem tam gdzie go poniesie, rece ma oderwane, nie trzma sie kurczowo korzeni kiedy poriwe go wichura ale daje poniesc tam juz sie cieszac z nowej przygody z Panem :)
rekol z edin
takie cos mi przyszlo do glowy pozdr

Anonimowy pisze...

Takie cechy prawdziwego pielgrzyma świadczą o wolności człowieka, o jego pięknie. Tylko zastanawiające jest jedno, czy taki człowiek może uszczęśliwić drugiego w małżeństwie, i sam być w nim szczęśliwy? Kiedy jednocześnie pragnie kochać na tej drodze, a jednocześnie często woli milczeć, kiedy potrzeba rozmów wg innych; kiedy ma przekonanie, że może odnaleźć skarb za zakrętem; kiedy znalazł/ chce odnaleźć pokrewną duszę o takich cechach i pragnie z nią stworzyć więź, stabilności swoich pragnień a jednocześnie szuka ciszy, samotności w obawie, że może obrazić ignorancją ukochaną osobę lub ominąć łaski z drugiej strony. A do tego posłuszeństwo wobec słów Jezusa: "Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: "Oto tam" lub: "Oto tu". Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi!" (Łk 17, 22-23).
Od dłuższego czasu krążą mi te myśli bez odpowiedzi...a może to bardziej złożone i wymagają cierpliwości..to pogłębia nieumiejętność decydowania, brak równowagi swoich najważniejszych pragnień. A może znów odpowiedź jest prosta: by żyć "tu i teraz" z Jezusem, który JEST

Anonimowy pisze...

Bardzo ładne to co ktoś napisał o pielgrzymie.
Mnie jeszcze przyszło do głowy, że prawdziwy pielgrzym to nie jest latawiec który lata gdzie wiatr go dmuchnie. I przyjmuje bezwolnie to co los przyniesie. Prawdziwy pielgrzym ma jasny cel. Wie gdzie chce dojść. I zawsze w tym samym, jednym kierunku, stara się iść.
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

od rek z edin
ja jestem jak latawiec i tak mi zycie mija szczesliwie
trudno mi sobie cos przypisac bo cale zycie to prowadzenie Boze a nie moja wlasna zasluga
jak najbardziej czuje sie pielgrzymem-latawcem
szczesliwym w malzenstwie :)
ale ciesze sie i podziwiam inne drogi zyciowe :)
te bardziej poukladane i przeymslane
mi lepiej sie zyje jak mnie wiatr poniosi
God Bless
Rek. z Edin
:)

Anonimowy pisze...

Dziękuję Rek. z Edin za podzielenie się swoimi zrealizowanymi pragnieniami :)) Prayer for You
Gott Segne Dich :)

Prześlij komentarz