niedziela, 11 sierpnia 2013

Bycie przed Bogiem, jak gdyby się Go widziało

Merton o modlitwie.















Mam bardzo prosty sposób modlitwy. Koncentruje się ona całkowicie na poświęceniu uwagi obecności Boga i Jego woli, i Jego miłości. Inaczej mówiąc, jest skupiona na wierze, przez którą jedynie możemy poznać obecność Boga. Można powiedzieć, że to nadaje mojej medytacji charakter opisany przez proroków jako "bycie przed Bogiem, jak gdyby się Go widziało". Nie oznacza to jednak wyobrażania sobie czegokolwiek lub tworzenia dokładnego obrazu Boga, gdyż moim zdaniem byłaby to forma idolatrii. Przeciwnie, jest to kwestia adorowania Go jako niewidzialnego i całkowicie poza naszym pojęciem i uświadamiania Go sobie jako wszystko.

Jeśli jestem ciągle obecny sobą uznaję to jako przeszkodę, z którą nie mogę nic zrobić, chyba że On sam usunie tę przeszkodę.

(...)

To nie "myślenie o" czymkolwiek, lecz bezpośrednie poszukiwanie Oblicza Niewidzialnego, którego nie da się znaleźć, jeśli nie zagubimy się w nim, Który jest Niewidzialny.



21 komentarzy:

basiek pisze...

Bardzo często zdarza mi się modlić w drodze po przez rozmowę z Panem Bogiem ale to najlepiej mi wychodzi jak wracam wieczorem i jest cicho i czasami mówię Mu o różnych sprawach czasami proszę o coś lub dziękuję, choć rano kiedy idę do pracy zawsze sięgam po różaniec to zawsze coś na koniec dodam od siebie tak jakoś, ale by móc tak zwyczajnie pobyć z Panem Bogiem potrzebna jest cisza. Dla mnie najlepsza taka cisza jest w kościele kiedy można tak sobie przyjść i tak zwyczajnie nawet w myślach porozmawiać, myślę że On nas słucha. Z upływem czasu ta moja modlitwa się zmienia, choć czasami bywa może nie taka doskonała. Ciekawy wpis Ojcze. Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

czytam, i czytam i nie mogę tego pojąć.
Przypomina to raczej, poszukiwanie nieokreślonego w gęstej mgle.
Bóg nie jest przecież "jak gdyby" Bóg nie jest wyobrażeniem. Czy rzeczywiście Bóg jest niewidzialny?
Brak mi tu konkretu w tej "nieokreśloności" Boga.
Poszukiwanie Boga, to nie jest chyba poszukiwanie jakiegoś niewidzialnego czegoś nieokreślonego. To szukanie konkretu. Osoby. Realne spotkanie. Z tym uznawaniem siebie jako przeszkodą, to też o co chodzi, nie mogę zakapować.Moim zdaniem, odwrotnie właśnie.Ja szukam Boga, i chce się z Nim spotkać do szpiku kości- realnie. Ze wszystkim tym kim jestem i co mnie określa.

Anonimowy pisze...

kontakt osobowy to fundament chrześcijaństwa. On - ja.
"Jeśli jestem ciągle obecny sobą uznaję to jako przeszkodę, z którą nie mogę nic zrobić" - to z filozofii wschodu - buddyzmu, którą Merton był zafascynowany. Buddyzm buddyzmem. Chrzęscijaństwo - chrześcijaństwem. Zabaw w łączenie nie polecam bo może się skończyć schizofrenią - patrz np. Stachura

Marta pisze...

"Nie kryję jednak fascynacji, z jaką odkrywam stale od nowa, że wszystkie religie - niezależnie od wszelkich różnic dogmatycznych - zgodne są w sprawie fundamentalnych kwestii dotyczących odpowiedzi na pytanie, co oznacza prawe, dobre życie" A. Grun, "Książeczka o dobrym życiu", ostatnio na tapecie wyrywkowo. Anonimowy 9:58, jak w życiu, coś trzeba wybrać, my chrześcijanie nie mamy monopolu na prawdę, trzeba o tym pamiętać, a Stachura, nie nam oceniać, czasami ludzie nie potrafią dźwigać swojego życia, nie nam oceniać, a uczyć się na ich błędach.

Klaudia Pawlak pisze...

Super,że wrócił Ojciec z rekolekcji cały i zdrowy ;) no i genialnie,że żdążyliście wrócić do klasztoru przed tą paskudną burzą ;)

Kasia Sz. pisze...

Ojcze, my jesteśmy ciekawi jak Ojcu poszły te kilka dni autostopem bez pieniędzy. To jest teraz ciekawsze niż Merton. Czy ludzie byli pomocni? Czy ciężko było przełamać wstyd, by poprosić o jedzenie, picie, dach nad głową? Czy Opatrzność w jakiś szczególny sposób czuwała nad Ojcami i grupą innych osób? Czy zdarzyło się coś szczególnego na trasie? Czego Ojcowie nauczyli się przez te kilka dni? I czy jednak bycie autostopowiczem-pasjonatem nie ułatwiło Ojcom tego zadania? Byli już Ojcowie od lat oswojeni z autostopem, z byciem na łasce innych.
To tyle pytań od reporterki Kasi :-). Dziękuję za uwagę:-)

Anonimowy pisze...

Marta: "my chrześcijanie nie mamy monopolu na prawdę"

Mylisz się i to bardzo. Chrystus Pan sam powiedział: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem."
Tylko w chrześcijaństwie jest pełnia prawdy i w chrześcijaństwie jest absolutnie wszystko co potrzebne do zbawienia. Nie ma tak, że Chrystus "zapomniał" objawić coś nam, a dał to w jakiś sposób np. buddystom. Oczywiście w innych religiach są ziarna prawdy, ale jeśli są gdzieś ziarna prawdy, to znaczy że te same ziarna znajdziesz też w chrześcijaństwie. Nie trzeba szukać daleko, bo wszystko co konieczne i prawdziwe masz w zasięgu ręki, w chrześcijaństwie.

A Gruna nie polecam, bo to dość nieortodoksyjny duchowny z tendencją do rozmywania wielu prawd.

Anonimowy pisze...

Czytałam coś kiedyś Mertona, pomocne nawet jakieś kawałki do tej pory mi zostały w myślach. Ale mi się rypnęło wszystko ostatnimi czasy, i teraz to już głusza pusta. Zżera mnie coś od wewnątrz, pragnienie spotkania DOSŁOWNIE. Że jak Go tak nie spotkam, to chyba umrę. Na ślepo teraz gdzieś idę, mając nadzieję tam na spotkanie REALNIE. Tak, że już nie będzie żadnych wątpliwości, i żadnego wahania/że może to tylko moje wymysły i z samą sobą spotkania. "prawie" i "jak gdyby".
Spotkaj mnie Boże, spotkaj mnie, bo ja Ciebie ominę na pewno. Boję się, że Cię nie poznam.
(Mam takie przekonanie, że do takiego spotkania z Bogiem, prowadzą relacje z innymi)

magda_n pisze...

"Dochodząc do kresu naszego poznania znamy Boga jako nie­znanego, umysł nasz bowiem wówczas osiąga najwyższy stopień poznania, gdy poznaje, że istota Boga przewyższa wszystko, cokolwiek można pojąć w tym życiu i chociaż nie wiemy, czym Bóg jest, to jednak wiemy, że jest".
(Sw. Tomasz z Akwinu)

oby nie mylic naszego wyobrazenia o Bogu z prawdziwym Bogiem....

Anonimowy pisze...

Człowiek, to nie tylko umysł który dąży do poznania Boga poprzez rozumowanie.
Poznanie Boga, wykracza poza te ograniczenia intelektualne człowieka. Dzięki łasce, można otwierać się coraz bardziej na przestrzeń duchową. Kształtować w sobie zmysł duchowy który pozwala na "chłonięcie Boga" przyjmowanie i dzielenie się.
/Oby nie mylić naszego wyobrażenia o Bogu z prawdziwym Bogiem/ Oby...
Mam takie przekonanie, że Bóg nie chce pozostawać dla nas nieznany. I ukazuje Swoje Oblicze tym, którzy Go szukają. Daje się poznawać, i może to robić w sposób naprawdę bardzo...cielesny.

basiek pisze...

@anonimowy z 12:22 bardzo spodobał mi się ten komentarz, bardzo mądrze napisane i całkowicie się z tym zgadzam, musimy tylko chcieć i tego pragnąć by duchowo trochę bardziej się rozwijać i poszukiwać obecności Pana Boga w naszym codziennym życiu.

Anonimowy pisze...

Spodobało mi się zdanie z komentarza powyżej (Mam takie przekonanie, że do takiego spotkania z Bogiem, prowadzą relacje z innymi)

Też mam takie przekonanie dlatego trzeba być sobą osobą a nie jak buddyści uznawać siebie i innych za przeszkodę w poznaniu Boga...Dlatego nie widzę podobieństwa między buddyzmem a chrześcijaństwem poza pozornym. Mnich studiujący teologię powinien też to na pierwszy rzut oka dostrzec chyba, że się nie przykłada do nauki o wierze nie wspomnę
Jak to jest że rzucam na tacę na KK a zakonnicy robią co im się podoba i wierzą w co im się podoba ??? Może niech się sami utrzymują i wtedy będą mogli głosić co im się podoba. Bo inaczej to zwyczajnie nie fer

Anonimowy pisze...

@ Anonimowy 22:10
Kongregacja nas przed Mertonem nie uznała za stosowne ostrzegać więc też nie musisz.
Ojciec mówisz słabo się stara w nauce i wierze? Albo Merton, bo mnichem to akurat o.K. nie jest. No, jak mówił Merton nie nam oceniać. Ludzi trzeba kochać nie patrząc czy są kochania warci. Czy jakoś tak.
Przekonanie że jak rzucisz ludziom pieniążek to mają zrobić co uważasz za stosowne i Tobie potrzebne sprawdza się raczej w branżach usługowych. O braci mamy się troszczyć.
Jak o własnych. Jak chcesz upomnieć to śmiało, ale lepiej jak w słusznej sprawie. Jak chcesz się pomodlić to jeszcze lepiej. Post jakiś w ich intencji? (wskazówki wzięto z niedawno słuchanego kazania u braci białych, czarny głosił). Ja nie mówię że im się nigdy błądzić nie zdarza.
Ale jak Ci jest obojętne w co wierzą i co głoszą ludzie którym nie dajesz na tacę to to już nie jest dobrze. Uściski serdeczne.
:o)

Anonimowy pisze...

hmm. poplątanie z pomieszaniem. Ja nie oceniam ludzi. Ja oceniam to co mocą autorytetu Kościoła narzuca mi jako prawdę wiary. Nie chodzę do Kościoła Katolickiego by uczyć buddyzmu. Skoro ten pieniążek taki be - notabene w branży usługowej zarobiony - to niech nie biorą :o)Jest różnica między jakimiś ludźmi którzy coś głoszą a mnichem katolickim. Przynajmniej dla mnie ale jeśli dla Ciebie takie samo znaczenia mają słowa mnicha i kogoś tam to się nie dziwię, że też nie robi Ci różnicy co mówią. Poza tym gdyby autor miał jakikolwiek szacunek do piszących to sam by się pofatygował i odpowiedział.

Mati pisze...

No właśnie. Popierając Kasię Sz. też chciałabym wiedzieć JAK BYŁO?

Anonimowy pisze...

heh, jakie to trafne zgubienie sie jakby go nie bylo a raczej jakby byl wszytski a ja tylko poruszam sie w nim, zyje i jestem :)
tak bym okreslila najeloiej moje zycie z Bogiem, nie ujme tego w 1 zdaniu ani nawet w 1000 zdan, jak to czuje ale wlasnie ten taki obraz jakiby sie dalo przedstawic modlitwy jaka mi towarzyszy w zyciu opisany jest poyzej
dzieki wiekiie za te slowa!!!!!! pokrzepiajace ze ktos rozumie wiare w tym samym Duchu!!! jest wiele duchowosci, pieknych , glebokich, kazda wspaniala, a ja bym sie pod tym textem powyzej podpisala
rekol z Edin po przerwie

creedka pisze...

Podpinam sie pod prosbe Mati i Kasi. No to jak było?:)

Anonimowy pisze...

A może by się tak za ojca pomodlić żeby doszedł do siebie bo taka podróż jednak trochę daje w kość, i żeby sobie na spokojnie poukładał co ma do poukładania w myślach, odrabiając jednocześnie co ma do nadrobienia bo przecież jak wrócił to jest a jak jest to do roboty...

@ Anonimowy 21:17
Piszesz "Ja nie oceniam ludzi". Oceniasz - "chyba, że się nie przykłada do nauki o wierze nie wspomnę", trudno tylko powiedzieć kogo ojca, Mertona czy obydwu.
"gdyby autor miał jakikolwiek szacunek do piszących to sam by się pofatygował i odpowiedział" autor może mieć inne zajęcia, może i powinien mieć ważniejsze rzeczy niż komentarze na blogu. Szacunek do piszących ma, odpowiada spokojnie zawracającym głowę własnymi sprawami i problemami, chociaż nie musi. Odpowiada, pomaga, odpisuje.Nie wiesz, to nie mów.
Nie jest, zdecydowanie nie jest mi wszystko jedno co się do mnie mówi z ambony. Zależy mi na tym żeby to co mówili było zgodne z Ewangelią mądre, słuszne i pomocne.

W tym konkretnym fragmencie powyżej jest mowa o medytacji. "Jeśli jestem ciągle obecny sobą uznaję to jako przeszkodę, z którą nie mogę nic zrobić, chyba że On sam usunie tę przeszkodę"
To znaczy że jeśli w tej chwili, w trakcie medytacji chcesz się koncentrować na Bogu a myślisz wciąż o swoich skarpetkach to w tym sensie jesteś dla siebie przeszkodą. Innymi słowy masz swoje przywiązanie do siebie i rozproszenia, chyba że Bóg ci je zabierze.
Przynajmniej tak to rozumiem.
Ostrożność jest rzeczą dobrą, patrzenie czy czyjaś fascynacja nie idzie w złym kierunku też. Ale najpierw, żeby cokolwiek oceniać trzeba się temu dobrze z bliska przyjrzeć.
Poczytać na spokojnie żeby wiedzieć o czym się mówi. Co też robię.
Chcąc nie chcąc wgryzam się w pisma Mertona. Uspokoję się, albo dojdą mi wątpliwości.
Bóg zabiera ludzi bo są gotowi albo po to żeby nie zdążyli sobie zaszkodzić. A może czasem łapią się na obie kategorie?
To jest moje pytanie o Mertona ojcze. Ale może sobie spokojnie zostać bez odpowiedzi.
Wszystkiego dobrego, ojcu, Wam.
Dobranoc.

Anonimowy pisze...

Prawda Ojciec jak ma czas nawet odpisze na maila i coś podpowie jak Go o to prosimy albo mamy problem :) dobrej nocy

Kasia Sz. pisze...

Być może Ojciec musi odpocząć, ale mnie jak i innych zżera cieeeekawość. Niech Ojciec nie trzyma nas już w niepewności... Pleasssseeee ...

Kasia Sz. pisze...

A w oczekiwaniu na relację obejrzyjcie sobie ten teledysk. Kadr po kadrze. Bardzo dokładnie. Jest już znany, ale warto sobie przypomnieć.

http://www.youtube.com/watch?v=xDpIpIIOPsk

A tu druga piosenka Coldplay:

http://www.youtube.com/watch?v=1G4isv_Fylg

Prześlij komentarz