sobota, 28 września 2013

Są relacje, które niszczą

Zniewolenie nie zawsze wyzwala chęć wyzwolenia. Często uczy bezsilności.













Były sobie dwie kaczki. Jedna mechaniczna i jedna żywa. Obu kaczkom dano pod opiekę małe kaczątka. Różnica w wychowaniu polegała na tym, że mechaniczna kaczka co jakiś czas dotkliwie dziobała swoje małe kaczątka. Żywa kaczka była normalną kaczką. Gdy kaczątka żywej kaczki podrosły, zaczęły się usamodzielniać. Odchodziły od niej, badały nowe tereny, słowem - dystansowały się "z wiekiem".

Gdy kaczątka mechanicznej kaczki podrosły, zachowywały się jakby wciąż były małymi kaczątkami. Nie tylko nie odchodziły od niej, ale cały czas dzielnie znosiły kary cielesne. Owe badania dowiodły, że silniejszą więź z matką zachowywała grupa dziobana. Im mocniej były krzywdzone kaczątka, tym bardziej stawały się uzależnione od krzywdzącej je kaczki.

Z ludźmi nie jest inaczej. Zniewolenie nie zawsze wyzwala chęć wyzwolenia. Często uczy bezsilności.

***

Z wywiadu z księdzem Janem Kaczkowskim:
Uważam, że człowiek ma prawo chronić siebie przed relacjami, które z jakiś powodów są dla niego szkodliwe. Warto uświadomić sobie, że chrześcijaństwo nie jest cierpiętnictwem i jeżeli relacja z kimś nas rani, to mamy nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek chronić siebie. Jeżeli mąż znęca się nad żoną i patrzą na to dzieci, ona ma obowiązek odizolować się od tego męża. Nie ma nikogo, kogo bym nienawidził. Co nie znaczy, że nie ma osób, których bym po ludzku niespecjalnie lubił, albo że nie mam relacji, które mnie bolą czy wkurzają. Do tego mam prawo. I to nie jest niechrześcijańskie. 
Można powiedzieć: to pracuj nad sobą, żeby cię relacje nie wkurzały.
To zawsze działa w dwie strony. Są takie relacje, które bardzo nas obciążają, a nawet niszczą. I przed nimi trzeba się chronić, bo ostatecznie wynika z nich więcej szkody niż dobra – angażują nasz czas, uwagę, nasze siły, emocje, sprawiają, że nie zajmujemy się sprawami, gdzie naprawdę jest szansa na wydobycie dobra i sensu. Będziemy wiecznie wyciągać kogoś z jego dołków, a on nad sobą w ogóle nie pracuje, wymaga nieustannej pomocy i uwagi i na przykład odciąga nas od naszych powinności bycia przede wszystkim troskliwym ojcem czy matką.

Często idealizujemy nasze bycie z innymi. Trzeba iść dalej. Nie jesteś w stanie wszystkich potrzebujących nieść na swoich barkach. Te osoby muszą również nauczyć się ponosić konsekwencje swoich wyborów. Tak jest, że pewne relacje w naszym życiu pielęgnujemy, a inne się rozluźniają. Z pewnymi osobami nasze drogi się rozchodzą – każdy musi iść własną.

Trzymaj się z dala od ludzi, którzy próbują pomniejszać Twoje ambicje.


Sama książkę uważam za bardzo ciekawą. Jej bohaterowie (ksiądz Jan i Katarzyna Jabłońska) są ludźmi obdarzonymi piękną wrażliwością i poczuciem humoru. Jeden z moich współbraci przez kilka lat był razem w seminarium z  bohaterem książki. W dniu święceń,  na furcie klasztoru dominikanów w Krakowie, ks. Jan pojawił się wraz z  innym księdzem, trzymając w rękach potężny kosz z kiełbasą i warzywami. Zdziwionemu furtianowi wyjaśniał - z charakterystyczną dla siebie ironią - że  są ubogimi wiejskimi księżmi z północy i przybyli z "darami ziemi" dla neoprezbitera o. Patryka. 

Przytoczone powyżej zdania z książki są 
prawdziwe, ale przyznam, że nieco zalatują mi coachingowymi metodami, które niewłaściwe wykorzystywane mogą zrobić z człowieka nieszczęśliwego egoistę.

Czy w ogóle jest możliwość otoczenia się wyłącznie przyjaznymi ludźmi? Pewnie i do pewnego stopnia tak, ale z czasem nawet i ci przyjaźni zaczną być mniej przyjaźni
. Co wówczas? Znowu trzymać się z dala? Trochę się przekomarzam, wiem, ale tylko trochę.



Mam do rozdania dwie książki "Szału nie ma jest rak" - z ks. Janem Kaczkowskim rozmawia Katarzyna Jabłońska.

Podaruję je dwóm osobom, które do końca następnego tygodnia (niedziela, 6 października) nadeślą na adres mailowy (ten umieszczony na blogu po prawej stronie, nie  dominikański) zdjęcie obrazujące "relacje, które budują".

Wyboru dokonam subiektywnie i stronniczo.



Tekst nie jest sponsorowany przez bibliotekę "Więzi", do autorów jednak żywię nieukrywaną sympatię. Książki otrzymałem od znajomych, z prośbą o przekazanie dalej.



34 komentarze:

Anonimowy pisze...

a jeśli relacje nas obciążające,a nawet niszczące są w rodzinie, np. pomiędzy dzieckiem a rodzicem ,to jak dziecko ma się chronić jeśli próba porozumienia się z rodzicem przynosi fiasko? wyprowadzić się,budować w sobie obojętność względem rodzica,skoro na uczucia on nie odpowiada?.a może czcić rodziców to znaczy być z Nimi, pomimo wszystko,nawet jeśli ta miłość miałaby boleć?

Kasia Sz. pisze...

Człowiek nie może być z ludźmi, którzy go niszczą. I to wcale nie jest egoizm. Tylko ratunek siebie.

Anonimowy pisze...

Mam mocno mieszane uczucia.
W Ewangelii nie ma mowy o relacjach, za to jest mowa o miłowaniu nieprzyjaciół swoich.
Sprowadzanie życia do siebie, innych i relacji pomiędzy nimi jest żałosne. Nie wiem, może te wypowiedzi są oderwane od kontekstu książki, ale w ogóle całość jest dla mnie jakaś chaotyczna. Co to jest w ogóle ta relacja ? Dla mnie relacja to pojęcie, które można stosować w teorii systemów czy socjologii, nie w głoszeniu Ewangelii.
Przykład patologicznej rodziny jest przewrotny. Jeżeli mąż znęca się nad żoną, to nie jest to wina żadnej relacji, tylko jego, jako człowieka.
Tu trzeba mówić o uczuciach, o miłości bądź braku miłości. Ona powinna się wyprowadzić, ale może go nadal kochać i modlić się za niego.
Pracuj nad sobą, żeby cię relacje nie wkurzały ?
Ksiądz, jak widać biegły w socjologii i psychologii, powinien doskonale wiedzieć, że uczuć (nie relacji) nie powinno się w żadnym wypadku tłumić !
Będziemy wiecznie wyciągać kogoś z jego dołków ?
"Miłość cierpliwa jest..."
I tak dalej, i tak dalej.

Anonimowy pisze...

i jeszcze uzupełniając:
Są takie relacje, które bardzo nas obciążają, a nawet niszczą. I przed nimi trzeba się chronić, bo ostatecznie wynika z nich więcej szkody niż dobra
Komentarz: po dwudziestu latach małżeństwa mąż mówi do żony: wiesz, nasze relacje bardzo mnie obciążają, a nawet niszczą. Odchodzę, bo mam szanse na nową relację, która będzie dla mnie budująca i rozwojowa...

jb pisze...

Od razu mi się skojarzyło:
http://www.youtube.com/watch?v=PTdzCAGH3lU

Kasia Sz. pisze...

Anonimowy z "28 września 2013 09:28" to co piszesz to delikatna manipulacja. Nikt nie ma prawa niszczyć drugiej osoby.

Anonimowy pisze...

Kasiu Sz.
Nic nie pojęłaś ;)
Przecież on tak tylko mówił. Ludzie różne rzeczy mówią, aby mieć pretekst. On był klasycznym egoistą i wykorzystał cytat z ks. K.
Jeżeli uczucia pomiędzy tymi ludźmi były niezdrowe, powinni:
- o tym porozmawiać
- pójść razem do psychologa, księdza, itd
- modlić się ( w każdej sytuacji)
Poza przypadkami psychopatów czy wariatów, nie ma sytuacji bez wyjścia.

Anonimowy pisze...

Anonimowy 10.59,rozbawiłeś mnie z tymi wariatami i psychopatami ;)
a co jeśli a) rozmowy nie przynoszą skutku / osoba nie chce rozmawiać
b) osoba twierdzi,że nie potrzebuje żadnej pomocy
c) owszem,trzeba się modlić w każdym czasie.

Anonimowy pisze...

Nie ma schematów.
Oczywiście, rozmawiamy o małżeństwie, nie o bardziej lub mniej przygodnym związku.
Czasem trzeba się rozejść (nie myślę o rozwodzie, tylko o separacji).
Ale póki nie jest za późno, rozmawiać, rozmawiać. Mieć czas dla siebie. Przebaczać sobie nawzajem. Zapomnieć o swoim ego (kobiety z natury mają łatwiej, często poświęcają się). Wspierać się w swoich upadkach, bo one zaraz przypominają nam o poprzednich.
Tym, co robi najwięcej zła, są wspomnienia o moich zranieniach, gdy nie potrafię przebaczyć.
Jak widać, żyć tu i teraz. Nie przeszłością, bo jej już nie ma (z mojego doświadczenia kobiety są bardziej pamiętliwe). Nie przyszłością, bo nie wiemy, jaka będzie.

aga pisze...

za dużo tu psychologii
nadmiar "psychologicznego myślenia" jest destrukcyjny (wiele przykładów)

a co z przysięgą: na dobre i na złe

Kasia Sz. pisze...

Ja nie mam nic przeciwko rozmowom i wizytom u psychologów. I małżeństwa to inna sprawa, chyba, że ktoś na tyle znęca się nad drugą osobą, że separacja jest konieczna. I tę Kościół przewiduje.

Chodziło mi bardziej o relacje koleżeńskie albo z rodzicami. Bywa, że należy się od pewnych ludzi w jakiś sposób oddalić jeśli źle na nas wpływają. I to nie z egoizmu, ale ze zdrowo pojętej troski o siebie.


Tu mam dwa linki do fajnych wywiadów a propos rozłąki z rodzicami i a propos małżeństwa:

http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/r-problemy-i-pytania-mainmenu-69/r-mainmenu-75/304-kilka-pyta-o-maestwo

http://www.katolik.pl/o-potrzebie-rozlaki-z-rodzicami,1614,416,cz.html?s=1

Anonimowy pisze...

Dziękuję za opinię.
Nie ma tu ŻADNEJ psychologii. Przeciwnie, na samym wstępie podkreśliłem, że nie ma schematów. Psychologowie mówią innym językiem, mają swoje schematy. I to pewnie miałaś na myśli.
Jest to samo życie.
Może chodziło Ci o to, że brzmi to teoretycznie. Zapewniam Cię, że dopóki sama nie przećwiczysz tego na sobie, zawsze tego typu ogólne rady będą brzmieć teoretycznie. Dla mnie już nie jest to teoria.
Jeżeli masz przykłady przeciw temu, co napisałem, przytocz je.
Co do przysięgi. Człowiek jest grzesznikiem, czy to się komuś podoba, czy nie. Tj. jest podatny na pokusę, grzech. Sama przysięga nie zabezpiecza, nie jest żadnym zaklęciem nie do odparcia. Ale dla człowieka głęboko wierzącego ma wielkie znaczenie, bo jej złamanie jest nie tylko zranieniem drugiej osoby; jest sprzeniewierzeniem się Bogu.

Kasia Sz. pisze...

Zaznaczam, że wywiad i tekst są bardzo dobre.I warto je sobie przeczytać.

Kasia Sz. pisze...

Jeszcze kiedyś znalazłam taką stronę o nadziei. dziewczyny związanej z krakowskim dominikanami. Tu adres strony:

http://www.nadzieja.webd.pl/

Jest na niej sporo tekstów. Należy tylko zjechać kursorem na dół. I tam był taki tekst:

http://www.nadzieja.webd.pl/sadzawka.php

To tak a propos psychoterapii i religii. Ciekawa wydała mi się końcówka tekstu. O uzdrawianiu przez Jezusa. Zobrazowane to zostało fragmentem z Ewangelii o sadzawce Betesda i o chorym czekającym kilkadziesiąt lat na uzdrowienie. Ten fragment jest na samym końcu.

aga pisze...

anonimowy z 13.59
mój komentarz nie dotyczył bezpośrednio twojej wypowiedzi, a wszystkiego razem: artykułu i dyskusji; zgadzam się z tobą

Anonimowy pisze...

Dobrze, że jest takie miejsce, gdzie można sobie tak porozmawiać, spokojnie i konkretnie. Jak dla mnie, dręczonego obecnie przez paskudne choróbsko, to prawdziwe lekarstwo.
Rekolekcje ignacjańskie polecam, byłem latem tego roku w Porszewicach k/Łodzi. Prowadził ks. Recław i jezuci. Rzeczywiście, jest to przeżycie. Polecam też teksty O. Kozłowskiego, który ośrodek w Łodzi stworzył.
Z psychologami mam niestety niezbyt dobre wspomnienia. Sam byłem wielokrotnie szkolony w pracy w zakresie najnowszych poglądów i technik. Zatrudniałem psychologów. Wg mnie współczesna psychologia dehumanizuje człowieka, widzi go jednostronnie i jest pełna schematów, które zmienia co jakiś czas, w zależności od mody. I próbuje za wszelką cenę udowodnić, że nie ma duszy.
Z książek, które dodały mi najwięcej skrzydeł, to na pewno wymienię jedną: Jezus żyje 1, E. Tardif.
Jest jak bomba zapalająca !

Anonimowy pisze...

Filmik super !

Kasia Sz. pisze...

A czy mieliście kiedyś doświadczenie z modlitwą wstawienniczą? Z efektami tej modlitwy? czy ktoś z was uzyskał kiedyś pomoc od Jezusa za pośrednictwem osób posługujących nie tylko modlitwa wstawienniczą, ale konkretnymi charyzmatami? Czy udało Wam się rozwiązać dzięki temu jakiś problem albo wybrnąć z jakiejś trudnej sytuacji?

Anonimowy pisze...

Często nie jest to kwestia jednorazowej chęci pracy zmiany siebie, czy pracy nad sobą, a jednak terapii (!) Zawsze ofiara przemocy jest uzależniona psychicznie od swojego oprawcy, dopiero świadoma i długotrwała praca nad tym pozwala uwolnić się - pójść dalej, dlatego jest tak ważne, jeżeli jesteś świadkiem przemocy psychicznej, czy fizycznej, dziecka, kobiety, mężczyzny, kogokolwiek - pomóż, nie udawaj, że nie widzisz, że to nie Twój problem, nie Twoje życie - oni sami nie dadzą rady. Porozmawiaj, zasugeruj spotkanie z psychologiem i módl się...

aga pisze...

do Kasi Sz.
ja na rekolekcjach Odnowy (bardzo nie chciałam na nich być, poszłam wbrew sobie) spotkałam Jezusa, i tam się wtedy duuuużooooo zadziało, dosłownie: odmienił całe moje życie, uwolnił również od toksycznego grzesznego związku

Anonimowy pisze...

Brałem udział w modlitwie o uwolnienie, to rodzaj modlitwy wstawienniczej. Na pewno efekty modlitwy były, przede wszystkim uczucie ulgi, spokój wewnętrzny. Czy rozwiązało jakiś problem ? Myślę, że dopiero otworzyło drogę do stopniowego rozwiązania nagromadzonych i poplątanych problemów. Ale było potrzebne. Natomiast uczciwie muszę powiedzieć, że równie skuteczna była kiedyś modlitwa osobista - raczej głośne wołanie o pomoc do Jezusa. Czułem prawie namacalnie jak Zły wynosi się i ginie gdzieś. Nie wrócił już. Nie wiem, czy psycholog byłby tak skuteczny ;)

Magdalena pisze...

"Czy w ogóle jest możliwość otoczenia się wyłącznie przyjaznymi ludźmi? Pewnie i do pewnego stopnia tak, ale z czasem nawet i ci przyjaźni zaczną być mniej przyjaźni. Co wówczas? Znowu trzymać się z dala?" Tak, trzymać się z dala, przez jakiś czas, by odpocząć, bo z daleka widać lepiej, a jeśli Bóg da siłę to człowiek powróci znów do tej osoby. Sama odsunęłam się od paru osób i nigdy nie powróciłam. Bo nie miałam siły znów być przy nich. Pozdrawiam wszystkich czytających:) I Ojca tez:) Z modlitwą za wszystkich kręcących się przy tym blogu:)

julek pisze...

do Kasi Sz. i agi (trochę obok tematu)
Pan Bóg działa jak chce i kiedy chce, a zawsze niespodziewanie dla nas. Czasem wystarczy być tylko w konkretnym miejscu i czasie. Byłem na Stadionie w lipcu i poczułem To dotknięcie. Zawsze czytałem, że jest ono trwałe i oczywiście, dobre. Nigdy nie zapomnę, gdy stadion śpiewał Witaj Pokarmie, a ja poczułem jak Jego obecność przenika wszystko. To nie jest do opisania. Poczułem wszystkimi zmysłami i całym sobą. Ksiądz mówił mi, że takie przeżycia działają na krótko. Mija trzeci miesiąc, a ja czuję się jakby to było wczoraj. Nic nie mija, przeciwnie, jest żywe jak płomień. Byłem tam zupełnym przypadkiem, zawsze miałem niechętny stosunek do imprez masowych, a Odnowy nie znałem. Moja prośba, związana z tragiczną sytuacją rodzinną, nie została (na razie) wysłuchana, ale jaką wiarę zyskałem. Teraz wiem, że zniosę wszystko. Chwała Panu !
Życzę wszystkim takiego dotknięcia.
Julek (już nie Anonimowy)

Anonimowy pisze...

/Pewien pies żył w wielkiej przyjaźni z koniem. Obaj wykorzystywali każdą sytuację, aby w jakiś sposób okazywać sobie wzajemną przyjaźń.
Pies przynosił koniowi najlepsze kości, jakie udało mu się znaleźć, podczas gdy koń odkładał na bok psu swoje porcje siana. Kochali się tak bardzo, że aż obaj umarli z głodu/.

A te zdjęcia które nadeślą, można będzie tu później obejrzeć?

pandarasta pisze...

Ostatnio zastanawiam się nad sensem podtrzymywania pewnej znajomości,nie wiem co robić ,czuję jakby z mojej strony wszystko się wypaliło,jakby to już nie była przyjaźń .Jednak spróbuję choć trochę powalczyć ,może potem okazać się,że było warto

o. Krzysztof pisze...

Tak, zdjęcia umieszczę na blogu.

Klaudia Pawlak pisze...

Pandarasta -> różnie to bywa,czasami trzeba walczyć,a czasami odpuścić. Zastanów się,czy wciąż z tą osobą macie wspólne tematy,czy się rozumiecie,czy Ty wiesz co się dzieje u tej drugiej osoby,czy Ona wie co u Ciebie,czy wciąż ufasz tej osobie,czy mówisz Jej o tym co Ci w duszy głęboko gra,i na odwrót. Tak sobie myślę,że przyjaźń jest tą wartością o którą warto walczyć,bo jeśli nie będziemy walczyć o przyjaźń,to jakim cudem starczy nam sił do walki o miłość,tą aż do śmierci?.Pozdrawiam + ,

Anonimowy pisze...

A te zdjęcia, będą zamieszczone? Ciekawam jakie. Bo temat niełatwy, jeśli chodzi o zdjęć robienie...

Anonimowy pisze...

najbardziej, pasowałaby fotka murarzy ;) budują? budują! :D

Magdalena pisze...

Anonimowy z 10:58: Dobre!!! Rozbawiłeś mnie!! :-)))))))))

Anonimowy pisze...

jestem kobietą :) szukałam tych murarzy, żeby im fotkę strzelić (a nóż, książka byłaby do przeczytania i przekazania innym dalej) ale nie znalazłam.
Alpiniści jeszcze, byliby dobrzy. Ale tu ni ma alpinistów.

Magdalena pisze...

Anonimowy: pomysł super!! Bardzo mnie tym rozbawiłaś więc!! Za sam pomysł książkę powinnaś dostać. :-)))))

Anonimowy pisze...

KACZKI-jedna kocha madrze-drugiej sie wydaje ze kocha bo tak naprwde chce przywlaszczyc, kontrolowac, zmieniac wedle swojego widzimisie....
Kochac madrze to jest sztuka-ale jak sie kocha madrze to sie czlowiek nie daje wyniszcac innym-bo w imie czego ludzie trzymaja sie relacji ktore ich tylko unieszczesliwiaja?
Dlaczego zona zgadza sie zeby bil ja maz-przecie tu nie ma mowy o milosci do blizniego-jest lek, starch, obawa przed reakcja innych, ptrzed samotnoscia, co dalej...

A co za 10 lat?z niej zostanie wrak-z niego tez,,, W imie 1 przykazania mozesz mnie zbic mezu``!! Czy to nie pokazuje absurdu tej sytuacji?
Kobietom czesto poprostu brakuje wsparcia zeby z takej sytuacji uciec, bo to wbrew
nature czlowieka zgadzac sie na takie ponizanie, wieczne cierpienie...
A co z dziecmi ktore na to patrza?
Moze corki takiego malzenstwa beda tez dawaly sie bic, moze synowie beda tymi ktorzy nie zawachaja sie uderzyc przyszlej zony, a sasiedzi I ich dzieci-ktorzy widza kobiete z podbitymi slepiami, czy nie krzywi to im pojecia jak powinno wygladac malzenstwo?
Tu powinien sie pojawic sprzeciw-dla siebie samej-i dla ludzii dookola ktorzy sie ucza ze mozna zyc w takim zwiazku latami I wytrzymac.

Co do ludzi obcych sytuacja wyglada podobnie-zycie stawia przede mna roznych ludzi,
mialam taka osobe z ktora relacja mnie b meczyla....
Ale byla to relacja wpsolego dzialania-w dodatku sporadycznego-w pracy, na uczelni, w sklepie, w koscile, we wspolnocie,
tu uczymy sie pokory, kochac blizniego, nie szczekac na kazdego kto nas zle potraktuje
ale moi najblizsci znajomi to ludzie z ktorymi sie dobrze czuje
zycie mnie nauczylo ze znajomosci na sile nic nie daja oprocz
wyssania calej energii I rezutlatow zero
najblizszy ktrag osob to ludzie ktorym ufam, mamy o czym pogadac, nie obrazaja sie ze nie dzownie (hehe) I ze lubie miec swoja przestrzen, I tyle
mamy prawo dobierac sobie bliskich wedle serca
I unikac znajomosci ktore sa falszywe-na sile, a po nich zostaje niepokoj,
ale wszedzie indziej-tak sobie mysle-to powinnismy przyjac tych co stana na naszej drodze
ci ludzie w miejcach naszej pracy itd to takie zadanie do wykonanania-aby uczyc sie pokory,
znalesc w kazdym czlowieku pierwiastek Bozy.uczyc sie kochac...
rek.z edin


Anonimowy pisze...

Jakby mi się udało wreszcie o tym poście zapomnieć to nie byłoby źle.
Bo jako niedorośnięty kaczołabądek mogę powiedzieć tylko - nie dajcie się łabądki przydepnąć. Dla swojego dobra. Nie siedźcie, nie dajcie się przekonać że wszyscy mogą, ale nie wy, i że wszystko się może udać, ale nie wam. Bo jedno dziobie a drugie przed dziobaniem broni i ma już skrzydła od tego skrwawione a jak z wami spokój to przynajmniej tyle dobrego. Tylko że to nie jest dobre i nie wystarczy.
(Normalne kaczątko widząc wodę pomyśli - płynę. A nam się lęgną w głowie obrazy morskich potworów. Na dnie widzimy coś na kształt rdzawych pułapek. Na brzegu dużej kałuży siedząc pomyślimy - Ocean. Nie dam rady. Nie przepłynę. Zginę marnie)
Nie siedźcie patrząc na życie jak przez szybę, jakby się wszystko działo nie tak bardzo naprawdę. Ono jest wasze, możecie dotknąć. Jesteście tak samo żywe i tak samo ważne. I nie trzeba nikogo przepraszać. Za to że się żyje, za to co się myśli, za to co się czuje.
Nawet jeśli matka czy ojciec patrząc zawsze mówi żeście dziwne. To tym się nie przejmujcie.
Bo to jest dziwne i nie wytłumaczycie kaczce, że tak macie, bo łabędzie tak mają, i że taka długa szyja normalna jest, i że to nic, nie trzeba naprawiać. I widoczność lepsza, i przytulić się można do kogoś dalszego.
Nie dajcie się przydeptać, ani nie przejmujcie śmiechem który was wita przy każdym śmielszym machnięciu skrzydełkami. Nie ma co czekać na oklaski, nie będzie. Zwyczajnie trzeba ćwiczyć skrzydła i zacząć latać.
Orzełki kochane, niebożątka. Latać.

Prześlij komentarz