wtorek, 17 września 2013

To co najlepsze, najłatwiej się zniechęca

Największym niebezpieczeństwem naszych czasów jest zniechęcenie ludzi dobrych.












Mężczyzna przychodzi prosić o pogrzeb dla syna, który zmarł niespodziewanie poza granicami Polski. Miał trzydzieści jeden lat. Skomplikowana sytuacja osobista, od lat nie był w kościele, kobieta, z którą żyje przypadkowo była na rekolekcjach, które prowadziłem i traf chciał, że zapamiętała adres naszego klasztoru. Od tego czasu minęły dwa lata.

Mężczyzna jest szczery, czym mnie bardzo ujmuje. Mówi otwarcie o poszarpanej wierze, zranieniach jakich doświadczył od ludzi w Kościele, o tym jak sam zawalił wiele spraw. W jego głosie nie ma jednak oskarżania kogokolwiek, grożenia pięścią na niesprawiedliwy świat, wytykania błędów innym. 

Silny głos, potężna budowa ciała. Wygląda niczym komandos służb specjalnych. Kiedy jednak zaczyna opowiadać o synu staje się bezradny jak dziecko i próbuje powstrzymać łzy.

W kontakcie ze śmiercią zawsze brakuje właściwych słów.

Umawiamy się na pogrzeb i kameralną mszę świętą w klasztornej kaplicy. Zjawia się na niej kilkadziesiąt młodych osób, znajomi zmarłego oraz najbliższa rodzina. Kazania słuchają z uwagą, zauważalny jest szacunek dla miejsca, w którym są. 
Do komunii przystępują dwie osoby.

"Zdaję sobie sprawę, że większość osób tutaj obecnych nie jest na co dzień związanych z Kościołem, proszę was jednak pomódlcie się w intencji Tomasza, tak jak potraficie. Żadna modlitwa nie zostanie zapomniana przez Boga" - mówię przed błogosławieństwem końcowym.


Po nabożeństwie moment na słowa dla najbliższych. Pada sporo ciepłych słów na temat zmarłego, niektóre - ku mojemu zdziwieniu - nawiązują o kazania i nadziei, którą daje Chrystus, o tym, że śmierć nie jest ostatnim słowem.


A potem jeden z przyjaciół zmarłego zwraca się do urny z prochami: "Wiemy Tomku, że nie chciałbyś użalania się nad sobą i taniego sentymentalizmu. Chcielibyśmy na koniec posłuchać z tobą utworu, który bardzo lubiłeś".

Z głośników wydobywają się dźwięki znanego kalifornijskiego zespołu. Połączenie mocnego rapu, z rockiem.


***

Wracam do klasztoru zastanawiając się nad tym wszystkim. Gdzie jest granica w przeżywaniu śmierci, odejścia bliskich nam osób? Ile w tym wszystkim jest wiary, a ile ludzkiego "będzie dobrze"?
Dopada mnie dziwny rodzaj przygnębienia.

Do klasztoru podwozi mnie samochodem młody lekarz. Rozmawiamy o jego pracy i specjalizacji.


- W branży lekarskiej - mówi - kiedy ktoś trafia na placówkę, na której spotyka się jedynie z chorobami które już zna, to jest to zawodowe samobójstwo. Musi być wysiłek, inaczej nie będzie  rozwoju.

Może więc tak być powinno? Ma iść opornie i z trudem? Przynajmniej człowiek duchowo nie umiera.

***

Niespodziewanie przychodzi mail od jednego z braci studiującego w Rzymie. Krótko odpisuję, dzieląc się przy okazji pogrzebowymi refleksjami i swoimi wątpliwościami.

Szybko przychodzi odpowiedź.

Podobno Pius XII powiedział, że największym niebezpieczeństwem naszych czasów jest zniechęcenie ludzi dobrych, a co Alexis Curvers (w książce Tempo di Roma) skomentował: "Jakie to prawdziwe! To, co najlepsze we wnętrzu każdego z nas, najłatwiej się zniechęca. Głupiec, człowiek przeciętny, bezczelny lub cham są zawsze świeży i wypoczęci, gotowi do ataku".



39 komentarzy:

aga pisze...

jak się ma podział ludzi wg Alexisa Curversa (człowiek dobry, głupiec, człowiek przeciętny, bezczelny lub cham) do słów Jezusa : nie oceniaj, nie potępiaj....

nie podoba mi się ten ostatni cytat, dla mnie jet nieprawdziwy, atakujący

xyz pisze...

"To, co najlepsze we wnętrzu każdego z nas, najłatwiej się zniechęca." Oj, prawdziwe to, prawdziwe.
Właśnie od rana dopadł mnie dziwny rodzaj przygnębienia :). Dobrze wiedzieć, że takich więcej :)

xyz pisze...

@aga To nie jest atak na konkretnego człowieka. Głupotę, bezczelność, chamstwo itd. trzeba potępić. One są we wszystkich, obok dobroci.

TaxiDriver pisze...

Biblia przecież mówi o głupcach.

Anonimowy pisze...

Człowiek prawdziwie dobry się nie zniechęca. Zniechęcają nas niepowodzenia, tj. gdy nasza wola była niezgodna z wolą Bożą. Człowiek dobry cieszy się ze wszystkiego, bo taka była wola Boga, jego Ojca.

pandarasta pisze...

Ojcze piękny wpis,uderzający we mnie bardzo.Ostatnio zastanawiam się nad sensem wszystkie.Dochodzę jednak to tego co ojciec kiedyś mi napisał"Dobrze,że jest trudno przynajmniej duchowo nie umrzemy"
Pozdrawiam z serdecznością

dwakamienie pisze...

Mądrze napisane (komentarz wyżej)

Anonimowy pisze...

jeśli wolno to uścisk łapy serdeczny
:-)



Anonimowy pisze...

Dobrze poznać, gdzie nie warto marnotrawić swoich wysiłków (tylko skierować je tam, gdzie mogą przynieść większe dobro), a gdzie nie można odpuścić. I nie poddawać się biernie zdarzeniom(lub osobom) które skutecznie zniechęcają. I wtedy iść dalej spokojnie i robić swoje. A psy, niech szczekają....

Anonimowy pisze...

A widzisz, Padre jak bardzo byłeś potrzebny?
Nie tylko przecież tym ludziom. dziękuję.

basiek pisze...

Tak sobie myślę że to nasze życie nie jest łatwe i dosyć często nie układa się tak jak by się chciało, a niepowodzenia czasem zniechęcają to fakt. Kiedyś po jakimś niepowodzeniu często zadawałam sobie pytanie czemu jest tak czasem trudno tak pod górkę, czemu coś się dzieje tak a nie inaczej ale od jakiegoś już czasu postanowiłam sobie odpuścić nie narzekać i poddać się woli Bożej jak będzie tak będzie i to wcale nie jest takie złe żyć sobie normalnie dniem dzisiejszym, cieszyć się każdą chwilą i każdą nawet drobnostką i dziękować za każdy czasem lepszy lub gorszy dzień i tak się składa że znowu spotykam w swoim życiu nowe inspirujące osoby, które coś nowego wnoszą w moje życie i jest dobrze. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje Ojcze za ten wpis.

ewagriusz pisze...

Gdyby czasem nie było pod górkę to by nie było ciekawie... Same tylko sukcesy ? I przyjemności ? Człowiek nie jest stworzony dla przemijających i nietrwałych przyjemności, ale do życia wiecznego, do którego tęsknotę nosi w sobie i nigdy się jej nie pozbędzie, choć ją czasem opacznie rozumie. Nawet w miarę upływu lat, zyskując (ludzką) mądrość, nie mam nic lżej. Dlatego tak cenne jest aby, jak napisane wyżej, móc i chcieć cieszyć się każdą chwilą i każdą nawet drobnostką i dziękować za każdy czasem lepszy lub gorszy dzień. Mądrość zawodzi, gdy boli ząb. Uczucia, nawet najwznioślejsze, przychodzą i odchodzą. Zostaje tęsknota, która jest najgłębiej w nas, która jest miłością !
Ona pozwala nam odczytać Jego znaki.

pandarasta pisze...

@Anonimowy 14.54
Wszystko jest przecież Łaską;)
Co do zniechęcenia to tak jak Anonimowy napisał,człowiek prawdziwie dobry się nie zniechęca,wszystko przyjmuję.
Mi jednak jeszcze dużo brakuję do tego stanu,bo przychodzą dni kiedy nic nie widzę,ale wtedy właśnie mówię sobie ,że jest rozwijająco(zamiast trudno)

basiek pisze...

@ewagriusz masz rację, jak byśmy czasem nie mieli pod górkę to by nie było tak ciekawie, a życie jak by się tak układało wręcz idealnie to mogło by się stać nudne a my pyszni i niezależni a może wtedy nie mielibyśmy marzeń bo przecież wszystko mamy i życie może było by nudne a tak jak raz jest lepiej a raz gorzej to czasem stwierdzamy że były jednak jakieś nawet fajne chwile i dziękujemy Bogu i za nie :)

Anonimowy pisze...

Wcale nie zgodzę się z takim podejściem do życia - jest dobrze, byle gorzej nie było, i zadowalania się namiastkami jakimiś. Zawsze, może być lepiej. A poddawanie się życiu biernie przyjmując co los przyniesie, i uważanie w tym że to Boża wola, też mi jakoś tak...właśnie mi to wygląda na zniechęcenie.
Człowiek prawdziwie dobry, nie przyjmuje wszystkiego. Odrzuca to,co nie jest dobrem i co do dobra nie prowadzi. Nie mylić dobroci z potulnością, czy nie wiem jeszcze z czym innym...
pandarasta
Kiedy przychodzą dni że nic nie widzę, to mi się kląć zachciewa, a nie tłumaczyć sobie że jest rozwijająco, i że ciekawiej. Jest, a jakże. I to nie jest wcale aż takie pocieszające. (Żeby nie było, nie namawiam do rzucania mięsem i łacińskim).
A może...ktoś ma jakiś pomysł jak rozpoznać(co może być kryterium) w jakich sprawach można odpuścić, a w jakich być upartym jak osioł, nawet jak bardzo boli? Bo tak wchodzić w coś, rozpoczynać coś, a później byc zgaszonym przez siły na które nic nie poradzimy, to szkoda sił i nerwów...

ewagriusz pisze...

Marek Aureliusz (o ile to on) podobno napisał (fragment): Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić. I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
To nie ma nic wspólnego z potulnością.
Można to też nazwać umiejętnością rozeznania duchowego (co pochodzi od ducha dobrego, a co od złego).
Ważna może być też tzw. zasada świętej obojętności św. Ignacego (nie jest mi obojętne tylko to, co przyczynia się do mojego zbawienia, bądź potępienia).
Jasne ?
Pewnie jasne, choć jakże trudne w stosowaniu !

Anonimowy pisze...

Można by jeszcze dodać...-I nie pozwól mi Boże ulec zniechęceniu w drodze do Ciebie...
Tęsknota, nie jest miłością a jedynie jej przejawem.
I właśnie, nie jest to takie proste (co najbardziej istotne ) przłożenie "świętych zasad" na szarą codzienność.
Z tą obojętnością św. Ignacego, mądre. Ale patrząc z innej strony nie gra mi tu coś. Życie, to nieustanny ruch. Albo wchodzimy, albo schodzimy. I trzeba się opowiedzieć, zdecydować. Postawy obojętnej, nie może być (i tak dobrze, i tak dobrze) zawsze, jedna decyzja będzie prowadziła do większego dobra. Zastanawiam się, czy może być taki wybór (obojetności) dobry. Życie to życie. I przecież, nie składa się tylko z wyborów decydujących (opowiedzenie się jasno za dobrem lub złem) ale składa się głównie z małych decyzji których też nie można traktować jako mało istotnych, obojetnych dla mojego (i nie tylko mojego) zbawienia, czy potępienia.

basiek pisze...

Czy małe rzeczy nie mogą cieszyć? mnie cieszą, bo ten kto ma wszystko nie zwraca nawet uwagi na te właśnie takie małe zwykłe sprawy. A czemu nie można tego przyjąć z pokorą co nam akuratnie przynosi los, co mamy w tej sytuacji krzyczeć, być złym na Boga i ludzi bo oni mają lepiej to ja też muszę, bo ja akuratnie tego nie mam czego chciałam co sobie wymarzyłam, to co obrażam się na Pana Boga bo mi tego nie dał, na ludzi bo mają bo może to czego ja nie mam. To głupie i nie warto tak robić, można być szczęśliwym i spełnionym w inny sposób i nie wykluczając tego by do czegoś dążyć ale nic za wszelką cenę i nic na siłę, takie jest moje zdanie i nie chodzi tu o zniechęcenie do życia czy o braku dążeniu do czegoś.

Anonimowy pisze...

Bezczelni i chamy itp tez się męczą i nie zawsze mają tą samą gorliwość w sobie, ( wiem z własnego doświadczenia, to jedynie złudzenie, tylko ciagle spotykamy nowych..) a ci co ku dobremu dążą i jeszcze wiary trochę dostali w darze niech doładowują często wyczerpujące się baterie u Źródła, by zniechęcenie nie przewazało. sami z siebie niewiele damy radę ...

pandarasta pisze...

@Anonimowy 11:18
Ja myślę,że trzeba tu mieć wielki dar rozeznania.Wszystko jednak w życiu ma swój a gdy jest ciężko to lepiej iść w to z nastawieniem,że po coś jest ciężko ,by było owocniej.Doświadczam tego w życiu ostatnio,że tam gdzie było mi trochę trudniej był i owocniej i bardziej to doceniam a to co z łatwością przyszło,jest może przeze mnie mniej doceniane.Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Dziękuję za przypomnienie o ignacjańskiej obojętnosci...
Pomaga na bezduszną, papierkową robotę. Co mi tam!

ewagriusz pisze...

@Anonimowy 11:18
Nie możesz ulec zniechęceniu w drodze do Boga, bo jesteś z nim związany tą tęsknotą, którą On w nas wszczepił. Nawet jak nic już nie masz, dóbr materialnych, myśli, uczuć, nawet nadziei, to ona pozostaje, bo jest jakby częścią twojej duszy, jedynym naturalnym połączeniem z Nim. Może nawet wtedy bardziej ją czujesz, bo nic ciebie nie rozprasza. Nawet poganie i ateiści to mają. Możesz ją zagłuszać, ale nie zagłuszysz jej do końca. Możesz ją fałszywie odbierać i gonić za wiatrem, ale po jakimś czasie powróci. Ona jest zawsze, tak jak On jest.

ewagriusz pisze...

@Anonimowy 11:18
"Z tą obojętnością św. Ignacego, mądre. Ale patrząc z innej strony nie gra mi tu coś."
Nie rozmywaj... Nie ma "tak, ale". Albo bądź gorący, albo zimny.
Nie ma decyzji mało istotnych, każda chwila ważna jest, jak w piosence. I większość z nich, jak nie wszystkie, związane jest z naszym zbawieniem/potępieniem. Ta zasada mówi: jeżeli coś cię kusi, co nie jest dobre, niech ci to będzie obojętne !
Ojcowie Pustyni nazywali to inaczej: dąż do apatei (nie mylić z apatią !), która oznacza odporność (obojętność) na pokusy, związane z pożądliwością i popędliwością.

ewagriusz pisze...

Jeszcze wracając na chwilę do cytatu O. Krzysztofa (Pius XII):
Myślę, ze w tym zniechęceniu ludzi dobrych mogło chodzić o sytuację, gdy nie rozeznali woli Bożej i brną w wysiłki wielkie a nieskuteczne, bo wykonują swoją wolę, a nie Jego. Sam miałem taki moment tego lata, gdy miałem wielkie plany co do Wielkiego Dzieła, ale ostatecznie po rozmowach z mądrzejszymi ode mnie i po własnej refleksji zrezygnowałem (na razie) z nich.
Może też chodzi o zniechęcenie gdy brak nam wytrwałości w dobrym, zgodnym w wolą Bożą. Wtedy trzeba więcej miłości, która jest najlepszym paliwem do działania.
Nienawiść czy złość jest też dobrym paliwem, ale ona niszczy prędzej czy później, nasze otoczenie i nas samych.
W związku z tym ostatni cytat (Curvers) nie jest według mnie zbyt mądry.

Anonimowy pisze...

basiek
:) po prostu, mnie już trochę za słodko się tu zrobiło.
Porównywując się do kogoś innego, zawsze będziesz albo lepsza, albo gorsza. Mniej lub bardziej obdarowana. I przecież, nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne. Są ludzie, którzy pozbyli się swojej własności, żeby zyskać wszystko. Oni ida w innym kierunku, nie zatrzymują się na szukaniu pocieszeń, ale potrafia ucieszyć się w życiu drobnymi sprawami.
ewagriusz
Kiedy ja właśnie ulegam czasem zniechęceniu, więc jak nie mogę, jak właśnie tak się dzieje? Reszty, też nie rozumiem. Z tą apateią o której pisałeś, to może haczyć o jakieś próby wyparcia. Chodzi chyba o to, jak zachowasz się w sytuacji pokusy. Albo jej ulegniesz, albo ją odrzucisz. Postawy obojetności, nie może tu być. Ale dzięki za odpowiedź. I Pandarasta, też dzięki.
Chamów nie tylko spotykamy, ale też niestety...czasem zdarza nam się być i dla innych takimi.
pozdrawiam.
Dobry cham.


Anonimowy pisze...

porównując :) Nikt nie jest dodkonały;)
a Ojciec, co myślałby o tym?

Anonimowy pisze...

Nie obrażając nikogo ale czasami faceci są mało romantyczni i nie potrafią się się cieszyć małą rzeczą czy jedną wspaniałą chwilą dlatego tego nie rozumieją że tak też można :)

Kasia Sz. pisze...

"Dobry cham" - piękny epitet

Anonimowy pisze...

A jeśli zrobiłam dziś duży błąd i ciągle o tym myślę, rozpamiętuję, boję się ewentualnych ,zewnętrznych konsekwencji...To troska o tych, którym ,niechcący, zaszkodziłam, czy pokusa ,by być doskonałym i nie popełniać błędów..Nawet nie umiem się cieszyć tym, że ktoś 'poturbowany' nie ma do mnie żalu...

Klaudia Pawlak pisze...

Anonimowy 22.59 - mi to trochę wygląda na skrupuły,ale co ja tam się zna,
tak czy siak - zazdroszczę wrażliwości.

Anonimowy pisze...

@ Anonimowa 22:59
A może..
jeśli nie ma za złe to ciesz się, naprawdę ciesz
jeśli się boisz że ucierpią, to troska
słuszna troska
a jeśli martwi Cię to że być może cierpisz na pokusę bycia doskonałą, to przestań się tym martwić bo albo ją karmisz albo zaczynasz hodować. Niech raczej zdechnie z głodu.
Wszystkiego dobrego, spokojnych myśli, pomyślnych rozwiązań.

Anonimowy pisze...

Tylko dbaj o siebie, śpij spokojnie i nie martw się. Bo co wiem to wiem,jak każdy, tylko o sobie.
:)

ewagriusz pisze...

basiek
Na tle bełkotu,pustosłowia i cynizmu tego świata, zalewającego nas na co dzień, Twoje odważne słowa zabrzmiały dziwnie ożywczo i optymistycznie. W podziękowaniu: Lb 6, 24-27.

Anonimowy 10:46
Nie, to nie jest żadne wyparcie, tylko droga oczyszczenia ducha. Niestety, forum nie jest miejscem na wykłady. Polecam lekturę Ojców Pustyni i wielkich mistyków.

Anonimowy pisze...

ewargiusz
Dzięki, wykałdu nie oczekuję. Teraz, bardziej od rozczytywania się w dziełach mistyków i różnych apoftegmatów, interesuje mnie spotkanie, i życie. Choć, mądrości Ojców Pustyni kilkakrotnie podnosiły mnie na duchu.
Niestety, niektórzy myślą że na forum to tylko o duperelkach można rozmawiać...(?) Nauczycieli dających lekcje innym i polecających różne wielkie dzieła na pęczki tu znajdziesz. Człowieka który chciałby się spotkać i podzielić swoim doświadczeniem, rzadkość.
Najbardziej boli, obojętność właśnie. Pozostawianie głodnego, samemu sobie.
ewagriusz, nie miej mi za złe tych słów.
Ja po prostu, tak już z rozpędu...
dobrej niedzieli dla zaglądających tu.

Dobry cham (i do tego jeszcze cynik)



Anonimowy pisze...

Dziękuję, żę pomagacie- anonimowy skrupulant.

basiek pisze...

@ewargiusz bardzo się cieszę że w ten sposób odczytałeś te moje słowa ale ja wcale nie należę do osób tak odważnych i nie raz jest ze mnie trudno coś wydusić ale czasem coś zrobię spontanicznie i potem się waham a później okazuje się że to nie było takie straszne. A to że tak myślę tzn. staram się pozytywnie myśleć i przestałam oglądać się wstecz jest dla mnie dobre i nie myślę już co by było gdyby bo to nie ma sensu. Wiem że są i tu i gdzie indziej takie osoby które mają może gorsze wspomnienia czy sytuacje ale dla każdego chyba z nas jest ona tak samo ważna a oddanie to wszystko Bogu naprawdę pomaga i w moim przypadku tak sobie właśnie od jakiegoś już czasu myślę że jednak Pan Bóg dla mojego dobra przed niektórymi osobami mnie obronił i dlatego jest jak jest, kiedyś wcale tak nie myślałam teraz to wiem i nie chodzi w moim przypadku o żadne materialne rzeczy tylko o samo życie. Miłego wieczoru :) dla wszystkich :)nawet dla anonimowego który...:)jest fajnie i jest dobrze że jest ten blog Ojca i czasem możemy sobie co nieco popisać :)

ewagriusz pisze...

Drogi Anonimowy,
Dziękuję Ci bardzo za szczerość.
Z tego, co piszesz, wnioskuję że oczekujesz tu szczerych i autentycznych świadectw. No cóż, trochę ich pewnie będzie i one są najcenniejsze - zgadzam się z Tobą w 100% Jedno już widziałem, choć jestem tu zaledwie parę dni i bardzo mnie ono zbudowało. Na pewno będzie więcej.
Jednak Bóg prowadzi nas swoimi ścieżkami, każdego inną. Myślę, że każdy głos (ale na temat !), nawet przedstawiający swoje opinie i polecający dobrą lekturę jest ważny, jak nie dla Ciebie, to może dla kogo innego. Bo w swojej formacji może on tego właśnie potrzebować.
Jesteśmy tylko ludźmi i w rozmowie posługujemy się słowami, definicjami, sądami, rozumowaniem, itd. Niestety, intuicja nie jest tu polecana, a mowa aniołów jest poza naszym zasięgiem. Dlatego warto czasem wiedzieć, co kto wie, bo to ułatwia wzajemne zrozumienie.
Na zakończenie parę cytatów:
"Ci, którzy boją się cudów Pana, boją się także Pana cudów" (E. Tardiff, Jezus żyje, Odnowa Łódź, 2013. S. 20)
i drugi, bardziej znany:
"Zrozumienie jest darem wiary. Dlatego nie staraj się zrozumieć, że można uwierzyć ale uwierz, że możesz zrozumieć" Augustyn, Wyznania, 440 r.
Wszyscy jesteśmy bowiem wnukami Kartezjusza (kard. Renard), racjonalistami, próbującymi za wszelką cenę znaleźć Boga swoimi siłami. Dopiero trzeba Jego interwencji, czasem nie pozbawionej poczucia humoru, abyśmy odnaleźli się i poszli Jego drogą, która jest prosta.
Czego Tobie i sobie życzę.




Anonimowy pisze...

Dzięki ewagriusz
Nie tak, że oczekuję. Może bardziej, mam nadzieję na wartościowe spotkania. Ze świadectwami tu, delikatna sprawa. Bardzo imponują mi wpisy, które niepostrzeżenie "przemycają" Boga do tej przestrzeni. Te które wprost nie mówią o Bogu, ale pozostawiają przestrzeń do wejścia w tę relację.
Z dawaniem pouczeń i pisaniem różnych mądrości, też zależy chyba... może się tak zdarzyć, że osoba do której je kierujemy, zupełnie opacznie je zrozumie. Albo wejdziemy w rolę ucznia, strofującego nauczyciela ( a głupio tak, mnie kilka razy się to już zdarzyło ). Bo nie wiesz, z kim rozmawiasz, kto co czytał, i jakie ma doświadczenia. Wchodzę tu, i czytam. Czasem coś mi się ułoży w głowie to napiszę, zaczepię. Jak się nie układa, też czasem napiszę. I czekam. Znajduję tu takie drobne promyki ludzkiej wrażliwości.
Szukanie Boga w świecie, jest bardzo fascynujące. I to nie prawda, że nasze wysiłki skazane są na porażkę. Szukającym szczerze Boga, ukaże On swoje Oblicze. Ja w to wierzę.
A jak mnie dopada zwątpienie, to przypominam sobie śmieszne kawałki, albo wtopy śmieszne życiowe moje, i zasłyszane :) Śmiech to zdrowie ;) I tym banałem zakończę.
wszystkiego dobrego ewagriusz
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A może czasem jest tak, że to co dla wielu może być "zniechęceniem" jest zwyczajnie owocem rozeznania, że tu po prostu nie ma już przestrzeni do wzrostu?
Przypomina mi się dość częsty obrazek z wielu grup i wspólnot, gdzie są ludzie, którzy coś robią "od zawsze", bo "są w tym dobrzy" wg. otoczenia, choć oni sami nawet szczerze niecierpią tych funkcji/służb... A nie bardzo ma ją kto zastąpić bo "nie ma komu"... To jest bardziej problem wspólnot, gdzie takie osoby są traktowane jak "niezastępowalne" co prowadzi do wypalenia i zniechęcenia, które wtedy może być błogosławieństwem i dla nich samych i dla ich wspólnot.

Prześlij komentarz