wtorek, 26 listopada 2013

Czasami się poddajemy. Ale to nie znaczy, że nam nie zależy

Czy mnie także kiedyś pobito? Odświeżam pamięć.










Najpierw przychodzi sms od brata z Katowic, a w nim niespodziewana intencja do wieczornych modlitw: 
Hej Krzysiu. Zostałeś kiedyś pobity za to, że jesteś księdzem? Ja tak. Pozdrawiam ze złamanym nosem z komisariatu :)

W załączniku zdjęcie mojego współbrata, który słynie z pogody ducha i niezwykłej otwartości na innych ludzi. Są tacy ludzie, którzy już w pierwszym kontakcie wzbudzają sympatię. On taki jest, a teraz padło na niego.


Przyglądam się jego obolałej twarzy. Wygląda niczym rasowy apostoł, który powrócił z misyjnej wyprawy: koszula w koloratce i opuchnięty nos z włożonymi gazikami. Odpisuję, próbując znaleźć krzepiące słowa, zapewniam też o modlitewnej pamięci z siostrami.

Rano przychodzi kolejny sms:

„Dzięki za modlitwę. Dobry humor mnie nie opuszcza, gipsu nie mam. Widać tylko spuchnięcie i siniak. Pozdrów siostry +”

Czasami tak bywa. Niektóre sytuacje sprawiają, że przychodzi się poddać, ale to nie znaczy, że nam nie zależy.
***

A potem ktoś zapytał na facebooku czy mnie także kiedyś pobito? Odświeżam pamięć. Chodzę w habicie po ulicach bardzo często. Także w habicie objechałem ponad 25 tysięcy kilometrów autostopem po Europie. Raz wywieziono mnie do lasu, gdzie pewna grupa przestępcza miała ukrytą stadninę koni z własną knajpą, innym razem chciano wywieść do publicznego domu, abym zamówił sobie dziewczynę i „mógł zakosztować prawdziwego szczęścia”. We Francji pod Paryżem grupa agresywnie zachowujących się chłopaczków zaproponowała do zapalenia haszysz, a kiedy zignorowałem oblali mnie wodą (niewielka ilość). Na północy Włoch pomylono z mormonami, w Serbii (o trzeciej w nocy) z „katolickim CIA”, w Kosowie z muzułmanami, a później z przemytnikami heroiny, na Pomorzu ze świadkami Jehowy, w Czechach z kosmitami, a w Holandii z uczestnikami parady równości.

Raz chciano podpalić mi habit, proponowano nocną libację, kierowca tira zaproponował tygodniowy objazd po europejskich parkingach, abym usłyszał jak żyją „zwykli ludzie” (miałem jednak ściągnąć tą „rycerską albę”). Była też propozycja grilla w towarzystwie osób uważających się za antyklerykałów, którzy jednak są „otwarci na Kościół” (cokolwiek to znaczy) i chcieliby porozmawiać.

Bywały sytuacje kiedy musiałem wracać do klasztoru nocą, przechodząc przez dzielnice, które uchodzą za najniebezpieczniejsze w mieście. Wracając z poświęcenia mieszkania, grupa mężczyzn zablokowała mi drogę. Było już ciemno, a w okolicy żadnych ludzi. „Zostaw, to ksiądz” – zdołałem tylko usłyszeć, na twarzy poczułem oddech stojącego obok mężczyzny. Wówczas habit pomógł.





Z prowokacjami słownymi spotykałem się wielokrotnie. Słyszałem już, że jestem „pedałem”, „pedofilem”, „rycerzem Jedi”, „przebierańcem”, „białym ninją”, „pierd... klechą", że mam „fajną kieckę”, a nawet jestem ministrantem, który uciekł księdzu z zakrystii. I choć kilka razy sytuacja była na krawędzi, od pobicia Bóg mnie jednak uchronił. Przynajmniej na razie.

Takich sytuacji nie pielęgnuję, nie rozważam, a gdy się trafiają, wówczas próbuję się skupić na czymś innym. Kiedy spotykam się z jawnie wyrażaną niechęcią (Bóg daje takie sytuacje systematycznie, aby nie popaść w letarg), staram się to ignorować i nie odpłacać tym samym. Nienawiść to pokarm dla duszy mało pożywny.

To, że ktoś nazwie złodziejem, to nie oznacza, że ma rację. To, że ktoś powie, że jest się nic nie wartym, nie oznacza że tak jest. Wartość człowieka nie leży w słowach wypowiadanych przez innych.

Pamiętam opowieści poznańskich księży, którzy dwanaście lat temu, po znanej aferze z tamtejszym biskupem na ulicach słyszeli o sobie serię niedwuznacznych słów, które miały im przypominać kim tak naprawdę są. I nie były to skojarzenia teologiczno-duchowe.

Przepiękny tekst św. Jana Chryzostoma mówi, że jeśli stajesz się wilkiem to nie dziw się, że ci Bóg nie pomaga. On jest pasterzem owiec, a nie wilków. Chodzi o zwykłe reakcje. Gdy ktoś stosuje przemoc - oddajemy albo uciekamy. Gdy nie ma tu modlitwy o miłosierdzie, w takiej postawie nie ma też nic nadprzyrodzonego. Bóg jest niepotrzebny.

Najważniejszą troską owcy, kiedy się znajdzie między wilkami nie jest wcale to, żeby nie została zjedzona. Najważniejszą jej troską powinno być to, żeby nie stała się wilkiem.



***

Kilka dni temu wracałem z Częstochowy do Łodzi z dwoma znajomymi księżmi diecezjalnymi. Pracowali już na kilku parafiach, z przyjemnością słuchałem z jak ogromną życzliwością wypowiadali się o osobach, z którymi pracują. "Ludzie wszędzie są dobrzy", "Z proboszczami bywało ciężko, ale na parafian nigdy nie mogę narzekać".

Niemal od samego początku wstąpienia do zakonu, a później po kapłańskich święceniach mam nieodparte  wrażenie, że znacznie więcej otrzymuję, niż jestem w stanie dać. Znacznie więcej spotyka mnie życzliwości i dobra, niż agresji i niechęci. Boję się nawet, że nie będę miał z tego powodu żadnych zasług.

Nie lamentuję jak bardzo jesteśmy prześladowani, nawet kiedy spotykam się z niechęcią. Bo nie jesteśmy. Wystarczy spojrzeć na Arabię Saudyjską, Afganistan, Syrię, Koreę Północną, Jemen i jeszcze kilka krajów, gdzie za samo bycie chrześcijaninem tracisz miejsce pracy lub środki na utrzymanie, a w najbardziej drastycznych wypadkach grozi ci  obóz lub śmierć.

Może dopiero wszystko przed nami?

Tymczasem obejrzycie filmik o tych, którzy w tym roku zechcieli zaryzykować. Nie życzę, aby było łatwo, ponieważ ani nie będzie, ani nawet nie powinno.

Jednak z całą pewnością warto.


 
 



42 komentarze:

Kasia Sz. pisze...

To ważne zdanie: "Takich sytuacji nie pielęgnuję, nie rozważam, a gdy się trafiają, wówczas próbuję się skupić na czymś innym."

Właśnie, żeby tego co przykre nie pielęgnować i skupiać na czymś innym.

Zuzanna pisze...

Czyżby ostatnie zdjęcie było z pewnego schroniska w Górach Izerskich?:) Cudne miejsce:)

aga pisze...

ojciec jak św.Paweł
"Najważniejszą troską owcy, kiedy się znajdzie między wilkami nie jest wcale to, żeby nie została zjedzona. Najważniejszą jej troską powinno być to, żeby nie stała się wilkiem."
piękne słowa, prawdziwe...

Anonimowy pisze...

Nie rozumiem tylko o co chodzi z tymi "zasługami". No bo, co to za zasługa że się od kogos oberwie. Jakie z tego dobro? No, chyba że...pokora może, ale to też będzie zależało od podejscia do zdarzenia.
Zazwyczaj tak jest, że ten który się nie spodziewa własnie obrywa. A ten który się spodziewa, a nawet czeka na to z zamknietymi oczyma, niemal zawsze wychodzi cało z opresji. Zainteresowało mnie to "warto". Może ojciec napisać cos więcej o tym warto? Jaką ma tu wagę to słowo, czy jest wynikiem przeliczania strat i zysków (czego?) i jaka jest gwarancja że za kilka lat ojciec powie to samo, przeżywając i patrząc na doswiadczenia swoje i innych?

o. Krzysztof pisze...

Owo "warto" nie polega na zyskach i stratach, ale na osobie Chrystusa.

@Zuzanna: tak to chatka górzystów. Gratuluję spostrzegawczości. To jeszcze te lata, kiedy nie było toalet i ciepłej wody :)

Iris pisze...

:( pozdrowienia dla brata i ... wytrwałości w tej "rycerskiej albie" !

nie odrzucona pisze...

Podpisuję się pod tym, też ujęły mnie te słowa :)

Anonimowy pisze...

Rzepem będę i tym razem Ojcze...Ale czepiam się w słusznej dla mnie sprawie.
Własnie, jak to może być że nie polega na zyskach i stratach, jak już samo okreslenie "warto" zakłada jakichs zysk. Raczej trudno będzie dla człowieka wyzwolić się z takiego myslenia kalkulacyjnego. Do czystej, bezinteresownej miłosci sami z siebie zdolni nie jestesmy. Jak Bóg nie udzieli tej łaski, człowiek zawsze będzie kalkulował i szukał co mu lepiej (nawet mnisi i pustelnicy)
Po mojemu, to juz lepiej wejsc w odwrotną logikę (sw. Pawła). Brać zysk za stratę, a stratę za zysk. Może, wtedy przyjdzie łaska i sama Osoba.

o. Krzysztof pisze...

Bądź rzepem, bądź :) To zadanie na całe życie - taka przemiana myślenia, bo wciąż wkrada się ludzka kalkulacja. Zgodzę się, że samo określenie "warto" jest już nakierowane na zysk, ale też sam Jezus mówi, że stokroć więcej otrzymacie... Myślę też o jeszcze jednej perspektywie. Chrystus wziął na siebie grzechy wszystkich, będąc absolutnie świętym. Nie był winny, a wziął. W kapłaństwo powinna być wpisana taka właśnie wrażliwość - on stał się kozłem ofiarnym ginąc poza miastem. To ostatnia rzecz na jaką ma się ochotę, stracić samemu w tym życiu, aby ktoś innym mógł zyskać. To także odwrotna logika nakierowana na stratę, a nie na zysk.

Anonimowy pisze...

Z racji zawodu niemal codziennie spotykam się z agresją słowną lub gestami wyrażającymi agresję wobec mnie. Jeszcze w mordę nie dostałam, ale wszystko przede mną :-). Uczucie klęski jest zawsze, bez względu na to, czy nie dam się sprowokować, czy nerwy puszczą. Swoje odchorować trzeba, choć z różną intensywnością. To zmaganie, to ostatnia rzecz na którą mam ochotę, ale co dzień wstaję i idę modląc się o potrzebne siły. Bycie kapłanem nie jest więc uprzywilejowanym stanem do przetwarzania strat na zyski.
Przyłączam się do pozdrowień i życzeń wytrwałości.

Stomatolog pisze...

jaki zawód wykonujesz?

pandarasta pisze...

Tytuł bardzo,trafny do mojej sytuacji,choć boję się,że ja zbyt szybko odpuściłam a powrotu nie będzie

Anonimowy pisze...

Na brak zasług nie mogę się zgodzić. Choćby pisanie tych tekstów... Na żywo nieczęsto mam możliwość Ojca słyszeć, ale długo zapamiętam ostatni Adwent, olejek z mirry i ''jesteś moim dzieckiem umiłowanym - mówi Bóg'' :)

Zuza pisze...

"Biały ninja" - dobre to :) Taka odmiana księży diecezjalnych, którzy są najczęściej batmanami. Jakby nie brać, mamy całą rzeszę wojowników :) I o to chodzi! Ale niekoniecznie w znaczeniu dosłownym w związku z wyżej opisaną sytuacją...

Fajna myśl o tym, że troską owcy między wilkami powinno być to, by nie stać się wilkiem, a nie to, żeby nie zostać zjedzonym. Ale... z drugiej strony, patrząc na to w wymiarze czysto fizycznym, czasem to ratuje życie, gdy wchodząc między wrony zaczyna się krakać jak one... A czy troską człowieka nie powinno być własne zdrowie i życie? nie chodzi o to, żeby zacząć się naparzać z panami z ciemnej łódzkiej bramy, ale żeby przynajmniej umieć się bronić. Czasem trzeba przybrać wilczą skórę, by wymknąć się niepostrzeżenie. nie zawsze człowiek ma w sobie tyle heroizmu, by zginąć w męczarniach, pozostając owieczką.

Zgodzę się z jednym anonimowym, że słowo "warto" samo w sobie zawiera zysk. Generalnie wszystko, co robimy musi nam przynosić jakiś zysk, w jakimkolwiek wymiarze, inaczej byśmy się tego nie podejmowali. Nawet jeżeli nie jest to gratyfikacja finansowa, to musi być chociaż satysfakcja z podejmowanych działań.

Pozdrowionka i dobrego dnia!

aga pisze...

rekolekcje adwentowe w internecie o. Adam Szustaka i ich tytuł: Przed przyjściem Dobrego Wilka

"wilk" kojarzy się jednoznacznie negatywnie, jako drapieżca, zabójca lub wcielone zło, wzbudzające powszechny lęk
podobnie jak powiedzenie: dobry łotr (raczej nawrócony łotr)
to negacje, wg mnie nie można tak igrać ze słowami, to cienka granica, zła nie można nazywać dobrem i odwrotnie
to kij włożony w mrowisko

mika pisze...

Dostrzegam w ojcu postawę: "Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi", która jest mi bliska.
Dzięki za podzielenie się tym doświadczeniem :)

Anonimowy pisze...

Ta inna perspektywa, perspektywa swiętosci (tracenie siebie, żeby inni zyskiwali) jest nie do ogarnięcia ludzką logiką. Zawsze, będzie kojarzyło się to z jakąs niesprawiedliwoscią.
Zuza, ja myslę jednak, że nie wszystko w życiu musi być ukierunkowane na takie przeliczanie (zrobię cos, albo nie zrobię, i za to otrzymam gratyfikację. Cos zyskam) Miłosci nie da się tak "kupić".
Ona pojawia sie własnie wtedy, kiedy oduczamy się kalkulacji. Próbujemy isc w odwrotnym kierunku.
I mnie zdarzały się w życiu sytuacje, kiedy natychmiast oddałam komus kto mnie udarzył. I dobrze, ta osoba zrozumiała później o co chodziło. I wyszło z tego dobro. Nie wszystko, da się tak interpretować dosłownie (to do tego nadstawiania policzka) ale czasem korzystniej jest nadstawić. To zależy.
Ktos tu pisał (kobieta) o niesamowicie stresującej i obciążającej psychicznie pracy. Może...lepiej zmienić zajęcie? szkoda zdrowia...
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

@Anonimowy 15:05
Dzięki za radę co do zmiany pracy, ale jest nierealna.Chyba, że zmienię zajęcie na jego brak. A po drugie, jest też jasna strona tego co robię i dla niej warto coś poświecić, może nawet zdrowie. Może...Nie wiem. Staram się znaleźć sens.
Pozdr.

Stomatolog pisze...

Albo policja, albo kryminalni, albo ABW. Rzeczywiście masz stres :)

wredny majkel pisze...

albo armia, szkoła, finanse lub zakon :)

Anonimowy pisze...

@Stomatolog, wredny majkel
ABW - :-))), zakon? - warto rozważyć ;)
Rozbawiliście mnie. Dzięki.

don`t give up pisze...

Może być gorzej: nauczyciel w szkole :)

Zuza pisze...

Miłość, owszem, z założenia jest bezinteresowna. Ale sama w sobie przynosi korzyści. Kochamy, bo to kochanie coś nam daje - radość, satysfakcję, mądrość... Ale to zawsze jest zysk. Nie materialny, ale zysk.

Klaudia Pawlak pisze...

czyli z punktu widzenia psychologicznego bezinteresowność nie istnieje?.

Anonimowy pisze...

Zuza
A mozna tak kochac, zeby dawac a nie tylko brac? A jesli kogos kocham a on nic mi nie daje?
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Nie zawsze miłość przynosi korzyści, o których piszesz. Kocham np. obłożnie chorą, bliską mi osobę, ale to kochanie nie daje mi ani radości, ani satysfakcji, no może trochę mądrości. To ciągle jest miłość, choć okupiona zmęczeniem, rozdrażnieniem, brakami cierpliwości. Kocham choć ta miłość sama w sobie niewiele mi daje, więcej w niej straty niż zysku. Kocham, choć nie dostaję w zamian zbyt wielu pozytywnych odczuć.
Ale oczywiści jeśli produktem jakiejś prawdziwej miłości jest uczucie zadowolenia, spełnienia, radości, to pozostaje tylko dziękować. To ludzkie, że tego pragniemy.

Anonimowy pisze...

a co ze mną, jeśli nie wzbudzam sympatii? nie tylko od pierwszego wejrzenia..? jakoś tak coraz częściej bywa..

Anonimowy pisze...

@don't give up
Jeśli ten anonimowy od stresującej pracy jest nauczycielem, to prawdopodobne że właśnie się poddał. Przecież to już jest najgorzej.
@anonimowy 27 list 21:58
Rozważasz zakon? - pomyśl o dominikankach. Ciekawe jak by wołali nieprzychylni. Może biała dama?
;) :))) Trzymaj się!

Anonimowy pisze...

przywyknij, dopóki niczym nie rzucają jest dobrze.
przepraszam. żart taki bolesny.
od raz mówię że różne uczucia w ludziach budzę, przekrój spory, intensywność też, tylko z sympatią to akurat nie zawsze ma dużo wspólnego.
A całkiem serio, czasem w książkach jest sporo dobrych odpowiedzi.
"Poszukiwana poszukiwany. Poradnik dla singli" Henry Cloud. Polecam. Szczerze polecam bo czasem jedyny sposób na to żeby zobaczyć gdzie się popełnia błąd to zobaczyć własne zachowania, z kategorii uznawanych za naturalne, właściwe i oczywiste, umieszczone przez postronnego obserwatora w kategorii BŁĄD, DUŻY BŁĄD z poważnymi konsekwencjami.
Dla szukających i nie szukających partnera, lektura jest pożyteczna bo pozwala sobie uświadomić jak inni mogą nasze zachowania odbierać. I dlaczego. Jak to można zmienić.
Dla szukających wyjaśnień dlaczego ludzie przechodzą na drugą stronę ulicy żeby z nami nie rozmawiać. Mnie tylko były chłopak udaje że nie poznaje.
Popłynęłam ojcze wybacz, ale to w kategorii że ludzi trzeba kochać i pomagać. Z chęci oczywistej zysku w postaci zbawienia. Własnego i cudzego.
To teraz już milczę.

Anonimowy pisze...

z dopiskiem że jest cześć ludzi w których się nie wzbudza sympatii i to akurat należy sobie policzyć na plus. z racji poglądów np., zapatrywań i ogólnego podejścia do życia.
bo ludzie czasem źle myślą po prostu, znaczy błędnie
: - )

Kasia Sz. pisze...

Jutro rozpoczyna się Adwent. Jak ktoś z Was będzie chciał zrobić sobie ćwiczenia duchowe na ten czas to podaję link do mojego blogu. Tam umieściłam całość: http://kasiaszarek.wordpress.com/

WeroMac pisze...

Jest Ksiądz wspaniały i daje mnóstwo siły nam-młodzieży !

Anonimowy pisze...

Jak się uczyć to tylko do wymagającego nauczyciela. Dzięki Kasiu za odnalezienie.
Kiedyś ustawiło mi to w pamięci jedną rzecz, może teraz uda się poćwiczyć wytrwalej.
Dobrego Adwentu Wszystkim

Klaudia Pawlak pisze...

Adwent się rozpoczyna. Rozpoczęły się rekolekcje adwentowe z O.Szustakiem i Litzą z Luxtorpedy.Odcinek pierwszy już w internecie - https://www.youtube.com/watch?v=uE33bt8vwls#t=11 .

Anonimowy pisze...

"życie bez Boga, wbrew Bogu staje się gonieniem od pozoru do pozoru. Przy tak małej ilości danych cała reszta okazuje się grą chcenia i wyobraźni"

http://dominikanie.pl/polecamy_x/odcienie_slowa/news_id,4603,wyprzedzi%C4%87_%C5%9Bwit.html

Piękne bo słuszne.

Zuza pisze...

"A można tak kochać, żeby dawać a nie tylko brać? A jeśli kogoś kocham a on nic mi nie daje?"

Można, nikomu nie bronię... Ale taka miłość wyniszcza, a przecież miłość z założenia jest dobra, ma prowadzić do wzrostu, rozwoju i radości. Bo miłość się mnoży, kiedy się ją dzieli, wtedy jest jest najbardziej owocna. Ja dzielę ją z kimś, ktoś dzieli ją ze mną. Ja coś daję, nie oczekując nic w zamian, ale i ta druga strona daje coś mnie, nie oczekując nic w zamian. Wtedy karmimy się wzajemnie i wzajemnie wzrastamy. Wzajemnie ładujemy swoje baterie, które się czerpią w miłości. Bo jeśli ja ciągle tylko daję, ale niczego nie dostaję, to moje baterie kiedyś się skończą. A to wyniszcza.

Tylko Bogu nie kończą się baterię, bo On sam jest Miłością.

Nie wiem jak to jest z psychologicznego punktu widzenia, ale tak po ludzku, miłość bezinteresowna jest sensowna tylko wtedy, gdy przynosi owoce, które sami zbieramy. W przeciwnym razie będzie tylko bólem. W przyjaźni, w małżeństwie, w rodzicielstwie, w kapłaństwie, w psychologii i w każdym innym zawodzie. W każdej relacji ludzkiej.

Anonimowy pisze...

Miłość, jest tylko bezinteresowna :) wszystkie inne (interesowne) nią nie są.

Belegalkarien pisze...

Nie mówimy o miłości w stylu: ja Cię kocham, a Ty mnie prezenty.

Miłość, prawdziwa, jest wtedy, gdy kochasz i nie wiesz dlaczego, gdy kochasz mimo wszystko. Ale jeśli Ty kochasz, a ten ktoś Ciebie nie, to ta miłość nie przetrwa. albo będzie Cię wyniszczać w każdy możliwy sposób.

Żona, która kocha męża alkoholika i dokłada wszelkich starań, by go "wyprowadzić na prostą", w pewnym momencie zaczyna być wrakiem człowieka współuzależnionego. Rodzic, który inwestuje z miłości w dziecko, które nie okazuje wdzięczności, cierpi zostawiony sam na starość. Przyjaciel, który jest na każde zawołanie, nie doświadczający miłości przyjacielskiej, prędzej czy później się wypali. Potrzebujemy wzajemności, bo to ona nas napędza, karmi i podsyca płomień miłości.

Łukasz Makuch pisze...

Może i wartość człowieka nie leży w samych słowach wypowiadanych przez innych, ale mogą być one jej odbiciem. Bo czyż wypowiedziane przez kogoś "Dziękuję!" nie zwiększa naszej wartości?

Oczywiście bezpośrednim czynnikiem, który powinien tę wartość zwiększyć, jest sam czyn, za który usłyszeliśmy podziękowanie. Czy jednak jest coś złego w tym, by dodatkowo cieszyć się z tego, że zostaliśmy docenieni? Że ktoś powiedział, że to co robimy jest piękne, przydatne lub pomocne?

Anonimowy pisze...

Anonimowy post z 26.11 dotyczący zawodu... jesteś prawnikiem? ;)
pozdrawiam i życzę odporności :)
do Łukasz Makuch - to wielka wartość... bardzo dobrze powiedziane...
wszystkiego dobrego!!
M.

Anonimowy pisze...

Do tych co nie wzbudzają sympatii ...;) albo raczej gorzej... :)
To przez mówienie prawdy...niewielu chce ją znać :) - ja tak mam w każdym razie :)
Ale wszystko jest na dobrej drodze :)
Do o.Krzysztofa, którego mogę dość często posłuchać na żywo w najpiękniejszym z miast - Łodzi :) bardzo dziękuję ... czasem jedno słowo zmienia wszystko a tych dobrych i mądrych słów jest tak wiele... jak dobrze że są jeszcze tacy ludzie. Mądrze ojciec prawi i pisze :) ...i jakoś tak wzbudza radość...:) tak to każdy by chciał;)

Anonimowy pisze...

Ojcze dziękuję za ten artykuł. Rozbawił mnie i wzruszył. Nigdy nie sądziłam, że takie mogą być podobieństwa między tak z pozoru różnymi zajęciami. Ale póki co się nie poddaję (teraz, bo kiedyś się poddałam, nie dałam rady... ale można wyjść ze wszystkiego). Serdecznie pozdrawiam!!!!

Prześlij komentarz