czwartek, 20 lutego 2014

Prosiłeś Boga o cierpliwość?

Oto najlepsze ćwiczenie...






Do znajomego przyjechała teściowa. Ciężko to znosi.

- Mamo, pozwól że sami będziemy układać talerze. Jeśli są zwalone na kupę, wysypują się i tłuką. 
- Nie martw się, będę uważała... - po czym słychać dźwięk tłuczonego szkła. 
- Jaka ze mnie niezdara. 

- To tylko jeden z epizodów. Średnio co pół godziny jeden. Mam dosyć - wyznaje rozżalony Marek. 

W południe próbuje dzwonić do dwóch przyjaciół chcąc się wygadać ze wspólnoty AA. Dwie próby – obie nie w czas. 

Wieczorem próbuje ponownie. Tym razem skuteczniej.
- Marku, czy prosiłeś Boga o cierpliwość? - słyszy w słuchawce.
- Tak.
- No to właśnie dostajesz lekcję cierpliwości. Przecież za darmo jej nie dostaniesz – musisz się jej nauczyć. Dziękuj.

***

Jak mogę Go widzieć, jeśli pogardzam sobą? Jak mogę Go przyjąć, jeśli lękam się tego kim jestem? Jak mogę miłować to, czym jestem, jeżeli nienawidzę tego, co ludzkie w innych?


33 komentarze:

Maciej Zdun pisze...

Dziękuję za to co Ojciec napisał po trzech kropkach.

mała Cy pisze...

Czy coś wiadomo, jak to znosi teściowa znajomego :)?

o. Krzysztof pisze...

Ha, dobre pytanie :)

pandarasta pisze...

Ojcze tylko nie ten obrazek u góry,litości takie dobre obiektywy tak kroić,chociaż może kiedyś i ja taką kolekcję będę posiadać,ale do tego trzeba pracy i cierpliwości
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

spokojnie to raczej fotomontaż :)

basiek pisze...

Tak się składa że jakiś czas temu właśnie prosiłam Boga o cierpliwość dla mnie, w stosunku do mojej chorującej mamy, wiadomo jak człowiek choruje czasami staje się nieznośny i nie myśli czasem o tym jakie słowa wypowiada bo to wszystko spowodowane jest przez ból.
Moja modlitwa i prośba chyba została wysłuchana, choć też się modlę i modliłam również o cierpliwość w chorobie dla mamy, chociaż nie jest za dobrze z jej zdrowiem i za miesiąc czeka ja poważna operacja to jakoś obie dajemy radę. Myślę że warto się modlić nawet o tą naszą cierpliwość w stosunku do drugiego człowieka. Pozdrawiam :)

pandarasta pisze...

@Anonimowy z 22:03
Jestem świadoma,że to fotomontaż ,ale mimo wszystko,takie zdjęcie przyprawia mnie o dreszcze choć wcześniej już go widziałam gdzieś w Internecie

Czytelniczka pisze...

Ojcze, Ojciec będzie miał lub już miał konferencję na temat o. Badeniego. Ojciec Badeni był charyzmatykiem. Czy wiesz Ojcze jakim charyzmatem posługiwał o. Badeni? Czy miał charyzmat np.
uzdrawiania, słowa poznania, modlitwą językami, wielbienia?

Kiedyś czytałam, że o. Adam Szustak pisał o swoim chrzcie w Duchu Świętym? Czy ktoś wie jakim charyzmatem posługuje o.Adam?

Czytelniczka pisze...

Oczywiście o.Adama ma charyzmat głoszenia Słowa Bożego, ale czy posługuje także jednym z tych głównych charyzmatów o jakich pisał św. Paweł.

Anonimowy pisze...

Do Czytelniczka
Czemu pytasz o to innych? Jeśli to dla Ciebie takie ważne, spytaj Jego samego :)
Przepraszam za te "wtrącania się" to chyba mój charyzmat ;D
Ojcze, dzięki za wpisy. Czy mógłby o. rzucić kilka myśli do rozwinięcia, coś w temacie szukania złotego środka w ż. duchowym. Czyli, co zrobić żeby nie tracić równowagi. Jak w skrajności nie wpadać. Coś o paradoksach (jak to może być że obok siebie istnieją rzeczywistości wydawałoby się wzajemnie się wykluczające)
No i coś o łagodności. Czemu, im bardziej się staramy, tym mniej wychodzi. O smutku też jakby coś się udało...co to za rysa która uwiera? i czy może coś dobrego przynosić?
Nie mam za dużo cierpliwości, ale poczekam ;) A jak nic nie da się wymyśleć, to nic. Znaczy, potrzeba szukać dalej na jakąś logikę- nie wiadomo jaką zresztą. (jak do tej pory, dobrze sprawdzała się właśnie ta przeciwstawiania...ale nie zawsze działa)
Dziękuję.

Iris pisze...

"- No to właśnie dostajesz lekcję cierpliwości. Przecież za darmo jej nie dostaniesz – musisz się jej nauczyć. Dziękuj." Prawda! :-)

Anonimowy pisze...

Jeśli bardzo się straramy i nie wychodzi, to może aż za bardzo chcemy zrobić wszystko własnymi tylko ludzkimi siłami. Jasne, Pan Bóg nie zrobi wszystkiego za nas, ale zrobi to z nami - jak mawia o. A. Szustak :) I przede wszystkim Jego warto szukać, a nie samego ''życia duchowego''.

Anonimowy pisze...

Łagodność nie wychodzi.../Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie/
No przecież nie szukam żadnych abstrakcji. Wiem Kogo szukam. Łagodność po to, żeby innych nie ranić- z grubego kalibru wywalając prawdę przed oczy.
Zresztą, już chyba nie ważne. Sama sobie odpowiedziałam(odpowiadając Czytelniczce wcześniej) -Kogo pytać. Nie, nie Pałysów i Szustaków i innych (wybaczcie). Boga samego najlepiej. Jeśli to od Niego, to odpowie. A jeśli nie, nie warto przejmować się pierdołkami. Nie oglądać się za siebie i patrzec do przodu z nadzieją.
o. Badeni fascynował mnie swoją prostotą, i taką zwyczajną niezwykłością.
Urzekała mnie Jego dobroć, i zmysł trzeźwego rozeznawania rzeczywistości.
To był niesamowicie wolny, i zdystansowany do siebie człowiek.
Był zakochany w Bogu, a logika którą się kierował wypływała z tej Miłości.
Dzięki, już nie potrzeba. Samo przyszło. I wiem że dobre.





agata pisze...

w pierwszym momencie nie poznałam kaplicy akademickiej z drugiego zdjęcia, a bywam tam częściej niż rzadziej. jednak prawie nigdy, gdy świeci słońce ;)

MIA pisze...

Jeszcze krócej: Prosiła/eś Boga o cierpliwość...? - No to masz teściową. U mnie kolejność odwrotna; Bóg obdarzył mnie teściową (o którą-, a raczej o jaką nie prosiłam), i tym samym zmusił mnie do modlitwy o wszystkie dary i charyzmaty Ducha Świętego, jakie tylko będę w stanie strawić - nie tylko o cierpliwość. To jest dopiero Łaska... :-)

Anonimowy pisze...

Dobre pierwszy raz dzis sie uśmiechnąłem !!!

Zuza pisze...

Historia przednia :) To taki paradoks trochę w naszym życiu, że Pan Bóg uczy i daje to, o co prosimy, przez to, czego byśmy nie chcieli. Mam poczucie, że od pewnego czasu tego doświadczam. I choć jestem trochę jak ten Marek, to zaraz gdzieś odzywa się głos tej osoby ze słuchawki. Ks. Twardowski mawiał, że kiedy zadawał sobie jakieś pytanie wewnętrznie, które bardzo go nurtowało, to zaraz pojawiał się ktoś, kto mu na nie odpowiadał. Niby przypadkiem, a jednak nie...

Czy od razu nienawidzę tego, co ludzkie w innych? Za mocne. Czasem po prostu nie akceptuję, nie toleruję, ciężko mi to przyjąć. W psychologii nazywamy projekcją sytuację, w której podświadomie przypisujemy innym negatywne cechy, których nie akceptujemy u siebie. To nie teściowa wkurza, tylko to, że nie umiejętność zaakceptować u siebie braku cierpliwości, nieumiejętność przyjęcia jej jako "bagażu", który wniosła w ich życie małżonka. Bo to trudne. Ale możliwe :)

Zuza pisze...

O matko...miało być mądrze, wyszło po chińsku ;)

Przedostatnie zdanie jeszcze raz, już zrozumiale :)

To nie teściowa wkurza, tylko nie umiejętność zaakceptowania u siebie braku cierpliwości, nieumiejętność przyjęcia jej jako "bagażu", który wniosła w ich życie małżonka.

Sympatyk pisze...

Mądre wnioski Zuzy :)

MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
aga pisze...

Mia, rozumiem Cię
mojej teściowej-niestety-udało się rozbić moje małżeństwo
zawsze była przeciwna naszemu związkowi, robiła wszystko, by nie dopuścić do ślubu, jawnie wyzywała mnie od najgorszych; gdy jej się nie udało i jednak wzięliśmy ślub, robiła mi różne nieprzyjemności: określała wprost,że przynajmniej zięć jej się udał, na urodziny kupiła mi książkę: Trędowata, na inną okazję podarowała kilka kaktusów
w końcu jej się udało, gdy mąż wyjechał za granicę doprowadziła do rozwodu, a później w sądzie go reprezentowała w czasie rozprawy rozwodowej i podziału majątku
minęło już wiele lat od tamtego czasu, ale jej mimo wszystko wybaczyłam, to biedna kobieta, zżerała ją nienawiść nie tylko do mnie, do innych ludzi też
trzymaj się, nie poddawaj, jest Was troje, Jezus Was będzie chronił

Zuza pisze...

Dziewczyny, rozumiem Was, i wierzę, że nie zawsze jest różowo. Usłyszałam ostatnio taki dowcip: Chłopak przyprowadza do domu trzy dziewczyny, sadza je na kanapie i mówi do swojej matki, by zgadła, która z nich zostanie jego żoną. Matka patrzy chwilę i mówi: Ta w środku. Skąd wiedziałaś? - pyta zdziwiony syn. Na to matka: bo już mnie denerwuje....

Niby żart, ale rzeczywiście te relacje z teściami (nie tylko z matkami) bywają ogromnie trudne. Ale tekst Ojca traktuje raczej nie o teściowej dosłownie, a o tym, że Pan Bóg uczy nas tego, co nam potrzebne w taki sposób, który wydaje nam się najgorszy na świecie. I że często to nie obiekt jest problemem (tu nieszczęsna teściowa), ale to, że nie umiemy poradzić sobie z własnymi emocjami, słabościami, że nie potrafimy w sobie zaakceptować pewnych cech, a co dopiero innych ludzi z ich całą niedoskonałością.

To są trudne rzeczy, o których piszecie, bo niestety nie wszyscy rozumieją, że w małżeństwie potrzebne są dwie osoby, a nie trzy (tej Boskiej tu nie liczę, tylko te ludzkie). Czasem paradoksalnie, trzeba odciąć się od rodziny pochodzenia, by tej nowo założonej nie zniszczyć. Czasem nie ma innego wyjścia, jak tylko zdystansować się maksymalnie i ograniczyć kontakty do minimum, by ocalić to, co wymaga zaangażowania i bliskości. Bo w grę wchodzi jeszcze jedna rzecz: jeśli ktoś mnie skrzywdził, to krokiem do wewnętrznego pokoju jest przebaczenie. Ale przebaczenie nie jest równe pojednaniu. Jeśli ktoś mnie krzywdzi, to ja mu mogę wybaczyć, nawet powinnam. Ale to nie znaczy, że muszę się z nim pojednać, to nie znaczy, że mam zapomnieć. Bo czasami pojednanie po prostu nie jest możliwe. A nawet niewskazane, bo jeśli spotkanie ma "zaowocować" kolejnym zranieniem, to myślę, że powinniśmy wręcz siebie chronić.

MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
aga pisze...

MIA
dzięki za słowa wsparcia, nic tak nie zbliża jak rozmowa na bliski temat
chyba nie, ponieważ on się ożenił powtórnie (ja jestem sama), choć niedawno
gdy dowiedziałam się,że jego żona zmarła, napisałam do niego
pewnie się wygłupiłam, bo odpowiedzi brak
masz rację, ufam, bo wierzę, że Bóg wszystko może
serdeczności

MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ciotka klotka pisze...

Znam sytuację, w której to właśnie teściowa była "dręczona" przez swoją synową. I raczej, bardziej teściowa miała większe szanse ćwiczyć się w cierpliwości. To chyba zależy od człowieka.
Nie wszystko, ale bardzo wiele- zależy od nas. Od sposobu którym się komunikujemy. Prawda wyrażona w odpowiedni sposób (bez pretensji i oskarżeń) może zostać przez tę drugą stronę przyjęta. I teściowa może poprzez to się zmieniać, synowa też.

MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Nie wiem.
W takiej sytuacji dobry byłby zdrowy dystans. Nie dawać możliwości wtrącania się do swojego życia. Mieszkanie wspólnie z rodzicami to najgorsza opcja jaka może być.
Na takie „żądania” można się tylko z szacunkiem uśmiechnąć i robić swoje zgodnie z własnym sumieniem.
Nic tak nie boli i nie rozwściecza jak centralnie rzucony w naszą stronę stek pretensji, wyzwisk i oskarżeń. I nic tak nie zaostrza konfliktu bardziej, jak oddawanie w ten sam lub podobny sposób.
Czy jesteś pewna że to jest nienawiść? Czy może niechęć wyrażana dosadny sposób. (Nie musisz tu MIA odpowiadać) Mam nadzieję że wkrótce zacznie Wam się lepiej układać. Powodzenia.
Można spróbować spojrzeć czasem na swoją teściową z miłością (wbrew wszystkiemu).
W końcu, to ona urodziła i wychowała Twojego męża.

*Nie jestem żadna ciotka, a klotka już tym bardziej. Tak napisałam w odpowiedzi
Pozdrawiam

MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
MIA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
CBT is cool pisze...

Or isnt't it?

Ola pisze...

O. Krzyśku... jak móc widzieć, przyjąć, kochać, jeśli gardzę, boję się, nie akceptuję. Chcę móc. Muszę móc. Potrzebuję móc.

Prześlij komentarz