czwartek, 8 maja 2014

Dlaczego jest niewielu kontemplatyków?


Bo nie chcą płacić takiej ceny.












Kiedy po raz kolejny Thomas Merton nie otrzymał od swojego opata zgody na przeprowadzenie rekolekcji, jego serce było pełne żalu. Dom James Fox wysłał wówczas do swojego współbrata poruszający list:

Nie istnieje nic, co wiodłoby do bardziej intymnej jedności z Bogiem ponad to, co obecnie posiadasz.  
Dokonuje się to zaś nie przez podróże na zewnątrz, lecz przez wchodzenie w głąb.  
Nie ma innej drogi.  
To kosztuje – i to jak.  
Oto dlatego jest tak niewielu prawdziwych kontemplatyków. 
Dlaczego?  
Bo nie chcą płacić tej ceny. 


***

Jan XXIII miał rację, ludzie są jak wino, niektórzy zmieniają się w ocet, ale najlepsi zyskują z wiekiem na wartości.



20 komentarzy:

DR pisze...

piękne jest to zdanie Jana XXIII .
pozdrawiam :)

Iris pisze...

:)

aga pisze...

a mnie się nie podoba to zdanie św.Jana XXIII
to znów ocenianie ludzi, szeregowanie na lepszych i gorszych
czy nie możemy patrzeć na każdego jak na człowieka po prostu, a nie klasyfikować na lepszy-gorszy, wartościowy-bezwartościowy itp.?
sam fakt, że jesteśmy ludźmi, że każdy z nas jest człowiekiem jest już wartością samą w sobie

TaxiDriver pisze...

aga: oczywiście, ale mamy też wpływ na to jacy jesteśmy.

ocet prawie pisze...

Idąc z porównaniem- gdyby te dobre wina (ci kontemplatycy których jest tak mało) byli bardziej dostępni, a nie pochowani w spiżarniach na wieczne dojrzewanie, mogłoby byc więcej kontemplatyków :) Owoców kontemplacji, nie hoduje się wyłącznie dla siebie samego. A dlaczego niektórzy zmieniają się w ocet a nie w dobre wino? bo się boją, nie chca płacić takiej ceny. A gdzie są Ci kontemplatycy którzy mogliby umocnić i ukierunkować? żeby na swiecie było aż tyle octu?

Stomatolog pisze...

Może modlą się za nas, bo gdyby wyszli ze spiżarni łatwo staliby się octem?

ocet prawie pisze...

To niech się modlą. A później wyłażą ze swojej spiżarni dzielić się darami które otrzymują, i spowrotem wracają do swojej spiżarni, i znowu wyłażą...i znowu wracają... Co to za kontemplatyk, co nie karmi innych Bogiem?
Sory za te wyrzuty, ale nie mogę się powstrzymać :)
Ocet,podpisałam (prawie) bo wszystko do tego dąży że stanę się skwasniałym octem jak tak dalej bede dryfować. Ale Bóg jest dobry, i chyba tego nie chce.
Ocet, wszędzie dookoła ocet. (Aż mi sie przypomniało zdarzenie pewne, kiedys w magazynie pracowałam. I jeden taki jeszcze, ocet go przezywalismy później. Bo zwalił w tym magazynie paletę octu. Widłakiem hektorem, takim wózkiem podnosnikowym :) ja octu nie zwaliłam, ale za to paletę z węglem drzewnym. Nie wysypało się jednak dużo więc na czarny węgiel chyba nie zasługuję. Na ocet tym bardziej) Gdzie szukać tego wina dobrego?

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z "octem prawie", nie można żyć sobie i kontemplować Boga i nic z tym dalej nie robić, Kontemplacja jest bliskim spotkaniem z Bogiem samym, a na takie spotkanie naszą odpowiedzią powinno być wyjście do innych i dawanie, tak jak Bóg nam się daje.
Sam Jezus przeplatał chwile, gdy uzdrawiał, nauczał z modlitwą, gdy wychodził na miejsce pustynne, gdy jeszcze było ciemno itp.

Anonimowy pisze...

Do Jezusa przychodziły tłumy, a nie On się im narzucał, że mają kontemplować Ojca, jak sam to robił.

Anonimowy pisze...

Niektórzy myślą, że kontemplacja to coś obok życia. Że trzeba spełniać specjalne warunki, być w klasztorze albo w pustelni, tutaj chyba bardziej chodzi o życie wewnętrzne i kontemplacje codzienności. Każdy z nas powinien nauczyć się kontemplacji tam gdzie jest. Myślą, uczynkiem, słowem..

Bartez pisze...

Ja właśnie ten tekst rozumiem, że to życie i to miejsce które mamy należy przyjąć jako dane od Boga. W ten sposób człowiek staje się winem :)

Anonimowy pisze...

Chodziło mi o to, że Jezus nie zamykał się tylko w przestrzeni kontemplacji, ale łączył tą modlitwę z życiem, z wychodzeniem do ludzi. I my też tak powinniśmy.

Anonimowy pisze...

A mi chodzi o to, żeby Jezusa zapraszać do swojego życia, a nie On ma wchodzić ''z butami'' i my też nie powinniśmy innych na siłę ''ewangelizować''.

Anonimowy pisze...

A czy wychodzenie do innych ludzi, zwykła otwartość i życzliwość, to od razu ewangelizowanie? W pewien sposób tak, ale raczej na zasadzie świadectwa życia, a nie nachalnego mówienia o Bogu.

Anonimowy pisze...

Są różne formy życia w Kościele. Niektórzy zakonnicy/e wychodzą do ludu, a inni rezygnują nawet z tego, by iść dokąd chcą. Co jednak wcale nie oznacza mniejszej otwartości na ludzi, którzy przychodzą do nich. Skoro nam świeckim nikt nie narzuca takiej formy rezygnacji z siebie, to i my nie żądajmy od nich masowego wychodzenia na ulice.
P. S. Ktoś próbował kontemplować w pracy? I długo tam popracował?

Zuza pisze...

Mnie się zdarza kontemplować w pracy... Choć może to kwestia jeszcze definicji kontemplacji... Pracuje i zamierzam tam pracować jeszcze jakiś czas :)

To jeszcze zależy od tego, gdzie się pracuje... W poprzedniej robocie za ścianą miałam kaplicę i nawet mile widziano dłuższe momenty kontemplacji. Zapytacie czemu zatem już tam nie pracuje...? No właśnie przyczyna leży po przeciwnej stronie - za mało kontemplowałam ;) Zwłaszcza polecenia szefa ;) Aha... to nie był klasztor ;)

Łukasz C. pisze...

Do Agi. Czy naprawdę sądzisz,że w tym zdaniu jest jakakolwiek ocena? Wiesz, z ciekawości przeczytałem "jak się robi ocet"... Wydaje mi się,że mamy wybór kim się staniemy. Pokój Wam Wszystkim.

Anonimowy pisze...

Wybór, nie wybór... nie do końca człowiek potrafi rozróżnić prawdziwe dobro od tego złudnego.
Myślę, że jakbyśmy tak z łatwością potrafili wybrać prawdziwe dobro to już byśmy byli święci. Człowiek się gubi i nie zawsze jest świadomy istoty decyzji. Jednak jak już się stanie tym octem i to zauważy, to Jezus na nowo może przemienić go w dobre wino.
Alleluja

Mg pisze...

Właśnie robię obiad i tak w międzyczasie zerkam w komputer. Zaraz będę przyrządzać sałatę z octem balsamicznym. Aromatyczny, świetny dodatek, nadaje niesamowity smak i zapach. Ocet taki, w czasie tradycyjnego wytwarzania, przechowywany jest w beczkach wystawionych na skrajne warunki atmosferyczne przez 12 lat. Jednocześnie zachodzi fermentacja alkoholowa i octowa. Powstaje więc bardzo wartościowy produkt. Prawie ocet, czy może prawie wino? Nieważne, jest bardzo dobry.

Anonimowy pisze...

Ludzie dzieła się na dobrych i złych np mordercy gwałciciele o to tu chyba chodzi

Prześlij komentarz