poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Niedoszły mnich o samotności

Jeśli Bóg nie wsławi człowieka, ludzka sława jest niczym.









„Jeśli chcesz z pożytkiem się uczyć i wiedzieć coś naprawdę, znajdź radość w tym, że ludzie nie wiedzą o tobie i mają cię za nic” – pisze Tomasz Kempis. 

Tylko człowiek, który zakosztował fascynującej wolności w Bogu, niezależnej od żadnych czynników zewnętrznych, może napisać coś tak „przerażającego”. 

Gdy Henri Nouwen wspominał swój roczny pobyt w klasztorze trapistów, zauważył, że kiedy w końcu mógł stać się kimś zapomnianym przez wszystkich, to właśnie wówczas doświadczył największego osamotnienia. Coś, za czym wiele lat wcześniej tak bardzo tęsknił, nagle stało się bólem niemal nie do zniesienia. 

Jeśli zaglądasz ciągle do skrzynki na listy w nadziei, że ktoś „z zewnątrz” pamięta o tobie – zapisał w swoim dzienniku – jeśli zastanawiasz się, czy i jaki twój przyjaciel myśli o tobie; jeśli w skrytości ducha pragniesz być w swojej wspólnocie niezwykłą osobistością; jeśli wyobrażasz sobie, że przybyli goście mówią tu o tobie; jeśli oczekujesz specjalnych względów ze strony opata czy któregoś z zakonników; jeśli masz ciągle nadzieję na bardziej interesującą pracę i ciekawsze wydarzenia – wtedy wiesz, że w swym sercu nie zacząłeś przygotowywać nawet małego miejsca dla Boga. 

Kiedy nikt już nie pisze; kiedy nikt już nawet nie myśli o tobie ani nie zastanawia się, jak sobie radzisz; kiedy jesteś po prostu jednym z braci robiących to samo, ani lepiej, ani gorzej; kiedy zostałeś zapomniany przez ludzi – może wtedy twoje serce i umysł opróżniły się na tyle, że stwarzasz Bogu szansę, by dał ci znać o swojej obecności. 

Od wieków niewiele się w tej kwestii zmieniło. Jeśli Bóg nie wsławi człowieka, ludzka sława jest niczym.



22 komentarze:

Anonimowy pisze...

Trudne to jest. Ale pokora jest chyba właśnie kluczem do poznawania Boga i pewnie też samego siebie.

Polecam stronę, którą niedawno sama odkryłam http://ps-po.pl/ szczególnie mądrość ojców pustyni ;)
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

dzięki ojcze za mega kopniaka, chyba bardziej Pan Bóg nie mógł do mnie dziś przemówić...

Anonimowy pisze...

To się chyba nazywa, umieranie dla świata. Boli, ponieważ jesteśmy na nim. Ale na szczęście, z niego nie pochodzimy. W przeciwnym razie, wszystko skończyłoby się w momencie śmierci.

Ciiisza pisze...

A to nie mozna być szczęśliwym i jednocześnie Go doświadczać (jeśli jest)? Bo?

Anonimowy pisze...

Szczęście nie polega na szukaniu swojego odbicia w oczach drugiego człowieka, bo to tylko złudzenie... Szczęście w moim rozumieniu to zaakceptowanie i pokochanie swojego wnętrza, w którym jest ogromna przestrzeń wypełniona Bogiem

Anonimowy pisze...

Bardzo w temacie :)
Polecam biografię Nicoli Tesli.
/Geniusz, odkrywca, wizjoner i ekscentryk. Twórca 300 patentów, które całkowicie przemodelowały ludzką cywilizację. Jednocześnie niemal zapomniany, wyśmiewany za życia, oszukiwany i okradany z pomysłów, których sam nie potrafił przekuć w finansowy sukces. Nikola Tesla mógł być bilionerem, lecz zmarł w biedzie i samotności, pozostawiając nam spadek odkryć, które napędzają świat do dziś. Pozostawił też po sobie tajemnice, które po dziś dzień skrywają niektóre z projektów, nad którymi pracował.
Tesla jest przedstawicielem tego bardzo rzadkiego typu ludzi, o których zwykliśmy mówić "o pokolenia wyprzedzający swoją epokę", ludzi którzy mieli zdolność do sięgania wgłąb prawdziwej natury rzeczywistości i wyciągania stamtąd odpowiedzi na pytania, których im współcześni nie zdążyli nawet zadać.

Siwa Wrona pisze...

Jeśli Bóg cię znajdzie po latach grzechu, twoja wdzięczność jest tak wielka, że pomijanie ciebie przez ludzi nie ma już takiego znaczenia. Łaska to wielka.

Anonimowy pisze...

Czy najnowsza Ojca książka będzie dostępna w formacie pdf?

o. Krzysztof pisze...

Jest przygotowywana także wersja elektroniczna.

Anonimowy pisze...

do ojca współbrata
dobrze jest. bardzo dobrze jest przyjść i usłyszeć.
Effatha. otwórz się. o niemowie. że on nie do końca mógł normalnie mówić. czyli że nie był tak całkiem niemy. że my jesteśmy tak właśnie pokraczni, nie zrozumiani i niezrozumiali czasem. z tym naszym przekazywaniem wewnętrznego świata.
ale że Pan Bóg nas takich chce. że woli żebyśmy mieli siniaki i rany, niż dokładali jeszcze jedną cegłę do muru którym odgradzamy się od innych
woli żebyśmy mieli siniaki i rany. zostali otwarci.
powtórzyłam najwierniej jak potrafię

dobrze jest. powtórzę, dobrze jest. usłyszeć coś takiego kiedy się właśnie doświadczyło boleśnie
własnego w kontaktach z ludźmi pogruchotania. bo ciągle nie tak coś. coś się łamie.
niechęć zamiast spodziewanej od kogoś serdeczności. cisza jakos bardzo nabrzmiała niechęcią. brak odzewu ciągły zamiast odpowiedzi. i wreszcie czyjeś proste "nie rozumiem"
a przecież prościej już słów we wstążki pociąć i poukładać by się nie dało.

dobrze jest.
bo uciszyło się. przestało boleć.
otworzyć. zostawić otwarte. niech boli. co tam.
zostawić otarte. miłość otwiera
dobrze więc.
siniaki, rany. niech tam. skoro tak ma być, to tak jest dobrze.


ojcze Norbercie, Bóg zapłać

Rafał pisze...

Oj zgadzam się z artykułem. W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest odnaleźć to "światło" :D Elektryzujący wpis.

Anonimowy pisze...

ludzie sobie robią okłady z różnych rzeczy.
ojciec na przykład z obowiązków.
dobre, szczelne
to cieplej jest.
lepiej jak się za człowieka modlą. tak mi się zdaje. no to ja proszę żeby

z kubkiem herbaty w łapach tez można.
mleka też.
Niebo dzisiaj takie, granatowe, białym przetarte, że wygląda jakby się Panu Bogu mleko wylało. no tak mi do głowy przyszło.
za ojca. o czystość, wyrazistość, klarowność i radość głoszenia.
no i co że ma. żeby nie stracił. i o siły
o wszystko czego potrzeba.
Wam też
Misie Niemisie kochane.
Niech Wam Pan da czego najbardziej brak. za czym najbardziej tęskno a co dobre jest. i słuszne i potrzebne.
Uśmiechnijcie się. Nawet jak trudno.
Dobranoc
Spokoju, ciepła, ulgi w bólu, zdrowia, sił, radości, miłości, opieki spokojnej wytrwałej radosnej.
Daj Panie Boże
proszę
amen

Ciiisza pisze...

Anonimowy - kimkolwiek jesteś: dziękuję.

szafirek pisze...

:)
Ale mi się cieplej zrobiło na serduchu.
dzięki 22:36
Ty też. Uśmiechnij się, nawet jak trudno.
dobrej nocy

Anna K. pisze...

Ja też czekam na tę książkę!

Wpis o tym byciu zapomnianym bardzo ładny, ale chyba tylko w kontekście powołania do życia w zakonie, czyli w życiu, które upływa, mimo wszystko, pod jednym dachem z ludźmi, we wspólnocie, gdzie człowiek spotyka się jednak z ludźmi na wspólnych posiłkach itp. Myślę, że dla człowieka, który żyje sobie np. w bloku i jest tak skrajnie osamotniony, jak napisał Ojciec, to taka samotność i takie bycie opuszczonym, bez żadnego znaku "z zewnątrz", bez tego listu w skrzynce itp. to chyba najgorsze, czego człowiek może doświadczyć w czasach pokoju (bo nie mówię o torturach i tym podobnych rzeczach), a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że taka samotność i bycie niedostrzeżonym po prostu zabija.

Rozumiem jednakże zamysł, żeby zrezygnować ze swojej sławy, znaczenia i stworzyć miejsce dla Boga w swoim sercu.

Żyrólik pisze...

Przychodzą czasem takie dobre czasy, kiedy taki gatunek opuszczenia przez innych wydaje się , że już nie zabija, choć zawsze jakoś boli. A to co martwi bardziej to kiedy ja ranię nnych chcący , czy niechcący , choć bez premedytacji i obawa by wiecej tego nie powtorzyć. Choć nigdy nie będzie doskonale, chyba , ze w niebie, ale trzeba zaufać i oddać , ze ON wie wszystko i zna nas lepiej niż my sami i przebacza...

Anonimowy pisze...

W kontrze. Bo jest taki obrazek, z hasłem. Jesteś dla kogoś powodem do uśmiechu.

Człowiek potrzebuje kogoś, dla kogo jest ważny, kogo kocha, komu jest bliski. Z kim może wymienić myśli. Nie płyny fizjologiczne przepraszam, tylko myśli.
Dobrze jest być tak blisko Boga, żeby ta bliskość i miłość wystarczała.
Dobrze byłoby gdyby było tak zawsze. Ale też dobrze jest mieć w świecie duszę jakąś bliską. Dobrze jest.

Anonimowy pisze...

Kempis ma rację. Kempis ma 100% racji ale to trzeba być bardzo blisko Pana Boga. A jak się jest tak troszkę jednak w odległosci. I nosi takie powyrywane.
Taki mały chodzący szwajcarski serek, tu było wycięli, tam ktos wyrwał, tu coś rodzina, tam ... taki jeden. To dobrze jest sobie móc przysiąść. Mały smutny plasterek na taborecie, przełożyć dłoń na wylot na wysokości barku. I pokazać komuś, bez słów. Widzisz? Pokiwa głową. Widze. I to wystarczy.

Anonimowy pisze...

albo ustawić się na takim tle, żeby przez te dziury światło przeświecało, albo za nimi tło pokazać piękne.
jest troska. jest taka troska co ząbkiem rwie jakby szkalowało. nie. najwyżej niepokój. a łaty każdy klei z siebie. na innych. co w oczach mam to w innych widzę. tak? to już może dobrze teraz będzie.

budować trzeba. na skale. i wtedy jest trwale.
sobie. i komuś jak chce. Amen.
Skała. to jest piękne imię. Pozdrowienia dla brata przy okazji. Jest Was na świecie trochę.

Anonimowy pisze...

I skasowało mi cały długi piękny komentarz. Dobra, to będzie krótko treściwie i bez osłonek.
Chcę do nieba.
Tam można pogadać z kimś się chce. I nie będzie bolało, że chcenie jest jednostronne. Bo da się znaleźć podobnie albo przeciwnie spolaryzowanego.
Dobry chodnik. Wciąż piękna wycieraczka. Jakoś sprało się "Witaj"
I trudno. Nie tak jak chcę, tylko tak jak jest dobrze. Można tylko cichutko spakować plecak i iść.

Unknown pisze...

A jeżeli mam jakieś duże cele, grupę ludzi, która na mnie liczy. I wiem, że wszelki egoizm i pycha komplikował mi drogę i przestawił to, do czego dążyłam, więc pracowałam nad tym. Szukałam Jedynego Boga w każdym kroku. Ale zawsze trochę wracało to budowanie własnego JA. Czasem i dla dobra tych ludzi. Bo nijakim "liderem" grupy z ideami będzie ktoś bez charakteru. Ale wszystko starałam się robić w duchu jedności z Bogiem. Czy rzeczywiście jestem aż tak daleko...?

Anonimowy pisze...

Pomysł że jesteś złym człowiekiem jest takim pomysłem z dna otchłani. Tam sie rodzi takich dużo. Kopalnia pomysłów jak zdjąć człowieka ze szlaku i strącić w przepaść.
Wszyscy jesteśmy pogięci, grzeszni, pogmatwani. Tak mi jakos z patrzenia w Mszę na ojców i na nas przyszło.
Wszyscy.
święci ,byli i są, też. Im jaśniej tym bardziej widać, brud. Zapalasz lepsza żarówkę nagle widac jak brudno tam gdzie zwykle był półmrok, wysoko i wydawało sie ze jest wszystko ok.
I to jest normalne. Za duzo gadam to z głodu, przepraszam. Ale juz drugi dzień. Wczoraj ktoś najlepszy na świecie zastanawiał sie czy Bóg go spisał na straty. No ludzie no.
Miłości, cierpliwości, nadziei i dobra. Bedzie dobrze. Bóg nas kocha. Jak kogos kochasz to dobrze mu życzysz i dobrze o nim myślisz? prawda? no własnie. Charakter trzeba rzeżbić wytrwale aż będzie dobry. Nie po trupach. i nawet nie po własnym. Ale jednak. Tak tylko myślę. przypuszczam.

Prześlij komentarz