piątek, 21 sierpnia 2015

Świadomość ograniczeń

Nie wiem czy w średniowieczu ludzie byli bardziej szczęśliwsi niż dzisiaj, ale na pewno mieli inaczej ustawione proporcje. 






Kilka lat temu papież Benedykt XVI wspomniał dyskusję, którą prowadził z kilkoma przyjaciółmi w domu Ernsta Blocha. Przypadkowo zeszła ona na temat narkotyków. Pytano wówczas, dlaczego fala narkomanii rozlała się po Europie dopiero w drugiej połowie XX wieku i dlaczego np. w średniowieczu w ogóle nie istniała. Odpowiedzi nie wyczerpywała argumentacja, że uprawy konopi, maku czy koki były daleko. Ratzinger postawił wtedy tezę, że najwidoczniej nie istniała wówczas tak wielka duchowa pustka, na którą dzisiaj próbuje się odpowiadać narkotykami. 

Tęsknota duszy wewnętrznego człowieka znajdowała w średniowieczu taką odpowiedź, która narkotyk czyniła zbędnym.

***

Nasz ból bierze się z nieuporządkowanych przywiązań. Kiedy człowiek chce, aby zaspokoiło go coś, co zaspokoić nie może. 

Jeśli chcesz kochać człowieka w sposób nieograniczony, w pewnym momencie i tak okaże się, że nie jest on Bogiem. Choć miał nim być. Przyjdzie ogromne rozczarowanie. Nie wolno nam traktować ludzi, choćby najbliższych i najwspanialszych, jak Boga.

Nie wiem czy w średniowieczu ludzie byli bardziej szczęśliwsi niż dzisiaj, ale na pewno mieli inaczej ustawione proporcje. Oni mieli świadomość, że Boga należy kochać Boga w sposób nieograniczony, natomiast ludzi ze świadomością ograniczeń.




5 komentarzy:

pandarasta pisze...

Ostatnio tak mocno odkrywam jak relacje z innymi wpływają na naszą relację z Bogiem. Jednak chyba trzeba przejść ponad to i starać się Boga kochać, wtedy kiedy najbliżsi ranią. Może właśnie wtedy najbardziej uda nam się go poznać.
Każdy jednak chciałby mieć na ziemi osoby, które dałyby nam poczucie tego, że jesteśmy chciani.
Coraz więcej pustki wokół mnie, obym ją tylko dobrze zapełniła, bo boję się, że może być inaczej...

Siwa Wrona pisze...

Osaczenie przez niewyobrażalną ilość informacji, przedmiotów, propozycji na życie sprawia, że żyjemy w chaosie, który odciąga nas od bycia szczęśliwym. Bez "czerwonego światełka", które wskazuje na Jego obecność, w którym kierunku byśmy podążali?
Kiedyś odeszłam od tego drogowskazu, teraz zastanawiam się, jak mogłam przetrwać. Jestem szczęśliwa, że Jezus mnie odnalazł i walczę, jak to w życiu, ale już zaopiekowana.

Siwa Wrona pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Magdalena pisze...

Pandarasta: przeczytaj mój komentarz pod wpisem o św. Jacku. :)

Anonimowy pisze...

Narkomani istniała od zawsze ale nikt nie zdawał sobie sprawy z faktu jej szkodliwości. laudanum i konopie nie były obce

Prześlij komentarz