środa, 4 stycznia 2017

Modlitwa i cierpienie

Trudna sytuacja nie usprawiedliwia, trudna sytuacja zobowiązuje.









Znajomy ksiądz pracujący w katechezie otrzymał klasę, która szybko stała się dla niego wyzwaniem. Od uczniów już na samym wstępie doświadczył ogromnego oporu, a później wielu przykrości. Każde spotkanie, kolejna próba nawiązania kontaktu przynosiły jedynie ból. Codziennie na nowo próbował przekraczać siebie, szukał nowych sposobów dotarcia do uczniów, a później zaczął z nimi walczyć. Oczywiście efekt był odwrotny. Relacyjny „klincz” jedynie się pogłębiał, a w sercu katechety pojawiło się rozgoryczenie, zniechęcenie, a później smutek.

Jednak to nie było najgorsze, po jakimś czasie zauważył u siebie niechęć do powierzonych sobie uczniów, a ta jeśli jest pielęgnowana zbyt długo, staje się pokarmem mało pożywnym i zaczyna niszczyć duszę.

- Nie mam już na tych ludzi siły - zwierzył się pewnemu księdzu. - Chciałbym ich kochać, ale nie potrafię. Najchętniej bym się wycofał, ale nawet nie mam takiej możliwości. Co mogę zrobić, aby odzyskać pokój serca?

Starszy od niego kapłan milczał, jakby szukając właściwych słów albo rozeznając, ile jego młodszy współbrat jest w stanie teraz przyjąć. W końcu wypowiedział jedynie dwa słowa:
- Modlić się i cierpieć. 

Odpowiedź może wydawać się brutalna i mało empatyczna, ale właśnie te słowa przyniosły księdzu długo oczekiwanie ukojenie. Kogoś innego mogłyby dobić, ale dla niego były jak objawienie. "Niech rzeczy będą, czym są" - stwierdził, po czym przestał walczyć i zaczął modlić się o zrozumienie. Nie wszystko oczywiście się zmieniło, ale on zaczął inaczej na siebie patrzeć. Zgoda na cierpienie i oddanie tego niebu, spowodowały w tym człowieku przemianę.

Nie wszystko, co nas spotyka, jest wolą Bożą, ale niewątpliwie wolą Bożą jest, w jaki sposób to przeżyjemy. 


fot. M. Ciągło, A. Pawłowski,
archiwum dominikanów (Warszawa-Służew)

15 komentarzy:

Pustynne Echa pisze...

"Niech rzeczy będą, czym są..."

Jeden ze współczesnych mędrców na pytanie pewnego człowieka: "dlaczego przydarzyło mi się właśnie takie, a nie inne doświadczenie?" odpowiedział krótko: "ponieważ, w tamtej chwili tego potrzebowałeś"!

Pustynne Echa pisze...

Może być tak, że nieświadomie prowokujemy pewne doświadczenia, które następnie nas spotykają...? i niejednokrotnie boleśnie dotykają. Wydaje mi się też ważne dla zrozumienia, rozróżnienie pomiędzy wolą Bożą i dopustem Bożym, który uwzględnia zakłócenia (na łączach) płynące z ludzkiej wolności.

Pustynne Echa pisze...

Tak, niczym slepcy poszukujemy doświadczeń, które popchną nasz rozwój, ewentualnie wyprowadzą z kryzysu.

Pustynne Echa pisze...

Być może nawet, to nie my poszukujemy, ale Jezus żyjący w nas...?!?

Anonimowy pisze...

Nie wiem czy było to zamierzone, ale niesamowicie trafna reklama z drugiego zdjęcia ;) "Wypróbuj..." Człowiek wypróbowany przez Boga?

M. pisze...

Jak zwykle w punkt :) Tego mi było trzeba, dziękuję!

Ojcze, dużo siły +

Leptir pisze...

te słowa są skierowane również do mnie..... eraz to wiem na pewno
i ja modlę sie i cierpię ale jak to przeżyję to już jest wola Nieba....

E pisze...

Doświadczenie niezrozumienia i odrzucenia może być jak widać bardzo wartościowe, tylko nie wszyscy są na tyle silni by to przyjąć.
Mnie ponad rok temu ratowały słowa, które usłyszałam parę razy w konfesjonale, że ja bliskiej osoby nie zmienię i że muszę zaakceptować to, że nigdy raczej nie będzie mnie kochać tak jakbym tego chciała. Zrozumiałam to po czasie i doceniam.Teraz staram się przyjmować i akceptować wszystko w życiu, choć to bardzo trudne, niejednokrotnie ma się przecież ochotę zdezerterować, dać drapaka, ale przez całe życie nie można udawać, że problemu nie ma. Fajnie jest też mieć mądrych ludzi wokół, co potrafią współodczuwać i nie zganią Cię, że jesteś smutny, przygnębiony, tylko powiedzą Ci, że możesz cierpieć, ale takich trudno znaleźć. Przynajmniej ja mam trudności w odszukaniu.

szafirek szafirek pisze...

/Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iśc drogą, którą nigdy nie szedłeś. Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś./Dominick Cuniguliaro

ewa pisze...

Tak się zastanawiam...Ojcze...właściwie nie muszę rozumieć... DZIĘKUJĘ
Wszechmogący Boże, zabierz ode mnie wszelkie pyszne myśli, wszelkie pragnienia mojej własnej chwały, wszelką zazdrość, wszelką chciwość, obżarstwo, lenistwo i lubieżność, wszelkie uczucia gniewu, wszelką żądzę zemsty, wszelkie pragnienie albo radość z nieszczęścia innych, wszelką przyjemność z doprowadzania ich do złości i gniewu, wszelkie zadowolenie z zarzutów lub ze znieważania kogokolwiek będącego w nieszczęściu i niedoli.

A we wszystkich moich czynach i we wszystkich moich słowach, i we wszystkich moich myślach obdarz mnie, dobry Boże, sercem pokornym, skromnym, cichym, zgodnym, cierpliwym, miłosiernym, łaskawym, czułym i litościwym, tak abym zakosztował Ducha Świętego.

Daj mi, dobry Boże, prawdziwą wiarę, mocną nadzieję i żarliwą miłość; taką miłość do Ciebie, dobry Boże, która przewyższałaby nieporównanie miłość siebie samego, abym nie kochał niczego co mogłoby Ci się nie podobać, lecz wszystko co kocham, abym kochał w Tobie.

Anonimowy pisze...

@ewa: Dziękuję za tę piękną modlitwę, pachnie niczym dar kadzidła!
I rzeczywiście nie musimy się zastanawiać ani niczego rozumieć, kiedy stajemy na progu Tajemnicy... (rozumienie "gwiazd" przydaje się po drodze)

"Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon." (Mt 2,11)

ewa pisze...

@Anonimowy
Też tak uważam :) a autorem jej jest św Tomasz Morus
Pozdrawiam serdecznie

Anna Szarek pisze...

Ale takze to, ze nie wiadomo czemu wydaje sie nam iz skoro powinnismy umiec zrozumiec Boga- w tym Jego plan dzialanie wobec nas i swiata. A przeciez nie mozemy tego ogarnac- odpowiedzia jest ufnosc

Monika M pisze...

Serdecznie zapraszam na mojego bloga na którym rozważam Słowo Boże :)
http://katoliczka-pisze-blog.blogspot.com/

Zuza pisze...

"Trudna sytuacja nie usprawiedliwia, trudna sytuacja zobowiązuje." - tak po chrześcijańsku owszem, a tak po ludzku? Potrafi przygnieść do podłogi i nie pozwala wstać. Sytuacja czy jej interpretacja? Emocje? Poczucie niemocy i bezsilności? Niewiedza o sobie i nieznajomość swoich zasobów? Bo modlitwa czasami naprawdę przychodzi z trudem. Zwłaszcza w trudnych sytuacjach. Gdy przychodzi bunt, bo ma się poczucie straty. A tą trzeba przeżyć, przeboleć, przepracować jak każdą żałobę.

Wolą Bożą jest to, jak przeżyjemy tę trudną sytuację. Tylko jak tę Bożą wolę dostrzec? Ktoś powie: modlić się o nią. Ech... błędne koło...

Właśnie o tę Bożą wolę modlić się najtrudniej...

Prześlij komentarz