czwartek, 2 maja 2019

Chcę właśnie tego, co Bóg daje

Żyjemy w bezustannych wątpliwościach i niewiedzy co do tego, jaka będzie wola Boża, ale nie co do tego, jaka ona jest w tym „konkretnym momencie”. To akurat doskonale wiemy, bo to właśnie jest. 







"Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem" – pisze mądry Kohelet.

Wstaję o piątej rano, to jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mogę zakosztować całkowitej ciszy. W ciągu dnia jest to niemal niemożliwe. Klasztor tętni, dziesiątki spraw zabiega o uwagę. 

Po raz kolejny zerkam na listy benedyktyńskiego nauczyciela -  Johna Chapmana. Książka pełna dopisków, zakładek pozaznaczana kolorowymi zakreślaczami. To jedna z kilku lektur, do których powracam wciąż na nowo. Wielokrotnie odkrywałem w niej potwierdzenie własnych intuicji, choć oczywiście Chapman nazwa je znacznie prościej i wyraźniej.

Pod pretekstem przewidywania tego, co się może zdarzyć i - jak mówią - by nie wystawiać Boga na próbę, ludzie spędzają mnóstwo czasu na przemyśliwaniu, namysłach, planowaniu. Zużywają swe siły na niespokojne przewidywania, zamartwiają się i podejmują rozliczne środki ostrożności, a wszystko to nadaremno, ponieważ kiedy wreszcie nadchodzi przyszła chwila, o której myśleli, sprawy mają się inaczej albo zmieniły się nasze myśli i uczucia. Kończy się na tym, że ludzie podejmują działania bardzo często sprzeczne z tymi, które planowali bezużytecznie i z wyprzedzeniem wcześniej i na które decydowali się, jak się teraz okazuje, daremnie. 
Myślmy tylko o tym, jak wykorzystać teraźniejszą chwilę zgodnie z rozkazem Boga, zostawiając przeszłość Jego miłosierdziu, a przyszłość Jego Opatrzności. 

Żyjemy w bezustannych wątpliwościach i niewiedzy co do tego, jaka będzie wola Boża, ale nie co do tego, jaka ona jest w tym „konkretnym momencie” – powtarza Chapman. To akurat doskonale wiemy, bo to właśnie jest. 

Jedynie co musimy zrobić, to poddać się woli Boga, być płótnem, na którym On może malować, co zechce. 

Nasze życie, także wewnętrzne, nie należy bowiem do nas, lecz do Boga. A On wie, co jest najlepsze. Wystarczy zatem powtarzać „chcę właśnie tego, co Bóg daje”, a pokój pojawi się niespodziewanie. 


8 komentarzy:

  1. To o mnie :) dlatego przestałam planować...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też już nic nie planuje, proszę "Jezu Ty się tym zajmij".... wiesz najlepiej czego mi potrzeba..... z pełną ufnością i pokorą.....
    i dostaję ....

    OdpowiedzUsuń
  3. No bardzo trudne to jest bardzo

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze to co się dzieje jest wolą Boga?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedynie co musimy zrobić, to poddać się woli Boga, być płótnem, na którym On może malować, co zechce.
    Tak proste, tak trudne i tak piękne...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojcze
    Jak ja bardzo dziękuję Bogu za Jego wolę
    i łaskę zgadzania się z Nią.
    A Tobie Ojcze za ten wpis
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Krzychu, nie jestem teologiem , ale myślę, że wolą Bożą dla mnie nie może być, że ja popełniam grzech. Ale już np grzech kogoś innego , który mi daje cierpienie jako efekt uboczny może być w pewnym sensie rozumiany jako wola Boża dla mnie.
    Ja się zaraziłam Chapmanem od Ojca Krzysztofa mocno i dziś poczytawszy str 81 o cierpieniu i buncie nań w pełni naturalnym i o tym , że gdyby cierpienie było zupełnie łatwe do zaakceptowania , jakby nawet przyjemne i pełne pokoju to już chyba nie byłoby cierpieniem. A w słabości buntowania się na cierpienie jest wstęp do pokory...
    ŻYrólik

    OdpowiedzUsuń