poniedziałek, 5 grudnia 2011

Frassati i terrorystyczne wystrzały

Mógł chodzić bez obawy po niebezpiecznych zaułkach, nawet późną porą. "To Frassati - powtarzano sobie - idzie pomagać swoim ubogim".












Siedzę nad książką o autostopowej podróży do Macedonii. Obiecałem w wydawnictwie, że skończę do stycznia. Ogromna ilość drobnych poprawek, coś się nie łączy, coś trzeba uciąć, dopisać, zmienić, wyjaśnić. Dzięki temu na nowo odkrywam Matkę Teresę i niepodziewanie... Piotra Frasatiego OPs. Klasztor, w którym mieszkam jest pod jego wezwaniem, ja jednak wciąż zbyt mało o nim wiem. 

Dominikański tercjarz to postać niesamowita, w każdym calu. Uwielbiał góry, dobry tytoń, śmiech i ludzi. Bóg był obecny w sposób oczywisty. Odkrywał go w innych ludziach, szczególnie w tych, którym zwyczajnie nie wyszło... Sam dwa razy powtarzał klasę, więc doskonale wiedział czym jest porażka i niemożność osiągnięcia wyznaczonego celu. Od wczoraj nie mogę oderwać się od jego listów.

Kilka wspomnień jego przyjaciół:

- Nigdy nie narzucał innym swoich przekonań religijnych, (...) nikogo nie osądzał.
- Ani przez chwilę nie myślał o tym, co inni powiedzą o nim: w całym swoim życiu zawsze stosował jedną tylko regułę - Co Bóg pomyśli o mnie?
- Wszyscy wiedzieli, że należał do jednej z najznamienitszych rodzin Turynu, a jednak przychodził do nas i bratał się z ubogimi, starając się zawsze w jakiś sposób ukrywać to dobro, które czynił.
Kiedy spotkał jakiegoś będącego w potrzebie człowieka, zwykł w delikatny sposób odciągać go na bok, po czym rozmawiał z nim kilka chwil (...), a następnie udając, że podaje mu rękę, wsuwał mu kilka monet.
- Mógł chodzić bez obawy po niebezpiecznych zaułkach, nawet późną porą. "To Frassati - powtarzano sobie - idzie pomagać swoim ubogim".

Swoje listy lubił kończyć: 



Wysłałem kartki do wszystkich członków Stowarzyszenia Ciemnych Typów i pokrewnych, a zwłaszcza do obywatelek: przewodniczącej, sekretarki i dyrektorki wycieczek. Salve o współobywatelu, obywatel Robespierre śle ci terrorystyczne strzały z armaty, BUM!


lub


terrorystycznie was ściskam - Pier Giorgio Robespierre.



Zaraził się chorobą Heinego Medina. Na krótko przed śmiercią, zmagając się z cierpieniem, napisał do swojej siostry:


Kochana Luciano! Pytasz czy jestem wesoły? A jakże mógłbym nim nie być, póki wiara daje mi siły? Zawsze wesoły. Smutek powinien być wymazany z dusz katolików. Cierpienie nie jest smutkiem, który to jest najgorszą ze wszystkich chorób. Ta choroba wynika zawsze z niewiary. Cel jednak, dla którego jesteśmy stworzeni, sam wskazuje nam drogę usłaną wprawdzie cierniami, lecz nie smutną bynajmniej. Jest ona wesoła, nawet w cierpieniu.


No cóż, ciary na plecach, jak czyta się tego typu rzeczy i ogromne zażenowanie samym sobą.


Zerknijcie jeszcze na poniższy kawałek. Muzyka, obraz... Mistrzostwo, mistrzostwo. Tysiąc terrorystycznych wystrzałów z armaty. Bum! Bum! Bum! Bum, bum!

15 komentarzy:

Jolaśka pisze...

Dzięki, bardzo na czasie.
Tylko czy zwykły człowiek jest w stanie tak podejść do cierpienia i przyjąć je z taką ufnością i wiarą. Tej wiary brak a cierpienie przykuwa do podłogi. Jak wiele wiary jeszcze trzeba w sobie wyhodować lub odnaleźć :-)

grzanka pisze...

Mój ulubiony święty.
I jedna z moich ulubionych ostatnio piosenek.
To żeś ojcze trafił :)

Szczęście potrzebuje decyzji. Tak jak miłość. Może udaje mi się tak żyć dlatego, że nigdy nie spotkało mnie cierpienie. Może jakby przyszło zweryfikowałoby moje patrzenie na świat. Ale na ten moment właśnie tak żyję - szczęśliwa. Bez względu na zdarzenia, drobnostki nie zawsze miłe. Polecam wszystkim ;)

emma pisze...

Zawsze jak w kosciele mowa o naszych patronach, to myślę o Frassatim, choć jako kobieta nie jestem ani Piotr ani Jerzy...:)

gryzli pisze...

Co jest gdy człowiek staje się uzależniony od blogowych wpisów? :p

cicicada pisze...

@ gryzli: nic się nie dzieje dopóki Cie w pracy nie przyłapią na tym, że zamiast pracować czytasz/komentujesz notki;]

gryzli pisze...

Dziękuję, Na szczęście nikt mnie dotąd nie złapał na niecnym procederze :) Ten blog uzależnia.

Kasia pisze...

Zamiast uczyć się neurologii, odsłuchuję ten utwór po raz kilkunasty. Sąsiedzi też już znają :)

noemi pisze...

Ojcze a kiedy książkę będzie można kupić? czekam na dalszy bici wyprawy i już się nie mogę doczekać!

o. Krzysztof pisze...

Noemi: ja też się nie mogę doczekać:) Obecnie każdą wolną chwilkę wykorzystuję na poprawki i uzupełnienia tekstu. Jest kilka interesujących pomysłów na jej urozmaicenie. Jeśli wyjdzie wszystko zgodnie z naszym planem (o. Maciej wspiera uwagami), a wydawnictwo zaakceptuje, książka za trzy miesiące powinna już być w księgarniach. Westchnij proszę w modlitwie, by było tak jak Pan chce...

Spokojna... pisze...

"-Ani przez chwilę nie myślał o tym, co inni powiedzą o nim: w całym swoim życiu zawsze stosował jedną tylko regułę - Co Bóg pomyśli o mnie?"
http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/201105/1305989047_by_Cinu96_500.jpg

O_N_A pisze...

To zostawię pieniądze, którymi w tych dniach mnie obdarowała babcia, aby kupić Ojców książkę. Koniecznie, muszę ją mieć :)
I oczywiście modlę się za Ojca. :)

guin pisze...

ja też chcę książkę! Może konkurs? :)

cicicada pisze...

ja już też nie mogę się doczekać tej książki...i jak kiedyś wspominałam koniecznie musi być z autografem;)

O_N_A pisze...

Jeśli konkurs, to błagam, nie plastyczny, ani żaden podobny, bo niektórzy są antytalentami, jeżeli chodzi o sztukę :) Koniecznie z autografem! Przyjadę do Łodzi po autograf :)))

Wojsza pisze...

Dzięki, padre Krzysztofie : )
Blessed Pier Giorgio Frassati
http://nicolaev.livejournal.com/1761635.html

Prześlij komentarz