poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Gdzie niebo styka się z ziemią

Dopóki człowiek idzie, dopóki człowiek ma całe ręce i nogi, to trzeba po prostu iść, a nie myśleć o o tym co zdarzy się i że "ja tego nie wytrzymam".








Dwa tygodnie temu podczas dominikańskiego jarmarku wydawnictwo "W drodze" zorganizowało dyskusję o sensie podróżowania, na którą zostałem zaproszony. Trochę czułem się tematem zakłopotany, gdyż żaden ze mnie podróżnik, do tej pory nawet nigdy nie leciałem samolotem. Nie uważam abym podróżując autostopem po Bałkanach dokonał czegoś "ekstremalnego" - takie porównania bardziej łechcą próżność niż są zgodne z prawdą. To był zresztą pomysł o. Maćka, ja tylko miałem szczęście do wspaniałego kompana, sam bym się pewnie nie odważył.

A gdy na dodatek usłyszałem opowieści przybyłych gości o wyprawach po Ameryce Południowej, samotnych wędrówkach po Skandynawii, na których przez kilka dni nie spotyka się żadnego człowieka lub o kilkutygodniowej wyprawie rowerem po Japonii pewnego studenta, pomyślałem że to raczej oni mogliby najwięcej powiedzieć.

A potem Ewa przyniosła fascynującą książkę (wywiad z Markiem Kamińskim) wraz z adresem do francuskiej wspólnoty żyjącej dominikańskim charyzmatem. To wszystko świetnie wpisało się w obecną autostopową wyprawę. I po raz kolejny uświadomiłem sobie, że nieustannie więcej otrzymuję, niż sam daję.

***

Obecnie trwa czas ściśle wyselekcjonowanego dostępu do internetu oraz telefonu. Spotykamy ludzi, poruszamy się i nocujemy w zależności od tego, jak prowadzi nas los, choć wolę określenie "Opatrzność".

Uczę się prostoty: prostego przeżywania porannej mszy świętej, smaku mineralnej wody z bułką, zaparzonej kawy z turystycznego palnika, radości ze spotkanych ludzi, różańcowej modlitwy, zapachu benzynowych stacji, akceptacji porannego bólu gardła, obolałych kości po nocy przespanej na ziemi gdzieś pomiędzy kolejnymi granicami. Przecież nie o podróż wszerz chodzi, szukamy miejsca, gdzie niebo styka się z ziemią, a cel jest tylko pretekstem.

Tu na nowo przekonuję się, że najlepsze życie nie jest w telewizyjnych wiadomościach czy w internecie, lecz w miejscach, w których ludzie nie powtarzają tych samych frazesów i mówią rzeczy nieskomplikowane, ale wynikające z ich życiowego doświadczenia. To tu szukam informacji, których wcześniej nie znałem, komentarzy, które nie są powieleniem w kółko tego samego przez tych samych ludzi. I czasami udaje się je znaleźć. Choćby to, jak smakują suszone korniki, sałatka z rekina, gotowany gołąb (taki jak z krakowskiego rynku) lub usłyszeć słowa pewnego znanego kardynała o tym że życie zakonne jest obecnie zbyt skostniałe aby jego członkowie mogli przyciągnąć ludzi świeżością Ewangelii.

***

Po wizycie w Niemczech (rejon jednego z nadreńskich mistyków), Szwajcarii i Włoszech, i godzinach rozmów z przyjaciółmi, uświadomiłem sobie czym jest dla mnie Kościół który kocham, gdzie zupełnie się duszę, a gdzie znajduję przestrzeń w której mogę wyrastać. Z dystansu widać więcej.

Ojciec Maciek jest świetnym towarzyszem podróży. Cel i zasady podróżowania mamy te same i chcemy  realizować je bez absolutnie żadnej presji. Niczego nie musimy. Nawet dojechać do celu. A dlaczego autostop? Ponieważ można zakosztować "surowej wolności", a na dodatek poznać ludzi, którzy myślą inaczej niż my. Tu takich spotkasz i wówczas przekonujesz się, jak łatwo jest oceniać ludzi ze swojej perspektywy (osoby wierzącej, zakonnika, księdza) ale znacznie ciekawiej jest dowiedzieć się co tacy ludzie myślą o sobie, a nie co my o nich myślimy.

***

Nie szukam przygód na siłę, nie ma we presji by objechać cały świat lub nawet Polskę, nie jestem szalony, błyskotliwy, szczery do bólu, niekonwencjonalny, pomysłowy, pewny siebie, nie zamierzam wszystkiego w życiu doświadczyć. Od tego człowiek bardziej szczęśliwy nie jest, przynajmniej ja bym nie był. Od lat noszę za to w sobie ogromną pustkę i tęsknotę, której nie potrafię niczym i nikim wypełnić. I na dodatek jestem  monotematyczny wciąż mówiąc o tym samym.

Pasjonuje mnie Bóg, reszta szybko nuży.

Może dlatego tak usilnie szukam Go w tego typu wyprawach. Nie żebym Jego nie spotykał na co dzień. Spotykam. Ale ja chce więcej i więcej. I właśnie to "więcej" znajduję. Podróż - wszystko jedno autostopem czy pociągiem - jest tylko narzędziem, które daje taką szansę.

Tym razem nad całością czuwa św. Dominik wraz z bł. Piotrem Frassatim i to oni są naszym kompasem.

Pomódlcie się proszę za nas abyśmy nie przegapili najważniejszych rzeczy i wrócili na czas (za 10 dni mam błogosławić ślub w Szczyrku i głupio by było nie dojechać). On reszty dokona.

Z pozdrowieniami gdzieś z miejsca, w którym Europa łączy się z resztą świata.
Zostańcie z Bogiem.
+

***

Za smsy i pocztówki z całej Europy naszym "pięknostopowiczom" z całego serca dziękuję - podobno jest ich tyle, że nasz klasztorny furtian zastanawia się w jaki znowu szemrany interes musiałem się wmieszać.

***

Każdy dzień niesie z sobą trochę niepewności, ale i poczucie wolności połączone z ekscytacją co przyniesie kolejny. A gdy zaczynam tęsknić za oswojonym klasztornym rytmem przypominam sobie słowa zaczytane u Marka Kamińskiego:


Powiedzieliśmy sobie, że idziemy do końca i rzeczywiście cudem doszliśmy. Człowieka czasami zabijają jego własne myśli. Bo jeśli teraz jest ciężko i pomnożymy nasz wysiłek przez kolejnych 60 dni marszu, to możemy łatwo sobie wyobrazić, że nie damy rady. Psychika i wyobraźnia niweczą najlepsze plany, także w codziennym życiu. Bieguny nauczyły mnie, że trzeba cieszyć się z sukcesów każdego dnia i myśleć o codzienności.

Dopóki człowiek idzie, dopóki człowiek ma całe ręce i nogi, to trzeba po prostu iść, a nie myśleć o o tym co zdarzy się i że "ja tego nie wytrzymam".

Może dlatego udało nam się przejść pustynię Gibsona, czego dokonaliśmy pierwsi na świecie.


21 komentarzy:

Kasia Sz. pisze...

Mam tylko nadzieję, że Ojciec nie skosztował gotowanego gołębia :-).

AW pisze...

Bracie w tęsknocie - dobrze, że jesteś, że ją nazywasz, że nie ustajesz, że dajesz wiarę w sens szukania i że to szukanie nazywam - też po Tobie - sensem.

Mgiełka pisze...

Wczoraj było w kościele czytanie o Eliaszu, który poszedł na pustynię, miał siebie tak dość, że usiadł pod janowcem i pragnął umrzeć. Poddał się, położył i zasnął. Pewnie myślał, że to będzie koniec. Ale anioł Pański trącał go, budził i karmił mówiąc "Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga". Eliasz wstał i szedł.


"Łatwo sobie wyobrazić, że nie damy rady", ale "trzeba po prostu iść".

Mój mały sąsiad, nad którym użalałam się, że musi tak wcześnie wstawać do przedszkola rezolutnie wypalił "Co tam! Wstaję i idę". Jakie proste!
Chciałabym, żeby dla mnie to też było takie proste; przydałby się jakiś anioł do trącania w bok :-)

Potwierdza się, że "Przypadki są tylko w gramatyce" :-). Wczoraj czytałam wywiad z Markiem Kamińskim (sprzed wyprawy na pustynię Gibsona), dziś znowu Marek Kamiński i refleksje o wędrowaniu.

Jarek F pisze...

Gotowane gołębie, przecież są pyszne, polecam !

Jarek F pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kasia Sz. pisze...

@Mgiełka - tak, wczorajsze pierwsze czytanie ze Starego Testamentu było bardzo piękne. Zwłaszcza ten anioł trącający Eliasza i podsuwający mu podpłomyk z wodą. Chciałabym powiedzieć, że przypadki są tylko w gramatyce, ale jeszcze nie jestem na to zdanie gotowa. Bo ono oznacza dużą wiarę w Opatrzność. Tej jeszcze nie mam.

@Jarek F. - być może są pyszne, jak byłam maleńka to chyba podano mi rosół z hodowanych gołębi. Hodowlą hobbystyczną zajmował się mój dziadek, ale świadomie gołębia bym nie tknęła. A te krakowskie są bezczelne. Wchodzą do Mcdonalda i wyłudzają frytki.

Mgiełka pisze...

@Kasia Sz. - Ja też nie mam jeszcze tak dużej wiary w Opatrzność. Czasem tylko uda mi się zadumać, że jakieś wydarzenie może nie było zwykłym przypadkiem.

Kasia Sz. pisze...

@Mgiełka - ja nie tyle zatrzymuję się nad wydarzeniem /to zdarza mi się na razie rzadko/ tylko nad tym, że coś się nie udało i za jakiś czas wychodzi na to, że dobrze, że coś nie wyszło. Pomimo, że z jakiegoś powodu bardzo płakałam, coś bardzo bolało. Ale z perspektywy czasu wychodzi mi to na dobre. Problemem jest, że Opatrzność jeszcze nie rozwiązuje naszych ważnych kłopotów. I trzeba mieć tę wiarę, że będzie ok. Nie chodzi o to, by uprawiać fideizm, tylko mieć w sobie taką dobrze rozumianą nadzieję. Dobrze rozumianą to nie nierealne oczekiwania, hurra - optymizm tylko poczucie, że powoli kłopoty z udziałem Opatrzności i naszego wysiłku będę miały swoje rozwiązania. Póki żyjemy nie ma ostatecznych rozwiązań. Według mnie. Jest droga. Pokonywania trudów, cieszenia się z wydarzeń, ludzi itp. Jeśli one nadejdą.

cicicada pisze...

tak mi sie skojarzylo z przeslaniem notki:
http://www.youtube.com/watch?v=VDtBABXtUh8&feature=player_embedded

bez_nadzienia_bzowa_nadzieja pisze...

jak dobrze,że już Ojciec napisał...

Uczuciowy supertramp pisze...

Przypomina mi Ojciec styl zycia Christophera McCandlessa, ktory sam siebie nazywal -
Alexander Supertramp.(A taka mysl po wczorajszym filmie Into the wild.) Istotne jest to, zeby szczescie dzielic z innymi! Polecam strone: http://www.christophermccandless.info/

seszelka pisze...

@Kasia Sz. - Świetnie to ujęłaś - Póki żyjemy nie ma ostatecznych rozwiązań. Jest droga.
Ja myślę, że to Jezus jest drogą. Cokolwiek nas w życiu spotyka jeśli idziemy po śladach, które On nam zostawił - jesteśmy na wygranej pozycji.

Pozdrawiam :)

supertramp pisze...

Dzisiaj swieto sw. Jacka - pierwszego, polskiego dominikanina. Zyczenia dla Ojca i wspolbraci. :)

basiek pisze...

Psychika i wyobraźnia rzeczywiście nie raz niweczy nasze plany bo czasem myślimy jak to będzie czy dam radę i dlatego nie raz z czegoś rezygnujemy bo się boimy. Czasami narzekamy na coś bo się coś nie udało i zastanawiamy się czy postąpiliśmy słusznie w danym momencie. Moje można powiedzieć wycięte z życia ponad cztery lata pracy i mieszkania w klasztorze w obcym kraju dodatkowa trudność to obcy język były dla mnie takim dużym wyzwaniem rezygnując z życia towarzyskiego, znajomych, rodziny mając dwadzieścia parę lat mieszkałam i żyłam prawie za murami klasztoru oczywiście bez przesady wychodziłam kiedy chciałam. Najpierw myślałam że nie dam rady może na kilka miesięcy a zrobiło się ponad cztery lata. Czasami zastanawiałam się czy warto było może i owszem ktoś powie zarabiałaś pieniądze ale jaskim kosztem-własnego wyrzeczenia zmiany stylu życia może jakieś wyciszenie, przemyślenia no i inny język teraz wiem że warto było bo dużo mnie to nauczyło samodzielności, pokory, szacunku do drugiego człowieka. Poznałam tylu wspaniałych ludzi i to pozostało do dziś wspomnienie o nich o tych którzy mnie wspierali kiedy dopadała mnie chandra i tęsknota za domem, przyjaciółmi byli ze mną kiedy było mi smutno ale też spędziłam z nimi wspaniałe chwile wypady w Alpy rozmowy. Choć nie zawsze było tak różowo bo spotykamy różnych ludzi nie zawsze tych dobrych to od nich nauczyłam się cieszyć życiem takim jakim jest i wcale nie żałuję mojego wycinku z życiorysu mojego innego życia. Dziękuje Bogu że poznałam takich wspaniałych ludzi i nadal spotykam. A Ojcu zazdroszczę tylko tej odwagi do takich podróży bo na pewno spotyka Ojciec na swojej drodze równie ciekawe osoby i rozmowa z nimi pomaga odkrywać coś na nowo w drugim człowieku. Pozdrawiam wszystkich a Ojcu szczęśliwego powrotu życzę i opieki św.Jacka

magmyj pisze...

"Pasjonuje mnie Bóg, reszta szybko nuży"

I niech tak Ojcu zostanie do końca. Aż zazdroszcze :)

gosia pisze...

Taką dziś myśl św. Bernarda z Clairvaux przeczytałam: "Po cóż masz przepływać morza, wznosić się w obłoki, przekraczać góry? Droga, wskazana tobie, jest krótka: po prostu masz wejść w głąb siebie, aby wyjść naprzeciw Bogu". Taka myśl dla tych, którzy musza zostać w domu.

Anonimowy pisze...

Ojciec jest wędrujący po bezdrożach geograficznie, a ja w delikatnym nawiązaniu do błądzących w duchu.
A konkretnie księży i zakonników, a konkretniej szukających pomocy i nie znajdujących.
O 20:20 bo to taka ładna godzina , symetryczna parzysta i sumująca się do 40 "Wydobył mnie z z dołu zagłady z i kałuży błota a stopy me postawił na skale i umocnił moje kroki" (Ps 40)
Chyba spora część z nas jest wtedy po Mszy i to jest wydaje mi się niegłupi moment żeby westchnąć krótko, Boże pomóż.
Szukamy światła, to moglibyśmy czasem komuś spróbować poświecić w ciemnościach.
Tym co się gubią, co odeszli, co planują odejście, tym co zwyczajnie mają dość i znikąd nie widza nadchodzącej pomocy.
A poza tym wszystkim dobrego, pięknego pogodnego dnia i spokojnego serca.

cicicada pisze...

Wrócił już Ojciec? Bo się stęskniliśmy;)

Dominik pisze...

http://facebog.deon.pl/najwazniejsza-pasja/

Nika pisze...

Widziałam obrazek z najważniejszą pasją na facebogu- fajny:)

A a propos autostopu i samotności polecam film "Wszystko za życie". Nie obejrzałam do końca, ale mam zamiar dokończyć.

Nika pisze...

A jeszcze w temacie samotności albo raczej niespełnionych miłości to widziałam ostatnio świetne anime- "5 centymetrów na sekundę"- podobno to prędkość opadania płatków kwiatu wiśni:) Świetna muzyka w filmie.

Prześlij komentarz