czwartek, 7 lutego 2013

O ludziach wolnych w Bogu

Posłuchajcie w jaki sposób definiowali się chrześcijanie w IV wieku.










Środa, późny wieczór, telefon od Adama, współbrata, który właśnie jedzie do Krakowa zdawać egzamin z tradycji monastycznej pierwszych wieków. 
- Czy wiesz co jest największą pokusą w kościele według ojców pustyni?
- ?
- Władza. Dlatego mnisi nie chcieli przyjmować nawet święceń kapłańskich, broniąc się przed jakimikolwiek profitami i zaszczytami.
- Adam, więc już po nas, a po tobie tym bardziej, przyszły doktorze teologii.
- Ci ludzie byli naprawdę niesamowici. Przeczytam ci piękny fragment o Pachomiuszu. Posłuchaj.

Pewien mężczyzna żyjący w Górnym Egipcie o imieniu Pachomiusz mając 20 lat znalazł się w niewoli jako żołnierz. Miejscowi chrześcijanie przynieśli mu wówczas jedzenie i picie. Pachomiusz był zaintrygowany tymi ludźmi, więc zapytał co ten czyn miał oznaczać. Usłyszał w odpowiedzi, że chrześcijanie okazują miłosierdzie obcym i w ogóle wszystkim ludziom. Ta odpowiedź nie dawała mu spokoju i zapytał znowu:
- Kim są chrześcijanie?
- Są to ludzie, którzy noszą imię Chrystusa, jedynego Syna Bożego i ufając Bogu, który stworzył Niebo, ziemię i nas, czynią dobro wszystkim ludziom.

Te słowa tak wstrząsnęły Pachomiuszem, że schował się w kącie więziennej celi modląc się słowami: „Boże, Stwórco nieba i ziemi, jeśli naprawdę zechcesz spojrzeć na moje poniżenie – bowiem nie znam Ciebie, jednego prawdziwego Boga – i uwolnisz mnie od mego obecnego cierpienia, będę Ci szczerze służył przez wszystkie dni mego życia, a kochając wszystkich ludzi, będę im służył zgodnie z Twoim nakazem”.

Wkrótce po tym uwolniono go z więzienia, przyjął chrzest i został uczniem pustelnika Palamona. Po kilku latach spędzonych u niego, około 323 r. osiedlił się w opuszczonej wiosce Tabennisi. Wkrótce zaczęli przyłączać się do niego inni, a ponieważ było ich coraz więcej zakładał dla nich kolejne klasztory. Do końca życia (zmarł w 346 r.) założył ich dziewięć.


***

W jaki sposób można sprawdzić czy nasze doświadczenie duchowe jest prawdziwe? Nie poprzez przyjemne uczucia, one mogą być zdradliwe i pochodzić wyłącznie od nas samych. Mojżeszowi objawił się Bóg w ogniu, a on był przerażony i drżał (dzisiaj pisze o tym św. Paweł). Uczniowie widząc Jezusa na jeziorze, odczuwali strach. Uczucia nie były "przyjemne", choć spotkali żywego Boga.

Autentyczność doświadczenia mistycznego weryfikuje się w inny, znacznie prostszy sposób. Dzięki temu doświadczeniu człowiek staje się bardziej "chrześcijaninem". Co to oznacza? Jest w nim więcej miłości i życzliwości do innych ludzi (przede wszystkim do tych, z którymi żyć najtrudniej), a przede wszystkim pokory. Nie ma lepszego sprawdzianu.

***

Czwartek. Dochodzi piąta rano, budzę się wcześniej niż planowałem. Za oknem ciemno, do wspólnych modlitw pozostało dwie godziny. Bardzo lubię ten czas. Ubieram się i zapalam lampkę. Po wieczornej rozmowie z Adamem biorę do ręki Księgę Starców natrafiając na słowa abby Pojmena:



Nie przykładaj serca do tego, co ci serca nie nasyci.



Nie mam żadnych wątpliwości. To byli ludzie prawdziwie wolni w Bogu.



41 komentarzy:

Marysia pisze...

O, o.Stach :) czyżby to w naszej krąpcowej bibliotece na Złotej? ;)

Tacyt pisze...

dobre fotki :)

Jola F pisze...

oo jaka piękna historia i piękny o. Stach. ;-)
dziękiii. ;-)))

Anonimowy pisze...

Fajne. Co innego czytasz co innego widzisz. Na obrazku o. Stach coś definiuje na piśmie i na bieżąco, a napisane, żeby posłuchać jak mnisi się definiowali w 4. wieku.

Sfrustrowany anonimek pisze...

O. Stach znany w całej prowincji, no tak...
Mam ostatnio mieszane uczucia, co do "karier", a może bardziej popularności, jaką zdobywają niektórzy dominikanie. Ze swojego własnego doświadczenia czasem wydaje mi się, że dany ojciec, jako osoba może nieco zasłonić Pana Boga i potem się słucha/jedzie na rekolekcje/ jest w duszpasterstwie, bo ten ojciec... W jednej z książek- wywiadów z o. Badenim, padają słowa (ze strony dziennikarza), że wy (dominikanie) ukazujecie tajemnicę, a nie siebie. Czasem wątpię w te słowa, gaśnie ma miłość do dominikanów... Zakon żebraczy, a spora część ojców ma wypasione komórki i często uważa, że jemu to się to, a tamto należy. Z drugiej strony przyciągacie ludzi i głosicie, tak jak Dominik mówił, na wszelkie sposoby, a że obecnie trzeba(?) iść z duchem czasów... Nie chcę wylewać wiadra pomyj, tylko ot tak po prostu moje serce jest nieco rozdarte, gdy zaczynam (słusznie bądź niesłusznie) zauważać pewne wady i braki w moim ukochanym zakonie.
Ps. Ostatnia notka- rekolekcje prowadzone przez o. Pałysa, z o. Badenim- wow trzeba jechać, ale chwila refleksji i STOP- dla Boga byś tam jechał, czy raczej o. Pałys i zacny o. Badeni cię przyciąga?

nie zastanawiam się co pisze...

@sfrustrowany..

może to coś podpowie Ci:
http://www.youtube.com/watch?v=m_xIgdEHB8U

myślę że warto zadać sobie pytanie: ' co zyskam jak nie pojadę, a co zyskam jak pojadę? '

szpieg z krainy deszczowców pisze...

Uwielbiam apoftegmaty Ojców Pustyni.

Pewnego mnicha bracia chwalili przed abba Antonim, a on - gdy ów mnich go odwiedził - wypróbował go, czy też zniesie obelgę.
A widząc, że jej znieść nie umie, tak mu powiedział:
"Jesteś podobny do wsi, od frontu przyozdobionej, a od tyłu obrabowanej przez rozbójników"

Abba Antoni opowiadał: Pewnego dnia siedziałem u abba Arfata. Przyszła tam pewna dziewica i rzecze:
Ojcze, przepościłam juz dwieście tygodni, podczas których jadłam tylko sześć razy. Poznałam Stary i Nowy Testament. Co mam jeszcze czynić? Starzec jej powiada:
Czy nagana jest dla ciebie zaszczytem? Ona odpowiada: nie.
Porażka - jak wygrana, obcy - jak rodzice, brak - jak nadmiar?
Ona odpowiada: nie.
Starzec stwierdził:
Zatem okłamywałaś siebie. Idź pracować, bo nie masz zupełnie nic.

Kiedy do Pojmena przyszedł pustelnik i opowiadał mu o Piśmie świętym, o duchowych i niebieskich sprawach, starzec nie wypowiedział ani słowa.
Pustelnik, który specjalnie podjął daleką podróż, by spotkać się ze znanym abba Pojmenem, zasmucony chciał odejść.
Wtedy zjawił sie towarzysz pustelnika i powiedział:
- Abba, ten wielki człowiek, tak sławny w swojej ziemi, przyszedł tutaj specjalnie do ciebie. Dlaczego się do niego nie odezwałeś?
Odpowiedział mu starzec:
- On jest z wysoka i mówi o rzeczach niebieskich, a ja jestem z niskości i mówię o ziemskich. Gdyby zaczął o walce z namietnościami byłbym mu odpowiedział. A o duchowych sprawach to ja nic nie wiem.

Mnie też nie podoba się...:( kiedy służba przestaje być służbą, a staje się pracą - w firmie która zatrudnia. :(

o. Krzysztof pisze...

@sfrustrowany: to sprawy bolesne dla każdego z nas i rozmawiamy o nich wewnątrz zakonu, który ja i moi Bracia kochamy tak samo jak Ty. Wciąż szukamy, przecieramy nowe szlaki w głoszeniu Ewangelii, a to, że czasem ktoś z nas się potknie to pewnie cena, którą przychodzi za to zapłacić. Ten się nigdy nie myli, kto nic nie robi. Pomódl się proszę za nas, by tak jak piszesz, mniej było "nas", a więcej Jego - wierz mi to często chodzenie na rozciągniętej linie. Dopóki żyjemy nawrócenie każdemu z nas jest potrzebne. Niech Pan Ci błogosławi bracie +

Magdalena pisze...

Odnośnie motywacji. "Bóg nieraz przyjmuje niewiele lepsze, a czasem nawet o wiele gorsze usposobienia i powody i w swoim czasie przetwarza je na prawdziwe powołanie" "Siedmiopiętrowa góra" T. Merton

D. pisze...

@sfrustrowany

A może spojrzeć na to z tej strony - akurat ten i ten ojciec, opowiada o Bogu tak, że rzeczywiście do mnie Słowo dociera i trafia, a jeśli zbliża to do Prawdy to czemu by nie "skorzystać" akurat z konkretnego "okna na Boga" jakim jest konkretny dominikanin?

Chyba niepotrzebnie jest sobie wyrzucać, że lubimy słuchać i czytać innych bardziej - jeśli tylko oni wskazują na Boga, a nie na samych siebie, a nie wątpimy chyba, że tak jest :) (a za pojedynczych pogubionych módlmy się.)

Ghost Dog pisze...

zdjęcie o. Stacha super - blog dominikański, więc trudno się dziwić, że pojawiają się białe habity (na dodatek często w świetnych ujęciach). pozdrawiam serdecznie!

Rozkojarzona Anonimowa pisze...

I jak tu myśleć o duchu, jak taki przystojny mnich rozkojarza...

basiek pisze...

Każdy z Ojców których spotykam w swoim życiu po przez moją parafię jest inny w sensie takim że inaczej mówi kazanie nawet inaczej spowiada, jest starszy lub młody ale lubię słuchać i jednych i drugich bo każdy z nich coś cennego ale inaczej nam przekazuje o wierze o Bogu na swój sposób i to jest też dobre i ciekawe. Oczywiście są rekolekcje i czasami mówi się o ten ksiądz fajnie głosi kazania ale może każdy z nich jest dobry tylko trzeba nam się tylko porządnie wsłuchać i skupić.

Sfrustrowany anonimek pisze...

@D:Tylko pytanie właśnie o motyw. I to obustronnie. Czy ja faktycznie szukam Boga i przybliżam się do Niego dzięki temu, czy tamtemu ojcu, czy raczej robię sobie z niego jakieś guru. I w drugą stronę, czy dany ojciec chce innym wskazywać Boga czy robić karierę w zakonie i schlebiać własnej próżności. Łatwo się w tym nam pogubić.

Dziękuję Ojcu za błogosławieństwo i o modlitwie zapewniam. Za cały zakon może właśnie najlepiej, by nie pamiętać znów tylko o "wybrańcach"(moich).

TomWaits pisze...

Intrygujące: w ostatnim czasie dyskusja na dominikanie.pl, na languście, na tym blogu i jeszcze w sprawie odejścia dominikanina z Gdańska - to świadczy o jednym: ludziom zależy na Was (inaczej by ignorowali) i chcą, abyście byli świadkami. Tego Wam życzę i aby pokory nie brakło.

emma pisze...

fajne filiżanki :)

pietruszka pisze...

Motywy zna Bóg i na całe szczęście:) A my dbajmy o "więcej miłości i życzliwości do innych ludzi (przede wszystkim do tych, z którymi żyć najtrudniej), a przede wszystkim pokory". I wszystko w tym temacie:) Dzięki Ojcze+

eva pisze...

chyba wielu z nas nie raz zastanawiało się tak jak sfrustrowany tylko...szkoda byłoby rezygnować ze słuchania "kogoś" tylko dlatego żeby każdy z nich pozostał "nikim". Oczywiście to tylko pejoratywy ale przecież Boga szukamy też w drugim człowieku...może tylko musimy być pewni, że ten drugi człowiek, któremu zaufamy przecież, chce nam tego Boga pokazać. Też wspieram w modlitwie:)

Anonimowy pisze...

Krótkich 30 zdań ks. Tadeusza Fedorowicza było wiele lat i jest bardzo pomocnym drogowskazem na drodze do Ojca, Syna i Dycha Świętego.
1. Szczęśliwi, którzy potrafią śmiać się z samych siebie, będą mieli radość i zabawę przez całe życie.

Bo balonik pychy pęka i robi się jaśniej i radośniej. Jerzy Michał

Bożena pisze...

Filiżanki fajne....
Właśnie wylądowaliśmy w Korbielowie i o 19 zaczynamy rodzinne rekolekcje :-) prosze niech Ojciec pomyśli o nas ciepło bo to że wylądowałam na rekolekcjach z moim mężem to już prawie cud....tak bardzo bym chciała by to był owocny czas szczególnie dla Damiana....Póki co moje dwie paskudy kłócą się która śpi u góry na piętrowym łóżku.Pozdrawiam- w końcu odważyłam się napisać bo do dej pory tylko podczytywałam ;-)

Paoop pisze...

Tak do tych różnych motywów o których piszecie:
"Widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem,
lśnienie mistrzostwa kieruje moim bytem.
Ambicja spotyka się z uznaniem i zachwytem,
Wyrzeczenia są tutaj jedynym zgrzytem."

@TomWaits: mam podobne spostrzeżenia i takie same życzenia:)
+

o. Krzysztof pisze...

@Bożena: Korbielów? Zazdroszczę :) W takich sytuacjach, jak ta z mężem, może pomoże fragment modlitwy eucharystycznej (którą modli się ksiądz podczas mszy): "Pamiętaj Panie o tych, których wiarę jedynie ty znałeś". Istnieje więc rodzaj wiary znany jedynie Bogu, nie wszystko musimy widzieć teraz, ważne, że On widzi. Odwagi!

Wspieram modlitwą. +

Anonimowy pisze...

Krótka historyjka odnośnie zdjęcia z filiżankami:
Moja mama czyta sobie w pracy wpis z bloga i z racji nie znajomości angielskiego pyta koleżankę:
- Wiesz co to znaczy "I know"?
- Ja wiem
- No to powiedz...
- Ja wiem
- Ej, fajnie, że wiesz, ale mogłabyś mi w końcu powiedzieć?!
- To znaczy "ja wiem"!
:-)

belg pisze...

Haha :) Pozdrowienia dla mamy!

Bożena pisze...

Ojcze takich słów mi było trzeba.....dzięki :-)
Jak na razie mój mąż był zaskoczony tak krótką modlitwą wieczorną.. zobaczymy jak minie dzisiejszy dzień.Śpiochy śpią a ja zaraz udaje się do kaplicy by obgadać troche z Panem Bogiem to moje towarzystwo, a potem dołączę do Ojców by razem z nimi odmówić jutrznię.Miłej niedzieli :-)

Anonimowy pisze...

W poniedziałkowy poranek o ósmej będzie Msza w intencji Ojca,Was - czytających i wszystkich przez Ojca spotkanych. Z prośbą żeby Bóg dał to co najbardziej potrzebne i pobłogosławił.Na ten tydzień, na bliski Wielki Post, na życie.
W dzień NMP z Lourdes.


o. Krzysztof pisze...

Z serca dziękuję!

Anonimowy pisze...

:)

DR pisze...

Anonimowa/y z 11:44, wielkie dzięki, z pewnością wszystkim nam przyda się ta Msza św, piękny gest z Twojej strony. Pomodlę dziś wieczorem w Twojej intencji.
Pozdrawiam serdecznie

Mati pisze...

A jak tam dzielny mąż na rekolekcjach? Bo ja się w tę opowieść wciągnęłam... :)

Ewelina pisze...

To ja także bardzo dziękuję tej anonimowej osobie i pozdrawiam;)

Stomatolog pisze...

No właśnie, jak tam mąż? Tutaj kibicujemy!

Bożena pisze...

Mąż i zbuntowana nastolatka stali się fanami Dominikanów :-) luzy mamy tu nieziemskie... więc zakwasów duchowych napewno się nie nabawią ;-) Wczoraj na mszy mój małżonek czytał czytanie więc wszystko zmierza w dobrym kierunku....

Anonimowy pisze...

Zrobić dla Was cokolwiek to jest sama radość, pozdrawiam serdecznie.
A teraz już co u małżonka i zbuntowanego potomstwa?

Anonimowy pisze...

Jeszcze tylko, DR - za modlitwę, za wczoraj i za kiedyś. Dzięki serdeczne.

DR pisze...

:)

basiek pisze...

Wczoraj miałam wolny dzień więc byłam na mszy o 8 rano bo jest u nas czterdziestogodzinne nabożeństwo i też pomyślałam sobie skoro ktoś odprawia mszę w intencji Ojca i wszystkich też o 8 rano to ja również pomodlę się za Ojca i nas wszystkich tu wstępujących jakoś tak łącząc się duchowo. Pozdrawiam

Bożena pisze...

Wróciliśmy z rodzinnych rekolekcji :-) był to dla nas bardzo błogosławiony czas....dla mojego małżonka szczególnie.Coś go tam tak mocno ruszyło, że moje chłopisko chce jechać na rekolekcje wielkopostne....to dla mnie jest tak nieprawdopodobne, że póki nie zobacze to chyba nie uwierzę.Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w momęcie gdy Damian powiedział mi że mam zapisać nas na wielkopostne rekolekcje i zobaczyłam kto je prowadzi to dostałam niepochamowanej głupawki i z radości nie umiałam przestać się śmiać. Biedny mąż nie wiedział co się dzieje, więc wprowadziłam go w temat że ów Ojciec który będzie prowadził te rekolekcje to troche go już zna...Damian dalej nie wiedział co jest grane wiec zdradziłam mu że szukałam wsparcia modlitewnego w jego intencji na blogu :-) no i tym był w szoku.Tak więc Ojcze wielkie dzięki za modlitwę to raz, a dwa jak już Ojciec tego mojego Damiana dobrze wymodlił to teraz przyjdzie się Ojcu z nami męczyć na rekolekcjach w Korbielowie ;-)
Do zobaczenia

isia pisze...

do Bożeny
i jak tu nie wierzyć w działanie Góry?
Chwała Panu!

DR pisze...

@ Bożena- ale masz fajnie, że udało Ci się "przeciągnąć" Twojego męża, na słoneczną stronę:) gratuluję Ci wytrwałości w modlitwie Bożenko, cieszę się, że Pan Bóg wysłuchał Ciebie i tych, którzy modlili się razem z Tobą i troszkę zazdroszczę,bo przede mną jeszcze dłuuuga droga w tym samym temacie. Pozdrawiam gorąco:)

Bożena pisze...

DR w takim razie wspieram modlitewnie :-) jak się okazuje dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych ;-) rok temu o tej porze ja sama byłam bardzo daleko......

Prześlij komentarz