czwartek, 27 czerwca 2013

Czy socjalizacja zabija mistyków?

Prostota jest cechą mistyków. Ludzie przeniknięci Bogiem zawsze ją mają.














Otrzymuję smsa od siostry. Nikodem, jej kilkuletni syn, wrócił ze szkoły. Położył się na podłodze, ręce splecione, wzrok w sufit.
- Co robisz? - pyta mama.
- Medytuję, zostanę mędrcem i filozofem. Będę tak leżał, siedział, stał i tylko medytował.
- Hm, a to nie jest lenistwo?
- Cóż mamo, nie rozumiesz. Mędrzec zwykle jest niezrozumiany, a całe nasze życie to medytacja.

Po kilkunastu minutach.

- Do jakich wniosków Niko doszedłeś?
- Do dobrych.
- Znalazłeś już sposób na życie?
- Należy się ubezpieczyć.
- A jeśli się ktoś zagubi?
- To proste, użyj kompasu.

***

Są ludzie, którzy otrzymują dar prostoty "ot tak". Wielu dzieci ją ma, niektóre  mówią mądrości w rozbrajająco prosty sposób: "Święty to ktoś, przez którego świeci światło".

A później często to tracą.

Może więc proces socjalizacji zabija mistyków?

***

"Ciekawe rzeczy można znaleźć na wikipedii" - pisze na swoim profilu facebooka Piotrek Świerczyński, dominikański współbrat z Krakowa.
Prostota jest właściwością, stanem lub jakością bycia prostym. Często oznacza piękno. Zazwyczaj określa nakład pracy wymagany od kogoś próbującego coś wyjaśnić. Proste rzeczy są zwykle łatwiejsze do wytłumaczenia i zrozumienia niż skomplikowane.

Zgodnie z Brzytwą Ockhama, kiedy wszystkie inne rzeczy są równe, najprostsza teoria jest najbardziej prawdopodobna - stąd znaczenie koncepcji prostoty w epistemologii. Według Tomasza z Akwinu, Bóg jest nieskończenie prosty.

***

Prostota jest cechą mistyków. Ludzie przeniknięci Bogiem zawsze ją mają. Poniżej wypowiedź p. Alicji (0:00-0:06).



Doskonałość nie polega na tym, że nie można już nic dodać, ale na tym, że nie można nic ująć.


12 komentarzy:

pandarasta pisze...

Prostota ,to wielki dar .Patrząc na dzieci mojego brata widzę jak dla nich świat jest piękny ,prosty .Nie komplikują sobie zbytnio życia ,dla nich poważną sprawą jest to w co się będą bawić .Dlatego też tak bardzo lubię z nimi przebywać ,bo wtedy świat jest prostszy i mogę się od nich uczyć tej prostoty .
Pozdrawiam +

Anonimowy pisze...

o wrócił wpis :) nie kapuję czemu zniknął wtedy, mogłyby być dwa przecież załączone w tym samym czasie. Ale nie wnikam już. Nie mój blog ;)
Wszyscy chyba „ot tak” mamy ten dar od Boga. Przynajmniej na poczatku. Kiedy dziecko (ale taki maluch jeszcze) skłamie, od razu to po nim widać. Dzieci nie potrafią jeszcze kłamać. Są proste, przejrzyste, ufne. Najpierw jest tak jak być powinno, później człowiek traci ten dar, a później, już dorosły, może na nowo Go przyjmować. I siebie samego można też oszukiwać(niczego nie świadomym) i tkwić jedynie tylko w wyobrażeniach o świecie. Bóg nigdy nie przestanie dawać, ale człowiek może powiedzieć -nie. Nie przyjąć, odrzucić, lub trwonić dobro. Prostota, to przejrzystość. Czy można tracić ten dar podczas socjalizacji?...zależy chyba. Zależy od samego człowieka i jego relacji z Bogiem. Ktoś kto zna siebie, zrównoważony , nie da się spiętrować niżej. Będzie potrafił rozpoznać manipulację, próby podawania mu fałszu jako prawdy. Tacy ludzie jakimś „szóstym zmysłem” nastawieni są na poszukiwanie Boga. Wrażliwość o którą dbają, pomaga im rozumieć właściwy porządek, a wolność podpowiada co wybrać. Kapitalne jest ostatnie zdanie Ojca. Tego co Bóg daje, nikt i nic nie jest w stanie cofnąć, ani odebrać. Żadna socjalizacja. Przynajmniej tak mi sie wydaje...Socjalizacja, może być chyba takim zakłócaczem jedynie.

aga pisze...

czerwcowe wśród wieżowców: świetna inicjatywa
ksiądz Michał- hardcorowy kapłan, i młodzi ludzie - ogromna nadzieja

Kasia Sz. pisze...

Moim prostym doświadczeniem szczęścia jest dobra kawa i drożdżówka na talerzyku. Niby nic, ale ja bywam wniebowzięta. Lubię także rześkie i pogodne poranki.

Magdalena pisze...

Kasia: Łączę się z Tobą w tym doświadczeniu:)

Jak w wierszu:

można być w kropli wody
światów odkrywcą

można
wędrując dookoła świata
przeoczyć wszystko

Józef Baran "Światy"

Kasia Sz. pisze...

Magda: wierszyk cudny.
Nawiązując do dziecięcej prostoty jaką poruszył o. Krzysztof to przedmiotem mojego zachwytu jest moja niespełna trzyletnia sąsiadka. Poświęciłam jej kilka wpisów na moim blogu w tym jeden pt. "Przez różowe okulary". Nikt tak jak ona nie zachwyca się życiem: http://kasiaszarek.wordpress.com/2013/06/06/przez-rozowe-okulary/
Lubię obserwować świat, taki mikro-świat. Czasem piszę o nim na moim blogu, a czasem tylko w prywatnych mailach: http://kasiaszarek.wordpress.com/2013/06/12/mikro-swiat/

Magdalena pisze...

Kasia: czytuję Twój blog, czytuję. Jeszcze nie mam śmiałości komentować, ale lubię do Ciebie zaglądać i spoglądać na świat Twoimi oczami. :-)

Anonimowy pisze...

Pomyślałam sobie że o tym napiszę, dziś będąc na Mszy wcześniej na adoracji tak jakoś się wczułam w te słowa czytań i tą całą Mszę że chwilami przeszywały mnie ciarki, a na samo podniesienie Ciała Pana Jezusa w postaci chleba i wina oczy mnie piekły i łzawiły że źle mi było patrzeć.Dziwne to uczucie ale tak czasem się dzieje jak tak bardzo się skupiam czy to jest działanie Ducha Św..pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Podczas modlitwy, warto pójść dalej. Wyjść od siebie. Nie skupiać się jedynie na swoich odczuciach i doznaniach. Duch Święty działa jak chce i kiedy chce, a nie jak my chcemy i kiedy my chcemy. Albo jak sobie to wyobrażamy.
pozdrawiam anonimową z 00:04

Anonimowy pisze...

Anonimowy z8:46 dzięki ale tu nie chodziło o moim skupianiu się na tych właśnie doznaniach tylko,kiedy się skupiam podczas mojej własnej modlitwy i wsłuchuję się mocno w słowa kapłana i to się nie dzieje,nie podczas każdej mszy tylko właśnie od czasu do czasu kiedy się bardzo skupiam i wspólnie modlę a moje myśli są właśnie tam i nie uciekają ,dlatego pomyślałam że zapytam czy tak działa Duch Św. ale dzięki anonimowy wiem że chciałeś mi to wytłumaczyć dobrze a ja dobrze chciałam zapytać :)anonimowa z 00:04

basiek pisze...

Właśnie robiąc sobie znowu krótką przerwę w mojej dzisiejszej usilnej pracy w ogrodzie z małymi trudnościami co powoduje, że zmagam się dziś dłużej z moją praca niż zwykle pomyślałam w jednym momencie że przecież tak sobie powoli pracując całkiem śmiało mogą porozmawiać z Panem Bogiem, najpierw to była krótka modlitwa a potem mówiłam Mu o wszystkim co mnie czasem nurtuje, z czym się zmagam, z czego się cieszę i za co Mu dziękuję. Mówiłam i mówiłam bez końca nawet o moich bliskich za jednych dziękując w ich mieniu a o niektóre prosząc i doszłam do wniosku że taka praca połączona z modlitwą i rozmową z Bogiem ma sens, wydawało mi się że On tak obok mnie chodzi i mnie słucha a ja mówię raz ciszej raz w myślach fajne to taka zwyczajna rozmowa :) Pozdrowienia dla wszystkich :)

Maciek pisze...

Są takie chwile, kiedy medytacja "włącza się" samoczynnie, np. w górach. Kiedy jestem otoczony ich majestatem, chłonę ten krajobraz całym sobą, delektuję się każdym szmerem... I ta niezwykła górska cisza... która jest jak kojący balsam...
Szkoda, że "dorastanie" bardzo często oznacza narzucenie wielu, nie raz sprzecznych i irracjonalnych norm, które zamiast "pomagać", tylko komplikują życie...

Prześlij komentarz