piątek, 18 października 2013

Każdego dnia zaczynać od nowa

Nie ma lepszego sposobu prowadzenia życiu duchowego, niż stale zaczynać od nowa i nigdy nie myśleć, że zrobiło się już wystarczająco wiele.





Kolejna biografia, w której czytam,  że ktoś odnalazł już klucz do czyjegoś życia. On już wie, zbadał, napisał, nic go nie zaskoczy. Jesteśmy zbyt skomplikowani i niekonsekwentni, by mogło to być jednak prawdą. Owszem, można prowadzić poszukiwania, oświetlić niektóre aspekty życiorysu, które w pewnym stopniu dadzą pojęcie o osobie, ale nie da się do końca kogoś opisać. Właśnie ta tajemnica w obrazie, tekście, muzyce, człowieku - jest  najciekawsza.


***
Dwa dni temu znajoma siostra zakonna przyniosła mi książkę z fatalną okładką. "Niech ojciec zerknie, dobra rzecz".  Widząc na półce w księgarni, raczej nie wziąłbym do ręki. A szkoda.

Franciszek Salezy pisze prosto, rozumnie, z ogromną sympatią do ludzi i wyrozumiałością dla ich błędów. Bez napinania muskułów, lamentu, obrażania się. Rady zawarte w listach są prościutkie (ogromny atut), takie "chapmanowskie" (kto czyta bloga od dawna, wie co mam na myśli) i przeniknięte wiarą. Na dodatek niezwykle mądre.

Człowiek może się spinać, stawać na szczudłach, ale to przecież Bóg wie co dla nas najlepsze.

Trzeba cierpliwie znosić własną niedoskonałość, aby osiągnąć doskonałość. I nie zniechęcać się. Nigdy.



Cieszę się, że każdego dnia rozpoczynasz od nowa. Nie ma lepszego sposobu prowadzenia życiu duchowego, niż stale zaczynać od nowa i nigdy nie myśleć, że zrobiło się już wystarczająco wiele.


Więcej upraszczania, a mniej komplikowania. Właściwie przeżywane życie powinno zmierzać do prostoty. Proste rzeczy są zwykle łatwiejsze do wytłumaczenia i zrozumienia niż skomplikowane. Prosty jest przecież Stwórca.

Codzienność składa się ze zwykłych i prostych rzeczy, które człowiek niepotrzebnie chce gmatwać. Życie nie składa się z wielkich rzeczy, ale właśnie z najmniejszych. Właśnie wierność i systematyczność w wykonywaniu ich sprawia, że efektem ubocznym stają się te "wielkie".


Słyszałem o pewnym bardzo zajętym zakonniku, którego zapytano kiedyś, jak udaje mu się wszystkiemu podołać, szczególnie w sytuacji, gdy ciągle odrywa go od pracy obowiązek regularnej modlitwy. "Daję radę właśnie dlatego, że mam takie przerwy. Pomagają mi one lepiej się koncentrować, kiedy pracuję, ale dzięki nim nie poddaję się obsesji pracy" – odpowiedział.

Życie należy przeżywać w prostocie, w tej rzeczywistości, jaka jest nam dana przez Boga, a nie ciągle żyć marzeniami  o innych, wspaniałych miejscach czy duchowych stanach, jakie w danym momencie nie są nam dane.



Nie ma potrzeby czuć się silnym i odważnym – twierdzi Salezy - wystarczy mieć nadzieję i pragnąć takim się stać w odpowiednim czasie i miejscu. Nie potrzeba specjalnych znaków, ani odczuwania w sobie odwagi – wystarczy mieć nadzieję, że Bóg nam pomoże.

Samsona nazywano silnym, a jednak on sam nie czuł nadnaturalnej siły, którą go Bóg obdarzył. Chyba, że zachodziła taka potrzeba. I dlatego – jak jest napisane – gdy spotykał lwy lub nieprzyjaciół, Bóg dawał mu siłę do ich zabicia.

***

Bóg nie robi niczego na próżno, nie daje nam ani siły, ani odwagi jeśli nie ma potrzeby ich zastosowania, lecz w razie konieczności nigdy nie zawodzi.


Tego nie można wymyślić czy wyguglować. To trzeba przeżyć.




***

Zaraz jadę do krakowskich dominikanek z konferencją na temat "Nowej Ewangelizacji". Tak na szybko, pierwsze intuicje, w jaki sposób ją rozumiecie i z czym właściwie wam się kojarzy?

ps. dokumenty kościelne na ten temat znam.


38 komentarzy:

Kasia Sz. pisze...

"Nowa ewangelizacja" na dzień dzisiejszy kojarzy mi się z ruchami charyzmatycznymi, które mają podtrzymać żywą wiarę w nas. W to, że Bóg nie tylko istnieje, ale także interweniuje w naszą rzeczywistość. "NE" kojarzy mi się z modą/?/ na msze o uzdrowienie, a czasem o uwolnienie. Kojarzy mi się z charyzmatami, które teoretycznie są ok o ile ludzie nimi posługujący nie zaczynają nadużywać ich władzy albo używać je źle. Nie podoba mi się teraźniejszy nacisk na odprawianie egzorcyzmów i na obecność szatana. To powinny być sprawy rzetelnie rozeznane, nie powinna być to masówka na mszach o uwolnienie. Boję się w "Nowej ewangelizacji" nacisku na masowe cuda: uzdrowień czy uwolnień. Uzdrowienia mogą być chwilowe, osiągnięte pod wpływem emocji, a sceny uwolnień mrożą krew w żyłach.

Z drugiej strony Bóg, który nie działa w świecie byłby Bogiem odległym, "zimnym", choć naprawdę nie mam u siebie żadnych owocnych modlitw. zawsze budzą moje zdziwienie a nawet zazdrość ludzie, którzy zostali wysłuchani przez Boga, otrzymali pomoc opatrzności.

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się, że podjęłam decyzję - ja ten cały blog wydrukuję! :) Ania

o. Krzysztof pisze...

Współczuję :)

Tirana pisze...

"Wierność codziennym sprawom, przed którymi zostaliśmy postawieni". Nic więcej nie potrzeba. Jakie to proste i jednocześnie trudne. Ciepłe myśli z Albani!

Anonimowy pisze...

Ojciec Dawid! Supreaśne zdjątko!!!

Anonimowy pisze...

Nowa Ewangelizacja kojarzy mi się z nowym życiem.

Aguś pisze...

Nie wiem czym jest ''Nowa ewangelizacja'' w takim powszechnie znanym znaczeniu, ale jak słyszę coś takiego to ewangelizacja od razu kojarzy mi się z dominikanami. W dużej mierze pewnie dlatego, że to od Was po raz pierwszy usłyszałam tak Dobrą Nowinę :)
Wydaje mi się, że to przede wszystkim rozmowa z ludźmi na temat ich wiary, pokazywanie im Boga z innej strony. Przede wszystkim przyznawanie się do Jezusa i proste rozmowy. Więcej nie trzeba, Bóg będzie wiedział jak dalej zadziałać.

aga pisze...

Nowa Ewangelizacja kojarzy mi się z Janem Pawłem II
z żywą obecnością Ducha Świętego w Kościele

Anonimowy pisze...

Każdego dnia zaczynać na nowo...Lepiej chyba sobie tego wieczorem nie przypominać. Można jeszcze do dołka wskoczyć. Wpaść w takie myślenie, że i tak jutro od poczatku bedzie trzeba zaczynać, znów, i znów, i znów...Jestem za tym, żeby sobie to codziennie rano przypominać.
Co do nowej ewangelizacji, to Siostry u których Ojciec będzie mówił tę konferencję spytać może na początek.
Ja cały czas brałam to Ojca pytanie za inne. W sensie, jak powinna wyglądać "Nowa Ewangelizacja" A tu jest- z czym ci się kojarzy...
No to powiem z czym mi się skojarzyła.
Z włażeniem z buciorami do czyjegoś mieszkania. Z natrętami podobnymi do akwizytorów, z patrzeniem najpierw na innych(biednych potrzebujących nawrócenia) a na siebie- wcale.
Na narty w habicie...pierwszej wygody, i bezpieczeństwa to to chyba nie jest...;)

Anonimowy pisze...

Nowa Ewangelizacja - Odnowa , Od nowa, od początku, od zera, nowa katechizacja, przypomnienie rozpędzonemu, zagubionemu w światu podstawowych prawd katechizmowych.
Za św. Ignacym: Człowiek po to jest stworzony,aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.
Za bł. Janem Pawłem II"Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi!",

Anonimowy pisze...

"Nowa Ewangelizacja" - uświadomienie ludziom, że słowa modlitwy, które wypowiadają, gesty, które wówczas wykonują i obrzędy, w których uczestniczą nie są "tylko" słowami, gestami i obrzędami czynionymi z nawyku, ale za nimi coś, a właściwie KTOŚ stoi
Magdalena Maria

Anonimowy pisze...

a ta fotografia...narciarza, i miejsce jakies znajome. Jeśli to w Korbielowie, to ja na tej samej górce uczyłam się jeździć na nartach:) z 5 lat temu.

pietruszka pisze...

NE to bardziej słuchanie, pełne miłości tego innego, który jest obok i do tego, który jest dalej, i to wszystko w dużej wolności...bo Bóg przecież go zna i kocha też:)...NE to bardziej usuwanie się i po prostu oddawanie pola Bogu+

Marysia pisze...

Nowa Ewangelizacja - mi się kojarzy z Drogą Neokatechumenalną.. (ale ja nie jestem neutralna ani obiektywna w tym względzie ;)

Anonimowy pisze...

Każdego dnia zaczynać od nowa
Życie duchowe to łączność z Duchem, a Duch to Odnowiciel, a Odnowiciel odnawia. Jeżeli więc to życie duchowe jest rzeczywiście w łączności z Duchem, to On sam odnawia nas każdego dnia, bo własnymi siłami nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Wystarczy jedna nasza decyzja - zawierzenie Mu.

Anonimowy pisze...

Jeszcze jedno. Zajrzałem teraz do dzisiejszych czytań w Jutrzni i widzę:
"Dam wam serce nowe i nowego ducha tchnę w wasze wnętrze.
Wyjmę z was serce kamienne, i dam wam serce z ciała.
Tchnę w was mojego Ducha i sprawię, że będziecie żyć według mych nakazów"

Anonimowy pisze...

Na byciu sobą w byciu z Nim. On wszystko wie i chyba niczego nie potrzebuje, to tylko my Jego potrzebujemy. To tak w tej chwili akurat jest dla mnie ważne. NE nie powinna być zwietrzała, ale ciągle żywa. Może więcej rozmów z Bogiem, nie o Bogu - dla ułatwienia i pewności, że to On przez nas będzie działał..

Anonimowy pisze...

Nowa Ewangelizacja , dlaczego nowa? Bo czasy się trochę zmieniły i ważne podstawowe punkty odniesienia dla wszystkich wspólne nie istnieją już, albo nie są oczywiste jak dawniej.i stad ta nowość Porządnie się nawracajac mamy szansę usłyszeć dokąd Duch nas prowadzi i co nam daje do mówienia i kogo nam stawia na drodze. Św Franciszek poszedł do sułtana i bez prozelityzmu głosił Dobra Nowinę, inny sw Franciszek podażył aż do Chin . Jedni idą do szpitala, inni do więzienia, jeszcze inni na ulice. We wczorajszym 2 czytaniu z godziny czytan Św Grzegorza Wielkiego, było takie zdanie tlumaczace dlaczego apostołów i 72 uczniów Jezus wysyłał po dwóch , parafrazujac dlatego ze miała się objawiać miłość miedzy nimi ku temu by moc głosić Ewangelie. Bez tego ani rusz. Dlatego wszystkie organizacyjne wysiłki ku NE spełzną na niczym bez nawrócenia , to jest kochania drugiego, grzesznika, biedaka, którym może być tez bogaty człowiek , który dlatego jest biedny bo nie zna Jezusa. Ktoś wspomniał o neokatechumenacie, tam u niektórych widać zapał ewangelizacyjny i gotowość do ruszenia w nieznane gdzie BÒG i losowanie pośle, rownież w prześladowania np do Chin , do Afryki. Osobiście znam rodzinę, która pojechała na misje do Chin , a ponieważ BÒG ich poblogslawil pieciorgiem dzieci w tym czteroma dziewczynami , to już wystarczy ze cała rodzina wyjdzie na ulice by zacząć ewangelizowac ( niektórzy starsi Chińczycy płaczą na widok wielodzietnej rodziny) BÒG mi kładzie do serca mocno NE, ale tez czuje, ze każdy jest posłany inaczej, w innym momencie i w inne miejsce ( np św Teresa od Dzieciatka Jezus, patronka misji). Ale każdy na pewno tam gdzie jest ma BYĆ chrześcijaninem, i powtarzać za św Pawlem biada mi, jeslibym nie głosił Ewangelii. Maria

Viator pisze...

Oglądałam kiedyś na youtube konferencje ojca Cantalamessa, świetna! Na nowo przypomniała mi,z niezwykłą siłą i prostota, ze to JEZUS mnie zbawił, a nie ja sama czy moje uczynki. Patrząc na nas- dzisiejszych chrześcijan, aż chce się krzyczeć na nowo o miłości Boga do człowieka..jakbyśmy zupełnie nie wierzyli, ze TĘ miłość otrzymujemy za darmo!:)

Anonimowy pisze...

Kojarzy się z w wdeptywaniem w podłogę nachalnym głoszeniem.Jak Anonimowemu z 18 z 15.20. "nachalni akwizytorzy".

A mogłaby być zintegrowana z człowiekiem, jak ten kot przeoczalny w przytuleniu, z tłem.
Naturalna jak oddychanie. Bez wpychania swoich racji, nierozdzielna jak sznurowadła z butami. Nawracanie przez bycie nawróconym. W codziennych przejawach a nie nagłaśnianym działaniu aktywistów.
W spokojnym trwaniu przy swoich racjach, zamiast łagodnego zwracania oblicza w kierunku każdego nowego powiewu jak opętany ludzki słonecznik, pływania z prądem i postępowania jakoś "bo wszyscy tak robią".

xyz pisze...

Nowa ewangelizacja kojarzy mi się niestety mniej więcej z tym o czym pisze Kasia Sz + Przystanek Jezus + ostatnio stadion narodowy.
Gdy widzę autokary pełne ludzi podjeżdżające pod kościół w którym ma być msza o uzdrowienie i podążające ku świątyni rzesze z krzesełkami pod pachą, odczuwam rozdrażnienie, coś się we mnie buntuje. Pytam wtedy siebie: Co jest nie tak? Skąd ten niesmak, irytacja? Czy to tak ma wyglądać żywa wiara?
Albo jeszcze wielkie banery w centrum miasta z cukierkowymi postaciami i napisami brzmiącymi jak slogany reklamowe zachęcające do udziału w jakimś forum albo kongresie.
Ja się w tym zupełnie gubię, choć nie neguję, że nowe czasy wymagają nowych środków.
A jak rozumiem swój wkład do NE? - na nowo pytać o swoją wiarę, kim naprawdę jest dla minie Bóg, próbować odkryć schematy, pozory, przyzwyczajenia, którymi się kieruję i jednocześnie próbować świadczyć o tym co dla mnie ważne w codziennych sytuacjach, wśród tych ludzi z którymi teraz się stykam, na tyle na ile teraz mnie stać.

Anonimowy pisze...

NE kojarzy mi się z odkrywaniem prawd wiary, pokazanie Boga na nowo, ukazanie Jezusa, Jego Matki, Apostołów w sposób zrozumiały dla współczesnego, zapracowanego, zagonionego człowieka, który w tych czasach, w dobie postępu, nowych technologii, internetu, chce żyć wygodnie, chce mieć a nie być... Wg mnie NE to poruszenie zatwardziałych, nieczułych serc ludzkich, dotarcie do nich i przemienienie ich...

To czas, aby ludzie dowiadywali się na nowo, że Bóg ich kocha, że w tych trudnych czasach nie zostawił ich samych sobie, że choć tyle zła dzieje się na tym świcie on jest.

Myślę, że Wy Dominikanie robicie bardzo dobrą "robotę". Swoimi słowami trafiacie do zwykłych ludzi, mobilizujecie do myślenia, zachęcacie do poznawania i zgłębiania prawd ewangelii. Mówicie do ludzi w taki zwykły a jednocześnie niezwykły sposób, że człowiek czuje się dużo lepiej i podnosi się...
Dziękuję :)

xyz pisze...

To o czym napisałam to pierwsze skojarzenia, takie najbardziej krzykliwie, dające niezbyt pozytywny obraz ale będące częścią tego co narzuca mi się gdy słyszę pojęcie nowa ewangelizacja. Spokojna refleksja wydobywa tę drugą część skojarzeń zbliżonych do anonimowego 22:03.

Anonimowy pisze...

Nowa Ewangelizacja to coś starego jak świat, a jednak przypomnianego od nowa. To potrzeba, która nastała w czasach gdy ludzie ponownie wkroczyli na wysokie piętra nowej Wieży Babel, zapominając o Bogu i głębokiej wewnętrznej tęsknocie za Nim, zagłuszanej współczesnością. Nowa Ewangelizacja to misja i sposób na powrót do Ojca, by On sam nie musiał znów mieszać nam języków...

Jolaśka pisze...

nowe światło
nowe spojrzenie
nowe życie
nowe rozumienie
nowy dzień . . .

Anonimowy pisze...

A ja nie znam kościelnej definicji, ani żadnych dokumentów o nowej ewangelizacji. A jak dla mnie to każda "ewangelizacja" powinna być ciągle nowa i żywa.Po co więc nowa "ewangelizacja", w końcu Ewangelia jest jedna wg czterech autorów? Jakby ktoś miałby mnie reewangelizować (polecam się) to chcę kościoła prawdziwego i autentycznego, takiego, który nie kończy się w budynku, chrześcijaństwa żywego i dynamicznego, a nie coniedzielnego spektaklu odprawianego bardziej z poczucia obowiązku albo przywiązania do tradycji. W końcu chrześcijaństwo to chyba właśnie Życie, a nie nie wiadomo jakie cudowności.

Anna K. pisze...

Niestety, strasznie mi przykro, ale muszę to napisać.

Nowa ewangelizacja nastąpi dopiero wtedy, kiedy biskupi, księża itp. przestaną jeździć drogimi samochodami i żyć jak bogacze. Oto przykład, w którym mowa jest o samochodzie za PÓŁ MILIONA PLN, którym jeździ ksiądz - kanclerz kurii biskupiej w Legnicy:

"Luksusowa limuzyna zarejestrowana na Caritas:

Kanclerz Kurii Biskupiej w Legnicy, ks. Józef Lisowski swoim "wypasionym" autem-zarejestrowanym na Caritas - potrącił młodego mężczyznę. Ten w szpitalu spędził kilka tygodni i powoli dochodzi do siebie. "Zyskałeś nowe życie” - napisał ksiądz w mailu swojej ofierze.

Kierowcą samochodu, najnowszego i najdroższego Audi - A8 - okazał się ksiądz kanclerz Józef Lisowski z Legnickiej Kurii Biskupiej. Co więcej, samochód, którym kierował zarejestrowany jest na… Caritas! To pojazd wart ok. pół miliona złotych, a Caritas czerpie swoje przychody głównie ze zbiórek publicznych, czyli od wiernych Kościoła katolickiego.

wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ksiadz-potracil-mezczyzne-i-mowi-mu-zyskales-nowe-zycie,wid,10611987,wiadomosc.html?ticaid=11185f "

Samochody "tańsze", takie za sto, dwieście, trzysta, czterysta tysięcy PLN, którymi jeżdżą duchowni też urągają Bogu i Jezusowi!!

Żeby naprawdę księża i biskupi realizowali przesłanie Jezusa, to jeżeli w ogóle mieliby mieć jakikolwiek samochód (bo nie jest powiedziane wcale, że MUSZĄ mieć samochód - ja na przykład nie mam, a chciałabym, ale nie mam jak na niego odłożyć, choć ciężko pracuję i większość wiernych jest przecież w takiej sytuacji, co więcej, bardzo wielu jest ludzi skrajnie ubogich i do nich przede wszystkim duchowni są posłani, a nie znajdą z nimi wspólnego języka, kiedy jest tak wielka dysproporcja stanu posiadania i ta cała otoczka bogactwa!!!), a więc, jeżeli w ogóle już mają mieć samochód, to tylko taki, na który stać człowieka odkładającego na niego ze zwykłej bardzo ŚREDNIEJ pensji w tym kraju. W innym przypadku zawsze będą sprzeniewierzali się ideałowi Jezusa z Ewangelii, którego deklaratywnie tylko naśladują.

Nowa ewangelizacja musi zacząć się właśnie od góry - od purpuratów i księży. Rozumie to dobrze papież Franciszek i cieszy mnie, że już niektórzy biskupi w Watykanie musieli wymienić samochody na tańsze, a także papież nakłada sankcje na tych opływających w bogactwo biskupów. Oby tak dalej i oby go po kryjomu za to nie zamordowali. Módlmy się o to. Oraz o to, aby polscy biskupi też zewangelizowali się i aby dowcipny komentarz internauty "Biskup w 5-letniej pandzie, już to widzę" przestał być dowcipem, a stał się rzeczywistością.

Z tym mi się kojarzy nowa ewangelizacja. Że nie będę litościwie rozwijać tematu pedofilii i rozwiązłości wśród księży, tego całego procederu, o którym tyle mówią ludzie z rozmaitych czatów w necie, że masa tam jest księży umawiających w wiadomym celu z kobietami i mężczyznami. Pełno jest też księży mających kochanki i mydlących im oczy, że nie mogą odejść z kapłaństwa. A w kazaniach mówią, że "miłość to odpowiedzialność" i tak dalej. To jest obrzydliwe. Niech wystąpią z kapłaństwa i robią co chcą, ale niech nie podtrzymują tej obłudy.

Dlatego uważam, że to jest najważniejsze w ewangelizacji, żeby duchowni, a zwłaszcza biskupi, zaczęli wreszcie żyć jak Jezus i naśladować Go, poczuć stan finansowych tych najzwyklejszych, a nawet i tych najbiedniejszych ludzi, do których są w końcu posłani i sami wybrali takie totalne powołanie - właśnie dla nich. W przeciwnym razie ewangelizowanie przez nich zwykłych ludzi jest fałszem.

Ewangelizowanie to nic innego jak dawanie przykładu swoim życiem, a do tego księża twierdzą, że dostali powołanie. Niech więc sobie przypomną na czym ono polega. Mówię tu o tych księżach i biskupach, którzy właśnie żyją w sposób sprzeczny z Ewangelią, w bogactwie, w drogich samochodach, a nie o tych dobrych, których jeszcze trochę zostało, na szczęście.

Anna K. pisze...

W notce o samochodzie za 500.000,00 PLN zarejestrowanym na Caritas pominęłam wątek właśnie nadużyć w Caritasie czy innych instytucjach powiązanych z Kościołem, bo to osobny temat, ale wiadomo, że to też jest sprzeczne z Ewangelią i jest do zmiany.

Klaudia Pawlak pisze...

Pani Anno,mam nadzieje ,że nie zabrzmi to niegrzecznie - ale co mnie obchodzą jacyś tam księża?
Najpierw niech każdy zacznie od siebie,bo jednak świeckich jest dużo więcej niż kapłanów.
zwalanie winy na duchowieństwo jest nierozsądne.

Zuza pisze...

Nowa Ewangelizacja? Ten blog. Wołek i osiołek u łódzkich franciszkanów. Ubaw po pachy na konferencjach x.Pawlukiewicza. Turnus w Piekoszowie. Świadectwo małżeństwa dwojga lekarzy z 10-letnim stażem i czwórką dzieci. Itd. Itp. Wszystko to, co pokazuje działanie Pana Boga i wskazuje drogę w jego kierunku. Po prostu.

Klaudia Pawlak pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=MLDg37QoljQ Ciekawa konferencja o.Pałysa ;)

Anonimowy pisze...

Anna K. powinna przestać w końcu rozliczać innych z ich grzechów, a skupić się na sobie, nie domagając się jednocześnie, żeby Kościół zmieniał swoje zasady (dopuszczając np. rozwodników do sakramentów). Do takich osób skierowana jest Nowa Ewangelizacja.

W.

Anonimowy pisze...

Chciałam tylko zaznaczyć, że mówiąc komuś żeby nie rozliczał innych z grzechu robimy to samo... dajmy żyć ludziom

pozdrawiam
A. ;)

Anonimowy pisze...

Co innego zrobić coś raz a co innego ciągle.
Dać żyć innym to najpierw nie narzekać.

Anonimowy pisze...

Po co zaraz "akwizytorzy"?! Cokolwiek wiążącego się w jakikolwiek sposób z głoszeniem Dobrej Nowiny nie powinno się kojarzyć w żaden sposób z jakąkolwiek agitacją! Ewangelia jest Prawdą a ludzie z natury dążą do prawdy więc sami przyjdą jeśli ktoś ich zachęci subtelnie wskazując palcem właściwy kierunek! A co z tymi,którzy nie uczestniczą w życiu Kościoła? Fajnie byłoby gdyby przypadkowo spotkany zwykły człowiek potrafił swoją wiedzą nt Ewangelii zaszczepić w kimś chęć pójścia ku Bogu. Takie "pozytywne zarażenie"jak pisał C.S.Lewis. Jeśli w każdym środowisku znajdzie się chociaż jeden człowiek,który będzie miał pojęcie jak w prosty i przystępny sposób głosić Ewangelię i bedzie robił to w ciekawy sposób to czego więcej potrzeba? Jeśli ktoś nie będzie chciał słuchać - chyba nie musi,jesteśmy wolni. pozdrawiam, Ł.

Anonimowy pisze...

Słusznie mówisz. Nie powinno. Tylko że czasem tak wygląda. Jest agresywne i źle wymierzone w czasie. Agresywne pytanie "czy chcesz porozmawiać o Jezusie" pozostaje w pamięci na długo.
Nie tak, nie tak się powinno zaczynać, nie w ciemno, na ślepo, brutalnie.

Anonimowy pisze...

W sumie to czas byłby już jej to zapomnieć. Niech sypia spokojnie, żyje z radością, głosi z uśmiechem, niech jej wiara prześwieca jak światło przez delikatną kotarę miękko i ciepło.
I niech się Pan Bóg do niej uśmiechnie a gdyby brakowało to wiary, nadziei i miłości przymnoży.
Przestawiam zegarki na zimowy czas, przestawiamy serca na lżejszy rytm.
Dobrego wieczoru, dobrej nocy Wszystkim.

Anonimowy pisze...

Jak flesz i prosto w serce !!
Kiedys na mnie samej piorunujace wrazenie zrobily slowa na przydroznym Krzyzu, kiedy jechalam tramwajem do pracy . A brzmialy: "Ratuj swoja dusze"
Minely lata...

A przy ewangelizacji warto pamietac, ze wrazenie czyni -prawda i piekno-. Sa wizytowka Pana Boga;

mp

Prześlij komentarz