wtorek, 29 października 2013

Film łódzkiego projektu "Droga"

Noc, o Panie, jest to czas wolności. Widziałeś poranek i noc. Noc była lepsza. 









Jako księdza niezwykle fascynują mnie te momenty, w których widzę jak ludzie grzeszni i krusi przekraczają samych siebie i dokonują rzeczy niezwykłych.

Może dlatego projekt "Droga" zrealizowany przez Olę Adamczuk w łódzkich bramach tak bardzo przypadł mi do gustu. Bardzo odpowiada mojej duchowej wrażliwości.


Nocna wędrówka, pośród szarych i ciemnych kamienic, aby niespodziewanie odnaleźć jasność i światło. Wątek przewodni: 
dostrzeżenie nadziei w umieraniu.


Nie ma liścia, którym byś się nie opiekował. Nie ma krzyku, którego byś nie słyszał, zanim został wydany.


Kiedy pisałem o projekcie "Droga" wielu z Was pytało czy będzie film zawierający wszystkie stacje. Odpowiadam: już jest. 

Dodam jedynie, że na żywo stacje były zdecydowanie mocniejsze i bardziej wyraziste, film nie oddaje całości klimatu.  A po jednej miałem ciary na plecach.

Największe wrażenie zrobiły na mnie trzy stacje (Odrzucenie, Zatrzymanie i Oczekiwanie). Jednocześnie każda z nich była przemyślana, dopracowana i miała swój głęboki sens.
Nie było przypadków.


Noc, o Panie, jest to czas wolności. Widziałeś poranek i noc; noc była lepsza. W nocy wszystkie rzeczy mają swój początek i nocą objawił mi się kres wszystkich rzeczy.

Kiedy zadaję pytania, na które nie odpowiadasz, Ty stawiasz mi pytanie tak proste, że odpowiedzieć nie mogę. Nawet nie rozumiem pytania.

Ten nocy i każdej nocy pytanie jest to samo.

Thomas Merton, "Straż nocna"








16 komentarzy:

marek pisze...

Wow, gdyby tak zrobić we Wrocławiu lub Krakowie?

Jo pisze...

Piękne... pewność zmartwychwstania wywołała mój uśmiech

Magdalena pisze...

Byłam, widziałam.
Już nie jestem taka sama po przejściu tej Drogi.
Już nie patrzę tak samo na świat, ludzi, budynki i rzeczy.
Otworzyły mi się oczy i serce na to, co jest wokół.

Marta pisze...

Pewność :) i ciągle utwierdza mnie Ojciec w przekonaniu, że warto tu zaglądać, dzięki i gratuluję pracy dyplomowej autorce!

Marta pisze...

autorom, może lepiej

Anonimowy pisze...

Dzięki za zamieszczenie tu tego filmu. Namiastkę całości zobaczyłam, ale mogę się podzielić...
Wzruszyła mnie bardzo stacja IV - bezpieczeństwo. Moim zdaniem lepszą nazwą byłaby tu czułość, lub podobnie jak w XIII - oczekiwanie. W moim odczuciu, te stacje są do siebie bardzo podobne. Obydwie, jak dla mnie, są najlepsze. Port tonących, który oczekuje właśnie konkretnie na spotkanie z tobą. Zmroziła mnie prawie całkiem stacja XI. Przenikające się wzajemnie -śmierć i życie.
Fragment tekstu Mertona też zastanawia.
Można tak zadręczać Boga pytaniami, że przez to nie usłyszeć ani jednego Jego pytania do nas.
A w natłoku własnych spraw i myśli (nawet jeśli uda się usłyszeć chociaż jedno skierowane do nas pytanie) nic nie zrozumiemy z tego pytania. Będzie w obcym dla nas języku.

Anonimowy pisze...

Do nas grzesznych i kruchych, słabych i wspinających się na drzewa. Przychodzi do wszystkich. Ale żeby to się dobrze skończyło zawołany musi zejść a nie odpowiedzieć, "ale ja jutro mam kolokwium dziś tylko chciałem popatrzeć...możesz przyjść później"?
Droga jest po to żeby iść ale czasem trzeba przyspieszyć kroku żeby zdążyć.
Bo można przyjść i poosiadać jak ptaszęta na schodach kościoła, przyjść za późno, wyjść na głodno. Bo szkoła- praca-u Kaśki byłem-jak zdążyć.
Studia studiami ale żaden chyba zjazd nie zaczyna się przed siódmą jeśli kończy po dwudziestej.
Jest czas na całą Mszę, tylko trzeba chcieć to wkalkulować.
Ojciec marudzę, ale smutno mi się robi.
Przychodzą jak do domu, i dobrze, ale przychodzą chyba z nastawieniem czego bym nie zrobił to i tak będzie dobrze. A co jak się okaże że nie będzie dobrze?

Ojciec mówił że wolno jak co dobrego - Krakowscy dominikanie mają jutro spotkanie. Jaśko Mela i Marcin Jakimowicz o 19.00.


Iris pisze...

Do mnie też przemawia... Najbardziej "Bierze krzyż" i "Przeszkody" Bardzo piękna, nienachalna, wręcz medytacyjna forma sięga wgłąb jestestwa. Podziękowania dla autorki i współpracowników.

whitebutterflay pisze...

Ojcze- zaglądam często. Świetnie, że są tacy ludzie jak Ty! Świetny blog. Merton również mi bliski..

Anonimowy pisze...

Noc jest cicha, a po nocy przychodzi brudny świt. I znowu wszystko jest tak samo.
I ciągle wszystko jest tak samo.

Anonimowy pisze...

z innej perspektywy
http://www.edisproduction.de/2013/10/31/mouse-vs-cracker/
uwielbiam brudny swit :)

Anonimowy pisze...

Z tym uwielbianiem brudnego switu, to taka sciema. Ale niekiedy działa. Czasem daje sie oszukać, że brudny swit ma w sobie cos z wolnosci nocy. I że nie wszystko jest ciągle tak samo.

Anonimowy pisze...

Na chwilę pomogło. Rozśmieszyło.
Ściemy nie są dobre, ale mysz z krakersem jak najbardziej w porządku.
Jeszcze tylko jakiś ambitniejszy plan na życie niż szybko umrzeć i będę w domu.

Anonimowy pisze...

Myszka waleczna...Normalnie, dostałaby ode mnie cały zapas krakersów do końca życia ;)- za ten jej upór i wytrwałosc.
anonimowy z 12:07
Pogadaj z Bogiem o swoich i Jego planach...
+

Anonimowy pisze...

Przysłał posłańca z odrobiną światła.

Marta pisze...

myszę ukradłam, urocza :)

Prześlij komentarz