piątek, 6 grudnia 2013

O wszystkim co na tym świecie mam

Dominikański tercjarz Tomasz Kempis miał rację. Czego nie można w sobie albo w innych naprawić, trzeba znosić cierpliwie. Dopóki Bóg nie zrządzi inaczej.






Zalew ludzkich problemów. Od dwóch tygodni, systematycznie, regularnie i z uporczywą powtarzalnością, spotykam ludzi tak nieludzko zniszczonych bólem. Takich, którzy już dawno utracili nadzieję. Rozmawiałem z osobami, doświadczającymi psychicznych tortur, którym dosłownie rozlatuje się życie. Doznali osobowego zła. Bezsensownego cierpienia. Jakby piekło się zmówiło przeciwko. W ciągu kilku tygodni można stracić to, co budowało się latami. Nawet trzydzieści lat małżeństwa.

Wystarczy cztery lata, aby z osoby szanowanej, podziwianej, powstał wrak. W luksusowych hotelach miał złotą kartę, ceniony chirurg. Teraz spotykam go na ulicy. Prosi mnie o kilka groszy, a potem podnosi koszulkę pokazując mi świeżo zaszytą ranę na brzuchu: "Szyłem bez znieczulenia. Wie brat, mam już pewną wprawę ".

Zaciągnął zobowiązania wobec niewłaściwych ludzi. Potem był sąd i zakład karny. Dla niego i kilku innych osób. Choć wyszedł po czterech latach, musi nadal ukrywać się przed wyrokiem, który na niego zapadł. Tym razem nie przez sąd, ale przez ludzi, związanych niegdyś z pamiętną sprawą "łowców skór". - G... z tego miałem - mówi jakby do siebie.

Od czasu rozprawy dzieci wychowują się bez ojca, żona nie chce go znać. Śpi po trzy godziny na schodowych klatkach - tak od czterech dni. Podobno w Anglii czeka na niego pomoc - przynajmniej tak się zarzeka. Nie mam pojęcia czy uda mu się tam dotrzeć.

A potem rozmawiam z matką młodej dziewczyny, która leży w szpitalu po poważnej operacji. Dziesięć miesięcy wcześniej zginął w wypadku jej zięć. Córka została sama z trójką dzieci. Teraz ona na granicy przeżycia.

Dzwoni telefon. Słyszę łamiący się głos, właśnie rozsypuje się kolejne małżeństwo, na dodatek w tym wszystkim zupełnie bezsilne i zdezorientowane dziecko.

Przychodzą cztery smsy z prośbą o pilne spotkanie i spowiedź. Nawet nie włączam skrzynki pocztowej. Na parapecie klasztornej celi trzy listy z zakładów karnych. Czekają na przeczytanie.

Po nieszporach, na klasztornym korytarzu zaczepia mnie Michał, z nim i z jego rodziną mam kontakt od trzech lat. Młody, świetnie zapowiadający się inżynier. Z poczuciem narastającej bezsilności przyglądałem się jego walce o swoje małżeństwo. Mieli zaledwie roczny staż. Walczył o nie ponad dwa lata. Szukaliśmy pomocy prawnej, terapeutycznej. Robił naprawdę wszystko co w jego mocy, chciał posklejać co było popękane. A jego żona - z ogromną pomocą swoich rodziców - notorycznie czyniła z tego zgliszcza. Raz po raz. To nic, że sama od lat leczy się psychiatrycznie, to nic, że jej rodzice, a w szczególności matka, mają socjopatyczne cechy. Na nic się zdała znakomita opinia psychologa na temat Michała. Co tam punkt widzenia pedagoga zdecydowanie podkreślający rolę ojca i wskazujący na silne zaburzenia matki. Nawet  nie został wzięty pod uwagę.

Kogo obchodzi dobro dziecka i środowisko w którym ma wzrastać? Prawo do wychowywania dwuletniego chłopczyka sąd rodzinny przyznaje matce. Sędziną była kobieta.
Nie żebym był uprzedzony. W dwóch innych przypadkach, którym towarzyszyłem, było podobnie.

Pracując w socjoterapeutycznej świetlicy osobiście słyszałem relacje z wielu rozpraw, w których ważyły się losy dzieci. Za każdym razem trafiały one do matki, choć niekiedy powinny do ojca.


Wychodzę z klasztoru złapać oddech. W twarz uderza mnie lodowate powietrze. Wkładam rękę do kieszeni łapiąc za drewniany różaniec. Muszę pobyć sam, gdyż nie mam już w sobie nawet słowa, które mógłbym wypowiedzieć. Z drugiego końca Polski dzwoni proboszcz potwierdzić parafialne rekolekcje: dzieci, młodzież, dorośli. A potem kolejna seria w innej parafii. Na tych samych zasadach.

Czy ten świat się naprawdę pali?


Tak bardzo czuję się pusty, bezsilny i nie mam w sobie nic, co by pomóc mogło. Co więcej, czegoś takiego nie ma także żaden człowiek.

Jezu, jak długo jeszcze mamy czekać?

Myślę o tych wszystkich ludziach, tak bardzo przygniecionych cierpieniem. Zastanawiam się gdzie są granice wytrzymałości człowieka? I wreszcie, w którym miejscu sam byłbym, gdyby nie czyjeś modlitwy?

Po raz kolejny uświadamiam sobie, że zakon to wszystko co na tym świecie mam.

***

Dominikański tercjarz Tomasz Kempis miał rację. Czego nie można w sobie albo w innych naprawić, trzeba znosić cierpliwie. Dopóki Bóg nie zrządzi inaczej.


Matko wybrana
Przed wiekami umiłowana
Linio prosto narysowana
Wieżo ku niebu zbudowana
Przyjaciółko niezrównana
Święta Maryjo, módl się za nami.

Litania dominikańska, muz. Dawid Kusz OP




28 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Smutno.

szpieg z krainy deszczowców pisze...

Rzeczywicie, czytając to tylko(bez żadnego spotkania z tymi osobami) i mnie przygniotło. Chociaż spotykam osoby niesamowicie skrzywdzone przez innych.
Zostawić to wszystko Bogu...Modlitwa wiary wielkości niewidocznego prawie ziarnka, dociera do Boga. A On może wszystko.
Czasem zdaje się nam, że my nic nie możemy na coś poradzić. A takie drobne gesty miłości, dobroci, zainteresowania, w kierunku zupełnie obcych nam osób, to może być wszystko dla nich.
To jest sposób żeby nie dać się przygnieść. Modlitwa, i drobne, konkretne dobre gesty w kierunku innych. A wtedy może wydarzyć się cud. Te drobne pojedyncze wyjścia od siebie samego w kierunku innych moga stać się czymć wielkim.
Te spotkania z ogromnym cierpienirm, mogą mieć dużą wartość. Przemieniają.
Pomagają nie skupiać się jedynie tylko na sobie, i swoich ograniczeniach. Ale też mogą przygnieść. I nie trzeba na to pozwolić. +

aga pisze...

ojcze, zapewniam o modlitwie: za ojca oraz tych wszystkich, którzy ojca o modlitwę prosili, i tych, którzy nie nie mieli odwagi prosić, ale zostali postawieni na ojca drodze

Marana Tha

Kasia Sz. pisze...

To nas Ojciec pocieszył na Mikołaja.

A tak na serio to poczułam się raźniej. Paradoksalnie. Że nie tylko ja przeżywam chwile rozpaczy i całkowitego braku nadziei. To bardzo trudne uczucie. Nie mieć nadziei, a nadal żyć.

M.K. pisze...

Teraz mi wstyd za to o co proszę w moich modlitwach, moje problemy wydają się być niczym w porównaniu do tego przez co ludzie muszą przechodzić.

Piękna litania.

Anonimowy pisze...

Znalezione /J. Tauler, kazania/ w pierwszym cytuje on św. Grzegorza :
Jeśli chcesz wiedzieć, czy kochasz Boga, przyjrzyj sie uważnie swemu zachowaniu, w chwili gdy spadają na ciebie jakieś wielkie nieszczęścia lub dotkliwe cierpienia, wewnetrzne czy zewnetrzne i z jakiegokolwiek pochodzące źródła, w chwili kiedy odczuwasz tak wielki wewnętrzny ucisk, że nie wiesz gdzie sie podziać, nie wiesz co się z toba dzieje, i nie potrafisz nic rozróżnić, a na zewnątrz uderza niespodziewany huragan cierpienia połączony z wielkim uciskiem; jeśli wtedy – jesli wówczas w głebi swej duszy jesteś wewnetrznie spokojny i wolny od zamętu, tak że doświadczenie to nie doprowadza cię do gwałtowności w słowach, czynach i zachowaniu, wtedy nie ma wątpliwości, że kochasz Boga.
Gdy jest prawdziwa, niekłamana miłość, człowiek nie wpada w uniesienie z powodu wydarzeń radosnych i nie załamuje się z powodu smutnych. Czy ci zabierają czy dają, jeśli umiłowany twój Przyjaciel jest przy tobie, nie opuszcza cię wewnetrzny pokój. Płacze człowiek zewnetrzny? Skarży się? – Pozostaw go, nie broń mu tego, jeśli tylko człowiek wewnetrzny cieszy się pokojem, jesli wystarcza mu wola Boża i nie utracił Boga. A jeśli nie znajdujesz tego w sobie, wiedz, że jesteś głuchy i naprawdę nie słyszysz Jego Słowa.

o. Krzysztof pisze...

Tauler jest znakomity. Eckhartowska szkoła... No i jak ich nie kochać?

Marta pisze...

To ja mogę zapewnić o codziennej modlitwie, chociaż też wyjątkowo trudny był ten rok, jedno mogę powiedzieć i zapewnić z perspektywy, gdy na moim polu widzenia jest już zielona trawa, kiedy wszystko wydaje się walić najważniejszą rzeczą jest przetrzymać, tyle możemy, a reszta już nie jest w naszych rękach. To jeszcze coś od Świętego Mikołaja dla wszystkich. Będzie dobrze :)http://www.youtube.com/watch?v=bcQwIxRcaYs

Miki Rurk pisze...

Jeden z najlepszych wpisów... Szacunek.

wichura nad pacyfikiem pisze...

Takiego brata Pałysa najbardziej lubię czytać. Słabego, a paradoksalnie w tym wszystkim silnego. Wszystko na odwrót, na opak. Jak w tym kościele z klaunami na głowach, a może bardziej jak w Ewangelii.

aga pisze...

zaczyna burzyć się we mnie, jak czytam komentarze
"Tauler jest znakomity. Eckhartowska szkoła... No i jak ich nie kochać? "
czy tylko Tauler jest znakomity? a najzwyklejszy człowiek, co się do ciebie uśmiechnie w tramwaju już nie? dlaczego Echartowska szkoła, a nie Jezusowa? czy to Tauler, Eckhart, a może jeszcze ktoś inny, czy to Jezus ma być dla nas Mistrzem? Czy mamy się karmić Eckhartem, czy Słowem Bożym? Czy tak naprawdę nie powinno nam "wystarczać" Pismo Święte? czy tam nie jest wszystko, co nam potrzebne do komunii z Nim? po co więc szukać dalej, i ciągle czuć niedosyt i w związku z tym szukać dalej? w tym szukaniu wśród Taulera, Mertona, Eckharta można zatracić To, co Najważniejsze...
" No i jak ich nie kochać?" pyta ojciec ...to nietrudno kochać kogoś, z kim się utożsamiamy, kogo darzymy sympatią, kto jest nam bliski w jakikolwiek sposób, z kim się zgadzamy; trudniej odnaleźć w sobie ten stan ku temu, kto myśli inaczej

będę dalej polemizować: "Gdy jest prawdziwa, niekłamana miłość, człowiek nie wpada w uniesienie z powodu wydarzeń radosnych i nie załamuje się z powodu smutnych"
Nie zgodzę się z tymi słowami. Człowiek nie jest Bogiem, jego jestestwo składa się z duszy i z ciała, a więc mi.in. uczuć, odczuć, emocji....i to normalne, że zdarzają się takie sytuacje w życiu, że na zdarzenia radosne zareaguje uniesieniem, a na smutne - załamaniem; Człowiek w Jezusie też doświadczał emocji, o czym wiele razy dowiadujemy się z Ewangelii (zapłakał nad Jerozolimą, nad utratą przyjaciela- Łazarza, wpadł w gniew w jerozolimskiej świątyni i to wzburzenie znalazło ujście w rękoczynach- powywracał stoły, w słowach również- gdy nie przebierał w słowach w stosunku do faryzeuszów). Gdybyśmy mieli tacy być jak to określa Tauler, gdybyśmy tak nad wszystkim panowali, niepotrzebny by nam był Bóg, bo po co byłoby nam się do Niego uciekać?

Mam taką swoją definicję miłości do Boga: stosunek do drugiej istoty. Bo gdy mówisz,że kochasz Boga, a na drugiego patrzysz wilkiem, to albo kłamiesz mówiąc o miłości do Boga, albo masz dwa serca, z których jedno kocha Boga, a drugie nienawidzi drugiego człowieka. Innej drogi nie ma.
Przepraszam, że tak wykrzyczałam te moje emocje...

Anonimowy pisze...

a...jakby ktoś chciał zerknąć po więcej do Taulera to cytat jest z kazania na dwunastą niedzielę po Trójcy Świętej opartej na Ewangelii św. Marka...J. Tauler, kazania. Jedna z niewielu książek w języku polskim jaką udało mi się tu znaleźć.
aga dzięki za modlitwę :)
To normalne chyba będzie...jak się czyta mistyków to burzy sie coś. Wchodzi się w paradoksy i sprzeczności, i pomieszania płaszczyzn rzeczywistości...Poodwracania porządku.
Ta logika nie jest do pojmowania i zgadzania sie z nią. Ona jest do przyjęcia. I bywa, że są nieporozumienia poniewaz rozmawia sie o dwóch zupełnie różnych stronach danego pojęcia.
I ja nie wszystko rozumiem, ale niektóre fragmenty Taulera odbieram jako kapitalne. Choć wnerwia mnie trochę nieco patetyczny ton, ale to pewnie wina epoki tamtejszej będzie...
Każdy ma swoją drogę, i warto szukać na niej prawdy. Sztuką jest, zaakceptować inność innych, i nie naginać wszystkiego pod swój kąt patrzenia.
pozdrawiam i dzięki za modlitwę :) i też chcę się spotkać dziś z Bogiem i z Tobą w modlitwie :) zaraz idę.
pozdrawiam

asiaa pisze...

Ja też lubię takiego ojca Pałysa - z ograniczeniami, bezsilnością, tęsknotą za samotnością. Wszystko jest tak jak ma być.
Pamiętam o modlitwie.

DR pisze...

kiedy przytłacza nas bezsilność, bezradność wobec problemów innych, czasem wystarczy być...
modlę się za Ojca

Anonimowy pisze...

To nieprawda,że dziecko zawsze zostaje przy matce. Już 4 lata moja znajoma, kobieta wielkiej wiary i czystym sercu walczy o przyznanie jej dzieci. Mąż (psychopata i manipulant) wymyslił stek kłamstw przed sądem, żeby ja zniszczyć (łącznie z pomówieniem o romans z księdzem, posadzenie o bycie lesbijką i niezrównowazoną psychicznie kobietą) Wszyscy mu uwierzyli - dzieci zabrali, jedno z zespołem downa, przywiązane tylko do mamy). Cierpienie przeogromne...kłamstwo wygrało we wszystkich instancjach...

Pracuję w szkole w dużym mieście, codziennie widze 10- letnie dzieci, które w domu moga wszystko. Siedzą przed komputerami i telewizorami do 3 w nocy. Oglądają filmy dla dorosłych pełne przemocy i seksu. Są juz zdeprawowane i deprawują innych, Nie maja do nikogo szacunku, ich język to same bluźnierstwa. Agresja niewyobrażalna.Wszelkie działania w szkole to kropla w morzu potrzeb, całkowita bezradność. Niektóre maja jeszcze takie niewinne oczy,..strasznie mi na nich zależy

nibyptak

Anonimowy pisze...

Dziękuję Ojcze za ten wpis. Trochę to dla mnie jakby kubeł zimnej wody. Historie tych ludzi, rozsypanych i przygniecionych bólem..
A Ojciec jeszcze to wszystko razem "do kupy" bierze "na klatę".
Dociera do mnie, że ja to mam chyba naprawdę sielankowe życie. I aż wstyd, że tak często biadolę i narzekam...
Z modlitwą,
Sandra

Domi8 pisze...

To, co Ojciec napisał, jest tak bolesne, że, patrząc tylko po ludzku, można by zwariować. Ale przecież On przyjdzie. W końcu przyjdzie. Nie?

Najbliższe roraty ze specjalną dedykacją dla Ojca! Modlitewne doładowanie :) pozdrawiam!

mika pisze...

Takie słowa dziś mi wpadły w oczy:

Ból sam w sobie nie jest nie do zniesienia; nie do zniesienia jest niezrozumienie znaczenia bólu. Gdyby dobry łotr nie dostrzegł celu swego bólu, nie zbawiłby swojej duszy. Ból może być śmiercią naszej duszy lub może być jej życiem.
- abp. Fulton Sheen

Rzeczywiście mógłby już przyjść...

Anonimowy pisze...

... Matko Pana i Boga,
Człowieka nadziejo droga,
Bóstwa sługo uboga,
Szatana klęsko sroga,
Aniołów Pani błoga,
Święta Maryjo, módl się za nami.

pietruszka pisze...

„Po co kwiat, który rodzi się i umiera ukryty w trawie?
Po co muzyk, który gra samotnie zamknięty w pokoju?
Po co ślepiec, przecież nie widzi,
głuchy – przecież nie słyszy,
a sparaliżowany – przecież nie porusza się?
Po co tutaj jesteśmy, skoro naszej obecności drugi nie potrzebuje?
Gdyby jedna nuta rzekła: nie jestem tą, która tworzy melodię –
nie powstałaby symfonia.
Gdyby kamień stwierdził: nie jestem tym, który jest w stanie wznieść
mur – nie zbudowano by domu.
Gdyby człowiek powiedział: tym gestem miłości nie mogę uratować
ludzkości – nigdy nie nastałyby na ziemi sprawiedliwość i pokój,
szczęście i szacunek wśród ludzi.
Tak jak symfonii potrzebna każda nuta,
jak dom potrzebuje każdego kamienia,
ludzkość potrzebuje ciebie.
W miejscu i w momencie, w którym się właśnie znajdujesz, jedyny –
więc niepowtarzalny.
Miłość, którą się dzielisz,
ożywia osłabiony i popękany świat.
Nawet jeżeli teraz nie dostrzegasz żadnego sensu swojego działania.
Trzeba, abyśmy zobaczyli w sobie tych,
których jedynym celem jest kochać.”

Ojcze, dziękuję. Zapewne zna Ojciec te słowa, Piszę je również dla siebie.

„Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”
(por. 2 Kor 12,7–11).”

Piszę te słowa również do siebie

kiszoj pisze...

Pietruszko, skąd jest ten cytat?

Żyrólik pisze...

Spotykam na innym miejscu kuli ziemskiej dość dużą dozę cierpienia we własnej rodzinie i wokół. Może być, że zawsze byli psycho i socjopaci, ale tak się zagęściło od nich w środowisku mnie otaczającym, że odczuwam radość i pocieszenie spotykając życzliwego człowieka.
Ojcu dziękuje, za wirtualne spotkanie i pomoc sprzed roku, które ocaliło moje małżeństwo od rozpadu.
Dalej nie jest różowo, ale nie tego oczekuję. Od dziś adwentowo i potem też będę się modlić we wszystkich intencjach Ojca na co dzień. Trochę zazdroszczę Ojcu oparcia jakie może znaleźć w zakonie, w posłuszeństwie. Jako że świeckie życie nie daje takiej bazy startowej. Ale mawiała św Teresa od Jezusa :Bóg sam wystarczy.
Ja dorzucę intencję do modlitwy za dwóch bezdomnych, oboje wyrzuceni z domu, problemy z narkotykami, dwudziestoletni. On wychował się jako adoptowany syn, a ona teraz jest w początkach ciąży, Bez pracy, ani być może zdolności do jej wykonywania, bez środków, bez dachu nad głowa , bez pomocy rodziny , w kraju gdzie aborcja jest na porządku dziennym. Adwentowo pomoc modlitwa, post i jałmużna. Jeszcze raz dziękuje za to internetowe miejsce spotkań , gdzie naprawdę można doświadczyć Bożego pocieszenia.

Codziennie

pietruszka pisze...

kiszoj:
http://www.wdrodze.pl/opis,1023,Milosc__ktora_sie_spoznia.html#.UqWRG41qTLM
i jeszcze to...

Kochać – to znaczy być narażonym na cierpienie. Pokochaj cokolwiek,
a niewątpliwie coś schwyci twoje serce w kleszcze; może ono nawet
pęknąć. Jeśli chcesz być pewien, że pozostanie nietknięte, nie
powinieneś go nikomu oddawać, nawet zwierzęciu. Opakuj serce starannie
w ulubione nawyki i drobne przyzwyczajenia, unikaj wszelkich komplikacji,
zamknij je bezpiecznie w szkatułę czy trumnę swego egoizmu. Ale w tej
szkatule bezpiecznej, ciemnej, nieruchomej i dusznej serce się zmieni.
Nie pęknie, ale stanie się nietłukące, niedostępne, nieprzejednane.
Piekło to jedyne miejsce poza niebem, gdzie jest się całkowicie
zabezpieczonym przed całym ryzykiem i wszystkimi perturbacjami
miłości7. C.S. Lewis, Cztery miłości,…

Wszystkie wpisy z Michał Adamski OP. „Miłość która się spóźnia.” W drodze

kiszoj pisze...

dziękuję.

Anonimowy pisze...

Na wszelki niepotrzebny przypadek. Kiedy za dużo jest czegoś a czegoś za mało.
Nie pali się domu żeby ogrzać ręce.

Anonimowy pisze...

Nie sędzina tylko sędzia ;) i czasem warto poznać zdanie drugiej strony i nie oceniać wcześniej bo zazwyczaj źle się oceni...
Ale tak poza tym szacunek i wdzięczność za to co Ojciec robi i pisze :)
To taki blask rozjaśniający ciemności tego świata i nie jest to przenośnia...
Pozdrawiam i wszystkiego dobrego :)
Małgorzata

Anonimowy pisze...

"Współcześnie na określenie kobiety wykonującej zawód sędziego używa się dwóch nazw − sędzia i sędzina, przy czym ta druga ma charakter potoczny." - to stanowisko Rady Języka Polskiego

Anonimowy pisze...

Przez powszechność stosowania, jak wiele innych bzdur...

Prześlij komentarz