poniedziałek, 2 lutego 2015

Spróbuję być posłuszny, dla odmiany

Jeżeli ktoś daje ci do ręki jakiś klucz, po prostu go przyjmij.









Niemiecki dziennikarz Peter Seewald wspominał, że gdy przyjechał na indywidualne rekolekcje do klasztoru, w głowie miał już wszystko zaplanowane: widok za oknem, plan dnia, układ pomieszczeń, zachowanie mnichów, sposób ich życia. Nawet to, co powinien z takiego czasu wynieść.

Po otrzymaniu klucza do swojej celi szybko spostrzegł, że jest tu wszystko, czego oczekiwał: łóżko, stół, krzesło. Jednak… widoki mogłyby być lepsze.

Stał więc bezradny zastanawiając się czy aby cela obok tej, którą mu przeznaczono, nie będzie dla niego lepsza? Nie była zajęta. Być może była przytulniejsza i panowała w niej lepsza atmosfera, a może była przeznaczona właśnie dla niego? Rzeczywiście, w środku było o jedno okno i o jedno łóżko więcej. Niestety, stół postawiony był nieco mniej korzystnie, niż w sąsiednim pomieszczeniu, a ponieważ  znajdowały się tam dwa łóżka, konieczne było sprawdzenie, w którym będzie  się lepiej spać.

Rozpoczął przeprowadzanie prób. Przechodził z jednej celi do drugiej, rozważał wady i zalety każdej z nich. Raz lepsza wydawała się jedna, raz druga. Raz przychodziła pewność, gdzie będzie lepiej, ale po chwili ta pewność ulatywała. Raz wstawiał walizkę tu, raz tam.

Sytuacja stawiała się nie tylko coraz śmieszniejsza, ale i rozpaczliwa. W jego umyśle, zaczynał panować coraz większy zamęt.

Gdy w nużącej pogoni za tym, co będzie dla niego lepsze, padł wreszcie wyczerpany na jedno z łóżek, spostrzegł, że ktoś z rozbawieniem kręcił głową. Był to święty Benedykt – duchowy ojciec mnichów Zachodu. Kiedy Peter spojrzał na jego obraz, dopadło go nieodparte wrażenie, jakby usłyszał wewnętrzny głos:  „Przestań wreszcie! Ułatw sobie życie. Jeżeli ktoś daje ci do ręki jakiś klucz, po prostu go przyjmij. Niech tak będzie. Zgódź się na to, co niesie życie. A może jesteś przekonany, że sam zawsze z góry wiesz, co jest dla ciebie najlepsze? Będziesz podważał swój wybór tak samo, jak podważasz wybór innych. Spróbuj tego nie robić! Weź celę, którą masz – i daj sobie wreszcie spokój!”

W tym momencie podjął decyzję: „Zamieszkam w pokoju, który mi dano”.

Zmęczony opadł na łóżko, ale nie mógł zasnąć. Zaczął rozkoszować się wspaniałą wolnością – brakiem presji w podjęciu decyzji. „Dla odmiany, spróbuję być posłuszny”.
 
***

O ileż szczęśliwsze byłoby życie, gdyby człowiek potrafił się zgadzać na to, co jest. 




15 komentarzy:

Damian Stawski pisze...

dziękuję za wpis :) niestety baaaardzo często zachowuję się jak Peter Seewald.

pietruszka pisze...

...zgadzać się na to, co jest.
Dziękuję.

basiek pisze...

Piękne słowa dzięki Ojcze :) jak dla mnie to tak by przypadkiem nie zapomnieć :) dziękować i czekać cierpliwie... :) Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

To fakt, im bardziej zastanawiam się nad tym, czy jestem na właściwym miejscu, tym bardziej...nic z tego nie wynika.Podobała mi się czyjaś myśl:"Każdy ma swoje miejsce.Kto więc zajął moje?"..Już nie myślę w ten sposob.
Myśleć mniej, przyjąć klucz..Ojcowe słowa "kluczowe" :). Dzięki.W dzień osób konsekrowanych dziękuję Ojcu za bycie :)a.D.

Anonimowy pisze...

A swoją drogą... zawsze, jak coś mnie uwiera zaglądam tutaj i zawsze znajduję podpowiedź wyjścia z duchowych tarapatów..Co nie znaczy, ze z miejsca jestem happy..Dziękuję, spróbuję szukać dobrego w tym,co mam .Bez roztrząsania, ot tak, po prostu.a.D.

Anonimowy pisze...

Nie tak trudno przyjąć klucz, gdy ktoś go daje. Można tym sposobem iść na łatwiznę zwalniania się z odpowiedzialności samodzielnego wyboru. Czekanie i akceptowanie co życie przynosi... a właśnie w niektórych sytuacjach, lepiej nie godzić się na to co jest.
Czy posłuszeństwo zawsze polega na biernym akceptowaniu zastanego stanu rzeczy, godzeniu się zawsze z istniejąca rzeczywistością, oczekiwaniu aż ktoś podejmie za nas decyzję- jaki klucz, jaka cela? chyba nie...O ile trudniej jest samodzielnie stanąć przed wielością możliwości, zrezygnować z innych pozostałych- wybierając jedną, i tego już się konsekwentnie trzymać.
No, tu jest trudniej zdecydować. I faktycznie, może być jak w opowiadaniu powyżej. Człowiek zacznie biegać i sprawdzać wszystkie, która lepsza, gdzie korzystniej ( tyczy się nie tylko dbania o własne potrzeby i wygody, ale również w drugim kierunku- przesady z nadmiernym "ascetyzmem" szukaniem różnych innych pomocy duchowych, rekolekcje- raz tu raz tam, może to, może tamto...Co nie jest złe na początku bo trzeba się jakoś rozeznać, ale jeśli trwa dłuższy czas i nie można się na nic konkretnie zdecydować, obrać jakiegoś kierunku, to chyba coś nie tak jest)
Chciałoby się taki klucz wtedy, żeby ktoś dał ;) żeby inni decydowali za mnie.
Tak trochę przekornie.
Tekst dający wiele do myślenia, dzięki za niego.
Chciałoby się (dla odmiany) być posłusznym.

Anonimowy pisze...

Ojcze, czy mógłbyś napisać coś o posłuszeństwie? jak je rozumieć właściwie, czy coś. Bo spotykam ludzi którzy przesadzają nadmiernie raz w jedną, raz w drugą stronę. Albo przesadzają skupiając się za bardzo na rygorystycznym podejściu, albo zbyt pobłażliwym, gdzie nie ma jasno określonych granic i łatwo naginać.

Loocy pisze...

Jakbym czytała o sobie... :-)
Dziękuję za ten wpis... i za inne... od kilku tygodni zaczytuję się w Ojca postach, szukam dla siebie inspiracji...i...światła pozapalały się w moim mieście. Przynajmniej na niektórych ulicach :)
Gdyby mierzyć skuteczność i trafność wyboru zostania Dominikaninem poprzez działanie tego bloga na moje życie, po trzecim przeczytanym poście norma wynosi 100% ;-)

Anonimowy pisze...

Trafnośc bycia Ojca na swoim miejscu oscyluje między trapistami a dominikanami, jakos tak odczytuję tę lokatę...Co by nie mniemac...Bóg zapłać!

Anonimowy pisze...

Ojcze, może mógłbyś dać światła z tego miasta, i napisać coś więcej o posłuszeństwie?
Proszę... Mało jest tekstów które w prosty sposób pokazywałyby istotę rzeczy. Czemu większość postrzega posłuszeństwo jako ślepe bezrozumne dotakiwanie? Bierność, brak własnej woli, charakteru, bezbarwność, ograniczenie, słabość, itp. Po co być posłusznym? Komu? ( To chyba już w ogóle w dzisiejszym świecie jakaś abstrakcja, kiedy swoboda jest tak promowana i wystawiana na piedestał) Albo, dlaczego tak się dzieje że w niektórych środowiskach nadal błędnie się je postrzega, jako coś nie tyle związanego z własnym wolnym wyborem, a z przymusem - "bez dyskusji" "bo tak" " posłuszeństwo nad nabożeństwo" itd. a to chyba nie o to chodzi.

Siwa Wrona pisze...

Doświadczenia posłuszeństwa wzmacniają nas. Czas sprawia, że nasze posłuszeństwo może przyczynić się do refleksji dla tych, którzy jego wymagają.

Siwa Wrona pisze...

Doświadczenia posłuszeństwa wzmacniają nas. Czas sprawia, że nasze posłuszeństwo może przyczynić się do refleksji dla tych, którzy jego wymagają.

nie jestem robotem pisze...

Siwa Wrona, dzięki.
Pytanie, co w nas wzmacniają doświadczenia posłuszeństwa? A co osłabiają?
Pozdrawiam

makroman pisze...

"osiołkowi w żłobie dano" - stara śpiewka.
Ale fakt - nie ma co szukać lepszej oferty - ja już na drugim spotkaniu z żoną wiedziałem że nie ma co szukać dalej i ... powiedzieliśmy sobie to razem, bo ona pomyślała tak samo. czy było to natchnienie Ducha Świętego czy coś innego - nie wiem, ale działa do dziś, już tyle lat...

Żyrólik pisze...


Posłuszni ...Bogu, przełożonemu w zakonie, a może też rozwinąćby myśl o posłuszeństwie
żony mężowi... Niezbyt popularne ?
Wielki był Abraham w swym " ślepym"? posłuszeństwie.. ,

Prześlij komentarz