czwartek, 25 czerwca 2015

Nie nazwiesz tajemnicy

To nie tyle szukanie zrozumienia, ile próba wejścia w doświadczenie adoracji







Napisano, że Bóg jest w ciszy, w łagodnym powiewie wiatru, który słyszeli już prorocy i którego nie sposób poczuć nigdzie indziej.

Wielu z was podpowiada to intuicja. Z komentarza pod jednym z wpisów:
Prawie codziennie piję poranną kawę w ogrodzie. Choć przez chwilę patrzę na drzewa, kwiaty, słucham ciszy, natury, uśmiecham się do kłótni ptasich, wiewiórki. Ot taka pełnia szczęścia. Wyłączam przy tym myślenie i patrzę przed siebie. Pomaga.

Mam to szczęście, że mogę codziennie w milczeniu przebywać na adoracji. Nie każdy ma jednak taką możliwość. Wówczas najprostszą formą kontemplacji jest patrzenie na rzeczy, których nie stworzył człowiek. Powinny być piękne. W ten sposób możemy przekroczyć siebie samego. 

Efrem Syryjczyk mówi, że możesz dojść tylko do pewnego punktu i dalej nie przejdziesz. Nie będziesz w stanie zrobić ani kroku więcej. Nie nazwiesz tajemnicy Boga. W tym miejscu definicja jest – według Efrema – oznaką bluźnierstwa. Nieokreśloność, niedefiniowalność stanowi klucz. 

To nie tyle szukanie zrozumienia, ile próba wejścia w doświadczenie adoracji. 

***

Na modlitwie bądź jak wielki, płaski kamień, który powoli zanurza się w morzu. Po pewnym czasie wszystko, co inne, co zwykle porusza cię w życiu albo sprawia troski, zniknie. 

Teologia nazywa to „transcendencją”.

Reguły takiej modlitwy są inne. Zamiast mówić: „Nie siedź tak po prostu, tylko coś rób”, powinniśmy żądać czegoś przeciwnego: „Nie rób niczego, tylko po prostu siedź”. 

Bóg będzie dokonywał reszty.

***

„Dzieciom nie trzeba tłumaczyć, czym jest medytacja, one mają intuicyjne poznanie i osobiste doświadczenie  przebywania w obecności Boga” – czytam w mailu od znajomej, a później patrzę na obrazek kilkuletniej Zuzi.  




30 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jeej, genialny rysunek ;) zdumiewająca jest czasem mądrość dzieciaków

simplife pl pisze...

Ja kontemplację natury uskuteczniam zawsze będąc u rodziców. Niestety miasto tego za bardzo nie ułatwia.

Anonimowy pisze...

Ciekawy blog .Znalazlam go przypadkowo przed strone internetowa dominikanow. Z powodu mojego miejsca zamieszkania czesto przebywam sama. Nieraz zastanawiam sie nad samotnoscia. Zawsze lubilam cisze,ale czasami brakuje mi czestszych kontaktow z ludzmi.Ten blog pomaga mi poznac/odkryc nowy wymiar samotnosci/ciszy

Magdalena. pisze...

"albo do dna" mnie urzekło.

A od siebie: od jakiegoś czasu często przysypiam na Adoracji. Do tej pory próbowałam z tym walczyć, od świeżego niedawna pozwalam sobie na zasypianie pozwolić. Jeśli przebywanie z Bogiem jest odpoczynkiem, to niech tym odpoczynkiem naprawdę będzie.

Marta pisze...

https://www.youtube.com/watch?v=fR3w31S4ek8

Siwa Wrona pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Siwa Wrona pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
basiek pisze...

Fajnie napisane Ojcze, samo czytanie już wzbudza wyobraźnię ta poranna kawa w ogrodzie, śpiew ptaków adoracja w ciszy. Tak sobie pomyślałam że rzeczywiście jest to piękne, ostatnio często budzę się w okolicach piątej nad ranem otwieram okno no rzeczywiście wcześnie rano jest pięknie w ogrodzie cisza, ptaki śpiewają no ale nigdy nie przyszła mi taka myśl by napić się kawy w ogrodzie o tej porze i posiedzieć w ciszy bo zawsze jeszcze wskakuje do łóżka na krótką drzemkę no dobry pomysł tak sobie posiedzieć o tej porze muszę wypróbować.
A wracając do adoracji to lubię czasem jak się uda wstąpić do kościoła i tak adorować w ciszy, jak byłam na rekolekcjach naszych to mieliśmy adorację przez godzinę codziennie wspaniała sprawa,bo tak zwyczajnie to ciągle jesteśmy zabiegani i nigdy nie mamy czasu a takie wyłączenie się jest bardzo dobre bo wtedy spokojnie oddycham nawet jak coś mnie trapi.
Dobrego dnia wszystkim ;)

Żyrólik pisze...

Nurkować w morzu nigdy nie lubiłam, bo potem mam długo katar i kichanie.
Natomiast do takiego medytacyjnego nurka do "prawie dna" bardzo mnie ciągnie, a dzięki Bogu i również przez ten blog nie tylko teoretycznie ale i praktycznie, wielkie tęsknoty rosną w sercu...
Słów brakuje , ale może to i lepiej. Dobrego dnia wszystkim!
PS. We Are all yellow submarine....?

Anonimowy pisze...

Zdjęcie nad wpisem idealnie dopasowane. Przez ostatnie 5 dni siedziałam i pisałam ikonę. Napisałam. Teraz siedzę i patrzę. Dobra rzecz.
Pozdrowienia krakowskie :)
Paulina

aga pisze...

nie na temat, mam do Was pytanie, również do ojca
niedługo mam ślub dobrej koleżanki z pracy; narzeczeni zamiast kwiatków proszą o książki, chciałabym im kupić coś związanego z małżeństwem, zastanawiam się między
*Wandą Półtawską "Uczcie się kochać" lub (i) "Eros Et Iuventus"
*a Mirosławem Pilśniakiem OP " Krótka kołdra"
żadnej z nich niestety, nie czytałam, trafiłam na nie w poszukiwaniach

proszę o radę
a może jakąś inną pozycję?

szafirek pisze...

Jak nie możesz się zdecydować, kup obydwie ;) dorzuć jeszcze coś dla przyszłego maluszka, poczytaj mi mamo, albo coś w ten deseń

Anonimowy pisze...

@ szafirek: ja bym się zdenerwowała, jakbym dostała książkę dla dziecka, którego jeszcze nie ma i może nie planuję w najbliższej przyszłości.

szafirek pisze...

A ja, bym się ucieszyła. I podziękowała za książki. Małżeństwo zawiera się po to, żeby stworzyć nową rodzinę. Otwierać się na życie. Więc nie wiem, czym tu się denerwować w takiej sytuacji.
Prosili o książki zamiast kwiatów? Z pewnością nie pogniewaliby się za dobrą książkę z ładną bajką.
Ale dzisiaj, wszystko na opak. To co kiedyś było oczywiste i normalne, dziś już takie nie jest. Tym bardziej, trzeba o tym przypominać.
W Twoim przypadku, mogłabyś pozostać jednak przy kwiatach...i nie denerwować się na przyszłość. Pozdrawiam

aga pisze...

szafirek
masz rację, kupię obie książki, zdecyduję w ostatniej chwili, którą dam
nie będę kupowała dla dziecka, ale podzielam Twoje zdanie. Nie zaznaczono na zaproszeniu, dla kogo to mają być książki, napisano: zamiast kwiatka prosimy o książkę, więc z każdej na pewno się ucieszą

Magdalena pisze...

A ja uważam, że te książki nie są dobre jako prezent dla małżonków. Sama jestem małżonką. Wolałabym dostać coś lekkiego, z przymrużeniem oka na trudne chwile. A książki dla dzieci lepiej nie kupować. To tak intymny temat, że lepiej to zostawić.

Polecam książkę ks. Kaczkowskiego, która uczy dystansu do życia i luzu w podejściu do wielu problemów i ludzi, albo książkę o. Pałysa, która rozprasza ciemności.

Takie jest moje zdanie, te poradniki, tylko stresują i nie dają nic pozytywnego i są nudne. A małżeństwo to jedna z trudniejszych dróg i przyda im się w trudnych momentach światło i luz.

:)

Anonimowy pisze...

wszystko im się przyda tylko nie trzysta poradników o małżeństwie.
chyba. może nie wszystko dla siebie, jak pluszowe maskotki, dla kogoś, a może chcą sobie skompletować bibliotekę i dobrze byłoby wiedzieć co lubią co już mają, za czym tęsknią i kupić im coś wyjątkowego. taki np Dav Thomas With Trees.
Bagatela 350 zł. zrzutkowo. tak tylko myślę. a koleżanka kościelna jest że tak bezczelnie spytam?
bo nie każdy.
drzewa bywają w pieńkach. też piękne. praktyczne. nic nie trzeba nic nie chcą. gałęzią nie trzasną znienacka. a takie, wakacyjne odkrycie.

Anonimowy pisze...

albo taka "Polska. Ziemia w światłach i cieniach" Herza. tematycznie by było. nastrojowo w małżeństwo się wpisując. będzie i tak i tak. i nie ma co szukać obcej ziemi, tylko dbać o własną
co ja tam wiem. stara panna bez dachówek.
ale na piękne obrazy popatrzeć dobrze jest. zwłaszcza jak mąż, żona zbrzydnie chwilowo. odetchnąć. oczom dać odpocząć, myślom też. liście dobrze robią. zimowe krajobrazy, jesienie itd.

Anonimowy pisze...

ojciec jak już wrócą z tych co są, to pobłogosławią na pisanie?
powyrzucam sobie z głowy w zeszycik słuszny, żeby mnie gorycz nie zalała.
Anioł mi wziął i skasował, znowu zdanie. co on się namacha tymi skrzydłami jak siadam przy klawiaturze.
Fajny jest. Dzieki Boże. taki Anioł to jest super pomysł. Każdemu dobre towarzystwo i nieskończona opiekuńczość.
Upomnę się. Upominać się będę do skutku.
Bo mi ta od ludzi cisza wyżarła w sercu kawałek miejsca. Zapcham skarpetą to nie ma problemu. Tylko na razie zanim się wytrawi ładnie do końca to troszku boli.
a na razie sobie pośpiewam, coś spokojnego, dźwięcznego albo nie.
a lie is a lie is a lie is a lie. jak sie bardzo szybko powie to może wyjdzie Elisa
nie będe się zanurzac w morzu jak kamień bo utonę. też żeście sobie wymyślili.
to już bardziej bede sobie patrzeć na Pana naszego w kawałku białego i myśleć, no weź mnie mnie stąd zabierz. jak dziecko z kolonii. ja już nie chcę tutaj być

Anonimowy pisze...

Od jakiegoś dłuższego czasu odczuwam usilną potrzebę ciszy na modlitwie. Próbuję, choć najczęściej jest ciężko. Tekst i rysunek trafiają w sedno!
Pozdrawiam+
A.

Żyrólik pisze...

Anonimowyz11.07.1521.03
Jak ja lubię Cię czytać i choć Cię nie znam to i tak lubię Ciebie. Pisz, proszę bo czytając Cię dobrze się robi w sercu....i dobrze robi na moje serce i pewnie na wiele innych, taka wrażliwość to dar niesamowity z Góry, ale i na pewno przyczynkiem się staje do cierpienia niejednego......
Choć porównywać się nie należy, ale moja wrażliwość przy Twojej przypomina skórę tego dużego chyba warana z Komodo. Nic to, Nawet warana miłość Boża może przerobić, jeśli się dam...

Anonimowy pisze...

Mama Żyrólik jest kochana. I nie sprzeczać się proszę. nic tak skóry nie garbuje jak mamowanie to jest jak myślę dostatecznie cieniuchnodelikatna, a miejscami w zdrapkach. dzieci tak mają, że tak robią.
a moja jest teraz poopalana w łaty i wygląda jak przybrudzona. wrażliwa to jest na zimno nie lubi, zwłaszcza łapy i nos nie lubią, i reszta też.
a z tym że jak nie znają to lubię, to się może zdarzyć. fajniej jakby znali i lubili ale nie ma co tak dużo chcieć od ludzi. mają swoje sprawy.
Uściskuję, dziękuję i uciekam. Żadne tam fluid mascara, co najwyżej oczamy obojczyk zamaczam.
i tyle.
bo mi trzeba było. dobrego ludzkiego słowa trzeba mi było strasznie bardzo.
a teraz idę się wstydzić to mnie nie będzie. przez jakiś. bo to sie nigdy za długo nie udaje.

Anonimowy pisze...

z potrzeby serca, a ojciec ani nikt sie od sentymentalizmu nie pochoruje. tak mam, tak przez chwilę będzie. ostrzegam. mężczyźni mogą nie czytać.
Każdej żywej drobince życzę szczęścia
Każdemu kto sie budzi z myślą że trzeba to jakoś przeżyć (zaciskamy zęby i czekamy aż przejdzie - życie)
żeby było lekko, z serdeczną Aniołów obecnością, z ludzi pomocą, ze świata kolorowego wsparciem
niech Wam ktoś powie, że Was kocha
bo bez tego się nie da żyć
próbuję. ciągle mi ktoś mówi że, życie to dar
niech wreszcie zalśni po odpakowaniu
niech ucieszy
trzymajcie się, ciepło, chłodno co komu bardziej potrzebne
bądźcie kochani
nie z nazwy
z serca


Anonimowy pisze...

z nadzieją, w pierwszej linii
ale jak się nie załapało
to dodam jeszcze
że wszystko to
z uśmiechem

Amen

Magdalena pisze...

Anonimowy: twoje wpisy są jak wiersze, cudne! Nie z tego świata! Skąd ty jesteś? :-)

Anonimowy pisze...

nie można tak chwalić, przewraca mi się od tego w łepetynce
a już i tak było deczko nierówno.
to tylko taki rytm.mowy. tak lubię, tak mam. tak mi jaśniej.
Mamy już nie pytam, skąd jestem. Ma wtedy taki zagadkowy uśmiech.

to tak na marginesie.
z życzeniami. wciąż szczęścia.
i dobrej nocy spokojnej.

(owce samopas jedzą co popadnie.
trawki źdźbła kamyki. są wnyki. wracać się powinno
czasem. nie można tak całkiem sobie pójść i już
gdzie ojciec jest?)

Anonimowy pisze...

nienienie. to nie było. o tym. pytanie było zwykle skąd mnie wzięła.
trzeba oddać bo może za mną tęsknią.
ale już nie. zresztą ten nos. takie uszy. i łapki takie. z tym się trzeba urodzić.
stąd jestem. tylko jakoś mało pasuję. tak wyszło. jedno z miotu jest czasem trochę inne.
jestem sobie. jestem bardzo sobie. jakby ktoś mnie chciał to już i tak jest za późno.
ale mogę popatrzeć w czyimś kierunku, pomachać i powiedzieć, no przecież.
to tak jest. to wiadomo. co można czego nie.
papa

Anonimowy pisze...

choć co się zdarzy nigdy nie wiadomo
z nadzieją. że się przejaśni. i będzie tak jak powinno być
tak żeby było dobrze
to teraz już naprawdę cichnąc wreszcie
dobranoc Wszystkim

Anonimowy pisze...

"TU" jest jakoś bardziej przyjemnie, niż tu, gdzie jest duszno i nawet liść na drzewie nie drgnie. Bo drzewa nie ma... Miło Was czytać. Cieszę się, że znowu mogłem. Świetny ten rysunek. Tylko co zrobić, gdy "coś" na powierzchni zamarznie i nawet tych fal uruchomić się nie da? Gdy przez skorupę własnych słabości przebić się trudno? A przecież kiedyś się udawało... Ale to dobrze, gdy bywają "duchowe doły"... Łatwiej dostrzec najmniejszą łaskę..

Joanna Kurek pisze...

Pierwsze skojarzenie: „Przylgnij do Boga, a On ci przyda wszelkiej dobroci.
Szukaj Go, a znajdziesz Jego samego, a wraz z Nim wszelkie dobro. Gdy w takim usposobieniu staniesz na KAMIENIU, uczynek ten będzie się Bogu bardziej podobał niż przyjęcie Ciała Pańskiego z myślą o własnym pożytku i z mniejszą bezinteresownocią. Kto się mocno Boga trzyma, od tego nigdy się nie odłączy ani On sam, ani żadna cnota. A czego przedtem szukałeś, teraz to szuka ciebie.” (Mistrz Eckhart, Traktaty)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję ojcu za bloga. Pomaga się nawracać. :-)

Prześlij komentarz