wtorek, 11 sierpnia 2015

Oznaki "pochwycenia" przez Boga

Ojcowie Kościoła nie pozwalali na odejście w samotność nikomu, u kogo zauważyli skłonność do gniewu, kłamstwa, wysokiego mniemania o sobie, póki nie zwyciężyli tych namiętności.







Kiedy siostrzenica Makarego, jednego z XIX wiecznych mnichów, napisała do niego list z prośbą o pomoc w rozeznaniu swojej drogi życiowej, otrzymała długą odpowiedź. Można z niej wydobyć kilka bardzo celnych tropów.

  • Pragnienie podobania się Bogu.
  • Odczuwanie emocjonalnego ciężaru podczas przebywania w złym towarzystwie. 
  • Czerpanie przyjemności z przebywania w samotności, wyciszenie emocji. 
  • Odkrywanie sensu swego życia podczas przebywania w samotności. 
  • Odkrycie piękna liturgii (modlitwa psalmami)
  • Pozytywne nastawienie do świata (!)
  • Brak skłonności do gniewu, kłamstwa, wysokiego mniemania o sobie. 

Wszystkie te punkty opisują pragnienie głębszego życia duchowego, a niekoniecznie zakonnego, dlatego na końcu listu wspomniany Makary pisze, że mogą one być znakami powołania, ale nie muszą. Na pewno są jednak oznaką "pochwycenia" człowieka przez Boga. 

***

Makary wspomina, że kontakt z ludźmi lekkomyślnymi, pochłoniętymi sprawami tego świata może szkodzić naszym uczuciom i duchowej czystości. Dlatego dla ludzi, którzy chcą podobać się Bogu, takie towarzystwo jest ciężarem, a odosobnienie przyjemnością, bowiem wycisza emocje, a człowiek wchodząc w głąb siebie, poznaje swoje przeznaczenie. 

Jednak mnisi przestrzegają przed zatrzymywaniem się nad przyjemnymi doznaniami, gdyż można wtedy pomylić prawdę z iluzją. Ojcowie Kościoła nie pozwalali na odejście w samotność nikomu, u kogo zauważyli skłonność do gniewu, kłamstwa, wysokiego mniemania o sobie, póki nie zwyciężyli tych namiętności.


Korzystałem z książki o. Andrzeja Kamińskiego OP "Starczestwo. Kierownictwo duchowe w Rosji w XIX w."
fot. Sebastian Frost





16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

jakże piękne

Anonimowy pisze...

a co robił z owymi skłonnościami, takim na przykład daleko nie szukając, wysokim mniemaniem o sobie? czekał aż przejdzie?bo to jest czasem dość mocno przylepne mimo braku podstaw. tak tylko pytam w kapcie sobie z nadzieją popatrując

Anonimowy pisze...

Ojcze , czy mógłby Ojciec pomóc mi rozwiązać kilka pytań egzystencjalnych które pewnie każdy sobie stawia w pewnych momentach życia : czym tak na prawdę jest miłość ? Czym jest prawda ? I co jest istotą człowieka ? Proszę , bo samemu nie potrafię znaleźć odpowiedzi , może i tym razem pomogą ojcowie pustyni ?

Anonimowy pisze...

A może gdyby tak bardziej użytecznie. Bo tak to szukanie dla szukania. Przeformułować pytania.
Co jest miłością. co jest prawdą. Co jest istotą człowieka. Wprawki w myśleniu. Nic obowiązującego. Czyli moim zdaniem. Na wypadek gdyby ojciec nie zdążył tak, pomiędzy bułką spowiedzią, kolacją, pogrzebem, ślubami i życiem, gdyby pomiędzy mate a płatkami nie podał nic rozstrzygającego jeszcze dziś.
Miłość to pragnienie dobra tego kogo kochasz. Tak po prostu. W odróżnieniu od palących spięć wewnętrznych które są tylko pragnieniem. A samo pożądanie miłością nie jest. W odróżnieniu od tego że patrzysz w kogoś jak w tęcze i cierpisz jeśli się na chwilę oddala, cieszy że jest i myśli się od niego nie odklejają ani na chwilę. Wracają jak bumerang od każdej innej rzeczy do niego i od niego z powrotem. Ani to że samo bycie z kimś cieszy i dobre jest. Normalne i potrzebne, pomocne i dobre.Odwzajemnione. Bo to jest przyjaźń. Jeśli się ładnie rozwinie. I każda z tych rzeczy jednocześnie jakoś się na miłość składa. I zakochanie, i przyjaźń, i , nie na każdą ale przecież, pragnienie.
Czyjegoś dobra chcieć . Za cenę własnego, jeśli trzeba. Bo tak. Bo tak chyba powinno być. Pragnąć dla kogoś wyłącznie dobra. Nawet jeśli wbrew sobie.

Co jest prawdą? To z czym się zgadasz i co sumienie i wiedza, doświadczenie i intuicja uznają za prawdziwe. Z Twojego punktu widzenia. Bo obiektywnie może to być błąd. Ale masz tylko to co masz i chyba wystarczy starać sie za wszelka cenę nie bładzić. Nie błądzić głupio z bezmyślności, lenistwa czy dla posłuszeństwa. Uczyć się, być blisko Boga, bo im większa odległość tym trudniej i większa szansa na błąd.

Istotą człowieka? Wzór z Boga wzięty wzięty więc tędy droga. Znaleźc szczeście własne, i pomóc szczęściu innych. Czyli też o zbawienie zadbać, i innym go nie utrudniać pomóc raczej. Robić to do czego sie jest stworzonym, czyli to co potrafisz najlepiej. Kochać. Boga ( bo się da, nawet jeśli nie wiem jak, wiem że można), siebie, innych. Bo bez tego życie jest próżne. Puste jak kokon po motylu.
Istotą człowieka. Dusza? Rdzeń, forma, to co żywe, czujące, świadome.
Najedzone miłością jak mały kot mlekiem. Wtedy szczęśliwe.

Anonimowy pisze...

Że się po tęczy zgubiło w definicji zakochanie, i że posłuszeństwo nie jest złe, złe tylko takie gdy dla spokoju, przytakniesz zamiast pomyśleć.
I tyle i już.

szafirek pisze...

/Nie wysilaj się i nie staraj się być własnym przewodnikiem we wszystkich różnych sytuacjach, jakie niesie życie. Musisz zrobić tylko jedną rzecz, a jest to rzecz bardzo łatwa i prosta; musisz zobaczyć, dokąd prowadzi cię najgłębsze poruszenie twego serca, nie radząc się rozumu ani nie namyślając się, to bowiem zepsułoby wszystko. Działaj zawsze w oparciu o tę świętą prostotę, dobrą wiarę i prawość serca, bez oglądania się wstecz czy na boki i patrząc zawsze prosto przed siebie w obecną chwilę, obecny czas/ z: Drogi niedoskonałości, S. Tugwell
https://www.youtube.com/watch?v=N6-2fVsFV8E
o nie :) ktoś kto kocha Boga, nie będzie uciekał od kontaktu z żadnymi ludźmi, szczególnie z tymi lekkomyślnymi, pochłoniętymi sprawami świata, ale będzie do nich szedł właśnie. Bo oni tego potrzebują. Ktoś taki, nie będzie szukał jedynie odosobnienia i przyjemności. Dążenie do duchowej sterylności, do mnie nie przemawia...

Anonimowy pisze...

Dziękuje za te wyjaśnienia , na prawdę rewelacyjne ,bo pisanie rzeczowo i życiowo , znacznie łatwiejsze do pojęcia dla mojego młodego umysłu , na pewno bardziej niż filozoficzne definicje , choć nieustannie wszędzie będę szukał i realizował to w swoim życiu.Szczególnie miłość bo w końcu "Bóg jest miłością” (J 4,8.16) ;) Zatem nie pozostaje nic innego jak coraz bardziej kochać i stawać się czystą miłością :)

Anonimowy pisze...

Powodzenia :)

Anonimowy pisze...

szafiriański link
szkoda by było przegapić
dzięki :)

szafirek pisze...

chyba raczej, szafirkowy :)
nie ma za co

Unknown pisze...

Jak można kochać Boga, którego się nie widzi, jeśli nie kocha się człowieka, którego się widzi.

Niektórzy mają jej w nadmiarze a nie doceniają. A niektórzy szukają jej i nie dostają w obfitości.

Anonimowy pisze...

Pan Jezus jest Drogą, Prawdą i Życiem. Bóg jest Miłością.

Anonimowy pisze...

Droga prowadzi, to na niej obijamy stopy i tracimy siły. Jest Prawdą, dlatego otumanieni własnymi kłamstwami przestajemy Go widzieć, i przestajemy widzieć to co On. Jest Życiem, a w nas jest czasem mało tego co do Niego podobne, nosimy śmierć, w sercu, w pamięci, w niegojących się zadrapaniach i ranach. On jest Miłością. Jest. I bardzo dobrze, że Jest.

Anonimowy pisze...

Nie na Niej. to wtedy kiedy z Niej schodzę, no przecież. Za każdym razem. Warto byłoby pamiętać.

Anonimowy pisze...

Na Mikołajki, gdyby tak ktoś przyszedł z koszykiem zamiast coś rozdawać - pozabierał. Złość,smutek, ból, gniew, stare zasklepione w pamięci zdarzenia przemył winem, oliwą.
Niechby się zagoiło.
Św. Mikołaj dobry Samarytanin, Bóg.
Wam wszystkim, którzy tego potrzebują, tego życzę, a Wszystkim - szczęścia w koszyku podrzuconego. W myśli wrzutki radosnej.

Kasia Sz. pisze...

"Anonimowy z 6 grudnia 2015 16:26" piękne życzenia. Dziękuję w swoim imieniu.

Prześlij komentarz