wtorek, 16 maja 2017

Nikt mi nie wyrządził żadnej krzywdy

Nie napawać się własną ważnością, tylko uważnie obserwować Jezusa - nauczał ksiądz Dolindo Ruotolo, którego proces beatyfikacyjny właśnie trwa. 






Był katolickim księdzem, ale przez 19 lat został poddany karom suspensy i stawiany przed Świętym Oficjum w następstwie fałszywych oskarżeń o udział w szerzeniu herezji. Zrehabilitowany powrócił do sprawowania posług kapłańskich. Dziesięć lat przed śmiercią przeszedł udar mózgu, pozostając przez resztę życia w połowie ciała sparaliżowany. W swoich duchowych zapiskach wyznał:

Miałem zawsze wielką miłość do Kościoła, do papieża, do kapłanów. Tę moją miłość Jezus swym działaniem i obecnością doprowadził do gigantycznych rozmiarów. Największy ból w mym uniżeniu odczuwam z tego powodu, że uderzenie przyszło od papieża i Kościoła, których tak bardzo miłuję. Lecz ja oddałem się w ofierze za ten Kościół i wydaje mi się to logiczną tego konsekwencją. 

Kiedy trwały przesłuchania usłyszał gorzkie i bolesne zarzuty od bliskich mu osób. Rozmawia o tym ze swoim spowiednikiem. Mówi o wewnętrznej ciemności i burzy, przez jaką przechodzi. O. Agostino staje się dla niego jedynym pocieszeniem. Przekonuje go:

Czy nie widzisz synu, że w tym wszystkim jest Bóg? We wszystkim, co robisz i co się dzieje, są znaki wielkiego Dzieła Boga. Wielka cierpliwość, jaką daje ci Bóg, to potwierdza. Gdybyś był opętany przez demona, zbuntowałbyś się… Módl się więc, by Pan dotknął serc tych, którzy mają cię osądzić. 

Pod koniec życia zapytano go, czy zdołał przebaczyć swoim wrogom. 

Nie miałem im czego przebaczać. Wszystko wykonywali w przekonaniu głębokiej słuszności swych intencji i czynów. Nikt mi nie wyrządził żadnej krzywdy. Wszystko to Ojciec niebieski zesłał na mnie dla mojego dobra. 

Taki był włoski ks. Dolindo Ruotolo (zm. 1970). Trwa jego proces beatyfikacyjny. 

Patrząc na jego historię i serce wolne od jakiegokolwiek żalu, widać że Bóg częściej odsłania się poprzez porażkę, niż sukces. I nawet zło potrafi wykorzystać w planie zbawienia. 

***

Zostawił po sobie modlitwę, którą podyktował mu sam Jezus. 

Jezus mówi do każdego z nas. Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Jezu, Ty się tym zajmij.

Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka.

Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach, gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. 

Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości, jak od pokusy. Oprzyjcie się na Mnie, wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: 

Jezu, Ty się tym zajmij.

Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.



8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Chyba rozumiem ten wpis.
Chyba rozumiem to doświadczenie.
Pozdrawiam. Z wdzięcznością.

Anonimowy pisze...

Balsam na moje ufające serce.
Z pamięcią w modlitwie.

Anonimowy pisze...

Tak. Tak to jest. Doświadczyłam ostatnio. Nie mieć oczekiwań. Nie szukać samemu rozwiązań dla trudnej sprawy. Zawierzyc. Uwierzyć, że jest KTOŚ, kto się tym zajmie. Pozostać dzieckiem.... Wtedy przychodzi spokój.

szafirek szafirek pisze...

/...Bóg częściej odsłania się poprzez porażkę niż sukces/ Błogosławione porażki, ile ich w życiu było, i ile jeszcze będzie.

Anonimowy pisze...

Gdyby każdy podchodził z taką pokorą do swoich nie zawsze zawinionych porażek, to wiele pozornie beznadziejnych sytuacji miałoby zupełnie inny rezultat..

"Jezu Ty się tym zajmij"

Kasia Sz. pisze...

Dziękuję za przypomnienie tej modlitwy.

Pustynne Echa pisze...

«Nikt mi nie wyrządził żadnej krzywdy»

"Kościół potrzebuje zostać zbawiony przez kogoś, kto cierpi, kogoś, kto nosi w sobie mękę Chrystusa" bł. Paweł VI

Anonimowy pisze...

Pociesz, uwolnij i poprowadź. Jezu. Proszę.

Prześlij komentarz