czwartek, 27 lipca 2017

Nie stawiajmy kropki tam, gdzie Bóg umieścił przecinek

Historia o mamie o. Joachima Badeniego









Sto lat temu z dalekiej Galicji przyjechała do Wiednia młoda, dobrze urodzona kobieta o nieprzeciętnej urodzie. Miała na imię Alicja Elżbieta. Mimo młodego wieku była już wdową. Została sama z trzyletnim synkiem. Tego dnia biegła do swojej ciotki baronowej na popołudniową herbatę. Bardzo się spieszyła i po drodze złamała obcas. Już chciała wrócić, ale coś jej szepnęło, żeby jednak nie rezygnować. 

Gdyby zawróciła, nie spotkałaby arcyksięcia.

Gdy młody arystokrata ujrzał ją wśród zaproszonych gości, nachylił się do ojca i powiedział mu na ucho: „Albo ożenię się z nią, albo nie ożenię się nigdy”. Następnego dnia postanowił złożyć jej niespodziewaną wizytę w hotelu, w którym się zatrzymała. Podczas spotkania usłyszał płacz dziecka dobiegający z sąsiedniego pokoju. Skonsternowany spojrzał na hrabinę. Nie przypuszczał, że jest już matką. Alicja Elżbieta zapytała: „Czy Wasza Wysokość życzy sobie zobaczyć mojego syna?”. Arcyksiążę odmówił i wyszedł. To musiało być dla hrabiny jeszcze większe zaskoczenie niż sama jego wizyta… 

Najbardziej zaskakujące było jednak to, co się działo potem. 

Od tamtej pory arcyksiążę codziennie wysyłał jej róże. Nie zaniedbywał tego zwyczaju nawet podczas pierwszej wojny światowej, gdy walczył na froncie. Po wielu latach Alicja Elżbieta i Karol Olbracht Habsburg stanęli na ślubnym kobiercu. Być może podczas ich ślubu wszystko tonęło w różach. 

Ta historia wydarzyła się naprawdę. To opowieść o mamie ojca Joachima Badeniego, a wspomnianym dzieckiem o imieniu Kazimierz był przyszły dominikanin - o. Joachim Badeni.

***

- Czego się siostra nauczyła w zakonie? – zapytano karmelitańską mniszkę, która spędziła w klasztorze ponad sześćdziesiąt lat. 
Mniszka zamyśliła się chwilę:
- Cierpliwości, aby nie reagować od razu. 

„Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa” - mówi Jezus. Nie wiemy czy coś, co teraz wydaje się chwastem, kiedyś nie okaże się pszenicą. Zostawmy ocenę Stwórcy, On nie stracił kontroli nad naszym życiem.

Nie stawiajmy zatem kropki tam, gdzie Bóg umieścił przecinek.


Historia opowiedziana przez o. Tomasza Gaja OP w rozmowie z Magdaleną Pajkowską
(książka: „Sankofa. Nie zmarnuj życia”)


6 komentarzy:

Paulina Ka pisze...

Jak to dobrze żyć w perspektywie, że On nigdy nie straci kontroli!
Dziękuję i pamiętam w modlitwie :)

Kasia Sz. pisze...

Jaki ten wpis jest ładny!

Żyrólik pisze...

Ojcze, jakie miłe pocieszenie ze strony Ojca i Karmelitanki ... ja w świeckim świecie dostaję podobną (?) szkołę cierpliwości ... o jakie to przydatne w życiu... wychowaniu nastolatków, w pracy, a w polityce też by się nam przydało. Ale Bóg czuwa nawet nad polską polityką. Nie traci kontroli. Bylebyśmy nie biegli wyrywać sami chwastów....

Anonimowy pisze...

Piękne :')

basiek pisze...

Bardzo piękna historia, dziękuję "Nie stawiajmy zatem kropki tam, gdzie Bóg umieścił przecinek" daje do myślenia jak nic, zostawić ocenę Panu Bogu...właśnie.
Dobrej nocy Ojcze pamiętam w modlitwie.

Anonimowy pisze...

Dziekuje Ojcze

Prześlij komentarz