piątek, 28 października 2022

Co daje siłę kiedy przychodzi próba krzyża?

Krzyża się nigdy nie szuka, on sam przychodzi, najczęściej nieproszony. Jednak już od nas zależy w jaki sposób go przeżyjemy.



Istnieje niebezpieczeństwo tworzenia duchowości, która nie uznaje górującej roli krzyża. Można zapomnieć o słowach Jezusa: "niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje" (Mt 16, 24)

W każdym ludzkim życiu istnieją trudności, od których chętnie byśmy się uwolnili. Przychodzą również załamania różnego rodzaju. Nazywamy je "krzyżami", a wiemy z Pisma Świętego, że tylko niosąc krzyż stajemy się uczniem.

Co może być tym krzyżem?

Gdy przygniata nas ciężar – czy to ciężar znoszony stale, bo jesteśmy zranieni na skutek naszej przeszłości, czy też ciężar jaki nakładają na nas warunki życia. Przychodzi przygnębienie: „Gdyby tylko udało się to, co sobie zaplanowałem”. Przychodzą upadki: "Postąpiłem jak głupiec". Przychodzi poczucie niższości: "Inni znacznie lepiej to robią". Nieporozumienia: "Nie zamierzałem cię zmartwić". Niedocenianie: "Nikt nie wie, przez jakie utrapienia przeszedłem". Lub po prostu czujemy skutki przepracowania czy zmęczenia.

Przychodzą próby wynikające ze stosunków ludzkich, ale także próby wiary. Czasami zaś Bóg wydaje się bardzo odległy, co może stanowić wielki ciężar. A nie ma większego cierpienia niż poczucie, że jest się opuszczonym przez Boga, poczucie, że za tym wszystkim nic się nie kryje.

Doświadczenie podpowiada, że krzyżem staje się także to, co najbardziej kochasz.

Jednak powinniśmy iść dalej i rozpoznawać "złote chwile". Ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny – przypomina św. Paweł.

Możemy dojść do tego, że zdajemy sobie sprawę, że Bóg pozwala nam przeżyć ze swym Synem coś z tego, co Chrystus wycierpiał w Getsemani czy nawet w opuszczeniu na krzyżu.

***

Wzdrygamy się wobec krzyża, to naturalne, niemal tak należy. Apostołów również ogarnia lęk.

Rozsądek podpowiada, że powinniśmy przeciwdziałać, aby uwolnić się od tych wszystkich rzeczy, które nazywamy „krzyżem”, czy to problemów osobistych, czy też codziennych trudności. Ale trzeba sobie przypominać, że nawet jeśli zrobimy wszystko co w naszej mocy lub zaczniemy zaklinać rzeczywistość słowami, to krzyż jest i zawsze będzie w naszym życiu. Czy znacie jakąkolwiek osobę, która by w żaden sposób nie cierpiała? Nie doświadczała skutków grzechu? Nigdy nie spotkałem takiej osoby.

Krzyża się nigdy nie szuka, on sam przychodzi, najczęściej nieproszony. Jednak już od nas zależy w jaki sposób go przeżyjemy.

Krzyż bez Jezusa to droga łotra z lewej strony – złorzeczenie i przeklinanie swojego życia. Ale jest też droga łotra z prawej strony, który w swojej beznadziejnej sytuacji odnalazł ratunek w Jezusie. Wówczas jego krzyż rozbłysnął, okazując się największym błogosławieństwem jakie go w życiu spotkało.

Benedyktyński mnich Basil Hume, przez którego Bóg od kilku miesięcy udziela mi swojego światła, dodaje:

- Gdy przygniata nas ciężar – czy to ciężar znoszony stale, bo jesteśmy "zranieni" na skutek naszej przeszłości, czy też ciężar, jaki nakładają na nas warunki życia – musimy przyjąć go na modlitwie, niekoniecznie przy użyciu słów, lecz głęboko w swym wnętrzu wobec Chrystusa. Życzeniem naszym ma być udział we wszystkim, czego chce dla nas Chrystus. Mamy się nie bać niczego, być oderwani, na ile potrafimy i niczego nie pragnąć bardziej niż miłości Chrystusa. I jedynie w szczerej, osobistej modlitwie możemy się tego nauczyć.

Ten ciężar niesiony jako krzyż może naprawdę stać się światłem. Wielu jednak nie czerpie z tego pociechy i pozostają przygnieceni.

***

Co daje siłę kiedy przychodzi próba krzyża? Co nadaje sens naszemu trudowi? To doświadczenie, że jestem kimś ukochanym przez Boga. Kiedy przestaję to widzieć, gubi się sens wszystkiego.

I wreszcie najważniejsze. Nic cię nie przeprowadzi przez mroki tego świata, jak właśnie zaufanie, że Bóg jest z Tobą, a jeśli nawet z tajemniczych i niezrozumiałych dla nas powodów dopuszcza zło, to tylko dlatego, bo jest w stanie wyprowadzić z tego jeszcze większe dobro.

To jest fundament naszej wiary - ten krzyż nie zabija, ale prowadzi do zbawienia.

Błogosławiony jest ten, który to odkrył.


Korzystałem z książki „W poszukiwaniu Boga” Basila Hume OSB

4 komentarze:

  1. Dawno nie wchodziłam na tego bloga, dzisiaj coś mnie tknęło i go otworzyłam. Niesamowicie dziękuję za ten wpis. Jestem niezwykle wzruszona, ponieważ jest dokładnie tym czego dziś potrzebowałam, w tym momencie, słabym i niedomagającym, próbując być łotrem z prawej strony krzyża.

    OdpowiedzUsuń
  2. dla takich co ja bez fc itp dobrze poczekać, by się doczekać takiego pożywienia duchowego. Dziękuję. Jak latarnia morska dla mego życiowego okrętu..

    OdpowiedzUsuń
  3. przeżyć aż nie trzeba będzie już dłużej
    przeżyć aż zdejmą go wreszcie
    jak za ciężki plecak
    i nie trzeba się będzie zastanawiać
    co jeszcze
    jak długo
    krojony jak płaszcz
    na wymiar. na moje własne plecy
    nie jest nawet tak ciężki jakby się mogło z boku wydawać
    ale jest pusto
    jest cicho
    i trochę samotnie z pytaniem
    to ile jeszcze, jak długo
    i czy ktoś może mi pomóc

    OdpowiedzUsuń