Temat chodzi za mną od zeszłego roku, kiedy takie właśnie pytanie usłyszałem od jednego z uczestników rekolekcji, które prowadziłem. Wynotowałem siedem punktów.
Były to rekolekcje dla środowiska, które ma opinię „wojowników”. W tym co robią bywają niezwykle skuteczni, odporni na presję, a mimo wielu przeciwności nie lamentują i nie użalają się nad sobą. Pamiętam, że dla mnie samego był to ożywczy czas i do dziś mam szacunek dla tych ludzi.
Dwa miesiące temu miałem konferencję / wykład dla osób pracujących w innym środowisku, gdzie w sposób realny dotyka się zła i powyższe pytanie znowu do mnie wróciło. „Uważaj żebyś walcząc z potworem sam się potworem nie stał” – mówił Nietzsche i aż sam się dziwię, że go tutaj cytuję.
W każdych czasach, dzisiaj również, nie brakuje w Kościele ludzi pełnych zapału i gorliwości. Niekiedy jednak można odnieść wrażenie, że w tej bezustannej walce zatracają samych siebie. Z czasem coraz mniej osób potrafi wytrzymać ich tempo lub sposób działania, a szlachetne i piękne pragnienia przeradzają się we frustrację i rozgoryczenie.
Na własny użytek wynotowałem sobie siedem punktów (korzystając także z komentarzy na Facebook oraz Instagramie). Być może także komuś z Was okażą się przydatne.
1. Środki kontra cel
Bojownik koncentruje się na zwycięstwie sprawy - zlikwidowaniu niesprawiedliwości, obaleniu dyktatora, wygraniu procesu. W tej walce łatwo ulec pokusie, że skoro bronimy słusznej sprawy, możemy pozwolić sobie na wszystko.
2. Pycha vs. Pokora
Bojownik musi być pewny siebie i bezkompromisowy. Często postrzega świat: „My jesteśmy dobrzy, oni są źli”. Chce zmienić świat, zamiast pozwolić, aby Bóg zmienił jego samego.
Bojownik musi być pewny siebie i bezkompromisowy. Często postrzega świat: „My jesteśmy dobrzy, oni są źli”. Chce zmienić świat, zamiast pozwolić, aby Bóg zmienił jego samego.
3. Miłość do nieprzyjaciół – najtrudniejsze (!)
Największy sprawdzian świętości to stosunek do wroga. Bojownik dąży do pokonania (a czasem zniszczenia) przeciwnika. Święty próbuje go nawrócić lub zbawić, zachowując miłość nawet do oprawcy. To także cecha świętych męczenników – nie czcimy ich dlatego, że zostali zabici, ale że kochali do końca. Nienawiść niszczy więź z Bogiem.
4. Uwikłanie w ziemską politykę
„Dobra sprawa” w wymiarze społecznym jest niemal zawsze uwikłana w bieżącą politykę, ekonomię czy spory ideologiczne. Sprawy ziemskie się starzeją - to, co dzisiaj wydaje się postępową i szlachetną walką, za dwieście lat może być postrzegane zupełnie inaczej. Procesy kanonizacyjne szukają wartości uniwersalnych i ponadczasowych.
5. Pułapka własnej wyjątkowości
Szlachetne intencje łatwo ulegają deprawacji. Poczucie moralnej wyższości potrafi sprawić, że szlachetne intencje przeradzają się w bezwzględność. Historia zna setki przykładów ludzi, którzy zaczynali od obrony uciśnionych, a kończyli jako tyrani.
6. Brak wiary w Bożą Opatrzność
Bojownicy o dobrą sprawę, zbyt mało ufają w Bożą wszechmoc, wychodząc z założenia, że Bóg bez nich sobie nie poradzi. Święci ufają Bogu, ponieważ wiedzą, że nie od nich zależy ostateczny kształt historii. Są jedynie częścią cudownego planu Bożej Opatrzności, która prowadzi świat ku zbawieniu. Jak ktoś napisał: „mają pokorę, bo znają swoje ograniczenia, oraz ufność w Boży plan, a nie ufają sobie”.
7. Święci zmienili zasady walki
„Bojownicy” którzy doszli do świętości, to niemal zawsze postacie, które zmieniły zasady walki: Szczepan, Polikarp ze Smyrny, Tomasz Moore, Jerzy Popiełuszko, Maksymilian Kolbe czy z mniej znanych – Jan Macha (ścięty przez gestapo): „Odchodzę bez nienawiści do kogokolwiek”, Pino Puglisi (zastrzelony przez płatnego zabójcę Cosa Nostry. Gdy zamachowiec wyciągnął pistolet, ks. Pino spojrzał mu w oczy, uśmiechnął się łagodnie: „Spodziewałem się ciebie”); Franz Jägerstätter (pisał z celi śmierci „nie czuję żalu ani nienawiści do swoich sędziów, a w moim sercu panuje głęboki, niepojęty wręcz spokój”), Rolando Rivi (wywieziony przez komunistycznych partyzantów na rozstrzelenie, jego ostatnie słowa brzmiały: „Należę do Jezusa”).
To właśnie z nimi chciałoby się stanąć ramię w ramię.
fot. Maja Piotrowska |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz