środa, 22 lutego 2012

Przesyt powoduje nudę

Mnisi od wieków byli przekonani, że istnieje jakaś silna zależność między duszą i ciałem. Gdy ciało otrzymuje zbyt dużo jedzenia, także i duch staje się ociężały i otępiały. Zdrowie fizyczne i duchowe stanowią jedność.












Liczba czterdzieści ma w Piśmie Świętym wymiar symboliczny. Czterdzieści dni pościł Jezus, zanim zaczął głoszenie Dobrej Nowiny. Biblijny potop trwał czterdzieści dni. Czterdzieści dni i nocy przebywał Mojżesz na Synaju. Tyle samo wędrował Eliasz na górę Horeb. O czterdziestu dniach mówił Jonasz, gdy nawoływał do przemiany mieszkańców Niniwy. Filistyni nękali Izraelitów przez czterdzieści dni i wreszcie przez czterdzieści lat błąkał się po pustyni naród wybrany zanim wszedł do Ziemi Obiecanej.


Liczba czterdzieści jest więc w Biblii zarezerwowana dla dzieł oczyszczenia, dzieł przygotowania do jakiegoś ważnego, przełomowego wydarzenia w historii pojedynczego człowieka lub historii danego narodu.


Stąd okres przygotowania do pamiątki Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Chrystusa wydłużono do czterdziestu dni. Uznano bowiem, że najlepszym sposobem na to, aby przygotować się do odrodzenia duchowego i moralnego jest pokuta, post i jałmużna.

Stara biblijna szkoła, przetestowana przez mnichów od pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Post nie jest tym samym co dieta. Nie służy samodoskonaleniu, nie jest duchową kulturystyką. Celem postu jest pomoc we wzmacnianiu czujności w otwarciu się na Boga.

Tak oto pisze św. Atanazy (IV wiek):


Zauważ, co czyni post! Leczy on choroby, wysusza nadmierne soki w organizmie, przepędza złe duchy, nadaje duchowi większą przejrzystość, oczyszcza serce, leczy ciało i wiedzie w końcu człowieka przed tron Boży... Post jest ogromną siłą i niesie ze sobą przeogromne skutki.


Szalony konsumpcjonizm ogranicza naszą wolność, a często narusza godność. „Nie chcę być niewolnikiem pewnych rzeczy. Mam swój wewnętrzny świat, który daje mi jakąś niezależność” – mówiła aktorka Krystyna Feldman, znana z ogromnej pogody ducha ale i z ascetycznego trybu życia.

Mnisi od wieków byli przekonani, że istnieje jakaś silna zależność między duszą i ciałem. Gdy ciało otrzymuje zbyt dużo jedzenia, także i duch staje się ociężały i otępiały. Nadmiar jedzenia zmniejsza duchową czujność człowieka. Zdrowie fizyczne i duchowe stanowią jedność.

Dzięki praktyce postu człowiek odkrywa w co go właściwie „trzyma”. Czym naprawdę żyje? Co nadaje życiu prawdziwy smak? Wszystko bowiem, co dotyczy ciała przynosi także skutki na poziomie duchowym.

Przesyt powoduje nudę i otępia nasze zmysły, a w konsekwencji stępia wrażliwość na działanie Pana Boga. Człowiek powinien umieć dawkować sobie przyjemności, aby życie bardziej smakowało.


73 komentarze:

Jolaśka pisze...

Dzięki, jakoś od rana czuję się jak przez maszynkę do mięsa przepuszczona i na ciele i na duchu i aż westchnęłam żeby było coś ku pokrzepieniu.
I jest. Na tę Środę Popielcową.
Post - życie bez cukrowanej kawy i słodyczy to POTĘŻNY post. Ale, marnowanie tego przed Panem jest osłodą.
To tymczasem. A wieczorem popiołem posypać głowę i pościć, pokutować i dawać jałmużnę ....

Anonimowy pisze...

sorry @Jolaśka życie bez kawy to żaden post to tak jak pielgrzymka piesza na Jasną Góre nie jest środkiem na odchudzenie kombinuj z tym postem dalej .......Ja mam problem z jałmużną komu i jak ile ????

Anonimowy pisze...

.. no i ważne żeby w ukryciu - oczyszczenie intencji?

Amarthe pisze...

@Anonimowy: Każdy według zdolności (możliwości), każdemu według potrzeb.

o. Krzysztof pisze...

Zamiast kawy polecam Yerba Mate. A post? No właśnie, w ukryciu, najlepiej gdyby nikt nie wiedział, oprócz Boga...

Poniżej dzisiejsze kazanie współbrata z klasztoru:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=_CRm04E92Z8#!

Carmelli pisze...

Pisze Ojciec o "pokucie, poście i modlitwie", ale czy nie jest tak, że pod ogólnym pojęciem POKUTA już kryje się post i modlitwa? Przecież POKUTA to post, modlitwa i jałmużna, prawda?? Inna sprawa, że pokuta najczęściej kojarzy się ze spowiedzią albo jej częścią składową, tzn. zadośćuczynieniem za grzechy. Może się czepiam, choć raczej próbuję sobie to poukładać zrozumieć na czym ma polegać to o czym mówi np. św. Piotr:"pokutujcie więc i nawróćcie się" (Dz 3,19). Skoro pokuta i nawrócenie są tu rozdzielone to znaczy nie są tym samym. Pewnie nawrócenie jest pojęciem szerszym i mieści w sobie pokutę? Ale właściwie co znaczą te pojęcia we współczesnym języku???Dla młodego człowieka?? Mam wrażenie, że są one nieco archaiczne i dla młodzieży nie są tak intuicyjne jak np. obsługa telefonów. Bardzo bym chciała i byłabym wdzięczna, gdyby ktoś mógł mi na swoim przykładzie powiedzieć czym dla niego jest nawrócenie w Poście AD 2012 i ta wszechobecna w czytaniach POKUTA. A dla Ojca???

o. Krzysztof pisze...

Cel: metanoia (greckie słowo) wyjść poza swój umysł. Św. Paweł: "Jesteście wrogami Boga przez swoje myśli i czyny". Najpierw przemiana myśli. Jak głupio myślisz, to głupio robisz. Jeśli zły program na nic dobry komputer.

Cel pokuty: zadośćuczynienie, ale i odnowienie więzi z Bogiem: porzucić swoje myślenie, żeby przyjąć myślenie Boże. Np. chcę by coś się zmieniło. Najpierw jednak powinienem zacząć od sprawdzenia, w którym miejscu moje myśli rozmijają się z myśleniem Boga.

Uciekam do szkoły na katechezę +

O_N_A pisze...

Zapytałam kiedyś 7-letnią dziewczynkę: "Po co mam pościć? Przecież odchudzać można się cały rok." Na co ona, bardzo poważnie i trochę oburzona, odpowiedziała mi: " No co ty. Przecież odchudzanie jest dla ciała, a post dla duszy".
Dla dziecka to takie oczywiste. Ciekawe, czy dla nas, dorosłych, dojrzałych przecież katolików, też.

W poszczeniu chyba nie powinno chodzić o to, by stał się on pewnego rodzaju natręctwem, które nie pozwala myśleć o niczym innym, niż o odmawianiu sobie wszystkiego i odmawianiu wszystkich znanych modlitw i nie daj Boże przerwać takiemu człowiekowi jakąś modlitwę, gotowy jest zabić, a w najlepszym wypadku niezbyt pobożnie wyrazić się o drugim człowieku. Chyba nie o to chodzi. Poszczenie i Wielki Post powinien doprowadzić nas do pogłebienia wiery, realcji z żywym Bogiem, przygotować do Świąt Zmartwychwstania, poprzez otwarcie dla Pana Boga takich miejsc w sercu i duszy, do których nie chcieliśmy Go wpuścić. I wszystkie postanowienia, wyrzeczenia, modlitwy do tego powinny prowadzić. Nie zaś post dla postu. To bez sensu.
Tak mi się wydaje.

ps. Ojciec uczy w szkole?
ps2. Co z Ojca książką?
ps3. Ładne macie ornaty.

Anonimowy pisze...

może post i pokuta mają pomóc w nawróceniu. tak jak milczenie w słuchaniu.

Szymon pisze...

Na tę silną zależność duszy i ciała doskonale wskazują cytowane przez Jezusa słowa z Księgi Powtórzonego Prawa: "nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych". Post cielesny pomaga bardziej rozsmakować się w słowie Bożym.

o. Krzysztof pisze...

@ONA: przykład z dziewczynką znakomity. Na pewno skorzystam na kazaniu.

ps1. co jakiś czas prowadzę zajęcia dla uczniów, tym razem poprosiła mnie na rozmowę z jej klasą znajoma katechetka.
ps2. trwają prace nad łamaniem i szatą graficzną, powinna ukazać się niebawem :)

nashim pisze...

trzeba się nawrócic, a tu wiary brak!! nie sądziłam, że to kiedykolwiek na mnie przyjdzie....

O_N_A pisze...

@o.Krzysztof: proszę korzystać, będzie mi bardzo miło, że na coś się przydam :)
Powiem szczerze, że to dziecko zastrzeliło mnie swoją odpowiedzią. Dla niej to takie oczywiste, normalne, że post jest dla duszy. Dla 7-letniego dziecka. Słusznie Pan Jezus mówił: "Jeżeli nie staniecie się jak dzieci..."

ps1. co to za zajęcia? Takie "zwykłe" lekcje? (o ile coś, co prowadzi Ojciec, można nazwać zwykłym). Czy na jakiś temat, na który wypada z młodzieżą, dziećmi (?) porozmawiać, a pani katechetka uważa, że Ojciec jest do tego bardziej odpowiednią osobą, niż ona?
ps2. czekam, bardzo czekam na tę książkę. Będzie można jakiś autograf? - tylko, że ja daleko...

O_N_A pisze...

@nashim: "(...)zaradź memu niedowiarstwu!"

cicicada pisze...

odnośnie pokuty, to polecam wczorajsza konferencje o. Adama. link below:
http://www.beczka.krakow.dominikanie.pl/pliki/nagrania/rozne/Janki.2012.02.21.Winogrona.mp3

o. Krzysztof pisze...

@ONA: przeceniasz mnie - gdybym był katechetą lekcje byłyby monotonne by nie powiedzieć nudne, mam urazy z dzieciństwa i instytucja szkoły zdrowieniu nie sprzyja.

Prowadzę zajęcia dotyczące tematyki uzależnień lub grup destrukcyjnych. A katechetka jest znakomita, tyle, że chcieli pogadać z księdzem, bo mieli sporo pytań, głównie zarzutów do nas...

ps2. damy radę :)

Anonimowy pisze...

A co Ojciec sądzi o poście o chlebie i wodzie raz, na jakiś czas?

o. Krzysztof pisze...

warto

ilonkaka pisze...

Mam juz na czole znak krzyza z popiolu,
dzis uslyszalam ze wstrzymanie sie od jedzenia slodyczy czy picia kawy to potem a najwazniejsze to ZAPRZYJAZNIC SIE Z NIM,reconcilation,a to juz troche trudniejsze niz odposcic sobie slodycze

aurin pisze...

Podczas postu bardziej zdaję sobie sprawę jaka jestem słaba. Bóg znów daje mi szansę na poprawę, na to bym znalazła umiar, wyznaczała cel.
I bez Niego nic nie zrobię, dlatego będę powtarzać "wszystko mogę w tym, który mnie umacnia".
Wystarczy zaufać i wziąć Go za rękę.
Niby proste, a jednak...
A myśl ojca że jak głupio myślisz, to głupio robisz została przyklejona na ramce monitora i będzie czuwać nad wyborami i przywoływać do porządku.

Zuza pisze...

Dowodów na to, że to co w człowieku materialne i nie ma ze sobą ścisły związek, jest kilka. Ot choćby pierwszy z brzegu, że nadmiar jedzenia powoduje, że duża ilość krwi spływa do żołądka na czas trawienia, stąd niewystarczające dotlenienie innych komórek, a w rezultacie ociężałość i senność:). Oczywiście ta zależność działa również w drugą stronę i nie od dziś znane są, przynajmniej psychologom, dolegliwości psychosomatyczne, czyli takie, które objawiają się w ciele, a podłoże swoje mają w tym, co filozofowie nazwali psyche...

Myślę sobie, że dla wielu osób sposób funkcjonowania w czasie tych czterdziestu dni, niewiele będzie się różnił od zwyczajów i zachowań w ciągu całego roku. Modlitwa, post i jałmużna dla wielu jest elementem życia, a nie "stoperanem" po hulaszczym czasie karnawału.

Znam takich, co to kawy, słodyczy i mięsiwa wszelakiego na cały Wieki Post się wyrzekną, codziennie do komunii przystępować będą, a współpracownika, dla kaprysu,dobrego samopoczucia czy podciągnięcia własnej wątpliwej wartości, w łyżce wody by utopili.

Słusznie Ojciec napisał, że post to "w ukryciu, najlepiej gdyby nikt nie wiedział, oprócz Boga...". Ja tam wolę jak ten Celnik. Zresztą dosyć mi blisko. W Kościele właściwie zawsze stoję pod chórem...:)

Kasia Sz. pisze...

PLASTERKI - fajne plasterki cytrusów. Dziś w perfumerii wypróbowałam piękną wodę o zapachu mandarynki i bazylii. Mogłabym pachnieć nią cały czas. Na wodę mnie nie stać. Cytrusy w wodach perfumowanych mają w sobie zadziorną świeżość. Dobranoc.

P.S. U nas w Krakowie o. Kołodziejczyk jak popatrzył na ludzi to powiedział, że Popielce nie musi kojarzyć się z aż takim smutkiem jaki on widzi na twarzach wiernych. To ma być czas spotkania Boga. No to brzmi jak banał, bo niby jak spotkać tego Boga? Dla mnie namacalnym działaniem Boga jest bycie wysłuchanym w bardzo ważnej sprawie. Kiedy już tylko Bóg może nam pomóc. Mam swoje postanowienie na Wielki Post. Wysiłek w sumie mały acz pożyteczny dla ciała, choć nie wiąże się on z wyrzekam się czegokolwiek. To można nazwać pokutą. Pokutką niech będzie. Modlitwą także jestem za kogoś zobowiązana. Ale ja uprawiam dość radosne modlitwy mimo, że nie jest mi do śmiechu. No może nie że od razu radosne, ale w każdym bądź razie niekłopotliwe. Jałmużna pójdzie na mnie. Czasem człowiek musi zaopiekować się sam sobą. W pudełku po maśle do ciała odkładam drobniaki.

Jolaśka pisze...

Ilonkaka, zaprzyjaźniać staram się codziennie, z godziny na godzinę, z każdym oddechem, z każdą łzą i okrzykiem rozpaczy. A ta kawa gorzka i brak słodyczy to żadna dieta to oddanie Mu tego co daje mi chwilę radości i przyjemności w codziennej wędrówce. Nie żeby krzyczeć patrzcie jak sobie odmawiam ale żeby móc powiedzieć Panie mogę oddać Ci wszystko, bo Ty jesteś moim zyciem...
Ojcze Krzysztofie z yerba mate nie skorzystam, dałam szansę i piłam jak pokutę kilka miesięcy, nie mogę się przekonać do specyficznego "zapachu" parzonych petów :-) bez urazy ale nie znajduję delikatniejszego określenia i kawy nie zastępowało. Nałóg?
O_N_A przykład z dziewczynką wali w splot słoneczny. Czemu do licha jak już człowiek podrośnie trochę:-) zaczyna dzielić włos na czworo? Być jak dziecko.. Marzenie? A może nie?

ilonkaka pisze...

Jolaśka@ moze zle przetlumaczylam z ang.ale to chodzi raczej o pogodzenie z Nim,ponowne po dluzszym okresie rozlaki,sprzecznych interesow,klotni.I to jest nr 1 a potem to mozna pic gorzka kawe.
Chodzi o to ze,wyeliminowanie slodyczy,kawy,odpuszczenie sobie lakoci jest zbyt latwe.Chodzi o odmowienie sobie rzeczy, ktore sa nam niezbedne oczywiscie bez uszczerbku na zdrowiu. Ok. Nie musisz krzyczec ze sobie odmawiasz, ale zrob cos czego nie robisz kazdego dnia. Wyciagnij reke do kogos,przebacz,zrob cos dla innych ludzi ,bez rozglosu.
A co do kawy to troche odstawilam 2 tyg temu,udalo sie,ale walczylam z soba. Teraz pije dla przyjemnosci 2 kawy w tyg. Przedtem pilam 14 w tyg.
Zuza@ Masz racje ale tu chodzi o glebokie przezywanie tych 40 dni. Pracujac nad swoim charakterem tez zblizasz sie do Pana.A wiekszosc ludzi nie pracuje nad soba w ogole.

Anonimowy pisze...

Dowody są, słowa wskazują, nadmiar powoduje, bliźni o niewłaściwie ukształtowanym sumieniu może cię utopić w łyżce wody. Tym bardziej pomyślę dzisiaj o plasterkach cytrusów, odkładaniu drobniaków i oddawaniu chwil radości. Być jak dziecko. I biec, Bracie z 14:38.

Kornelia... pisze...

z "wbiegnięciem" do kaplicy na Zieloną 13 niektórzy mieli dziś spory problem, nawet nie pomogło otworzenie wszystkim możliwych pomieszczeń;-) Taki widok bardzo cieszy, to znaczy, że ludzie potrzebuja tej Środy Popielcowej, tego Wielkiego Postu, Słowa Bożego, rekolekcji, szukają, czegoś im brak oprócz tej ciągłej gonitwy, oprócz pracy, zarabiania pieniędzy...

Kasia Sz. pisze...

W Krakowie u dominikanów także były tłumy. Kościół, w sumie duża bazylika, był wypełniony po brzegi.

cicicada pisze...

w "MS AGHowej" parafii na 20-stce to samo... aż dziw...
a z drugiej strony wchodząc dzisiaj na naszą pracowniczą stołówkę spokojnie mogłam powiedzieć, że ponad 50% ludzi jadło mięso... a znów inni znajomi zapraszali dzisiaj na Kazimierz na imprezę i piwo...
więc mam wrażenie, że są też tłumy, dla których środa popielcowa jakoś szczególnie się nie różni od innych dni...

O_N_A pisze...

@o.Krzysztof: trzymam za słowo! Jak już zakupię książkę, to się do Ojca zgłoszę - w jakiś sposób...

Stałam dziś na przystanku obok jednego z kościołów. Akurat był obrzęd posypania głów popiołem. Bardzo wiele osób zaraz po tym opuściła kościół. No tak, popiół na głowie jest, zadanie wykonane, można iść do domu. Dalsza część Eucharystii jakoś chyba mało istotna była... Smutne to.

aurin pisze...

Mam pytanie dla tych, którzy twierdzą, że rezygnacja z kawy i słodyczy to zbyt łatwe. Czy tak samo łatwe jest dla uzależnionego np. od alkoholu nie pić? @ilonkaka, powiem Ci, że łatwiej przychodzi mi życzliwość na co dzień niż odmówienie sobie słodyczy. Nałóg i tyle. w dodatku taki, który nie szkodzi ludkom z boku, więc trudniej /może ciąża będzie motywacją, bo wtedy już nie tylko ja będę wciagać wafelki i cukierasy. Te 40 dni niech będzie sprawdzianem/
Przed chwilą wróciłam z Maciejówki /CODA/, Malina mówił, ze w czasach Jezusa post, jałmużna i modlitwa /na ulicy/ była modna. Życie toczyło się na ulicy. Teraz to wszystko w modzie nie jest/ a dla wielu jest smieszne i niezrozumiałe/ i jesli przy okazji /bo nie chodzi o to zeby trabic na lewo i prawo, ze oto ja poszczę, wspieram biednych itp. zobaczcie jaki jestem wspaniały /jesli przy okazji kogos to zreflektuje, jesli sie zatrzyma na chwilę , jeśli przez to zechce zblizyc sie do Boga, to może nie trzeba sie tak ukrywać...

Kornelia... pisze...

A czy przypadkiem nie jest tak, że nie potrafimy się cieszyć z takich "małych" spraw?? Napisałam o tłumach w Kaplicy u Dominikanów, dlatego, że bardzo podbudowałam się tą niesamowitą wspólnota, którą dziś stworzyli ludzie. Mimo cieżkich warunków wszyscy trwali...nie było zniecierpliwienia, zdenerwowania. Msza 1,5h, ale to dla nikogo nie było ważne. Napisałam po to, aby na chwilę się zachwycić...przmyśleć...uradować z tego, że jednak chcemy coś zrobić ze swoim życiem. A tu nagle "bombardowania": że ludzie jedli mięso, że szli na imprezę, że po posypaniu głów popiołem uciekli z Kościoła. Ale zawsze można mnożyć takie przykłady. Dlatego może warto na chwilę zatrzymać się nad tym co "buduję"? A nie od razu szukać "Wszelkiego zła", bo ono zawsze będzie, póki będziemy tu na Ziemi żyć. Idąc w góry też można cały czas się zastanawiać: ojej, jak ludzie śmiecą, jak ktoś mógł podpalić trawę, jak ktoś mógł wyrzucić papierosa na szlaku, ale może czasem warto idąc czasem się zachwycić nad "tym" drzewem, nad "tą trawą, nad "tym" pięknem??

Kasia Sz. pisze...

No tak, czasem ludzie biegną tylko po popiół. Ci co jedzą mięso - im pewnie wszystko jedno. Post czy nie. W sumie trudno jest przeżyć post mądrze. Wiadomo, że nie chodzi o ostentację, ale jak są jakieś konkretne działania to one wymagają wysiłku, a ten jest namacalny. Człowiek - jeśli uda mu się dochować postanowień, które służą jemu i Bogu nie czuje się pyszny, ale dumny. Ja rozróżniam pychę a dumę. Przeżyłam coś takiego. Tzn. byłam dumna z wysiłku i z efektu. Naprawdę cieszyłam się, że coś mi się udało.

ilonkaka pisze...

aurin@,moze to smieszne ale wg mnie kawa to lzejszy nalog ( no chyba ze ktos pije kawe do oporu. Ta kofeine ktora dostarczasz sobie w kawie mozesz dostarczyc sobie w herbacie.A alkohol i papierosy to juz silne uzaleznienie organizmu. Moze to kwestia samookontroli.
Slodycze-postaw puszke i przez tydzien wrzucaj pieniadze ktore normalnie wydajesz na slodycze.
Tez lubie slodycze ale potrafie je sobie ograniczyc. Zacznij jesc rodzynki. Nie jedz miedzy posilkami bo chyba tylko wtedy jemy slodycze,prawda?
Czasem czynnik zdrowotny ma wplyw na nasze decyzje. Szkodzi to odstawiam i tyle. Alkoholu i papierosow nie uzywam takze nie zabieram glosu.
Zyczliwosc-niektorzy ludzie sa zyczliwi z natury,stad przychodzi Tobie to latwo.
A odwiedziny w domu starosci?

cicicada pisze...

ciężkie i lekkie nałogi to moim zdaniem sprawa mocno indywidualna... i ciężko tutaj kogokolwiek "oceniać" za jakiekolwiek postanowienia... aczkolwiek tak z własnych doświadczeń to Aurin w kwestii kawy i słodyczy rozumiem doskonale;D

aurin pisze...

@ilonkaka ja wiem ze kawa i słodycze /czy figi, orzeszki/ to lżejszy nałóg, choc to pokrętne. bakalie przerabiałam, odkladanie kasy tez. miedzy posiłkami nie jem słodkiego, bo jestem w pracy i mam stały zestaw /płatki owsiane z rodzynkami zalane wodą - o 10 i 13/. problem jest miedzy 16 a 21 i w łykendy. z reguły jem po obiedzie albo przed, co jest przestepstwem;/
Co postanowiłam teraz, bede starała sie z Bożą pomocą wykonać, bo sama przegrywam.
Dobry to był dzień :) Wam dziękuję i dobrej nocy życzę i jutra.
p.s U Macieja tez był caaaaaaaały kosciół :) miło tak

Rita pisze...

A mnie się wydaje, że post polegający na odmawianiu sobie słodyczy jest bardzo dziecinny i odpowiedni dla dzieci. Dojrzała wiara wymaga wedlug mnie form dojrzalszych - czynów miłosierdzia, miłości, modlitwy. Często widzę jak jakaś dojrzała katoliczka lat 60 skrupulatnie pilnuje żeby nie zjeść ciasteczka a w tym samym czasie jest nieskonczenie niedobra dla najblizszych. Jakos mnie to boli, bulwersuje i zniesmacza.

ilonkaka pisze...

Rita@ masz racje,pisalam o tym wczesniej,reconcilation,niestety ciezko mi dobrac odpowiednie slowa,a to co pisze to tlumacze z ang.w ktorym funkcjonuje na co dzien, poza domem.
Mysle, ze sa osoby ktorym trudniej jest odmowic sobie prostych rzeczy a latwiej im byc milosiernymi,a moze kalendarz na Wlk. Post moze pomoc,mam taki w domu ale dla dziecka.Od 3 lat uczestnicze w " Operation Rice Bowl". Jest to nic innego jak finansowe wspieranie biednych ludzi z Madagaskaru,Wietnamu,Salwadoru,Zambii,Indii i USA(25% datkow).Nie wiem czy podobne akcje sa w polskich kosciolach.Nie pomagasz dajac tylko pieniadze, ale duchowo zblizasz sie do tych ludzi,poznajac ich zycie codzienne.Dajesz z siebie duzo, bo pieniadze zaoszczedzone na swoim postnym posilku przyrzadzanym wg.przepisu danego kraju ( innymi slowymi,jesz to co biedni kazdego dnia)przeznaczasz dla nich. A to juz nie jest takie proste. Z pewnoscia jest nie jedno schronisko dla biednych ,dom dziecka. Moze warto pomyslec o innych. Akt milosierdzia!

Carmelli pisze...

Zgadzam się z Kornelią. Też wczoraj zajrzałam do Kamienicy i byłam bardzo zbudowana postawą ludzi i ich liczebnością:)

Spodobały mi się słowa O. Tomasza, że Wielki Post to nie jest czas duchowej kulturystyki (na zasadzie kto więcej sobie odmówi: zarówno jedzenia jak i różańców;), a czas, w którym powalamy Bogu być Bogiem. Jeśli przeznaczamy czas na modlitwę to ten najlepszy, słuchamy Go, robimy w sobie puste miejsce (zastanawiam się co to znaczy, macie jakieś pomysły??)

Rita, mam podobne odczucia, ale takie odmawianie sobie różnych przyjemności (nawet tych ciasteczek) jest formą ascezy. Mam takie doświadczenie, że gdy decydowałam się na jakąś ofiarę, zwłaszcza jak mnie sporo kosztowała, przypominałam sobie już po tej ofierze słowa Jezusa: "chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". To pozwalało mi widzieć ofiarę i uczynki miłosierdzia w odpowiedniej proporcji. Coś co mnie wiele kosztowało tak naprawdę ma mniejszą wartość niż miłe słowo dla kogoś...

Dor pisze...

Tak sobie czytam te wszystkie komentarze i muszę się do czegoś przyznać:)Lubię Was:)!ot co.Wspieram modlitwą wszystkie wielkopostne postanowienia i wyrzeczenia:)Swoje jedno też.

Od Szynki pisze...

Tę sześćdziesięciolatkę i wszystkich innych nie my będziemy rozliczać, jeśli to dobre słowo. Zresztą może ciasteczka też łatwo jej sobie odmówić, bo niedobre? W ramach kultywowania dojrzalszych form proponuję jej darować. Żeby nie było "pośćcie w ukryciu, bo jak bliźni zobaczy, to zaraz oceni wszystkie wasze uczynki". Kawa to za mało - a ze śmietanką, z cukrem i w ulubionym kubku?

ilonkaka pisze...

Mysle ze kazdy z Was ma racje, bo patrzymy na to ze swojego punktu widzenia.Kazdy ma inne doswiadczenia i jedne rzeczy przychodza nam latwiej a inne trudniej. U kazdego to funkcjonuje inaczej. Jak juz ktos zauwazyl dla wielu odmowienie sobie przyjemnosci jest wielkim wyzwaniem. Nie mowiac o aktach milosierdzia.
Carmeli@ Mile slowa mi przychodza latwo. Sa duze i male wyrzeczenia. Nie mozna porownywac nie jedzenia ciastek z np.gotowaniem i karmieniem bezdomnych w jakies jadlodajni,gdzie musisz pokonac wiele barier.

Anonimowy pisze...

W bidulach już się nie mogą doczekać wielkopostnych aktów miłosierdzia.

aurin pisze...

a propos miłosierdzia mozna poczytac u ks. Józefa polecam. http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=01&id=01-12-001
We wpisie @anonimowego z godziny 17 wyczuwam sarkazm i rozumiem to /jesli dobrze wyczuwam/. Podobnie sie mają dla mnie akcje "nalotu" na domy dziecka i inne miejsca w okresie bozego narodzenia. To ma byc nasza postawa przez cały czas. Dołączam duzy fragment z PRZEMIANY:
http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=00&id=00-03

"Co dnia". Chodzi o codzienną wytrwałość w naśladowaniu Pana. W centrum naszego naśladowania jest Krzyż Chrystusa, nasze życie i zmartwychwstanie, źródło wolności, pocieszenia, miłosierdzia, nadziei, która nigdy nie zawodzi. Krzyż sprowadza bezbronność. W naśladowaniu Jezusa trzeba uznać i przyjąć bezbronność, bezradność jako dar. Jesteśmy oddani, poddani Bogu i świat nic złego nie może nam uczynić. Jesteśmy bezradni i bezbronni wobec Boga, a to oznacza ulegli, posłuszni, otwarci, szczerzy, pokorni i prości, słuchający. W naszej bezbronności trzymamy się Tego, który jest naszą obroną. Bezradność wyzwala potrzebę patrzenia w stronę Tego, który wszystko może pomóc znieść i wszystko przetrzymać.

"Z mego powodu". Tylko z powodu Jezusa warto stracić życie. Tracimy życie dla Boga, gdy jesteśmy Jemu oddani. Często prosimy Go, aby przywrócił nam zdrowie, pokój serca, aby postawił na drodze życia ludzi miłych, życzliwych, rozumiejących. Tracenie życia łączy się z brakami. Coś nas pozbawia energii, entuzjazmu, uśmiechu szczerego, chęci do życia z tymi, z którymi żyjemy. Mamy dosyć tego, co nas spotyka. Naśladowanie łączy się z doświadczeniem niezrozumienia, lekceważenia, pomijania. Ufają komuś innemu, a nie mnie. Słowa innych uznają za prawdziwe, a moje za kłamliwe. Naśladowanie jest nierozdzielnie połączone z traceniem tego, o czym mówię, że "mam prawo, należy mi się, mam swoją godność". Jezus miał też prawo i należało Mu się i miał swoją godność będąc na ziemi. Wtedy zachować cierpliwość, a czasem krzyknąć, że na coś się nie zgadzam. To nie grzech! Cierpliwie tłumaczyć, wyjaśniać, kiedy słowa nie pomogą – rozpłakać się i płakać do woli. To nie wstyd! Nie płaczemy sami. Gdy się wyciszymy, usłyszymy w naszym sercu płacz Jezusa."

@Dor, dziękuję :) Wesprę modlitwą wzajemnie :)

Kornelia.... pisze...

@Carmelli: jeśli chodzi o słowa o. Tomasza i o tą pustkę to dla mnie trafiło to w ten sposób: Bardzo często wykonując jakieś czyny miłosierdzia, trwając w jakiś postanowieniach myślymy o ... SOBIE. Mówimy sobie: jak świetnie, udało mi się wytrwać bez palenia papierosów, jestem jednak silny! no dobrze, przelałem wszystkie swoje oszczędności na fundacje i stowarzyszenia, udany Wielki Post! I w takim właśnie myśleniu zatracamy prawdziwy cel. Choć pewnie chcieliśmy dobrze, okazuje się, że skupiliśmy się na swoich osiągnięciach. Przez cały czas byliśmy w jakimś "biegu" ku samoudoskonaleniu się. Chodzi o to, aby nie popaść w pewien rodzaj egoizmu, żeby nie zapomnieć, że najważniejsze jest to, aby się przemienić. Każdy z nas ma jakąś "PUSTKĘ" w swoim sercu, i Pan Jezus chce do Niej przyjść. Bo On Kocha Nas ze wszystkimi niedoskonałosćiami, Jego nie da się oszukać, On nas zna. Ta "pustka" to też taka przestrzeń, którą powinniśmy zostawić Bogu, pozwolić MU działać. Możę po prostu usiąść na adoracji i być przy Nim, po protu przez te 30 min. nic nie robić, tylko trwać. Nie biegnąć do kolejnego hospicjum, aby poczuć się, że jesteśmy warci czegoś, ale po prostu wsłuchać się w Jego głos, pozwolić, aby On nas przeminił. Tak naprawdę to każdy powinien sam rozeznać, co dla Niego znaczy owa pustka. Każdy ma swój bagaż doswiadczeń, inny "zestaw" emocji, ale niezależnie od tego Jezus chce przyjść, chce, abysmy poczuli Jego SMAK...

Mati pisze...

@Kasia Sz. bardzo podoba mi się pomysł zbierania jałmużny na siebie. Cały Wielki Post oszczędzasz, a potem na Wielkanoc kupujesz sobie wypaśne botki :). A tak w temacie Wielkopostnym: rzeczony o.Tomasz ma rację przynajmniej jeszcze w jednym: naprawdę konsumujemy za dużo, nawet jeśli ciągle wydaje nam się, że jesteśmy biedni. W zeszłym roku wściekłam się na przykład, że nie stać mnie "nawet" na wczasy na Teneryfie. A teraz filozoficznie zastanawiam się, ile by można zaoszczędzić i teoretycznie przekazać biednym, jeśli przez miesiąc kupowałoby się tylko to, co naprawdę się potrzebuje. Tzn. jedzenie bez szaleństw i marnowania, rachunki i ubranie na zmianę za to, które się podrze. Wychodzi że ze kilkaset złotych to jak nic. A co wy na to?

ilonkaka pisze...

Anonimowy@ ,Aurin@ Nie rozumiem sarkazmu anonimowego.Ty nie masz isc tam dla siebie ale dla innych ludzi. I nikt nie powiedzial, ze to bedzie latwe!Jakis trzeba zaczac. To nie musza byc spektakularne naloty. Fakt,spoleczenstwo polskie z natury unika udzielania sie w miejscach smutnych,a takie sa domy dziecka i domy starosci.Powiem inaczej wiekszosc POlakow z natury unika udzielania sie w ogole,gdziekolwiek. Osobiscie drugi rok uczestnicze w tzw."nalocie",ktory odbywa sie raz w tyg. Mialam rowniez stycznosc z mlodzieza trudna w przeszlosci,ale to byl krotki incydent.
Kornelia@ Ile znasz osob biegnacych do jakiegos hospicjum? Nie mam odwagi zeby tam isc. Masz duzo racji piszac,ze skupiamy sie na sobie,ale czy tylko? Ile znasz osob, ktore robia cos dla innych ludzi?
Mati@ Pomysl gdyby tak bez szalenstw kazdy przekazal biednym 5 PL ,1$ lub puszke jedzenia, paczke ryzu.
Wszystko jest zwiazane z nastawieniem ludzi.

Kornelia... pisze...

@ilonkaka: masz rację pisząc, że pewnie tych ludzi nie jest tak dużo, ale chciałabym tylko podkreślić to, że jednak spotykamy się z "chwilową" wzmożona aktywnością wielkopostną. Wiadomo, że kązde podjęte wyzwanie jest ciężkie i człowiek musi zmagać się ze swoimi słabościami. Jestem daleka od pewnego generalizowania, ale myślę, że warto też czasem usiąśc i zadać sobie pytania: czy ja naprawdę podjęłam te wysiłki z myślą o innych, czy może po to, aby się lepiej poczuć? I nie ma na to reguły, myślę, że każdy sam powinien rozeznać "myśli swojego serce";-) Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

jeżeli podejmujesz wysiłek w jednej akcji np. wielkopostnej i np. razem ze znajomymi, bo łatwiej, to tak, robisz to dla siebie, ale kiedy takie działanie staje się regularne, zostajesz, mimo, że wykruszają się znajomi, to dla mnie to już coś, co robisz dla innych, a wcale nie znaczy, że nie odnosi się też korzyści dla siebie i wcale nie musi się tego odczuwać. inni to zauważą.

Dor pisze...

Pozwolę sobie jako uzupełnienie dodać do poczytania to,co o złudzeniach w Wielkim Poście napisał o.Wojtek,może kogoś zainspiruje: http://www.liturgia.pl/artykuly/Zludzenia.html
Swoją drogą,@Aurin-popiół sypany w Maciejówce mocno trzymał się we włosach:)

a nie podam i już. pisze...

Na jednym się skoncentruję, na wartości czystego sumienia, żeby móc pomóc komuś.
W komentarzu, bo co się w życiu uda to już inna opowieść.
"Mocna jest przed Panem modlitwa sprawiedliwego".
Bo mi to wraca jakoś obsesyjnie, że tylu jest ludzi w potrzebie, żeby tego czasu przed Bogiem nie trwonić, klejąc tylko siebie do Niego jak mrówka jedwabną larwą liść do liścia, bo to za mało.
Walka o czystość, bo czystym niczego nikomu nie ubrudzisz. Spojrzeniem, łapą, czy myślą.

a nie podam i już. pisze...

Najważniejsze mało wyraźnie wyszło, że trzeba dbać i starać się o czyste serce, odchwaszczać się, nie tylko dla własnego dobra, ale właśnie ZE WZGLĘDU NA INNYCH. nie wrzeszczę, tylko inaczej podkreślić nie umiem.
Żeby być, jeśli już nie po Bożemu sprawiedliwym, bo to Himalaje jakieś niedosiężne , to przynajmniej starać się trwać w stanie łaski. Żeby być w stanie pomóc.Nie odbierać sobie a zarazem innym tej szansy.

aurin pisze...

@Dor noooo, trzymał sie nieźle i kurzyło mi sie z włosów nastepnego dnia.

Zuza pisze...

Przesyt powoduje nudę.... Czytam sobie i jestem przekonana o słuszności wszystkich wpisów, ale ten wielkopostny patos zaczyna być trochę nudny. Myślę sobie: na ile my sami jesteśmy w stanie przygotować się na przyjście Zbawiciela do naszego życia, niezależnie od pory w kalendarzu liturgicznym? To szczególny czas...racja. Za chwilę zmykam na Drogę Krzyżową. Ale wczoraj wieczorem popijałam kawcię w miłym towarzystwie i zapychałam się keksem. A swoje rekolekcje mam, ot choćby, w sierpniu. Dwa tygodnie jako opiekun i animator na turnusie z niepełnosprawnymi. Daje do myślenia, wycisza, dystansuje, pozwala złapać Pana Boga za rękę. Oj, można odpokutować i przyjąć myślenie Boże...można...

Ojciec ma rację, że młodzi odchodzą z Kościoła, bo brakuje im często świadectwa życia chrześcijańskiego. Poza PRem współczesnego KK, lepszego świadectwa niż ten turnus na razie nie widziała...

Edith pisze...

Zuza- tu nie chodzi o patos. Jakoś już tak jest, że Pan Bóg ma "ulubione" dni w roku, tak jak ma "ulubione" miejsca, w których daje obfitsze łaski. (Na marginesie- nie lubię sanktuarium łagiewnickiego- estetycznie mnie denerwuje, często jest tam dość gwarno- ale właśnie tam dotyka mnie najbardziej miłosierna wszechmoc Boga, w sprawach, które czasami męczą długo...). Wielki Post jest takim szczególnym czasem, kiedy "łatwiej" zbliżyć się do Boga. Cała liturgia, Słowo, które daje nam Kościół są na to nakierowane. Wierzę też, że Bóg intensywniej nam teraz pomaga. I jakoś ufam Kościołowi i jego doświadczeniu, że post może ułatwić budowanie bliskości z Bogiem. Odkryłam w tym nowy sens- nie chodzi o to, czy zjem czekoladkę/wypiję kawę/wypalę papierosa (nałóg ssie...), tylko o to, żeby brak, to niezaspokojenie cały czas przypominało o braku Boga w moim życiu. Przez cały Popielec chodziłam wściekle głodna (a normalnie często zdarza mi się nie mieć czasu na obiad i nie jestem głodna jak wilk ;) ... i zobaczyłam, że to jest dobre. Głód był jak taka mała drzazga, która pozwalała pamiętać o tym, co istotne.

ilonkaka pisze...

"Przesyt powoduje nudę i otępia nasze zmysły".Piekne i trafne slowa. Sama tego doswiadczylam Probujac osiagnac jakis cel,nawet uszczesliwienie siebie zeby nie popasc w depresje czy"dolek" zdajemy sobie sprawe,ze z czasem srodek nie osiaga celu. Co robic? Dlaczego? Wymagania rosna? I tu O.Krzysztof przyszedl z pomoca-PRZESYT.Dziekuje!
Mam pytanie-Czy cos zlego jest w tym,ze robiac cos dla innych robimy cos dla siebie? Im bardziej jestesmy szczesliwi tym bardziej nasze pozytywne nastawienie wplywa na najblizszych i oni przez to sa tez szczesliwi.

o. Krzysztof pisze...

@Ilonka: nic nie jest złego. Człowiek szczęśliwy, pogodzony z sobą i swoimi ograniczeniami, będzie także dobry dla innych, niż ktoś zgorzchniały i pełen pretensji do świata. Chrześcijanin jednak ma świadomość, że źródło jego siły nie jest w nim samym lecz w Bogu.

Kasia Sz. pisze...

Ojcze - a jak w praktyce wygląda post o chlebie i wodzie i dlaczego go polecasz? Czy - jeśli nie ma przeszkód zdrowotnych - człowiek pije przez cały dzień wodę mineralną i zjada np. sześć - osiem kromek chleba bez dodatków? I powiedzmy, że to jest chleb zwykły, nie chrupiące bułeczki. I czy często praktykujesz taki post?

Kornelia... pisze...

pochwała wątpliwości:-))
http://www.youtube.com/watch?v=AxnveTc7BOM&list=UU-vPpUK6JAhlh1H-R-e2_ig&index=6&feature=plcp

Anonimowy pisze...

A ja w piątek jadłem kiełbasę, nie tylko keks.
Za to w sierpniu zamierzam przystąpić do krucjaty trzeźwości.

TaxiDriver pisze...

To straszne z tą kiełbasą. Chyba nie będę spał z wrażenia. Przepraszam, ale mam wrażenie, że ktoś ze mnie kpi.

Belegalkarien pisze...

Dobrze byłoby rozróżnić, czy dyskusja dotyczy wielkopostnych słodyczowych postanowień czy zasad, obowiązujących jednak każdego katolika.

O ile kawa i ciastko jako postanowienie mogą być albo nie, o tyle brak wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych obowiązuje W KAŻDY piątek roku liturgicznego z wyjątkiem uroczystości, czyli dni liturgicznych najwyższej rangi. Wydaje mi się, że w wielkim poście zwłaszcza.

Mam wrażenie, że ta dyskusja o kawach i słodyczach trąciłam lekko infantylizmem, ale szanuję tych, dla których rzeczywiście jest to wyrzeczeniem. Natomiast podobnie jak TaxiDriver, raczej dzisiaj nie zasnę z wrażenia, że tak łatwo dworować sobie z innych, kiedy jest się Anonimowym...

ilonkaka pisze...

Czuje to samo,odnosze wrazenie ze Anonimowy pojawil sie tutaj by troche prowokowac innych.

Ojcze Krzysztofie dziekuje bardzo za wsparcie. A z wyrzeczeniami i barierami do pokonania bywa roznie.Czasem sa one smieszne,innym razem bola az do bolu. Mialam taki okres gdy wyjscie z domu i dotarcie na niedzielna msze graniczylo z cudem , w temperaturze powyzej 40st. W pewnym momencie to bylo nierealne z malymi dziecmi,gdy temp.jeszcze bardziej wzrastala. Niby nic! Ma Ojciec racje z pomoca Boza ,mozna osiagnac duzo. Pewna osoba powiedziala mi ze wierzacym zyje sie latwiej,bo maja kogo prosic o wsparcie.Czasem takie wsparcie jest mi batrdzo potrzebne i nadzieja. Z ta kobieta ktora zamiast przestac palic ma zobaczyc innych ludzi wokol ma Ojciec racje. Czasem mysle, ze ludzie za bardzo koncentruja sie na swoich potrzebach,wymaganiach ,oczekiwaniach wzgledem innych , nie dajac nic wzamian.Temat rzeka.

Belegalkarien pisze...

Właśnie doczytałam jaki chochlik wkradł się w mój komentarz.... Oczywiście powinno być "wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych", a nie "brak wstrzemięźliwości". Najpierw chciałam napisać jedno, a potem do głowy przyszło drugie.
Jak najbardziej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych obowiązuje W KAŻDY piątek roku liturgicznego!!!!

Uff....naprawione...:)

Anonimowy Henryk pisze...

Belegalkarien i Kierowco Taxówki, śpijcie spokojnie. A najspokojniej może spać Zuza. Komentarze to nie ludzie. Fragment o niepełnosprawnych mnie poruszył, ale ten, z którego wywnioskowałem, że animowanie dla nich w sierpniu poniekąd uprawnia do jedzenia keksu chyba w Środę Popielcową, a w ogóle może jest od niego lepsze...
Tak, ludzie to nie komentarze.
Ludzie je tylko piszą i publikują.
Teraz parę słów o mnie.
Mam na imię Henryk i jestem komentatorem.
Katolik, żonaty od 15 lat, dwoje dzieci w wieku gimnazjalnym, pies Seler, lubię keks i kiełbasę. Jeszcze jedno: nie zawsze rozumiem komentarze tak, jak życzyliby sobie tego ich autorzy.
I chciałbym, żeby poklemizowano z moimi komentarzami. a nie ze mną Henrykiem.

Tomek pisze...

@ Anonimowy Henryk: brakowało tutaj takiego wpisu. Czasami dyskusja była namacalnie ad personam, a nie ad komentarz. Ja też często nie rozmumiem komentarzy tak, jak życzyliby sobie tego autorzy.
pozdrawiam
tomek

ilonkaka pisze...

Anonimowy Henryk@ moje dzieci sa zdecydowanie mlodsze,poczatki edukacji amer.,staz malzenski niewiele wiekszy od dzieci,choc mam juz okragle "dziesci" lat. Niektorych komentarzy tez nie rozumiem,bo spotyka sie tu ludzi na roznym etapie rozwoju religijnego, rowniez z "wyzszej polki".Ktos nie widzi niczego zlego w jedzeniu kielbasy w piatek w trakcie postu a ja mam kazdy piatek rybny mimo ze moj kosciol tego nie narzuca. Ot tak!Tradycjonalistka.Wkurza mnie gdy ktos twierdzi, ze dawaniem czegos innym zalatwiasz cos sobie. Moze lepiej byc kanapowcem? Podejrzewam ze jestesmy z tego samego pokolenia,pokolenia ktorego nikt nie nauczyl jakie powinno byc zycie religijne doroslych ludzi.Jak powinni przezywac Adwent i Post.Niestety i nie zaprzeczaj, bo naszych rodzicow tez nikt nie nauczyl -funkjonowali w innym systemie.Takie to byly czasy. Moje pokolenie ma wybor, bo jest bardziej swiadome swoich brakow i ograniczen. Mozna byc pro lub anty. Jestem pro . Dlatego tu zagladam. Czegos mi brakuje i odnalazlam Dominikanow w sieci.Zastepuja mi polski kosciol.Sa dla mnie duzym wsparciem. Mysle, ze dzieki nim moje zycie religijne jest lepsze.Dociera do mnie to,co oni mowia.Ziarno trafia na podatny grunt.
Za komentarzami kryja sie czyjes mysli i czyny.Niestety takie forum to nie pogawedka przy kawie lub spotkanie na ulicy. To jest minus sieci,niektorzy nie biora odpowiedzialsnosci za to co pisza.

Zuza pisze...

@Anonimowy Henryk: Jako, że nie jest to ani forum, ani bezpośrednia rozmowa, spieszę z wyjaśnieniem. Oczywiście zamierzam polemizować z komentarzem.
1. Keks był w czwartek, co wyraźnie wynika z daty wpisu.
2. Animowanie turnusu w sierpniu nie uprawnia absolutnie do nieposzczenia w okresie Wielkiego Postu - to jakby uprawniało absolutnie nie wynika z mojego komentarza.
3. Śledziłam wcześniejsze wpisy blogowiczów-komentatorów, i może rzeczywiście zrobiłam skrót myślowy, ale chodziło mi o to, że dyskusja skupiła się wokół właśnie rozpoczynającego się okresu liturgicznego, a ja w ten sposób chciałam zaznaczyć, że swój Wielki Post, przygotowujący na przyjęcie Zbawiciela, każdy może mieć w innym czasie, w innym miejscu, na swój sposób. Że Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale, post, pokutę i jałmużnę można nie tylko w ciągu najbliższych 40 dni, ale przez 365 (w tym roku 366) dni w roku. Taki miał być wydźwięk mojego komentarza. Myślę, że Edith zrozumiała o co chodzi i pięknie mi to wytłumaczyła. I za to Edith wielkie dzięki!

Ja z kolei nie rozumiem Twojej intencji zamieszczania informacji o sobie. Od kilku miesięcy polemizujemy sobie tu z różnymi osobami, rozpoznajemy się nickach. Jedni pojawiają się i znikają, inni zostają na dłużej, tworząc taką małą blogową społeczność. I nawet jeśli pojawia się wpis ad personam, to zauważyłam, że najczęściej jest skierowany do anonimowych prowokatorów, którzy ujawniają się przypadkiem, nawrzucają komuś i znowu się chowają. I tak 99,9% komentarzy na tym blogu to wzajemnie się uzupełnia, zgadza, wspiera....

I taka mała prośba, żeby czasem, odnosząc się do pojedynczego komentarza, wczytać się uważniej w jego treść i zapoznać z poprzednimi. Bo może się okazać, że jesteśmy trochę nie w temacie...:)

Pozdrawiam serdecznie! :)

Mati pisze...

Anonimowym prowokatorom mówimy zdecydowane: nie! Ewidentnie ktoś chce mnie wysiudać z loży szyderców i pozbawić roli najbardziej cynicznego i ateistycznego Matiego na tym blogu. Tylko ja mogę jeść kiełbasę w piątki, nie chodzić do kościoła w niedziele i jeszcze się mądrować. Reszcie z mojej grządki won! :)

Anonimowy Henryk pisze...

Nie jem kiełbasy w piątek, nie jestem kanapowcem, pies Seler ma postać dwóch kotów (nie zdradzę imion). To co do informacji o mnie. Podałem je razem z imieniem, bo napisano, że łatwo dworować sobie z innych, gdy jest się Anonimowym.
Ale tak, jestem anonimowy. Nie mam znanego nazwiska, nie jestem osobą publiczną, jako anonimowy przynależę do Kościoła, co przejawia się między innymi słuchaniem kazań w masie wiernych i dawaniem na tę samą tacę, jako anonimowy czytam blogowe wpisy i czasem zamieszczam komentarze. Nie wiadomo mi o żadnym innym Anonimowym Henryku występującym w sieci.
Mój IP administratorzy i tak znają, a niektóre witryny ujawniają. Zresztą, aktywny jestem teraz tylko na jednej.
Uważnie wczytuję się w komentarze. Uważniej nie jestem w stanie. Ani zapoznać się ze wszystkimi, bo nie subskrybuję ich i nie śledzę przez 12 godzin na dobę.
Daję sobie jednak prawo do tego, żeby czytać teksty inne niż własne. Rozumiem je jak rozumiem. Stopni za czytanie ze zrozumieniem już nawet innym nie stawiam, a co dopiero, żebym je sam miał dostawać. Czytam i tak sobie potem myślę... Albo w trakcie... I piszę czasem, co wymyślę...
A jeśli czytać nie chcę (bo zxcv, bnml, kjhg, fdsa, poiu i ytrewq zawsze piszą to samo, tak samo, długo, bez sensu, nigdy ich nie rozumiem, nigdy się z nimi nie zgadzam i w dodatku moim zdaniem z tej różnicy zdań zupełnie nic nie wynika) to przewijam.
Ale jeśli czytać mogą tylko stali czytelnicy, komentować tylko stali komentatorzy, to jest, jak sądzę, nadzieja na osiągnięcie co najmniej 150% we wzajemnym zgadzaniu się.
Gdyby w uzupełnianiu się i wspieraniu...
Nie jest moją intencją ośmieszanie komentatorów, dyskredytowanie ich w oczach innych czytelników, wykazanie, że są idiotami (bo nie myślą tak jak ja, Anonimowy Henryk!) - zdarza się tylko, że bardzo się z nimi nie zgadzam.
Wiosłem po bratersku pogrozić nie mogę, to nie mój charyzmat.
Mimo wszystko na małą prośbę o uważne wczytywanie się w treść nie odpowiem prośbą równie niedużą o jaśniejsze tej treści przedstawianie. Nie będę rozstrzygał, czy lepiej komuś wrzucić czy pozdrowić go ciepło. Nie zaproponuję, żeby opatrywać własny komentarz równie własną wykładnią, skoro nie zgadzamy się na cudzą. Ale zdziwię się, że przecież jak ktoś włoży do ciasta drożdżowego rodzynki, to po upieczeniu (a nawet przed) da się je wydłubać, chociaż na pewno nie powinno się wydłubywać przy niedzielnym obiedzie.
"Mentolnięcie" też nie wszystkim kojarzy się tak samo, a najszybszy but świata, którym ma teraz własny mózg nie we wszystkich budzi identyczne odczucia, w dodatku raczej negatywne.
A jeśli czyjś komentarz do naszego komentarza jest w stanie spowodować, że poczujemy się, jakby rozniesiono na butach nasze flaki...
To żałować, że ktoś chciał, żebyśmy tak się poczuli.
I że słowa od nieznanej nam właściwie osoby (bo przypadkowego komentatora) aż tak dotykają.
Znowu jesteśmy nie w temacie? Ale ja jestem jeden, naprawdę. I temat jest jeden.
Bo jeśli nie, to naprawdę nie wiem.

Anonimowy Henryk pisze...

To znaczy już wiem, bo w czasie, gdy pisałem swój komentarz, pojawił się komentarz Mati. Ale idę w zaparte, nie śledzę.

Zuza pisze...

@Anonimowy Henryk: Nasunęło mi się kilka rzeczy po przeczytaniu Twojego wpisu, że:
1. Ja również nie śledzę bloga 12 h na dobę, ale jeśli chcę się wypowiedzieć, to lubię być przygotowana,
2. Jeśli wiesz, że Pan X lub Y zawsze piszą to samo i tak samo, to znaczy, że jednak czytasz i jesteś na bieżąco:)
3. Czytać i komentować może każdy, po prostu niektórzy robią to częściej, spotykając się na tym blogu i okazuje się, że mają podobny światopogląd,
4. Nikt, broń Boże, nie zarzuca Ci, że próbujesz kogokolwiek ośmieszyć - masz prawo się nie zgodzić z wpisem Autora lub komentarzem kogokolwiek, jak wielu czyniło to już wcześniej,
5. Również w dalszym ciągu nie rozumiem części Twojej wypowiedzi, ale to już jest najmniej ważne, bo błędy w komunikacji się zdarzają na poziomie kontaktu bezpośredniego, a co dopiero w świecie wirtualnym,
6. Moje pozdrowienia dla Ciebie były autentyczne i szczere - kwestia odbioru intencji (w tym miejscu najczęściej pojawiają się komunikacyjne zakłócenia).

Dobrej i spokojnej nocy :)

PS.o.Krzysztof: Ojcze, chyba już czas na nowy wpis z nowym tematem przewodnim:)

Serdeczności:)

Anonimowy Henryk pisze...

Intencji nie kwestionuję, najwyżej nie zawsze je dobrze rozumiem. Pozdrowień też nie, z zasady, najwyżej jedne o wiele bardziej mi przypadają do czegoś (czyżby stóp?) niż inne. Ośmieszanie i wszystko z nim wymienione moim zdaniem nie powinno mieć miejsca, nie chodziło o odparcie zarzutu. Jest już nowy wpis. I poniedziałek. Zatem dzień dobry!

isia pisze...

wiem,że po czasie, ale ja dopiero dzisiaj odkryłam ten blog, więc i moje wpisy nieaktualne...
miałam 40 lat, gdy doznałam łaski nawrócenia

Prześlij komentarz