wtorek, 24 lipca 2012

Każdego dnia czułem, że chwila ma sens

Nie jest ważne gdzie byliśmy, ile przejechaliśmy kilometrów, ilu ludzi spotkaliśmy. Najważniejsze ile z tego wszystkiego zrozumiemy.












Kroki człowieka zależą od Pana, czy ktoś może wiedzieć dokąd zmierza?

(Prz 20, 24)


Zaczęliśmy w parafii jezuitów, a skończyliśmy u dominikanów. Po wczorajszej mszy świętej nastąpiło podsumowanie. Nieliczne ostatnie grupy osób dojeżdżały jeszcze do klasztoru: Wielka Brytania, Drezno, Berlin, Wiedeń, Wilno, Medjugorie, Wenecja i niemal cała Polska.


Dochodzą ostatnie wieści:
Wciąż w Taize. Spalona słońcem po 8 godzinach czekania na stopa... Udało się załatwić transport do Niemiec, wyjeżdżamy jutro... Jednak pomimo trudności, trzeba przyznać, że znalazłam swoje Szczęście :)

Marzy mi się, aby ktoś napisał książkę o tego typu podróżach w kontekście duchowym. Niekoniecznie autostopowych, o tych które wymagają pewnego trudu i przekroczenia samego siebie. Tego typu doświadczenia są bowiem prawdziwą szkołą życia. Uczą mistyki szczegółu, uważności i doświadczania Boga w tym co jest – bez pretensji, obrażania się na świat, w prostocie. A to przecież kwintesencja dojrzałego życia duchowego. 

Kiedy czekasz kilka godzin na drodze, a wieczorem zmuszony jesteś szukać noclegu na benzynowej stacji lub na pobliskiej łące, to albo nauczysz się przyjmować to wszystko z pokorą, przyjmując "swoje życie, jakie jest" albo czeka cię permanentna frustracja i wówczas niczego nie zrozumiesz.

Już Steve Jobs powiedział, że dano ci czas i nie zmarnuj go żyjąc cudzym życiem.

Jeden z organizatorów opowiadał jak kilka lat temu postanowił wyjechać na cztery tygodnie samotnie do Skandynawii. To był dla niego czas, w którym zmierzył się z samym sobą i nauczył się kochać swoją samotność."Wyjeżdżałem jako chłopiec, ale wróciłem jako mężczyzna" – wspominał. Podczas tej samotnej wyprawy odkrył kim jest w oczach Boga i gdzie leży jego wartość. Nie w rzeczach zewnętrznych, jak ludzkie opinie, wykonywany zawód, studia, ale w tym co niezmienne.

Były z nami osoby, które zdecydowały się zawierzyć całkowicie rezygnująca nawet z pieniędzy. Przyznam się teraz, że gdy usłyszałem o tym (na kilkanaście minut przed wyjazdem) byłem przerażony. Po raz kolejny okazało się jednak, że to oni zawstydzili mnie swoją wiarą...


Graficzna mapka wykonana przez Justynę. Przedstawia trasę i koszty podróży jednej z grup.
Aby powiększyć kliknij na zdjęcie.


Gdy znika nadmiar bodźców, nie ma fejsbuka i włączonej komórki, zaczyna rosnąć w człowieku uważność, czyli wierność tej rzeczywistości, w której postawił nas Pan.

I właśnie wówczas można także doświadczyć, że otaczają nas życzliwi ludzie, tylko do tej pory mogliśmy ich zwyczajnie nie zauważyć. Jedna z grup wspominała, że wracając do Łodzi nie miała gdzie spać. Kierowca, który ich podwoził, gdy tylko się o tym dowiedział, dał im swoje mieszkanie, a sam pojechał do rodziców, aby im nie przeszkadzać.


Naucz się z wdzięcznością przyjmować to wszystko co daje ci dzień, bez narzekania, bez pretensji do świata, do innych ludzi, a będziesz szczęśliwym człowiekiem. Codziennie doświadczysz Jego miłości.


Czego uczą tego typu podróże? Choćby tego.

***

W swoim zakonnym życiu miałem okazję prowadzić z kilkadziesiąt przeróżnych rekolekcji, były w tym Dni Skupienia, warsztaty, tematyczne konferencje. Jednak ten pomysł i ten czas (inicjatywa wyszła od ludzi świeckich!) były absolutnie wyjątkowe. Spotkałem ludzi pełnych życia, pasji, ciekawych świata i drugiego człowieka, a przede wszystkim zafascynowanych Panem Bogiem. Do tego stopnia, że zarażali tym nawet osoby niewierzące.

I choć niektórzy wyjeżdżali zalęknieni, bez wiary w to, że może im się udać, to gdy wrócili, byli już nie do poznania. Opaleni, uśmiechnięci, szczęśliwi, pewni siebie, powtarzający, że Pan jest wielki.

Czytam właśnie wpisy autostopowych uczestników rekolekcji i jestem poruszony tymi świadectwami. Posłuchajcie choć kilku.


Do Taize nie dotarliśmy, ale byliśmy w Żarach, Dreznie, Pradze, Branie, Wiedniu, Berlinie, Poznaniu. Cieszę się, że mogłam uczyć się czegoś od innych i oni odemnie. Nie spodziewałam się, że podczas tej podróży będą mi proponować jointa, będę spać na stacji benzynowej i brać udział w imprezie w Berlinie. Ta podróż była dla mnie kolejną nauką pokory.

█ Niezapomniane spotkania z samymi sobą, autostopowiczami (np. do Francji), kierowcami (ateistami, konserwatorami zegarów wieżowych, konstruktorami maszyn oblężniczych, Litwinami, którzy nigdy nie brali jeszcze stopowiczów, policją, ludźmi dobrymi…

█ Mówiłeś, żebyśmy się dali zaskoczyć Panu Bogu. No to zaskoczył nas i to wiele razy!

█ To świetny czas na zahartowanie swojej relacji z Bogiem. Wiele momentów, w których można namacalnie doświadczyć Boga i Jego obecności w drugim człowieku.

█ Bóg działa cuda i zawozi nas tam, gdzie powinniśmy trafić, nawet gdy średnio tego chcemy. Obyśmy nigdy nie odłączyli się od Jego wozu…

█ Przygoda mojego życia. Poznając ludzi ze wschodu Polski, katolików, prawosławnych, muzułmanów dotarło do mnie, że ważny jest człowiek, nie jego wyznanie. Od Daniela, z którym podróżowałam nauczyłam się, że warto rozmawiać na tematy wiary, bo to rozwija i buduje. Cudowna była modlitwa i karmienie się Słowem Bożym i śpiew o 13:20 codziennie, zawsze razem, na polu, w lesie czy na łące…

█ Zrobiliśmy najmniej kilometrów ze wszystkich, ale Bóg przygotował dla nas drogę nie w dal, a do siebie nawzajem.

█ Zazdroszczę białego habitu, ale pewnie już niedługo...

█ Każdy człowiek niósł ze sobą uśmiech i nadzieję, że ta droga się nie skończy. Była sytuacja, że już długi czas nikt się nie zatrzymywał, więc postanowiliśmy zjeść obiad w postaci arbuza i nagle przyszła myśl, aby zacząć się nim dzielić ze wszystkimi co byli wokół nas i gdy już wszystkich rozczęstowaliśmy i chcieliśmy usiąść by samemu coś zjeść wtedy zatrzymali się wspaniali ludzie i zabrali nas dalej. To było wspaniałe przeżycie! Niezapomniany był też nocleg na górze objawień w Medjugorie oraz nad morzem w Chrowacji, kiedy opiliśmy się chorwackim winem.

█ Po dwóch latach popadania w kompleksy, że moja modlitwa była zła i niewłaściwa, wychodzę na prostą, albo na „wylotówkę do nieba”. Światło ma moc i nie zgasi go cień.

█ Choć początkowo podchodziłam do tego hmmm… z deka sceptycznie, to po tych 3 dniach w Łodzi wiedziałam, że będzie się działo. Duch Święty prowadzi niezwykłymi drogami. Do Boga trzeba uderzać z konkretami.

█ Droga była podróżą pragnień, ale też nauką cierpliwości i wzajemnej miłości. Była burzeniem stereotypów (nie lubię morza, a kąpałam się w Adriatyku i je polubiłam). „Szukajcie Boga w konkrecie”. I szukałyśmy.  I znalazłyśmy…

█ Rekolekcje przeżyłem jako formę ciągłej przemiany. Każdego dnia czułem, że każda chwila ma sens. Teraz jestem totalnie innym człowiekiem.

█ Duch Święty otworzył mi oczy. Dziękuję Bogu za każdą chwilę. Ten tydzień był najszczęśliwszy w moim życiu…


Wpisów jest więcej, te które mają charakter osobisty nie zamieszczam, choć akurat one są dla mnie najcenniejsze. Tu przytaczam zaledwie garstkę. Wczoraj brakło czasu, aby podzielić się wszystkim - świadectwa były niezwykłe. O tym jak Pan Bóg spełnia nasze pragnienia, jak troszczy się o człowieka w najdrobniejszych sprawach i o tym jak żywe jest Boże Słowo: „Ewangelia doskonale pasowała do każdego dnia naszej podróży” – wspominał Kuba.

Korzystając z okazji dziękuję moim Braciom z klasztorów w Pradze, Wrocławiu, Lublina, Poznania, Gdańska i Szczecina za spontaniczną gościnność! Także na Litwie nasza grupa spotkała dominikańskie duszpasterstwo z Warszawy będące na rowerowej wyprawie, i otrzymała od nich wsparcie. A podobno to franciszkanie biją nas w gościnności na głowę. A tu proszę... Duma rozpiera.

Organizatorzy: Tomek (Bydgoszcz), Robert (Tychy), Malwina (Łódź) i Ewa (Gdańsk) wraz z ekipą pomocniczą i „Mocnymi w Duchu”  przeszli samych siebie. Współpraca z nimi była dla mnie wyróżnieniem. Sam już nie wiem kto skorzystał na tych rekolekcjach najwięcej.

Wspierali nas: ks. Kazimierz Kubacki SJ (proboszcz parafii Najświętszego Imienia Jezus), ks. Michał Misiak oraz abp. Władysław Ziółek, który patronował całej inicjatywie. Modliły się także klasztory mniszek (w tym dominikańskich). Zebrane intencje (kilkaset) zostaną przekazane do regularnej modlitwy.

Błogosławiony Honorat Koźmiński miał rację mówiąc już ponad sto lat temu (!), że ma nieodparte wrażenie, że to ludzie świeccy mają dziś większą wiarę niż zakonnicy.






































***


Krótki film o marzeniach, dobry na porekolekcyjny czas - niedosyt jest lepszy od przesytu.
"Gdyby jedno życzenie mogło ci się spełnić, jeszcze dziś, przed zachodem słońca, co by to było?"


27 komentarzy:

Mocne ramie pisze...

ja pierdziu...

Markus pisze...

Skradzione z FB, chyba od Waszej uczestniczki: "2200 km w 7 dni. Praga, Wiedeń, Berlin. Dysputy filozoficzne na plebanii, stop dla 9 osób, przejażdżka tirem, deszcz i noc na stacji benzynowej, burza w Wiedniu. Dokąd teraz?"

o. Krzysztof pisze...

Opowiadali też o sympatycznej domówce w Berlinie z brygadą anarchistów i rozmowach o tym kim jest Bóg...

A jutro o 11:00 przychodzi do klasztoru podzielić się świadectwem ekipa z TZ. Podobno są spaleni słońcem, ale żyją :)

Efka pisze...

Ojcze, ogromne dzięki za Eucharystie, świetne konferencje (baaardzo ważne dla mnie treści), za modlitwy, za obecność!

Pan Bóg nie daje człowiekowi pragnień, których nie mógłby wypełnić...te rekolekcje przerosły wszelkie moje marzenia i wyobrażenia! razy 60! Powoli do mnie dociera to wszystko co się wydarzyło...I wciąż nie pojmuję.

Dzięki wszystkim pięknostopowiczom - bez każdego z Was te rekolekcje nie byłyby takie same :) Jesteście cudowni!

Jejku, jeszcze nigdy nie czułam się taka szczęśliwa! :)

A z tym Honoratem Koźmińskim, którego ojciec cytuje, to niezły motyw. Nigdy o nim wcześniej nie słyszałam - a tu w Mrągowie w kościele pod jego wezwaniem spotkałyśmy panią Bożenę, która mnie wzięła do lekarza (tak na marginesie to była ze wspólnoty... św Filipa), a tego samego dnia trafiłyśmy na nocleg do sióstr serafitek, które założył...bł. Honorat :) Wygląda na to, że chyba bardzo polubił nasze rekolekcje i nas wspierał z nieba.

Markus pisze...

Efka: gdzie dotarłaś?

Efka pisze...

Tym razem nie daleko, bez pośpiechu, rozkoszując się chwilą - na Warmię i Mazury (Olsztyn, Baranowo, św. Lipka, Wilkasy (złapana na stopa łódka!), Mikołajki, Mrągowo) oraz do Piły i Poznania.

Ale kilometrów trochę nadrobię w sierpniu - w planie Francja, Hiszpania, Portugalia i Maroko :)

seszelka pisze...

Pewnie to wiecie :) ale powiem jeszcze raz - Boży Szaleńcy Jesteście :))) Pozdrawiam !!!!!

O. pisze...

"Krótki film o marzeniach". Tak, ten tydzień to było tylko spełnianie naszych marzeń. A za każdym razem, gdy z któregoś rezygnowaliśmy myśląc, że nie damy rady, to Pan sam nam je spełniał. Prostował nasze ścieżki za każdym razem.

I gdyby ktokolwiek opowiedział mi taką historię, to bym nie uwierzyła. To trzeba przeżyć samemu.
Chyba nikt z tych rekolekcji nie wrócił taki sam :)

Anonimowy pisze...

super fotki :)

Anonimowy pisze...

dla mnie to były rekolekcje powołaniowe :)

basiek pisze...

Gratuluje im odwagi zapału optymizmu i wiary w Bożą moc na pewno powrócili szczęśliwi i spełnieni. Jednak Pan Bóg czuwa nad nami tylko musimy w to mocno uwierzyć.
Z pozdrowieniami dla wszystkich:)

Anonimowy pisze...

"Naucz się z wdzięcznością przyjmować to wszystko co daje ci dzień, bez narzekania, bez pretensji do świata, do innych ludzi, a będziesz szczęśliwym człowiekiem. Codziennie doświadczysz Jego miłości."
To jest cytat kogoś czy ojciec to wymyślił? :)

nashim pisze...

mam nadzieję na drugą edycję...

Anonimowy pisze...

raczej ojciec wymyślił, inaczej byłby cytat

Dor pisze...

Ojcze ale ten filmik?!nie znałam..znajome buzie..pożyczam:)

cicicada pisze...

zamieszczone wpisy mówią same za siebie... nie potrzeba dodawać żadnego komentarza... świetna notka, świetny filmik... chylę czoła przed wszystkimi autostopowiczami za odwagę, za wiarę, za zawierzenie Bogu... BRAWO BRAWO BRAWO!

czytelnik pisze...

"Stop" pozwala nam kształtować swój charakter, uczy samodzielności, zaradności, cierpliwości, podejmowania szybkich decyzji, daje możliwość poznania swoich ograniczeń, a także wyrabia umiejętność planowania" - z wywiadu z Przemkiem Skokowskim

nikt pisze...

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!!!
Wszystkiego NAJ, NAJ, NAJ Ojcze :)

kris pisze...

Ludzie są piękni! Życie jest piękne! Chwała Bogu za wszystko!

basiek pisze...

Ja również dołączam się do życzeń dla Ojca Krzysztofa w dniu imienin dużo zdrowia i uśmiechu cierpliwości i Bożej opieki na każdy dzień:) Pozdrawiam.

Sanare pisze...

wszystkiego najlepszego o. Krzyśku! :)
wielu cudownych pragnień, które Bóg z pewnością spełni oraz spotkania na swej drodze najlepszych ludzi! :) w prezencie oczywiście + :)

Paulina pisze...

Wszystkiego co najlepsze :):)!

emma pisze...

Ktoś już z Was widział sierpniowy numer "W drodze"? Polecam, w tym miejscu zwłaszcza strony 58-67. Ojcze Krzysztofie - dzięki za tekst! Przypomniało mi się, jak dawno temu, gdzieś na początku studiów wyjeżdżałam ze znajomymi na jakieś wakacje czy długi weekend i w ten sposób przeżywaliśmy całe dnie, uważnie przyglądajac się rzeczywistości. Do dziś pamietam niektóre z tamtych obserwacji i...po przeczytaniu tekstu "10:15 do Torunia" zapragnęłam do tego wrócić.

magda pisze...

Najlepszości i nieustającej opieki Najwyższego!

Przy okazji (skoro już się odważyłam napisać) dziękuję ogromnie za tego bloga, którego po cichu podczytuję, a który nie raz podnosił mnie do pionu :) i za książkę, z której tchnie prawdziwą Bożą wolnością :)

bez_nadzienia_bzowa_nadzieja pisze...

Bożej radości i pokoju w sercu! i mnóstwa sił do pisania tego bloga:) z modlitwą!

Magdalena. pisze...

super, naprawdę super!! Gratulacje! ;)

Mati pisze...

trochę po terminie ale też się dołączam do życzeń

Prześlij komentarz