czwartek, 3 marca 2016

Bezbronni, nadzy i nieodporni

Mądry człowiek kształtuje się od wewnątrz. 










Kiedy Henry Nouwen na siedem miesięcy zamknął się w opactwie trapistów w Gensee zapisał:
Zakonnicy są jak dzieci: bardzo skromni i bardzo wrażliwi. Kiedy ktoś ich urazi, mają tendencję wycofywać się. Nie przypominają niczym studentów z dobrych uniwersytetów, dyrektorów wielkich firm, którzy nie przejmują się zmiennością czyjegoś nastroju. Są bardzo nieodporni, a jeśli ktoś zbyt energicznie ich zaatakuje, w odpowiedzi mogą ukryć się przed napastnikiem.

Mnisi nie są specjalnie wylewni, bywają bardzo nieśmiali, niemal płochliwi. I właśnie w tej płochliwości i bezradności człowiek staje przed Bogiem. Nagi i bezbronny. 

***

Mnich czerpie  swe żywotne siły ze świata, w którym żyje, z doświadczeń naprawdę przecierpianych, z przeżyć naprawdę przeżytych i myśli samodzielnie przemyślanych.

Codziennie od nowa zabiega o świeżość patrzenia i niezrutynizowane spojrzenie na świat. W pamięci ma słowa Bernarda, cysterskiego mnicha z Clairvaux, że pobożność ludowa potrzebuje wsparcia w postaci obrazów, figur, kolorów i wyobrażeń, ale mnich potrzebuje jedynie wolnej przestrzeni, by bezpośrednio spotkać żyjącego Boga.

Nie jest maksymalistą i nie oczekuje od swojego duchowego życia wielkiego wstrząsu duchowego. On ma świadomość, że ten rodzaj emocji zdarza się nader rzadko, a jeśli się zdarzy należy go uznać za dar, a nie obowiązek Stwórcy. Ale zaraz potem należy potraktować to jak katar. Wyleczyć i do tego nie wracać. Do tego typu wrażeń można się niepotrzebnie przywiązać.

Liczy się prostota w przeżywaniu życia.

Żadnych pretensji, narzekań, życzeniowych myśli, szukania duchowych egzaltacji. 

To co jest, staje się najlepszym nauczycielem. 

Jeśli codzienność wydaje się uboga, nie ją wini, a samego siebie. Widocznie ma jeszcze nie dość wyostrzone zmysły, aby dostrzec jej bogactwo. 

Mądry Ewagriusz nazwie to "czystą modlitwą". Boga nie da się zdefiniować, definicje należą się bytom stworzonym i złożonym. On jest samą prostotą.


"Ależ przecież taki mnich tylko tak siedzi w tym jednym miejscu i siedzi... Nigdzie nie podróżuje. Co zdołał ciekawego przeżyć? Nawet nie przeczytał wszystkiego co trzeba" - padnie zarzut. 

Mnich słysząc takie pytania tylko schowa się jak dziecko przed napastnikiem, tłumacząc pokrętnie, że ma coś ważnego do zrobienia. 

Jak bowiem ma wytłumaczyć, że z tego typu egzaltowanych pytań  tchnie szkolna wiara, że człowieka formułują w całości okoliczności zewnętrzne? Że jakość duchowego życia miałaby zależeć bezpośrednio od ilości życiowych przygód?

Tymczasem mądry człowiek kształtuje się od wewnątrz, we własnym sercu i głowie: poprzez wrodzoną zdolność do dziwienia się temu co inni uważają za zwykłe, skłonność do przeżywania spraw drobnych. 

A podróże zagraniczne? Niekiedy się przydają - dodałby speszony mnich na odchodne.  - Zanim jednak pojedziesz zobaczyć koptyjskie klasztory, radzę pojechać do lokalnej parafii. Jeśli stamtąd powrócisz bez żadnych godnych zapamiętania wrażeń, to nawet najlepsi  mistrzowie niewiele tu pomogą. 




 Rekolekcje klasztorne dla mniszek. Inspiracja W.S.


35 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jednak się złamałeś ojcze, dzięki!
Chyba jestem pół-mnichem. Z pierwszą częścią tekstu bardzo się utożsamiam, jednak żeby każdy dzień przyjmować z wdzięcznością, to dla mnie nieustanna walka. Zachwycać się pięknem codzienności, to chyba zadanie na Wielki Post :)

o. Krzysztof pisze...

Dobrze trafiłaś. To miejsce jest właśnie dla takich "pół-mnichów" :) Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Niech ojciec napisze coś dla pokrzepienia serc kobiet-matek-pracujących, które w środku są skromne, wrażliwe, płoche i nieśmiałe. Które w walce z codziennością, z surowym światem zewnętrznym potrafią być silne, odważne, ukształtowane czynnikami zewnętrznymi, walką z codziennością. Stalowe magnolie. Które chętnie skryłyby się w ciszy domowych pieleszy, odpuściły, odeszły z pokorą, ale nie mogą muszą walczyć, np. o przyziemne potrzeby swoich pociech (nie myślę o laptopie tylko czystym i wyprasowanym ubraniu). Chciałabym tak żyć jak mnich...Jakoś ich życie wydaje mi się łatwiejsze, bezproblemowe i nieskomplikowane... . Matka

o. Krzysztof pisze...

Przytoczony opis kojarzy mi się najbardziej ze świętością. Również znam takie "stalowe magnolie" - bardzo cenię i podziwiam. Dziś, po latach widzę, że moja mama miała wiele takich cech. Zasyłam ogromne wyrazy szacunku.

makroman pisze...

"pobożność ludowa potrzebuje wsparcia w postaci obrazów, figur, kolorów i wyobrażeń, ale mnich potrzebuje jedynie wolnej przestrzeni, by bezpośrednio spotkać żyjącego Boga." - no to jestem mnichem choć z rodziną i nie w klasztorze.

" Jak bowiem ma wytłumaczyć, że z tego typu egzaltowanych pytań tchnie szkolna wiara, że człowieka formułują w całości okoliczności zewnętrzne? Że jego jakość duchowego życia zależy bezpośrednio od ilości życiowych przygód.

Tymczasem mądry człowiek kształtuje się od wewnątrz, we własnym sercu i głowie: poprzez wrodzoną zdolność do dziwienia się temu co inni uważają za zwykłe, skłonność do przeżywania spraw drobnych. " -
z drugiej strony jest przykład "syna Marnotrawnego" być może jego doświadczenie życiowe było dla Ojca bardzo cenne...?

Danusia K. pisze...

Dziękuję za dzisiejszy teks i cały blog.
Bardzo bliski też mi jest Thomas Merton- dziękuję za rozważania o nim.

szafirek pisze...

Ten obraz zakonnika, mnicha, jest jakby wyidealizowany trochę ;) Albo taki jak być powinien, kiedy mnich "staje przed Bogiem nagi i bezbronny". Oni chyba codziennie się tego uczą, jak stawać przed Bogiem, i przed drugim człowiekiem. Bardzo wymownie pokazuje też drugą stonę J. Tauler w swoich kazaniach zwracając się do zakonników/zakonnic
/…Wy jednak nie wchodzicie do swego wnętrza i nie znacie swego powołania. Dziś zaczynacie to, jutro coś innego, idziecie za tym coście usłyszeli lub zobaczyli na zewnątrz, i ulegacie zmysłom. A gdy zauważycie że coś wam nie odpowiada, porzucacie to i wasze wysiłki okazują się bezowocne, ponieważ wszystko robicie na ślepo. Wiedzcie, że to co dla jednego jest życiem, dla innego oznacza śmierć. Zwróćcie się ku sobie, zastanówcie się, co bardziej przyciąga waszą uwagę, nie zaniedbujcie siebie samych. Wiedzcie, że na świecie jest wiele kobiet mających męża i dzieci oraz wielu mężczyzn, którzy siedzą przy swoim warsztacie i robią buty, by w ten sposób wyżywić siebie i dzieci. Niejeden też ubogi wieśniak wywozi gnój na pole i tą mozolną, brudną pracą zarabia na kawałek chleba. Może się zdarzyć, że wszyscy oni, idą po prostu za swoim powołaniem, żyją sto razy lepiej od was…Biedny, ślepy zakonniku! Strzeż się i badaj gorliwie we wnętrzu swe powołanie. Patrz, gdzie chce cię mieć Ojciec niebieski. Naśladuj Go, nie pobłądź na Jego drodze…/
jeszcze do komentarza, zastanawiam się czy istnieje coś takiego jak "pół mnich" I dochodzę do wniosku, że chyba nie. Każde powołanie jest inne, i nie można iść jednocześnie dwiema drogami (raz tu, innym razem tam) I moim zdaniem, zakonnik, to nie to samo co mnich ;)
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Dziękuję za ten piękny tekst i za wizerunek mojej ukochanej Madonny z Wieczernika Gorąco pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Dziękuję,Ojcze...

o. Krzysztof pisze...

Z wywiadu z o. Maksymilianem Nawarą OSB (dominikanie.pl):
"Każdy z nas jest i tak sam wobec Pana. Głęboko w sercu każdy z nas jest monos - mnichem".

o. Krzysztof pisze...

@Anonimowy: święte oblicze Maryi Orędowniczki (Advocata), to jednocześnie najstarszy zachowany wizerunek MB. Według tradycji autorem ikony jest sam św. Łukasz. Można ją zobaczyć w Rzymie (Monte Mario, klasztor dominikańskich mniszek).

szafirek pisze...

Głęboko w sercu mnichem...no może i tak, choć uważam że to jest już kwestia różnorodności nazewnictwa, tu akurat etymologia.
A może jest tak, że głęboko w sercu, wobec Pana, nie jesteśmy już monos. Bo przecież jesteśmy razem z Nim.
Dobrej soboty i niedzieli
z pozdrowieniem

szafirek pisze...

Byłam kilka razy w Rzymie, na Monte Mario gdzie znajduje się ta ikona, muszę przyznać że to jedna z moich ulubionych.
Na warszawskim Służewie, znajduje się kopia tej ikony
http://adonai.pl/maryja/?id=144
Od dłuższego czasu przymierzam się do zrobienia takiej, wzorując się na oryginale i kopii.

Anonimowy pisze...

O, jak mi miło, ja też poczułam się pół-mniszką. :)
Trafiłam na ten blog niedawno i wciąż go odkrywam, ale już przyniósł mi kilka inspiracji - dziękuję!

Henryk Metz pisze...

To bardzo ciekawe refleksje. Mam jednak trochę wątpliwości dotyczącej opisanej delikatności i wrażliwości. Mnich żyje "poza światem", ale także i w świecie. Nie jest wolny od wpływu otoczenia. Fragment z książki „Dzikie serce – tęsknoty męskiej duszy”, John Eldredge, str. 90-91 - plaża Omaha - opisuje takie właśnie sytuacje. Ostatni fragment tej historii: "Myśleli, że bycie chrześcijaninem w jakiś sposób ustrzeże ich od kłopotów, a przynajmniej znacznie je zmniejszy. Nikt nigdy nie powiedział im, że zostali przeniesieni na pierwszą linię frontu, i wydają się autentycznie wstrząśnięci faktem, że w ogóle ktoś do nich strzela." Autor porównuje życie do walki na pierwszej linii frontu. Chrześcijanie, szczególnie w ostatnich latach (Bliski Wschód) są narażeni na bardzo konkretne i brutalne ataki. Nie można się wycofać - nie ma gdzie. Co w takich przypadkach? Szczęść Boże

Żyrólik pisze...

Do pól-mniszki też chciałabym dorosnąć, na razie jest to mniejsza część, bo trzeba być równocześnie stalową magnolią. Ale sporo było w historii Kościoła kobiet ( mężczyzn?) co to gdy owdowieli, rozwinęli skrzydła ( dzisiejsza Franciszka Rzymska, Ryta, Elżbieta z Turyngi czy raczej węgierska...) św Paweł odradza małżeństwo... Ale może da sie i w rodzinie, bo Maryja i Józef chyba dali radę, a i Jezus nie pogardził środowiskiem rodzinnym do 30 roku życia. Istotne co w sercu i w środku , a na samotnię urywać się trzeba, jak tylko się da. A to co nas spotyka z zewnątrz, również prześladowania są niezbędne dla nas , nawet jak nie da się tego zrozumeć, a może wtedy najbardziej, zaczyna się wiara...

Anonimowy pisze...

kto i czym. niby nic. tylko ręce ciągle podejrzanie różowieją, mył nie mył.
ktoś to raczej zawsze jest ktoś inny. przecież.

nie zgodzę się, całym wszystkim się nie zgodzę że prześladowania są niezbędne. i nie rozwinę myśli bo mi się rozwinie znowu w prawie bluźnierstwo. co do tego co jest zbędne.

Anonimowy pisze...

Wspaniały i karmiący tekst. A może poleciłby Ojciec jakąś lekturę dla osób, które chciałyby praktykować bycie mnichem?

Grzesiek pisze...

Dziękuje za ten wpis...

Grzesiek pisze...

Dziękuje za ten wpis...

szfirek pisze...

Stara notka mi dziś śmignęła. Odświeżę, bo koleguje z zamieszczoną tu notatką.
/...Zaglądam od wewnątrz w głąb dusz, docierając do miejsca, w którym ludzie są bezbronni i otwarci. I tam, w tej intymnej głebi, jest ukryta ich prawdziwa twarz.../
Hans Urs Von Balthasar, Serce świata

szafirek pisze...

Może Bóg chce nas właśnie takich. Bezbronnych, otwartych i prawdziwych. Bez żadnego cienia kłamstwa, makijażu.
Dla świata, nie jest to atrakcyjne. Bezbronność i otwartość będzie odbierana jako naiwność, niezaradność, głupota? Czy da się iść tą drogą prawdy, nie narażając siebie na margines, odrzucenie? W świecie nie można być bezbronnym bo inni cię zjedzą. A może właśnie o to chodzi? Może chodzi o to żeby coś poświęcić, stracić, i zyskać dzięki temu coś znacznie większego. Wolność, i Prawdę.
Okoliczności zewnętrzne, nie są mało ważne. One też kształtują :)
Tylko trzeba uważać, żeby nie gonić za samymi tylko wrażeniami...bo może się okazać że gonimy pustkę. A dobry kierunek jest przeciwny, i tam jest pełnia.
Dobrej niedzieli

Anonimowy pisze...

A....dziękuję.Miało być JA dziękuję.Ale
dziś dzień św.Józefa więc jak On nieco się usuwam ...Ojcze Krzysztofie,dziękuję za wzorowanie się twórczym , cichym, spokojnym Wspomozycielem. I to od świtu tak jak np.dziś ze współbraćmi.
:)

Ela Cisowska pisze...

Można tu zaglądać i nawet jeśli nie ma nowego wpisu to w "starych" nowe coś można zobaczyć. Dziś "Korbielów" rzuca mi się w oczy, ale jakoś miejsce to i czas, przypomina taką modlitwę: Zaprowadż mnie Panie na Pustynię- na Pustynię mojego serca. Napełnij pragnieniem Twojej obecności. wprowadź mnie w tajemnicę ciszy, która przemawia mocniej niż słowo.(święty Bogumił).Miejcie wspaniały Czas. Spotkajcie Pana.

Anonimowy pisze...

Mam problem a mianowicie jak mnisi gdy ktoś mnie atakuje zawsze się wycofuje unikam konfrontacji czy to dobre? W świecie gdzie liczy wilcze prawo? a i zgadzam się z Ela- w starych wpisach można zawsze coś odkryć nowego!

makroman pisze...

Anonimie - Bardzo wielu ludzi twierdzi za są "atakowani" podczas gdy wcale obiektem ataku nie są, atakują się sami swoją nadwrażliwością, ale to na marginesie.
Najważniejsze jest jedno - Chrystus się nie wycofywał, nie unikał konfrontacji...

Żyrólik pisze...

Makroman... Można różnie czytać i interpretować Ewangelię.... W Nazarecie gdy chcieli Go zepchnąć w przepaść po prostu oddalił się, pisał palcem na piasku( czy to wycofanie wobec ataków uczonych?) póki nie nadeszła Jego Godzina, oddalał się z Jerozolimy, ale gdy nadeszła Jego Godzina też kazał Piotrowi schować miecz do pochwy ( rodzaj uniku przed zbrojną konfrontacją) Nie był tchórzem, ale w każdej nowej sytuacji chciał karmić się pokarmem, którego my mało doceniamy tzn wolą Ojca, a ta nie jest szablonowa, wymaga słuchaaaaania ciągle od nowa, czego Wam i sobie życzę na tą nadchodzącą już jutro Paschę...

Anonimowy pisze...

Do makaron - nie wiem czy jestem nadwrazliwy ale jak ktoś cię wyzywa i klnie na funty w takie rzeczy mi się w pracy zdarzały to chyba atak albo jak cię popycha dla żartu - dodam że ja też czasami się odgryzlem w podobny sposób natomiast takie sytuacje mnie stresujące i potem mam wyrzuty sumienia jestem wycofanym introwertykiem i to chyba mój problem

aga pisze...

A L L E L U J A !!!!!

Radości, nadziei, miłości
ojcu i wszystkim czytelnikom

ewa pisze...

Był czas rekolekcji...weszłam do kościoła i jak zawsze spojrzałam na krzyż, żeby powiedzieć : jestem...NIE BYŁO GO !!! był zasłonięty...nie odpowiedział...cieszę się, że jesteś, jak zwykle..tylko cisza i pustka...przeraziło mnie to !!! Bardzo...i wiem że nie chcę, żeby Go nie było w moim życiu, nie chcę żeby cokolwiek Go zasłaniało!!!Błogosławionych Świąt dla Ojca i wszystkich ludzi i niech Pan Jezus Zmartwychwstały zawsze i wszędzie będzie z nami. Amen

aga pisze...

ojcze, ulituj się nad nami potrzebującymi,tęskniącymi...
wielki post za nami
piszę to w wigilię Święta Miłosierdzia

Anonimowy pisze...

tak czesto sa wpisy na blogu ze sobie musiałem kupic książke ,,Ludzie 8 dnia" ... :) pozdrawiam autora ;)

Anonimowy pisze...

Ojcze, dziękuję za ten wpis. I za cały ten blog.

ewa pisze...

Ojcze Krzysiu
Byłam na Mszy św. w Święto Miłosierdzia...widziałam Ojca i coś mnie zaniepokoiło...modlę się za Ojca i za to, żeby do nas wrócił.

Anonimowy pisze...

Dlaczego, czy to jest nakaz, czy taka nowa moda?
Zasłanianie w czasie Wielkiego Postu krzyża w głównym ołtarzu fioletem.
Pytam, bo kiedyś tak nie było. Potem nagle w parafii krzyż zasłonięto.
Teraz już w innych kościołach. Dlaczego?
Post i tak jest ciężki. Dlaczego odbieracie siłę jaką daje patrzenie na krzyż?
Pytam. Bo chodzę z tym pytaniem od dawna. Post minął ale za rok będzie ten sam problem.

Prześlij komentarz