wtorek, 13 czerwca 2017

Próba sieci

Jeśli podążasz za powołaniem do przyjaźni  Bogiem, twój Mistrz na pewno pozwoli ci doświadczyć  próby sieci. Skrępują cię więzy okoliczności albo czyjejś woli, które nie pozwolą ci dawać, służyć ani nawet rozwijać się tak, jak byś tego pragnął.




Św. Jan od Krzyża wspominał, że Bóg musi pracować w tajemnicy i w ciemności, ponieważ gdybyśmy mieli pełną świadomość, co się dzieje, staralibyśmy się albo przejąć kontrolę, albo cały ten proces zatrzymać. 

Ojciec Hieronim Kiefer, nieżyjący już trapista z opactwa Sept-Fons, decydując się zamieszać w klasztorze, nie mógł się oprzeć tajemniczej sile przyciągania. Nawet nie był w stanie do końca zrozumieć tego, co się w nim dzieje. Wiele razy zwracał się do Boga z tym samym pytaniem: „A jeśli się mylę, czy zwrócisz mi życie?”. 

Zaskoczony zauważył, że uciec jednak nie potrafi. Sieć została zarzucona. 

Po wielu latach doświadczenie przyjaźni z Bogiem nazwał „próbą sieci”. Człowiek ma przekonanie, jakby Bóg go całkowicie pokonał, zgniatając sześciuset tonową prasą. Jest to doświadczenie tak przenikliwie silne, że wychodzi się z niego poturbowanym, na dodatek z bolesnym poczuciem, że od tej pory do niczego się nie nadaje. 

Klasztor staje się pułapką, a odwrót jest już niemożliwy, gdyż wszędzie poza Nim jest tylko jeszcze większa pustka. Palący ogień stałby się zresztą nie do wytrzymania. 

- Czy można powiedzieć, że prasa hydrauliczna zachowuje się przyjaźnie wobec arkusza metalu, który wytłacza? - retorycznie pyta cysterski mnich. - A jednak w taki właśnie sposób Bóg zachowuje się wobec swoich przyjaciół – jak prasa hydrauliczna o nacisku sześciuset ton. Ale niestety nie potrzeba aż tyle! Tym bardziej, że im większa siła, tym mniejsza precyzja. Pod prasę podłożono ośmiomilimetrowy arkusz metalu, maszyna uderzyła odrobinę za mocno, blacha wychodzi idealnie ukształtowana, ale ma już tylko siedem milimetrów. I oto mamy przedmiot, który do niczego się nie nadaje! Wszyscy miłośnicy modlitwy wiedzą od początku, że Bóg będzie pracował nad ich uświęceniem – spodziewają się jednak rzemiosła artystycznego, a nie przemysłu ciężkiego, jaki często na nich spada. Czy zatem Pan ma aż tak ogromną wiarę w odporność swoich przyjaciół?

Jeśli - czy to w klasztorze, czy też w świecie - podążasz za powołaniem do przyjaźni Bogiem, twój mistrz na pewno pozwoli ci doświadczyć próby sieci. Skrępują cię więzy okoliczności albo czyjejś woli, które nie pozwolą ci dawać, służyć ani nawet rozwijać się tak, jak byś tego pragnął. Ponadto w ślad za ograniczającymi okolicznościami zewnętrznymi przyjdzie doświadczenie osobistej niemożności, odczuwanej w sferze uczuć i w sferze duszy. Nawet jeśli potrafisz przewidzieć, z której strony spadnie na ciebie ta sieć, i będziesz chciał umknąć przed nią w przeciwnym kierunku, porządek wydarzeń zmusi cię do stawienia się o wyznaczonej porze w miejscu fatalnego upadku. Dalej, abyś mógł uwolnić się z tej sieci, potrzebowałbyś niekończących się zmagań, których nie chciałbyś podejmować, tym bardziej że okazałyby się, jak się domyślasz, bezużyteczne. Wszystkie potencjalne drogi wyjścia z sytuacji jawią się więc jako równie okrutne. A ty niczego nie możesz uniknąć, niczego zmienić, niczego skrócić. Nie możesz nawet poruszyć małym palcem czy językiem. Twoje skargi na nic się zdadzą. Każdy sznurek sieci, każde oczko, każdy węzeł są nieuniknione. A jednak możesz być pewien, że Bóg tego chciał - wszystko to pochodzi od Niego, we wszystkim możesz rozpoznać Jego rękę.

Biedna zdobyczy!

Ale obiecaj sobie raz na zawsze, że nie poddasz się rozgoryczeniu. 

Spośród różnych rodzajów sieci szczególnie docenisz tę, która skrępuje cię w taki sposób, że nie będziesz już mógł ani kochać, ani czynić dobra z własnego wyboru. Okoliczności będą od ciebie wymagać nieskończonych pokładów życzliwości względem ludzi, których sam z siebie nigdy byś nie pokochał, a nieprzekraczalne ściany odgrodzą cię od tych, których byś wybrał.

***

Człowiekowi złapanemu w sieć tylko jedna rzecz przynosi ulgę. Jest nią niedyskursywna modlitwa w ciszy, która otwiera na miłującą obecność Boga. 

Tego rodzaju modlitwa ma jeden wyróżnik: niezależnie od tego, jak wiele w nią wkładamy, zawsze wydaje się to za mało. Nawet gdybyśmy poświęcali jej cały swój czas, nigdy nie przytłoczy swoim ciężarem.

Tylko taka modlitwa ma moc leczyć rany zadane przez powołanie do przyjaźni z Bogiem. 


Zapiski i myśli o. Hieronima pochodzą z książki „Możliwości i melodie”

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W klasztorze, biedna zdobyczy, będziesz w stanie przetrwać tę próbę. W świecie - już niekoniecznie. W świecie możesz nie znaleźć nikogo, kto ci wyjaśni, że to próba. Albo - jeśli będziesz żyć w małżeństwie, w rodzinie - czasu i miejsca na jedyną rzecz, która przyniesie ci ulgę: niedyskursywną modlitwę w ciszy.
Duchowość, duchowość, duchowość - ale przecież nie dominikańska. Już nie - jeszcze nie.

Anonimowy pisze...

Nawet Ojciec nie wie ile dla mnie robi i jak bardzo Bóg zmienia mi myślenie tym blogiem... i ogólnie nie pojmuje za bardzo jakim cudem mnie Bog odnalazł (w najgorszym momencie) jak ja nawet nie wierzyłam w Niego... to jak bardzo go doświadczam od pierwszego spotkania po długim czasie nie uczęszczania do Kościoła, braku wiary (u Dominikanów w Krk-dosłownie przez przypadek weszłam do tego kościoła) przeraza mnie totalnie i w żaden sposób nie mogę sobie wytłumaczyć i pojąć tego co się dzieje. Nawet nie wiem jak mam opisać słowami to wszystko i co czuje i co chce przekazać bo się nie da! Tak bardzo mnie "przyciąga" do siebie, że ja nawet nie mogę powiedzieć NIE. Bez kitu, no przerasta mnie całkowicie, a życie wywraca do gory nogami. Ale to chyba dobrze prawda? Za każdym razem po przeczytaniu jakiegos Ojca wpis(a dawkuje je sobie po trochu bo za każdym razem ciary i niedowierzanie jak bardzo zgadzam się z tymi słowami) mam ochote poprostu porozmawiać z Ojcem, bo to co tu czytam tak bardzo do mnie trafia. Chyba tez dlatego że odczuwam tu zrozumienie... mam 17 lat a w tym wieku chyba nikt nie bierze cie na poważnie... w srodku ciągle pragnienie zamieniania choć kilku slow. Każdego dnia dziękuję Bogu że odnalazł mnie i to przez Was. Dominikaninow. Serio. Dzięki za wszystko!
Weronika

szafirek szafirek pisze...

W życiu często może być tak, że będziemy czuli się jak przejechani przez ciężki walec, lub złapani w jakąś pułapkę sieci, z której nie ma wyjścia. W poczuciu niezrozumienia, obecności ludzi którzy krępują nam ruchy - możemy poczuć się zdobyczą. Ale czy rzeczywiście tak jest, że Bóg chciałby nas poddawać takim próbom, zdobywać nas w ten sposób? Czy na tym miałaby polegać droga przyjaźni z Bogiem? A w duszy pragnienie przyjaźni z Bogiem tak wolnej i nie ograniczonej żadnymi sieciami...

ewa pisze...

@Weronika
Piękny jest Twój post i zazdroszczę Ci że masz dopiero 17 lat i już doświadczyłaś Tego przyciągania...wiem jak to działa chociaż mam dddddddddddddddddużo więcej lat niż Ty..ja tego "przyciągania" doświadczyłam niestety (jak na mój wiek)...za późno(po człowieczemu) ale cieszę się z tego,że tak się stało, mimo wszystko...lepiej później niż wcale...taka była wola Pana...i gdy widzę twarz mojego syna,który mnie odwozi po nocnych Mszach Św u Dominikanów do domu (to jest godz.1-2 w nocy)to...warto było poddać się temu przyciąganiu i uwierzyć w Nie !!!
serdeczności
EwA

Danusia K. pisze...

Ojcze dziękuję.Właśnie dziś pytałam Boga na Eucharystii czy droga powołania,do której czuję się zaproszona jest Jego wolą. Dziękuję za ten wpis. Bóg na prawdę nas słyszy i odpowiada Chwała Panu.

Żyrólik pisze...

Biedna zdobyczy!

ewa pisze...

Jeżeli nie umiesz modlić się słowami,
Nie rozdzieraj szat
Ani głowy nie posypuj popiołem,
Ale módl się tak, jak umiesz,
Bez słów, jak drzewa, jak trawa, jak morze,
Które również zmawiają modlitwę bez słów.

Słowa są nieporadne, zawodne.
Nieokreślone i nieokreślające.
Są rozczarowaniem. Bolesną omylnością.
Módl się zatem bez słów,
Jak drzewa, jak trawa, jak morze ...
Roman Brandstaetter

Prześlij komentarz