sobota, 16 czerwca 2012

Granice grzechu

Pierwszym pytaniem nie powinno być: „Co zrobić, żeby nie zgrzeszyć?” lecz "Co zrobić by zbudować więź z Bogiem".








- Proszę ojca jak długo się mogę całować z dziewczyną? - zapytano pewnego dominikanina.
- Dopóki mama nie wejdzie! - padła sensowna odpowiedź.

Coraz częściej mam wrażenie, że nieustanne pytania o to czy coś jest grzechem, czy też nie, wypaczają istotę chrześcijaństwa. Można przecież tak sprytnie i rzetelnie wyznaczyć sobie granice, a potem być z siebie ogromnie dumnym, że się nie zgrzeszyło.Czy jednak o samozadowolenie ma chodzić?

Pierwszym pytaniem nie powinno być: „Co zrobić, żeby nie zgrzeszyć?” lecz "Co zrobić by zbudować więź z Bogiem, z moimi bliźnimi?". Bezgrzeszność nie może być celem.

Czy w tym, jak żyję rozwijam się? Czy dzięki temu wzrastam? Oto najlepszy punkt odniesienia.


Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności.

Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem.
Jk 2, 12-13



10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Zacznę od miłosierdzia dla siebie. na kimś trzeba ćwiczyć.
Dobrego dnia Ojcze.

nashim pisze...

amen

kris pisze...

Amen! Dzięki Ojcze

D. pisze...

Dokładnie to mnie dotyka.. Idealny na ten czas dla mnie wpis! Dziękuję :)
Po każdej spowiedzi jest dobrze i radośnie do momentu kiedy zgrzeszę nawet lekko albo do momentu aż wracają znów ciągle stare złe nawyki, za każdym razem te same. I mimo że niekoniecznie są one ciężkie pojedynczo to zaczynam się zastanawiać czy ich ilość, powtarzalność za każdym razem nie sprawia, że "źle ze mną". Albo czy pobudki/intencje albo czy materia ciężka czy nieciężka przy innych grzechach... I tak się dręczę wewnętrznie czy to już grzech czy też nie, zamiast oddać się Miłości...

aurin pisze...

a "szablon" niestety jest przykładany do wielu, ludzie są podszyci strachem, co 3 dni biegaja do spowiedzi, bo sie boją ze grom z jasnego nieba spadnie i w łeb walnie. A tu chyba o rozeznanie chodzi, o głos sumienia w sercu, o wiare w miłosć Boga. I w głowie zostaje od czasu pierwszej komunii swietej że "bóg to sedzia sprawiedliwy, który za dobre wynagradza a za złe karze" (siarka i ognie piekielne bardziej działaja na wyobraźnie niż pocałunek Pana Boga - nebo i na strachu opiera sie wychowanie) i rozumiemy to tak po ludzku, a jeszcze z naszym niskim poczuciem własnej wartosci, zakompleksieniem "nie umiem", "nie nadaje sie", "znowu klapa", "beznadziejna\y jestem" to masakra jakaś i czasem ludzie szukaja w Kosciele i znajdują a czasem szukają i tak dostaja po łbie od "Urzędników Pana Boga" ze zniecheca ich do Koscioła na amen i tylko Bóg wie jak ich odnaleźć. Temat szeroki, baaaardzo. Każdy ma swoją historię i róznie postrzega sprawy. A ja tez elaboratów pisac nie będę, bo za chuda jestem w uszach. Dobranoc wam wszystkim i dobrej niedzieli. Pojade se jutro rowerem w dal, pogoda ma byc piekna. pa:) +

Pola pisze...

...uwierzyć w MIŁOŚĆ, tak na serio, na poważnie, definitywnie, założyć, że JEST taki, jak mówi, nie opierać się już, po prostu zechcieć dojrzeć, pozna(wa)ć, budować relację - trudno już wtedy targować się o granice "szarej strefy".
Tylko... jak uwierzyć w MIŁOŚĆ ?

Pol pisze...

Polecam link do konferencji O Timothiego Radcliffa

http://www.icatholic.ie/videos/iec-2012-timothy-radcliffe-op/

Łowieczka pisze...

Jedno mi przyszło do głowy:

"święty Kościół dla grzesznych ludzi"

w tym jesteśmy wszyscy równi..
"ona udaje świętą?" "nie, ona jest tak samo grzeszna jak Ty!" .... nawet codzienna Eucharystia nie świadczy o tym, że jesteśmy lepszymi katolikami od tego który bierze w niej udział raz na tydzień.

Anonimowy pisze...

a jeśli Eucharystii nie ma?
bo prawo stanowi, że coś jest grzechem ciężkim, a serce i sumienie, że samym dobrem i miłością, o której wyżej tak pięknie pisano? W końcu prawo stanowią ludzie...sama już nie wiem i czasem mętlik mam w głowie. kręcę się w kółko. I więcej uwagi poświęcam na rozmyślanie, że nie mogę się wyspowiadać i że tego nie rozumiem, niż na wszystko inne.

Sanare pisze...

do Anonimowy:
Czasem nasze serce lubi płatać figle i jeśli nie jest dobrze ukształtowane to może się zdarzać, że to co wydaje się być dobre w gruncie rzeczy nam szkodzi. Sumienie można źle ukształtować, do tego stopnia, że człowiek może nawet zabić życie duchowe w sobie. Prawo stanowią nie tylko ludzie, także sam Bóg :) gdy On, sama Miłość przychodzi - warto skupić się na Nim, zjednoczyć z Nim, a wypełnianie zasad będzie wypływało z tej więzi, nie będzie od niej niezrozumiale oderwane. Stanie się słodkim jarzmem. Oczywiście, po czasie, nie od razu. Odwagi, na pewno zbierzesz siły i uda Ci się odbyć dobrą spowiedź :)

Prześlij komentarz